Polska zbroi się za 700 miliardów. Pułkownik Lewandowski: kluczem są ludzie
Polska proceduje 500 umów zbrojeniowych o wartości 700 miliardów złotych, z czego około 130 miliardów już wydano w ramach programu SAFE - poinformował płk Piotr Lewandowski, były dowódca bazy w Redzikowie, w analizie opublikowanej w kanale „Fronty Świata". Oficer ocenia, że skala modernizacji jest bezprecedensowa w historii Wojska Polskiego, ale ostrzega przed negatywnym trendem kadrowym: w ubiegłym roku z armii odeszło więcej oficerów i podoficerów, niż trafiło do linii.
Setki miliardów na sprzęt i luki w łączności
Według informacji przekazanych przez wiceszefa MON Pawła Bejdę, obecnie procedowanych jest 500 umów na łączną kwotę 700 miliardów złotych. Zakupy obejmują niemal wszystkie obszary: artylerię lufową i rakietową wraz z systemami wspierającymi, bojowe wozy piechoty Borsuk, kołowe transportery Rosomak, pojazdy ewakuacji medycznej, rozpoznawcze oraz - co Lewandowski podkreśla jako szczególnie istotne - wozy dowodzenia na polskich pojazdach Waran klasy MRAP.
„Nasza armia, duża część nadal jeździ na ZWD-3" - zauważa pułkownik, przypominając, że pojazdy te miał do dyspozycji w Iraku w latach 2002–2003. Były wówczas sprawne łącznościowo, ale nie zapewniały ochrony ani odpowiedniej mobilności. Nowe mobilne węzły łączności na szczeblu batalion-pułk-brygada wypełniają lukę między poziomem taktycznym a operacyjnym.
Po latach opóźnień armia kupiła też setki tysięcy nowoczesnych kamizelek kuloodpornych i hełmów. Lewandowski przypomina, że w 2003 roku polska kamizelka, którą otrzymał, miała płytę balistyczną wyłącznie z przodu - „zapewne na zasadzie, że polski żołnierz nie odwraca się do wroga plecami". Wciąż brakuje jednak nowoczesnych systemów łączności indywidualnej w stosunku jeden do jednego - żołnierz-dowódca - niezbędnych przy rozproszonych ugrupowaniach wymuszanych transparentnością współczesnego pola walki. Niemcy kupują dziś plutonowe zestawy łączone: hełm, kamizelka, detektor opromieniowania, system wykrywania dronów i łączność osobista. Polski program Tytan, według oceny pułkownika, „zakończył się minimalnym sukcesem".
Tarcza Wschód, drony i amunicja krążąca
Wśród zakupów Lewandowski wyróżnia systemy minowania Jarzębina i Tulipan oraz system Gladius, oferujący rozpoznanie na głębokość około 180 km i rażenie do 100 km. Jarzębinę określa jako „jeden z najbardziej zaawansowanych, jeden z najlepszych systemów minowania i rażenia obszarowego". To kluczowe wyposażenie Tarczy Wschód, którą - jak podkreśla - „przede wszystkim powinny tworzyć systemy, które bronią, a mniej żołnierze, którzy siedzą w okopach paręset metrów od granicy".
Testy przechodzi również amunicja krążąca Kruk, którą pułkownik miał okazję sprawdzić osobiście. Jeden żołnierz przenosi system w plecaku i kontroluje równocześnie trzy pociski o prędkości przelotowej 150 km/h i uderzeniowej 180 km/h. „Rozwiązania polskiego przemysłu bynajmniej nie pozostają w tyle za tym, co reprezentuje przemysł ukraiński, jeżeli chodzi o drony i amunicję krążącą" - zaznacza Lewandowski.
Niepokojąca tendencja kadrowa
Mimo wzrostu ogólnej liczby żołnierzy - w 2024 roku więcej osób wcielono niż odeszło ze służby - w przypadku korpusu oficerskiego i podoficerskiego bilans wypadł ujemny. „Odeszło więcej oficerów i podoficerów niż trafiło do linii" - alarmuje pułkownik. Trend powinien się odwrócić dzięki podniesionym limitom przyjęć do akademii wojskowych i rozbudowie ośrodków szkolenia, ale ilość musi przełożyć się na jakość.
Lewandowski wskazuje również na problemy strukturalne: kompetencje rozłożone są między Sztab Generalny, dowództwa rodzajów sił zbrojnych, Dowództwo Operacyjne oraz nowo powstałe Dowództwo Transformacji. „Patrząc na podział kompetencji - wygląda to niefortunnie". W przypadku sił powietrznych ma to bezpośrednie przełożenie na pętlę decyzyjną już w czasie pokoju. Pułkownik prognozuje, że całościowa reforma systemu dowodzenia - pokojowego i wojennego - nastąpi w tym lub przyszłym roku.
Stała obecność USA wciąż przed nami
Wbrew obiegowym opiniom baza w Redzikowie nie jest formą stałej obecności amerykańskiej w Polsce, lecz rotacyjnej. „Magazyny na sprzęt też są stałe. To jeszcze nie jest stała obecność" - wyjaśnia były dowódca bazy. Prawdziwa stała obecność wymagałaby zbudowania infrastruktury mieszkaniowej, usługowej i edukacyjnej dla rodzin żołnierzy według standardów amerykańskich. Przyjęcie brygadowej grupy bojowej (około 5000 żołnierzy) oznaczałoby konieczność budowy miasteczka dla 20–25 tysięcy osób.
Pułkownik jest zwolennikiem takiej inwestycji - jako sygnału odstraszającego. Tymczasem trwają coroczne ćwiczenia NATO Steadfast Defender 2026, w których uczestniczy około 15 tysięcy żołnierzy, w tym 6 tysięcy amerykańskich. Logistyka otrzymała 320 cystern i około 2000 pojazdów kołowych. Udział wojsk USA w manewrach Lewandowski wskazuje jako jeden z testów rzeczywistego zaangażowania Waszyngtonu: wycofanie poprzedziłoby ograniczenie obecności na ćwiczeniach.
Iran i Ormuz: lekcja dla Waszyngtonu
Pułkownik komentuje też podpisane przy pakistańskim pośrednictwie porozumienie amerykańsko-irańskie. Jego zdaniem armia amerykańska wykonała zadania w granicach przyznanych środków - zniszczono iracką flotę i część zdolności rakietowych - ale „konflikty się ocenia za wynik". A wynik jest niekorzystny: „reżim irański w mojej ocenie jest mocniejszy niż był przed tą wojną", Stany Zjednoczone otrzymały „prestiżową, bolesną lekcję", a cieśnina Ormuz pozostaje pod kontrolą Iranu i Omanu. Porozumienie nie zobowiązuje Teheranu do zaprzestania wspierania Hezbollahu, Hamasu czy Huti - choć właśnie to było jednym z deklarowanych celów operacji. Lewandowski porównuje sytuację do bańki informacyjnej, w której funkcjonuje Władimir Putin: „Trump funkcjonuje w takiej bańce. Nie stawiam równości między nimi, tylko mówię o problemach, kiedy otoczenie buduje bańkę informacyjną wokół ludzi, którzy podejmują kluczowe decyzje".
Zabójstwo dysydenta jako ostrzeżenie
W krótkim wątku otwierającym analizę Lewandowski odniósł się do zabójstwa rosyjskiego dysydenta Siemiona Skrebeckiego, znanego z karykatur kremlowskich władców, zastrzelonego w Polsce przez obywatela Gruzji. Sprawca oddał dwa strzały w plecy i dwa w głowę leżącej już ofiary; trop prowadzi przez Białoruś do Rosji. Pułkownik kwalifikuje to jako „klasyczną operację w ramach działań poniżej progu wojny, ale już działań o charakterze kinetycznym". Polskie służby zatrzymały podejrzanych w kluczowych 72 godzinach od zbrodni.
Konkluzja jest praktyczna: skala zbrojeń ma sens, ale celem nie jest wygranie wojny, lecz uczynienie Polski państwem, którego atak nie opłaca się żadnemu agresorowi. „Rzecz w tym, żeby ta wojna w ogóle się nie zaczęła".