Powrót

Krym pod ostrzałem. Ukraina paraliżuje logistykę i sezon turystyczny

Ukraina od początku 2025 roku systematycznie atakuje okupowany Krym, niszcząc setki ciężarówek na trasie zaopatrzeniowej, paraliżując dostawy paliwa i zmuszając Rosję do ewakuacji sprzętu wojskowego oraz floty czarnomorskiej. Według Denisa Salnikowa, rosyjskiego analityka mieszkającego w Polsce, celem nie jest jednak odbicie półwyspu, lecz zakłócenie zaplecza frontu, uderzenie w polityczny symbol Władimira Putina i zmuszenie Kremla do przerzucenia obrony przeciwlotniczej z innych kierunków.

Setki zniszczonych ciężarówek na trasie zaopatrzeniowej

Najbardziej dotkliwym efektem ukraińskiej kampanii są uderzenia w tak zwany korytarz lądowy - szlak utworzony przez Rosję przez okupowane terytoria zajęte po 2022 roku, biegnący trasą R280 Nowa Rosja. Według danych analityków OSINT, na które powołuje się Salnikow, dotychczas zaatakowano ponad 800 ciężarówek. Jeszcze kilka tygodni temu liczba ta wynosiła około 415.

- Według znanego specjalisty OSINT tylko przez ostatnie trzy doby zostały zaatakowane około 45 ciężarówki - relacjonuje rozmówca. Pojazdy przewoziły przede wszystkim paliwo, ale także inne towary, w tym ładunki Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. - Teraz ten ruch wojenny jest prawie wstrzymany na tej trasie - ocenia Salnikow.

Konsekwencje wykraczają poza logistykę wojskową. Ataki uderzają w zaplecze frontu i jednocześnie pogarszają warunki życia cywilów na okupowanym półwyspie.

Sewastopol bez prądu, ograniczenia paliwowe w 50 regionach Rosji

Tego samego dnia, w którym nagrywano rozmowę, Sewastopol został zaatakowany od rana - według oficjalnych doniesień użyto 70 dronów. Miasto pozostało bez prądu, stanęły trolejbusy, a blisko 400 autobusów wcześniej wyłączono z ruchu miejskiego z powodu braku paliwa.

Kryzys paliwowy nie ogranicza się do Krymu. Salnikow podaje, że oficjalne władze rosyjskie informują o ograniczeniach w 16 regionach, jednak źródła OSINT mówią o ponad 50 regionach z reglamentacją sprzedaży benzyny. Mieszkańcy Krymu, którzy próbują tankować na „kontynencie", spotykają się z odmową napełniania kanistrów - paliwo można nalać wyłącznie do baku samochodu.

Spektakularny efekt przyniósł atak na rafinerię w Kapotni pod Moskwą. - Różne anonimowe źródła donoszą, że naprawa tej rafinerii może potrwać nawet pół roku - relacjonuje rozmówca. Oznacza to, że zakład może nie wrócić do produkcji do końca roku.

Sezon turystyczny pod znakiem zapytania

Czerwiec to początek sezonu turystycznego, który od dekad stanowił jedno z głównych źródeł dochodu mieszkańców Krymu. W tym roku obraz jest odwrócony. - Kolejka przy Moście Krymskim istnieje tylko po stronie Krymu - opisuje Salnikow. To kolejka ludzi próbujących wyjechać z półwyspu w kierunku obwodu krasnodarskiego. Po przeciwnej stronie, gdzie wcześniej oczekiwanie trwało kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt godzin, dziś kolejki nie ma.

Dwa dni przed rozmową władze ogłosiły zamknięcie wszystkich obozów dziecięcych, w tym słynnego Arteku, co najmniej do 1 września. Zakazano także organizacji wydarzeń sportowych. Rozmówca opisuje, że właściciele hoteli oferują noclegi w zamian za paliwo - widział w mediach społecznościowych ofertę kilkudniowego pobytu w hotelu „w stylu włoskim" za 100 litrów benzyny. - Tam już w niektórych sytuacjach mają miejsce wymiany tradycyjne - komentuje.

Cytując ministra obrony Ukrainy, Salnikow przypomina, że Kijów planuje, by „w tym sezonie turystycznym na Krymie były tylko ukraińskie drony jako goście wizytujący".

Most Kerczeński wciąż nietknięty, ale flota wycofana

Mimo intensyfikacji ataków, Most Kerczeński - flagowy projekt infrastrukturalny Putina - pozostaje nienaruszony. Salnikow zwraca uwagę, że Rosja rozbudowała wokół niego kilka kordonów ochronnych, wykorzystując statki i bariery, co widać na zdjęciach satelitarnych. Ostatnie próby ataku na most, głównie z użyciem dronów morskich, miały miejsce kilka lat temu. - To może się wydarzyć - przyznaje jednak rozmówca, sygnalizując, że rosyjscy blogerzy spodziewają się kolejnego uderzenia.

Sukcesem strategicznym Ukrainy jest natomiast wymuszenie ewakuacji sztabu Floty Czarnomorskiej. Około miesiąc przed rozmową sztab został przeniesiony z Sewastopola - historycznej bazy floty - do Noworosyjska w obwodzie krasnodarskim. Po serii skutecznych trafień w samoloty wojskowe na półwyspie Rosja przestała przerzucać tam kolejny sprzęt.

Krym jako symbol polityczny mitu Putina

Salnikow podkreśla, że kluczowe znaczenie półwyspu jest dziś przede wszystkim polityczne. - Kiedy w 2014 roku Krym został zaanektowany, Putin uczynił z powrotu Krymu do Rosji jedno ze swoich głównych osiągnięć i jedną z podstaw mitu założycielskiego dzisiejszej Rosji - wyjaśnia. Kreml budował narrację o Krymie jako miejscu, gdzie chrzest miał przyjąć książę Włodzimierz Wielki, choć historycy kwestionują tę wersję wydarzeń.

Pod murami Kremla Putin postawił pomnik Włodzimierza Wielkiego - większy niż jego odpowiednik w Kijowie. - Krym jest dla dzisiejszej Rosji i dla dzisiejszych elit rosyjskich bardzo ważnym miejscem - podsumowuje rozmówca. Stąd uderzenia w półwysep mają wymiar nie tylko militarny, lecz także informacyjny: pokazują rosyjskiej opinii publicznej koszty wojny oraz adresują przekaz do Waszyngtonu.

- Może chodzi również o zwrócenie uwagi prezydenta Stanów Zjednoczonych - sugeruje Salnikow, przypominając, że Donald Trump miał ostatnio stwierdzić, iż Wołodymyr Zełenski musi „naciskać mocniej", by skłonić Putina do zawieszenia broni.

12 lat okupacji: wymiana ludności i represje wobec Tatarów

Salnikow przypomina, że według ostatniego ukraińskiego spisu powszechnego sprzed aneksji około 75 procent mieszkańców Krymu deklarowało rosyjski jako język ojczysty, około 25 procent identyfikowało się jako Ukraińcy, a około 15 procent jako Tatarzy krymscy. Według różnych źródeł od 2014 roku na półwysep przeniesiono co najmniej 100 tysięcy obywateli Rosji kontynentalnej - ukraińskie szacunki mówią nawet o milionie.

Po aneksji wyjechało co najmniej 60 tysięcy proukraińsko nastawionych mieszkańców - według oficjalnych źródeł, na które powołuje się rozmówca. Tatarzy krymscy padli ofiarą najostrzejszych represji. W 2016 roku Rosja zdelegalizowała Medżlis, parlament tej społeczności, który nigdy nie był zakazany za rządów ukraińskich. Około 250 Tatarów krymskich uznano za więźniów politycznych - to niemal połowa wszystkich prześladowanych z Krymu, choć stanowią oni tylko około 15 procent populacji.

Salnikow przywołuje przypadek reżysera Ołeha Sencowa, zatrzymanego w maju 2014 roku i skazanego na około 20 lat więzienia. Tortury w jego sprawie udokumentowała Amnesty International. W 2019 roku został wymieniony, a w 2022 wstąpił do ukraińskich sił zbrojnych.

Sankcje, których skuteczność niedoceniono

Rozmówca zwraca uwagę na często niedoceniany efekt zachodnich sankcji wprowadzonych po 2014 roku. - Wiele mówiono o tym, że sankcje zachodnie były łagodne i że nie bardzo wpływały na Rosję, ale tak naprawdę wiele zrobiły, żeby zniechęcić rosyjski biznes do udziału w odbudowie Krymu - ocenia.

Duże rosyjskie banki, w tym te z udziałem skarbu państwa, wycofały się z półwyspu. Specjalna strefa ekonomiczna utworzona na Krymie szybko się skurczyła. Dziś - jak podaje Salnikow - niemal 90 procent budżetu regionu pochodzi z dotacji z Moskwy, co stawia Krym w jednym rzędzie z Czeczenią pod względem zależności od transferów federalnych.

Przez lata Krym pozostawał także wyłączony z rosyjskiej infrastruktury cyfrowej. - Do Krymu, kiedy leciałeś albo jechałeś, trzeba było brać ze sobą gotówkę - wspomina rozmówca. Mieszkańcy borykali się też z problemami z internetem i łącznością telefoniczną.

Cel: rozciągnąć rosyjską obronę przeciwlotniczą

Salnikow zwraca uwagę na strategiczny wymiar ukraińskiej kampanii. Kijów chce zmusić Rosję do przerzucenia środków obrony przeciwlotniczej na Krym, co osłabi ochronę innych obiektów strategicznych i umożliwi atakowanie kolejnych rafinerii w głębi Rosji. - Podczas nalotu na Moskwę obrona przeciwlotnicza została przesycona i z tego powodu te spektakularne nagrania miały miejsce - zauważa.

Rozmówca dodaje, że według ministra obrony Ukrainy kampania została zaplanowana w lutym tego roku, a rząd zdecydował się wykorzystać środki przewidziane pierwotnie na drugą połowę roku, aby przyspieszyć zakupy dronów. Podczas niedawnego ataku na Moskwę - według samych rosyjskich blogerów - użyto co najmniej 10 różnych typów dronów od różnych producentów.

Pytany, czy możliwy jest ukraiński desant na Krym, Salnikow ocenia, że scenariusz jest mało prawdopodobny. - Raczej prawdopodobnie wygląda atak na kierunku chersońskim - sugeruje, wskazując na strategiczne znaczenie odzyskania kontroli nad drugim brzegiem Dniepru.

Milczenie Kremla i panika blogerów

Reakcja rosyjskich elit pozostaje wstrzemięźliwa. Putin nie skomentował publicznie ani ataków na Krym, ani uderzenia na Moskwę. Na posiedzeniu Rady Ministrów stwierdził jedynie, że Ukraina eskaluje, ponieważ „przegrywa na wszystkich odcinkach frontu".

Inaczej reagują wojenni blogerzy. Prokremlowski „Rybar" twierdzi, że panika jest sztucznie podgrzewana przez Ukrainę, a wszystko pozostaje pod kontrolą. Inni, jak Igor Strielkow, domagają się ataków odwetowych na ukraińskie centra decyzyjne w Kijowie, w tym na ulicę Bankową. Głosy nawołujące do użycia broni jądrowej - jak Siergieja Karaganowa - pozostają, według Salnikowa, marginalne.

Krym, który miał być wizytówką putinowskiej Rosji - symbolem zwycięstwa, modernizacji i powrotu „rosyjskiego świata" - po 12 latach okupacji staje się jej coraz większym obciążeniem. Sankcje powstrzymały odbudowę, ukraińskie drony paraliżują logistykę i turystykę, a sztab Floty Czarnomorskiej musiał zostać ewakuowany na rosyjski „kontynent". Choć odbicie półwyspu nie jest na razie celem militarnym Kijowa, każdy kolejny atak podważa narrację o nieodwracalności aneksji - fundament politycznej tożsamości reżimu Putina.