Budzisz: Polska boksuje dwie klasy niżej, niż mogłaby
Analityk Marek Budzisz w rozmowie publicystycznej zarysował nową strategię Polski wobec Ukrainy, Niemiec i USA. Według niego Warszawa powinna porzucić rolę petenta i bezrefleksyjnego sojusznika, a postawić na twarde narzędzia ekonomiczne, projekcję siły na Bałtyku oraz budowę przemysłu zbrojeniowego zdolnego konkurować z niemieckimi gigantami pokroju Helsinga. Polska, jak przekonuje, jest dziś silniejsza, niż sama sądzi - i marnuje ten potencjał.
Ukraina będzie walczyć niezależnie od polskiej polityki
Punktem wyjścia analizy Budzisza jest twierdzenie, że Polska nie musi już aktywnie zabiegać o kontynuację ukraińskiego oporu wobec Rosji. „Ukraina walczy z Rosją dlatego, że inne rozwiązania, które ma do wyboru, są znacznie gorsze niż kontynuowanie tej walki” - stwierdza. W jego ocenie pozwala to Warszawie przyjąć rolę „pasażera na gapę” i przerzucić część ciężaru wsparcia na bogatsze państwa: Niemcy i Skandynawów.
Budzisz argumentuje, że w sensie strategicznym sytuacja Polski jest „zdecydowanie lepsza niż w roku 2022”. Aktywność polskiej dyplomacji byłaby konieczna dopiero wtedy, gdyby w Kijowie pojawiła się orientacja na ustępstwa wobec Moskwy - czego dziś nie widać.
Dziesięć unicornów zamiast deklaracji
Centralna teza komentatora dotyczy budowy ekonomicznych narzędzi presji. Budzisz krytykuje Polską Grupę Zbrojeniową za ograniczone zdolności innowacyjne i postuluje stworzenie państwowego „inkubatora” dla prywatnych firm sektora technologii wojskowych i dual use.
„Polska może zbudować co najmniej 10 unicornów, czyli firm w zakresie nowoczesnych technologii wojskowych, które za rok będą miały wycenę powyżej miliarda dolarów na rynkach międzynarodowych” - przekonuje. Wskazuje, że niemiecki Helsing (założony w 2022 r.) i Stark (2024) osiągnęły wielomiliardowe wyceny, podczas gdy żadna polska firma nie przeszła tej drogi, mimo porównywalnego potencjału.
Jako wzorzec przywołuje fińską historię firmy ICEYE, której współzałożycielem jest Polak Rafał Modrzewski. To prezydent Finlandii promował ją na świecie i przyciągał kapitał - polskie państwo zaangażowało się dopiero, gdy spółka osiągnęła globalny sukces. Budzisz podkreśla, że polskie firmy mają realne atuty: jeździł z nimi na Ukrainę, gdzie ich rozwiązania w zakresie systemów bezzałogowych „wprawiały w osłupienie stronę ukraińską”. Transfer technologii, jak zaznacza, powinien iść w obie strony.
Międzymorze odłożone, Trójmorze w ślepej uliczce
Komentator chłodno ocenia regionalne koncepcje geopolityczne. Międzymorze wymaga jądra w postaci porozumienia polsko-ukraińskiego, którego dziś nie ma - Ukraińcy „w sposób niesłychanie brutalny” komunikują, że ewentualną współpracę widzą wyłącznie na zasadach partnerskich, odrzucając polskie aspiracje do naturalnego przywództwa. „Leadershipu nie buduje się na deklaracjach, tylko na realnych możliwościach” - podkreśla Budzisz.
Trójmorze nazywa „ślepą uliczką”, ponieważ nie odpowiada na obecny problem bezpieczeństwa. Chorwacja patrzy na Bałkany i Morze Śródziemne, podczas gdy Polska, państwa bałtyckie i Skandynawia koncentrują się na Bałtyku. Skuteczniejszymi formatami są dziś - w jego ocenie - Bukareszteńska Dziewiątka oraz Joint Expeditionary Force, do którego Polska powinna rozważyć przystąpienie.
Bałtyk kluczem do obecności USA w Europie
Najmocniejszy argument Budzisz formułuje wokół północno-wschodniej flanki NATO. Bałtyk - po wejściu Finlandii i Szwecji do Sojuszu - łączy się strategicznie z obszarem arktycznym, kluczowym dla bezpieczeństwa samych Stanów Zjednoczonych.
„Amerykanie mogą opuścić całą Europę Zachodnią, bo ich bezpieczeństwo nie ulegnie tutaj zasadniczemu umniejszeniu tak długo, jak długo państwa Europy Zachodniej utrzymają swoją suwerenność” - analizuje. Inaczej jest z Bałtykiem: utrata kontroli nad tym akwenem otwiera Rosji drogę do Arktyki, a to bezpośrednio uderza w bezpieczeństwo USA. Stąd, jak twierdzi, mądrze prowadzona polityka bałtycka jest najlepszym narzędziem zakorzenienia Amerykanów na wschodniej flance - a ryzyko wojny z USA odstrasza Rosję skuteczniej niż wszystkie państwa europejskie razem wzięte.
Drugim argumentem jest długość wschodniej flanki NATO - ponad 4600 km. Współpraca po linii północ-południe, od Finlandii po Turcję, ma rozciągnąć siły rosyjskie i uniemożliwić im uzyskanie lokalnej przewagi.
„Kult słabości” i podstarzała panna
Budzisz ostro krytykuje polską klasę polityczną za to, co nazywa „kultem słabości”. Przypomina, że polskie siły zbrojne są dziś porównywalne z niemieckimi i większe od kanadyjskich czy brytyjskich (poza komponentem nuklearnym), a mimo to państwami ramowymi w krajach bałtyckich są Niemcy, Kanada i Wielka Brytania, nie Polska.
„Mamy pełno, zachowujemy się trochę jak (…) podstarzała stara panna, która na wszystkich dookoła się obraża i niczego złego u siebie nie widzi” - ocenia. Postuluje odejście od modelu wyłącznie zawodowej armii na rzecz „odporności powszechnej” i powszechnego przeszkolenia obywateli, co dałoby siłom zbrojnym elastyczność do projekcji siły w regionie Bałtyku.
Komentator wskazuje na asymetrię oczekiwań: Polska oczekuje, że inni uwzględnią jej interesy, sama nie prowadząc aktywnej polityki. „Nasze PKB jest pięć razy większe niż Ukrainy, a dajemy się ograć graczowi, który jest słabszy, w trudniejszym położeniu, toczy krwawą wojnę i jest biedniejszy” - podsumowuje.
Niemcy: partnerstwo zamiast podległości
Wobec Berlina Budzisz proponuje politykę „suwerenną i asertywną, ale nastawioną na kooperację, a nie na konflikt”. Wskazuje, że Niemcy są nieuniknionym zapleczem Polski w razie zagrożenia rosyjskiego, a ich obecność jest niezbędna dla utrzymania amerykańskich gwarancji.
Cytując dane z „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, zauważa, że niemiecka gospodarka urosła od 2019 roku zaledwie o 3 proc., podczas gdy Polska notuje średnio 2,9 proc. wzrostu rocznie. To zbliża potencjały i - jak twierdzi - daje Warszawie szansę na zbudowanie z Berlinem relacji partnerskiej, podobnej do francusko-niemieckiej. Ostrzega jednocześnie przed powrotem „tradycji Bismarcka” - niemieckiej skłonności do dogadywania się z Rosją kosztem Europy Środkowej, której zwiastunem są rosnące notowania AfD oraz obecność niemieckich biznesmenów na ostatnim petersburskim forum ekonomicznym.
Tło: rok przewartościowań
Wypowiedź Budzisza wpisuje się w trwającą w Polsce debatę o redefinicji polityki wschodniej po kryzysach w relacjach z Kijowem oraz w obliczu rosnącej niepewności co do amerykańskiego zaangażowania w Europie za prezydentury Donalda Trumpa. Komentator domaga się od polskich elit „dojrzałości do roli znaczącego państwa w regionie” - i porzucenia, jak to ujmuje, postawy „zawodników, którzy nie pojawili się na stadionie, a zaczynają od krytykowania ekipy rywali”.