Powrót

Rosyjski szpieg na Śląsku i widmo eskalacji na Bałtyku

Zatrzymanie na Śląsku obywatela Rosji podejrzewanego o szpiegostwo może zwiastować przygotowania do poważniejszej operacji - ocenia ppłk rezerwy Maciej Korowaj. W rozmowie z Grzegorzem Ślubowskim na Kanale Otwartym były oficer wskazał, że nietypowy profil zatrzymanego świadczy o rosnącym zaangażowaniu rosyjskich służb oraz o traktowaniu Morza Bałtyckiego jako kolejnego obszaru konfrontacji Wschodu z Zachodem.

Polski kontrwywiad zatrzymał na Śląsku osobę fotografującą obiekty infrastruktury logistycznej - kolejowej i drogowej. Jak relacjonuje Korowaj, zatrzymany miał „bardzo bogate udokumentowanie tego, co robił przez dłuższy czas”, a materiały zabezpieczono po przeszukaniu urządzeń. Oficjalnych informacji jest niewiele, lecz jeden element wyróżnia tę sprawę: podejrzany to obywatel Federacji Rosyjskiej, a nie - jak zwykle - przypadkowy wykonawca.

Nietypowy profil zatrzymanego

Korowaj posługuje się pojęciem „agentury proxy” - określeniem stosowanym przez dr Annę Dąbrowską-Siwiec z Uniwersytetu w Białymstoku na oznaczenie agentów łatwych do wykorzystania przy prostych, masowych zadaniach. Taka agentura, często werbowana wśród obecnych w Polsce Ukraińców, służy między innymi do „spamowania zdolności lokalnych służb kontrwywiadowczych”.

Zatrzymanie Rosjanina zmienia obraz. Zdaniem Korowaja wchodzą w grę dwa scenariusze: zwerbowany obywatel Federacji Rosyjskiej albo kadrowy oficer służb działający pod przykryciem. Oba oznaczają poważniejsze zaangażowanie zasobów niż w przypadku agentury proxy.

„Jeżeli chcemy wykonać konkretne zadanie, bardzo precyzyjne, (…) to taki agent, który jest zrobiony z własnego obywatela, jest o wiele bardziej podatny na szkolenie, na działanie” - tłumaczy. Na szczycie tej hierarchii stoi oficer kadrowy - „najbardziej taki diament w działaniach operacyjnych”.

Spór wśród komentatorów

W polskim internecie pojawiły się głosy, że oficer wywiadu nie wykonywałby tak prostych czynności, narażając cennego agenta. Korowaj odrzuca ten argument: „To są ludzie małej wiary. Wywiad generalnie rzecz biorąc nie ma schematu postępowania, ma oczywiście pewne zasady (…), natomiast one tak naprawdę nie krępują działań oficerów wywiadowczych”.

Według niego sięgnięcie po tak cenny zasób do pozornie nieskomplikowanego zadania wynika z presji czasu i jakości. „Jeżeli jest taka potrzeba, bo coś się dzieje i trzeba to zrobić, a nie mamy kogoś, kto by mógł to zrobić długotrwale (…), to robi się tym, kogo ma się najlepiej” - mówi. Sam fakt poświęcenia takiego zasobu „jednoznacznie świadczy o tym, że służba rosyjska bardzo poważnie traktuje to zadanie, bo przygotowuje się do czegoś większego”.

Korowaj przytacza analogiczny przypadek z Belgii, gdzie w tym roku zatrzymano obywatela Rosji łamiącego embargo - sprowadzał on towary podwójnego zastosowania, w tym mierniki do badania materiałów wybuchowych i obrabiarki przydatne przy produkcji elementów rakiet manewrujących. Śledztwa dziennikarskie, korzystające z otwartych baz, powiązały jego prowadzących z adresem jednostki GRU w Moskwie.

Sukces kontrwywiadu, nie porażka

Na pytanie, czy zatrzymanie oficera nie jest formą porażki - bo nie udało się go „odwrócić” - Korowaj odpowiada, że decyzja zależy od wartości zasobu. Słabo przygotowanego agenta łatwiej odwrócić, ale niewiele można z niego wydobyć. „Lepiej go po prostu zwinąć, ogłosić, pokazać jako przykład i budować pewną odporność państwa”.

Ujawnienie sprawy pełni funkcję kontrwywiadowczą i społeczną. Pokazuje przeciwnikowi, że jego działania są rozpoznawane, a obywatelom - że „taka współpraca z przeciwnikiem nie jest opłacalna, bo wcześniej czy później zostaniecie zdemaskowani”.

Istotny jest też czas od zatrzymania do postawienia zarzutów. „To pokazuje sprawność służby, że nie prowadzimy (…) wieloletnich śledztw” - podkreśla Korowaj. Szybkość reakcji buduje, jego zdaniem, „wysoki reżim kontrwywiadowczy”, zmuszający obce służby do angażowania droższych zasobów. Całość ocenia jako „bardzo duży sukces naszego kontrwywiadu”.

Walka wewnątrz rosyjskich służb

Korowaj zwraca uwagę na narastającą rywalizację w rosyjskim aparacie bezpieczeństwa. Konflikty, które zwykle toczą się „pod stołem”, przeniosły się do sfery informacyjnej - z wykorzystaniem blogerów oczerniających rywali.

Jego zdaniem dwa lata temu Rosjanie powołali nadrzędną jednostkę koordynującą działania służb, co ograniczyło spory między formacjami cywilnymi i wojskowymi. Obecnie napięcie przeniosło się do wnętrza FSB - między pionami operacyjnymi a tzw. bezpiecznikami, odpowiadającymi za bezpieczeństwo wewnętrzne. Szef tego pionu, jak twierdzi Korowaj, ubiega się o jedno z najważniejszych stanowisk - szefa moskiewskiego zarządu FSB.

W tle pojawia się baza „Chimera” - zbiór danych granicznych FSB, który wyciekł i trafił na rynek komercyjny. Z bazy, dostępnej za niewielką opłatą, można wydobyć dane o obywatelach, w tym o oficerach i instytucjach wywiadowczych. Według Korowaja wyciek powiązano z serią zabójstw rosyjskich generałów oraz z rozgrywką o wspomniane stanowisko w FSB.

Dlaczego potrzebny był człowiek

Korowaj tłumaczy, dlaczego do fotografowania infrastruktury wysłano agenta, skoro istnieją satelity. Rosyjskie satelity obrazowania są mniej dokładne i kosztowniejsze w eksploatacji niż zachodnie, a interwał ich przelotów nad niektórymi obszarami Europy sięga kilkunastu godzin. Dla porównania - satelity polsko-fińskie oferują nad częścią terytorium Rosji interwał rzędu kilkunastu minut.

Przy precyzyjnym planowaniu uderzenia na konkretny obiekt zdjęcia musi wykonać osoba wiedząca, co fotografować - by określić, „w którym miejscu ile trzeba przyłożyć i jak to zrobić”. To, czy zatrzymany robił zdjęcia o charakterze technicznym, czy amatorskim, wskaże na jego rzeczywistą rolę.

Korowaj dodaje przy tym przestrogę: część operacji bywa prowadzona nie dla efektu, lecz dla wewnętrznego prestiżu. „Czasami zużywało się zasoby niekoniecznie po to, żeby zrobić coś dobrze, tylko po to, żeby komuś zaimponować”.

Dyplomacja wywiadów i wartość kadrowego oficera

Gdyby zatrzymany okazał się kadrowym oficerem, stałby się cennym argumentem przy wymianie więźniów. „To jest bardzo dobry argument, moim zdaniem najlepszy, bo to też pokazuje drugiej służbie, jak traktujemy ich oficerów kadrowych” - mówi Korowaj.

Jako przykład „dyplomacji wywiadowczej” przytacza spotkanie ówczesnego szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa z szefem GRU Igorem Kostiukowem w Abu Zabi. Oficjalnie dotyczyło wymiany jeńców; w rzeczywistości, mimo trwającej „walki na śmierć i życie”, doprowadziło do zaprzestania operacji wymierzonych w rodziny oficerów po obu stronach - bez żadnego dokumentu, na podstawie ustnej umowy szefów służb.

Bałtyk jako kolejny front

W drugiej części rozmowy Korowaj odniósł się do słów Władimira Putina, który porównał ryzyko na Bałtyku do napięć w Zatoce Perskiej i cieśninie Ormuz. Ocenił, że Bałtyk „jest następnym obszarem konfrontacji Wschodu z Zachodem” po wygaszeniu wojny w Ukrainie - a dogodne okno czasowe trwa od jesieni tego roku do połowy przyszłego.

Zdaniem Korowaja Rosja, słabsza konwencjonalnie, chce powtórzyć mechanizm kryzysu kubańskiego: wywołać eskalację grożącą użyciem broni nuklearnej, by wymusić ustępstwa i trwałe ustalenia z Zachodem. Na taki scenariusz wskazywać mają niedawne wypowiedzi szefa rosyjskiego wywiadu zagranicznego Siergieja Naryszkina, który przywoływał kryzys kubański jako wzór rozwiązania.

Bałtyk postrzega jako obszar sprzyjający „sygnalizacyjnemu” użyciu broni nuklearnej o ograniczonym zasięgu - takiemu, które nie wywoła strategicznej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Zagrożenie dostrzegają, jak twierdzi, agencje wywiadowcze państw nordyckich, zwłaszcza Finlandii i Norwegii, choć stanowiska regionu nie są jednolite - Szwecja i Dania zajmują odrębną pozycję.

Osobnym elementem układanki jest Kaliningrad. Nawiązując do opinii gen. Rajmunda Andrzejczaka, że to raczej problem Rosji, Korowaj zastrzega, iż Moskwa potrafi „ze swoich deficytów zbudować atut”. Ewentualna blokada obwodu lub atak mogłyby, w jego ocenie, posłużyć jako pretekst do sięgnięcia po broń nuklearną - tym bardziej, że rosyjska doktryna nuklearna była ostatnio dwukrotnie zmieniana, obniżając próg jej użycia.

Korowaj przypomina jednak, że Putin publicznie wyklucza negocjacje z Zachodem na dotychczasowych zasadach, przekonany, iż ustalenia z lat 90. nie zostały dotrzymane. Eskalacja ma więc wymusić „stałe” gwarancje, a zarazem służy wewnętrznej rozgrywce o przyszłą transformację władzy na Kremlu. Kanał Otwarty zapowiedział dalsze relacjonowanie rozwoju sytuacji.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter