Podpalenie w Skarżysku jako element rosyjskiej wojny pod progiem
Prokuratura potraktowała pożar w zakładach WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej jako akt terroryzmu i dywersji. Śledztwo, obok policji, prowadzą Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego. Zdaniem ppłk. rez. Macieja Korowaja, byłego oficera wywiadu, incydent nie jest zdarzeniem odosobnionym, lecz jednym z ogniw rosyjskiej operacji nacisku na wschodnią flankę NATO.
Cztery domeny w 72 godziny
Do pożaru doszło krótko po północy. Systemy ochronne obiektu zadziałały, dzięki czemu nie odnotowano poważnych szkód - produkcja nie została przerwana, a zakład ocalał. Monitoring zarejestrował mężczyznę, który wyjął z plecaka substancję łatwopalną i doprowadził do zapłonu.
Korowaj umieszcza to zdarzenie w szerszym obrazie. Jego monitoring z ostatnich 72 godzin po raz pierwszy wykazał aktywność Rosji jednocześnie w czterech domenach, które uznaje za kluczowe dla prowadzenia wojny pod progiem konfliktu.
„Sabotaż, domena powietrzna, granica, sygnalizacja strategiczna” - wylicza. Poza podpaleniem w Skarżysku odnotowano przelot rosyjskich samolotów rozpoznawczych nad Bałtykiem, eskortowanych przez polskie myśliwce. Dwa dni wcześniej na granicy łotewsko-białoruskiej zatrzymano 97 osób w ciągu doby - ponad dwukrotność tegorocznej średniej na tym odcinku.
Czwartym elementem był przekaz strategiczny. Korowaj przywołuje publikację rosyjskiej dyplomacji na temat operacji NATO w Arktyce, przedstawionych jako bezpośrednie zagrożenie dla Rosji, wraz z ostrzeżeniem przed konfrontacją asymetryczną.
Do tego dochodzą ćwiczenia wojsk strategicznych, prowadzone - jak zaznacza rozmówca - w nietypowym terminie. „Zazwyczaj ćwiczenia wojsk strategicznych Federacji Rosyjskiej realizowane są pod koniec roku szkoleniowego, w okolicach grudnia. Tutaj mamy już od początku roku non-stop elementy związane ze sprawdzaniem i funkcjonowaniem działań wojsk strategicznych.” W tle pojawiają się też - opisywane przez zachodnią prasę i raporty agencji wywiadowczych - przygotowania do prób z bronią nuklearną na poligonie na Nowej Ziemi.
Operacja kaskadowa i jej cele
Korowaj określa te działania mianem „mikrocięć” w kolejnych domenach, składających się na operację kaskadową, której celem jest budowanie napięcia i przygotowanie ewentualnej eskalacji. Kaskada, jego zdaniem, nie jest jeszcze domknięta - brakuje działań w cyberprzestrzeni oraz zakłócania systemów nawigacyjnych na skalę zdolną sparaliżować gospodarkę.
Kluczowym elementem tej strategii jest budowanie dylematów strategicznych. Rozmówca podkreśla, że planowana eskalacja nie ma jednoznacznie określonego celu, co czyni ją tym groźniejszą.
„Nie wiemy w tej chwili tak naprawdę, czy po to Rosjanie robią tę eskalację, żeby związać środki w Europie, żeby nie przekazywać Ukrainie, czy też po prostu robią to, przygotowując nas do tej eskalacji, do tego życia w ciągłym niebezpieczeństwie” - mówi Korowaj. Jak dodaje, ewentualna mobilizacja mogłaby posłużyć zarówno do zwiększenia presji na Ukrainę, jak i do uderzenia na członków NATO, by wywołać przeświadczenie o wojnie egzystencjalnej, uzasadniającej groźbę użycia broni nuklearnej.
Zdaniem eksperta wszystkie te czynniki zabezpieczają każdy z możliwych scenariuszy. „Ten dylemat, który Rosjanie nam w tej chwili zrzucają, jest najgroźniejszy z tego wszystkiego, ponieważ mamy dużo scenariuszy i te scenariusze wszystkie uzupełniają te rzeczy, które w tej chwili Rosja nam szykuje.”
Putin między eskalacją a status quo
Osobnym wątkiem rozmowy była pozycja Władimira Putina. Prowadzący przywołał doniesienia „The Economista”, według których rosyjski przywódca miał wyrazić obawę o własny los. Korowaj podchodzi do tych informacji sceptycznie.
„To nie jest człowiek, który dosyć często mówi o swoich lękach na tyle często, że przenika to do mediów” - ocenia. Jego zdaniem taki przekaz nie pochodzi z otoczenia samego Putina, lecz stanowi element nacisku ze strony środowisk dążących do eskalacji.
Ekspert opisuje wewnętrzny mechanizm rosyjskiej polityki. Wojna przeformowała strukturę oligarchiczno-polityczno-państwową: „z jednych zrobiono milionerów, innych pozbawiła milionów”. Nowe podziały wymagają ugruntowania, a przedłużający się konflikt nie daje beneficjentom gwarancji utrzymania zdobyczy.
W tym układzie eskalacja pozbawiłaby Putina alibi. Obecnie porażki na froncie może przypisywać sztabowi generalnemu czy doradcom. „Jeżeli dochodzi do eskalacji, to wszystkie decyzje i czynniki, które powodują sukces lub porażkę, będą zależne od decyzji samego Putina” - tłumaczy Korowaj. Sukces uczyniłby go „wybawicielem”, porażka dałaby podstawy do usunięcia.
Paradoksalnie, w tej analizie to Putin jawi się jako hamulcowy eskalacji. „Utrzymanie tego status quo daje najwięcej gwarancji bezpieczeństwa dla funkcjonowania samego Putina” - mówi ekspert. Prowadzący przypomniał, że rosyjskiego przywódcę miał głęboko poruszyć los Muammara Kadafiego, co nasiliło jego izolację i nieufność wobec Zachodu.
Plankton oligarchiczny i wybory do Dumy
Korowaj kładzie nacisk na rolę oligarchów regionalnych, których nazywa „planktonem oligarchicznym”. To oni - jego zdaniem - finansują kontrakty dla żołnierzy i transfery do jednostek, a przy tworzeniu wojsk terytorialnych zapewniali najlepszą logistykę.
Ich znaczenie wynika ze zdolności do zagospodarowania niezadowolenia społecznego w regionach. „Sam spontaniczny ruch rosyjskiego niezadowolenia już dawno minął i jest trudny do wytworzenia samoistnie” - zauważa ekspert. Wsparte finansowaniem i lokalną osłoną polityczną, może jednak nabrać znaczenia.
Dlatego, według rozmówcy, działania antykorupcyjne skierowano głównie przeciwko oligarchom lokalnym. Zajmowanie majątków i przedsiębiorstw służy tworzeniu nowych, bardziej posłusznych elit. W struktury śledcze i prokuraturę antykorupcyjną w regionach wchodzą byli funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony.
Papierkiem lakmusowym mają być wrześniowe wybory do Dumy. „Nie chodzi o to, która ze stron wygra, tylko czy społeczeństwo zaakceptuje permanentną wojnę, czy będzie domagało się jakichś ostatecznych rozwiązań” - mówi Korowaj. Zwraca uwagę na wykluczenie z wyborów partii Jabłoko, której Kreml - jak twierdzi - nie kontroluje w wystarczającym stopniu.
Wizyta w Moskwie jako gra na dwie nogi
Rozmówcy odnieśli się do wizyty szefa amerykańskiego wywiadu w Moskwie oraz medialnych spekulacji o propozycji spotkania Zełenski-Putin-Trump. Korowaj interpretuje przylot ważnego przedstawiciela USA jako sygnał skierowany przede wszystkim do wewnątrz Rosji.
Fakt, że Zachód rozmawia z Putinem, jest - jego zdaniem - jednym z narzędzi utrzymujących go u władzy. „Bez pozwolenia Putina tej rozmowy by nie było” - podkreśla ekspert.
Amerykanie mieli w ten sposób wbić klin między dwie struktury Kremla: administrację prezydenta oraz środowiska siłowe i oligarchiczne dążące do rozwiązań ostatecznych. „Jednym dając sygnał ostrzegawczy, a drugim dając argumenty do tego, żeby prowadzić dalej negocjacje i nie eskalować” - mówi Korowaj. Sam przeciek o lękach Putina porównuje do „grania w cykorę” - próby zmuszenia go do działania.
Zdaniem eksperta rosyjska logika wyklucza jednak negocjacje w warunkach deeskalacji. „Negocjacje zawsze dochodziły w momencie eskalacji konfliktu, a nie deeskalacji” - ocenia. Historia - od Bałkanów przez Kaukaz po Azję Centralną - wskazuje, że Moskwa przystępuje do rozmów, gdy napięcie jest najwyższe, często w roli rozjemcy.
Front, mobilizacja i pytanie o skuteczność
Na froncie Korowaj wskazuje jako czynnik krytyczny sytuację w regionach oraz nastroje społeczne. Za istotną uznaje rosnącą zdolność Ukrainy do uderzeń w głąb Rosji i odporność ukraińskiego społeczeństwa, zahartowanego przez kolejne zimy bombardowań.
„Ukraina 2026 to nie jest Ukraina 2022, gdzie będzie można przejść bezproblemowo do wojny manewrowej” - zaznacza ekspert. Dla Rosjan natomiast skuteczne przeniesienie wojny w głąb kraju stanowi nowe doświadczenie i wywołuje szok.
W kwestii mobilizacji Korowaj studzi emocje. Przypomina, że dekret mobilizacyjny obowiązuje nieprzerwanie od września 2022 roku, a mobilizacja obejmuje nie tylko wojsko, lecz także inne służby. „Mówimy prawie o milionie - od 600 tysięcy do miliona ludzi - zaangażowanych w proces mobilizacyjny” - wylicza, dodając, że przedsięwzięcie takiej skali trwa co najmniej pół roku.
Informacje o powszechnej mobilizacji przypisuje głównie stronie ukraińskiej, dążącej do drenowania niezadowolenia w rosyjskich regionach. Odosobniony przypadek Penzy, gdzie zatrzymywano mężczyzn i zmuszano ich do podpisywania kontraktów, wiąże raczej z lokalnymi zaniedbaniami administracji i sprawami korupcyjnymi niż z sygnałem ogólnokrajowym.
Nawet ewentualna mobilizacja 300 tysięcy ludzi nie zmieniłaby - jego zdaniem - sytuacji, dopóki Rosja nie odzyska zdolności do wojny manewrowej. „Te 300 tysięcy w ciągu 10 miesięcy zostałoby zdewaluowane przy bardzo silnych działaniach ofensywnych” - ocenia. Prowadzący przywołał wypowiedź mera Moskwy Siergieja Sobianina, który miał wykluczyć powszechną mobilizację w stolicy ze względu na jej skutki dla funkcjonowania miasta.
Werbunek amatorów i granice obrony
Wracając do Skarżyska, Korowaj ocenia incydent jako operację sygnalizacyjną, testującą reakcję przedsiębiorstwa i państwa. Prostota zastosowanych środków wskazuje na słabo przeszkolonego wykonawcę.
Ekspert opisuje mechanizm werbunku wykorzystujący bliskość językową i kulturową oraz trudną sytuację materialną osób rosyjskojęzycznych za granicą. Coraz częściej odbywa się on online, co obniża koszty i zwiększa bezpieczeństwo służby, choć kosztem jakości pojedynczych operacji. Służby posługują się też fałszywą flagą - podszywają się pod organizacje, a nawet pod właściciela firmy zainteresowanego odszkodowaniem.
„Najlepszą obroną przed takimi działaniami jest skuteczność służb policyjnych i kontrwywiadowczych po fakcie, czyli jak szybko udaje się nam złapać sprawcę” - podkreśla Korowaj. System bezpieczeństwa w Skarżysku spełnił rolę: zabezpieczył ślady, ograniczył szkody i pozwolił szybko zlokalizować podpalenie.
Kluczowe jest też nagłośnienie sprawy, by potencjalni wykonawcy mieli świadomość ryzyka szybkiego aresztowania. Ekspert przywołuje ponad 460 zatrzymań przeprowadzonych przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa oraz działania Służby Bezpieczeństwa Ukrainy jako przykład, że tylko sprawność w wykrywaniu sprawców chroni przed „spamem operacyjnym”.
Klucz w Pekinie
W zakończeniu Korowaj przenosi ciężar analizy poza Moskwę. „Klucz do pokoju w Europie jest w Pekinie” - stwierdza, wskazując Chiny jako głównego gwaranta wsparcia dla Rosji.
Zdaniem eksperta Pekinowi może zależeć na kontrolowanej eskalacji, ponieważ osłabia ona Rosję i ułatwia przejmowanie jej zasobów. Chiny obsługują oba scenariusze - długotrwałej wojny uzależniającej Moskwę oraz eskalacji, która pozwoliłaby im wystąpić w roli gwaranta ewentualnego porozumienia między Rosją a Zachodem.
Taka rola - jak przewiduje Korowaj - związałaby Europę z Pekinem pod względem bezpieczeństwa i mogłaby zostać wykorzystana w przyszłej rywalizacji chińsko-amerykańskiej. Kluczowe znaczenie ma niedawna rozmowa Putina z przewodniczącym Chin, która - zależnie od jej treści - wskaże, czy Moskwa otrzymała przyzwolenie na wykorzystanie broni nuklearnej jako straszaka.
Rozmowa nie przyniosła jednoznacznej prognozy, lecz zarysowała ramy dylematu. Pożar w Skarżysku-Kamiennej, sam w sobie ograniczony w skutkach, wpisuje się - według Korowaja - w sieć skoordynowanych działań, których celem jest testowanie odporności państw wschodniej flanki NATO i budowanie przestrzeni do negocjacji na rosyjskich warunkach. Odpowiedzią pozostaje sprawność służb i szybkie wykrywanie sprawców, bo - jak konkluduje ekspert - każda zmiana w Rosji jest szansą „na inne, ale nie wiadomo, czy na lepsze, czy na gorsze”.