Powrót

Polska o krok od progu zadłużenia. Dziennikarz Max Kuśmierek proponuje cyfrowe rozwiązanie

Dziennikarz technologiczny Max Kuśmierek w programie Technomax ostrzega, że Polska zbliża się do konstytucyjnego limitu zadłużenia i może przekroczyć kluczowe progi już pod koniec dekady. Jego recepta nie zakłada cięcia wielkich programów socjalnych, lecz zbudowanie cyfrowej „szyny danych”, która pokazałaby państwu, za co naprawdę płaci i gdzie pieniądze utknęły.

Punktem wyjścia jest trajektoria długu. Według Ministerstwa Finansów państwowy dług publiczny ma w 2029 roku dojść do 59,2 procent PKB, tuż pod konstytucyjnym progiem 60 procent, którego przekroczenie blokuje dalsze pożyczki, gwarancje i poręczenia. Plan resortu zakłada jednak, że wszystko pójdzie zgodnie z prognozą.

Kuśmierek sprawdził, co się stanie, gdy tak nie będzie. Z jego obliczeń wynika, że bezrobocie wyższe o jeden punkt procentowy przez trzy lata wystarczy, by dług przekroczył 60 procent w 2028 lub 2029 roku. Podobny efekt dałby spadek eksportu do Niemiec o około 4 procent. Autor zastrzega, że jego model nie zakłada reakcji rządu - to „bardziej taki rachunek ryzyka, a nie prognoza”.

Deficyt drugi w Unii i cienki bufor

Oficjalne dane nie napawają optymizmem. Według Eurostatu deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2025 roku 7,3 procent PKB - większe manko w kasie miała w Unii Europejskiej tylko Rumunia.

Po drodze obowiązuje niższy, ustawowy próg 55 procent, który państwo zamierza przekroczyć w 2027 roku, choć procedury ruszają dopiero po zmierzeniu wyniku w kolejnym roku. Rada Fiskalna wyliczyła, że zapas w przyszłorocznym budżecie do progu 55 procent to zaledwie 10,5 miliarda złotych. Ta sama rada określiła projekt jako prezentujący „trwałą i głęboką nierównowagę finansów publicznych”, a ryzyko przekroczenia progów nazwała „bardzo wysokim”.

Żadna zmiana progu nie zmniejszy rachunku za odsetki - zauważa Kuśmierek. Skutki widzą już agencje ratingowe: Moody's obniżył rating Polski z A2 do A3, co może oznaczać droższe pożyczki w przyszłości. „Żadne AI nam nie pomoże, jeżeli uprzemy się wydawać ponad stan” - podkreśla autor.

„Długi ogon” i grudniowy pośpiech

Największy potencjał oszczędności Kuśmierek lokuje nie w wielkich programach, lecz w sposobie, w jaki państwo wydaje pieniądze. Ostatnie trzy ustawy budżetowe ogłaszano w połowie stycznia lub na początku lutego, a - jak relacjonuje na podstawie rozmów z administracją - instytucje często poznają swoje realne budżety dopiero około marca.

Efekt widać w kalendarzu wydatków. W grudniu państwo wydaje około co siódmą złotówkę, bo instytucje spieszą się z wykorzystaniem środków. „Jednym z największych grzechów w administracji publicznej jest niewydany budżet” - tłumaczy autor, wskazując, że niewykorzystane pieniądze grożą cięciami w kolejnym roku. Ten „długi ogon” zakupów na ostatnią chwilę może - jego zdaniem - podnosić ceny.

Problem leży w konstrukcji procesów, nie w kompetencjach urzędników. „Często ludzie w tych procesach działają sprawnie, tylko procesy są źle zaprojektowane” - zaznacza Kuśmierek. Proponuje ambitny cel: coroczne dodatkowe oszczędności równe jednemu procentowi PKB, czyli około 44 miliardów złotych w 2027 roku, narastająco przez pięć lat, co dałoby zejście poniżej 3 procent deficytu.

Gdy oszczędność jest tylko przesunięciem kosztu

Kuśmierek ostrzega, że pozorne oszczędności bywają odłożonym kosztem. Od kwietnia NFZ płaci za część świadczeń diagnostycznych powyżej wartości umowy - kolonoskopię, gastroskopię, rezonans - tylko 50-60 procent stawki, i to dopiero na koniec roku. Zapisana oszczędność to 625 milionów złotych.

Autor mierzy jednak jej skutki na własnym serwerze. Od maja do września średni czas oczekiwania na te świadczenia wydłużył się o około 20 procent - z 90 do 109 dni, a na rezonans z 62 do 83 dni. „Jeżeli tutaj już, bez osiągnięcia tych progów i wymuszonych oszczędności, tak niezbędne badania są obcinane, to co się wydarzy, jak trzeba będzie te oszczędności czynić siekierą?” - pyta.

Podobny mechanizm działa w szpitalach. Zadłużenie wymagalne 170 placówek wzrosło z 700 milionów złotych w 2021 roku do 1,3 miliarda w 2024 roku. To faktury, których szpitale nie zapłaciły, przez co ich dostawcy stają się faktycznymi kredytodawcami państwa. „Państwo de facto bierze kredyt u swoich dostawców” - podsumowuje Kuśmierek.

Liczby są, ale nie są połączone

Autor nazywa obecny system „liczydłem” - nie z braku komputerów, lecz z braku powiązań między danymi. Budżet centralny ma system Trezor, samorządy raportują przez Bestię, faktury płyną przez KSeF, a Ministerstwo Finansów co miesiąc dostaje sprawozdania. Problem w tym, że dane nie są ze sobą powiązane.

Ta sama liczba w kolumnie wydatków może oznaczać trzy różne rzeczy - oszczędność, niezapłaconą fakturę lub odwołane zabiegi. Zadłużenie po terminie trafia do osobnego sprawozdania kwartalnego, liczbę zabiegów widzi NFZ w swoich rozliczeniach, a „nikt nie składa tych trzech śladów w jeden obraz”.

W samorządach jest podobnie. Ich wydatki majątkowe sięgnęły w 2025 roku 95 miliardów złotych, ale sprawozdania do Regionalnych Izb Obrachunkowych trafiają tylko sześć razy w roku. Gminy planowały na 2025 rok deficyt ponad 30 miliardów złotych, a zakończyły go nadwyżką blisko 2 miliardów - głównie przez niewykonane inwestycje. „Gmina wie, dlaczego coś się wydarzyło, ministerstwo wie, ile się czego wydarzyło. I nikt nie składa tych dwóch obrazów w jeden” - opisuje autor.

Klocki leżą osobno, choć KSeF pokazał, że można

Kuśmierek zauważa, że elementy układanki już istnieją. KSeF w pierwszych miesiącach przyjął 87 milionów faktur, działa centralny rejestr umów, a od 2027 roku tytuł przelewu ma zawierać numer faktury. „Każdy klocek leży w innym systemie i nie ma nikt obowiązku ich połączyć”.

Rząd dostrzegł problem w przyjętej w czerwcu strategii cyfryzacji, wskazując na niezintegrowane rejestry. Jednak docelowa wartość wskaźnika mapowania systemów w repozytorium interoperacyjności na lata 2026 i 2027 wynosi 0 procent, a istniejące systemy administracji rządowej mają na dostosowanie ponad cztery lata, samorządowe - sześć. „Strategia i ustawa mówią, że to ma być dopiero zorganizowane w 2031 roku, w dobie AI” - komentuje autor, przywołując estoński system X-Road i ukraiński portal e-Data jako dowód, że kluczowa jest legislacja, nie technologia.

Szyna, nie baza. Cztery zasady i pilotaż

Kuśmierek precyzyjnie odróżnia swoją propozycję od centralnej superbazy. „Szyna to jest droga, którą jedzie pytanie” - dane pozostają u właściciela, a pytanie wraca z wynikiem, zostawiając ślad w dzienniku dostępu. Obywatel mógłby w aplikacji mObywatel sprawdzić, która instytucja o niego pytała i kiedy.

Autor proponuje cztery zasady wymagające ustawy: brak kopii danych poza źródłem, pseudonimizacja u źródła, określone cele analiz bez profilowania obywateli oraz zakaz zmiany celu przetwarzania bez nowej ustawy. Nadzór sprawowałyby UODO, NIK i komitet społeczny z organizacjami strażniczymi. Kuśmierek przyznaje przy tym, że wcześniejsza wersja koncepcji z jego raportu „Polska w obliczu AGI” zakładała brokera korelującego zdarzenia między resortami, co dziś uznaje za nadmierne.

Jako szybki krok - „low hanging fruit” - proponuje obowiązkowe wpisywanie numeru umowy na fakturach w KSeF, co pozwoliłoby automatycznie łączyć zamówienia z płatnościami. Całość miałby sprawdzić pilotaż „Puls Państwa” na 20 jednostkach: 8 samorządach, 8 szpitalach i 4 urzędach, z obrazem płatności odświeżanym co tydzień.

Diagnoza autora jest jednoznaczna: po stronie wpływów państwo ma gospodarza, termin i sankcję, a po stronie wydatków „są setki gospodarzy i nikt nie odpowiada za cały łańcuch”. Bez pełnego obrazu finansów cięcia pod presją kryzysu będą - jak ostrzega - przypadkowe. „Liczydło mówi, ile wydaliśmy, a szyna ma powiedzieć, za co zapłaciliśmy”.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter