Wojczal: Ukraina jest dziś państwem petentem, a USA umacniają hegemonię
Polska zyskuje przewagę w relacjach z Ukrainą, Rosja walczy o przetrwanie reżimu Władimira Putina, a Stany Zjednoczone - wbrew tezom o schyłku - są dziś politycznie silniejsze niż kiedykolwiek w XXI wieku. Taką diagnozę przedstawił analityk geopolityczny Krzysztof Wojczal w rozmowie w „Kanale Otwartym", promując książkę „Polska do potęgi". Według niego eskalacja napięć między Warszawą a Kijowem, sytuacja na froncie ukraińskim oraz amerykańskie operacje militarne w Wenezueli i Iranie układają się w spójny obraz świata, w którym to Zachód - mimo wewnętrznych pęknięć - wciąż dyktuje warunki.
Polska-Ukraina: koniec romantyzmu
Wojczal twierdzi, że antypolska narracja Wołodymyra Zełenskiego okazała się dla polskiego społeczeństwa „poważną szczepionką" na romantyzm w relacjach z Kijowem. Jego zdaniem władze ukraińskie dostarczyły Polakom narracyjnego oręża, który tłumaczy istotę partnerstwa: Ukraińcy walczą przede wszystkim we własnym interesie i osłabiają wspólnego przeciwnika, ale to nie oznacza, że Warszawa powinna oddawać wszystko za darmo.
Analityk porównuje obecne relacje do historycznego układu z Kozakami walczącymi w polskim interesie z Moskwą. Podkreśla, że Polska musi traktować relacje z Ukrainą instrumentalnie: dostarczać uzbrojenie i logistykę, ale wystawiać rachunek z odroczonym terminem płatności. „Strona ukraińska jakby po pierwsze nie szanuje takiej postawy. Nie ma do nas szacunku, jeśli my do siebie sami nie mamy szacunku, i wykorzystuje to jak tylko może" - ocenia.
Wojczal diagnozuje ukraińskie elity jako myślące „starymi kliszami mentalnymi". Kijów, jego zdaniem, wciąż próbuje równoważyć Polskę partnerstwem z Berlinem, nie dostrzegając, że nie ma już III Rzeszy ani Wehrmachtu, a Niemcy „przedłożą każdy interes z Rosją nad interes ukraiński". Tymczasem to Polska - kulturowo i historycznie bliska, zdolna do asymilacji ukraińskich migrantów - pozostaje z perspektywy Kijowa drugim po Rosji problemem strategicznym.
Petent zamiast mocarstwa
Analityk ostro polemizuje z tezą, że Ukraina stała się militarną potęgą, o której względy powinna zabiegać Polska. Przypomina, że po rozpadzie ZSRR Ukraina miała ponad 50 milionów mieszkańców, gospodarkę porównywalną z polską, większe terytorium i broń jądrową. Dziś populacja skurczyła się o połowę, gospodarka jest dziesięciokrotnie mniejsza od polskiej, a państwo „całkowicie zależne od pożyczek i finansowania zewnętrznego, skorumpowane, niewydolne, politycznie niezreformowane".
„Zełeński już nie będzie siedział na G7, tylko będzie siedział za drzwiami i będzie czekał, aż ktoś mu wrzuci do kapelusika" - prognozuje Wojczal moment po zakończeniu wojny. Państwa Unii Europejskiej i G7 będą wówczas wspólnie ustalać warunki pomocy, a Ukraina przyjmie rolę petenta. Analityk popiera akcesję Kijowa do UE, ale wyłącznie pod warunkiem twardych reform: praworządności, naprawy sądownictwa i klauzul chroniących polskie interesy gospodarcze, w tym rolnictwo.
Putin walczy o życie, nie o imperium
Wojczal stawia tezę, że rosyjska wojna na Ukrainie przestała być projektem imperialnym, a stała się walką o przetrwanie jednej osoby. „Jeśli przegram na Ukrainie, stracę władzę, być może stracę życie, więc muszę z Ukraińcami wygrać za wszelką cenę" - tak rekonstruuje perspektywę Władimira Putina, przywołując bunt Jewgienija Prigożyna jako sygnał, że scenariusz utraty władzy w państwie autorytarnym może oznaczać także utratę życia.
Analityk przypomina, że rosyjska gospodarka stoi w miejscu od 2013 roku. Sankcje nałożone po aneksji Krymu odcięły Moskwę od technologii wydobywczych, a rosyjskie własne analizy przewidywały spadek wydobycia ropy o połowę około 2035 roku. Operacja „trzydniowa" w 2022 roku miała być sposobem na zmuszenie Zachodu do zniesienia sankcji groźbą postawienia rosyjskich wojsk wzdłuż wschodniej flanki NATO. Gdy się nie powiodła, Rosja wpadła w spiralę: traci wpływy na Kaukazie, w Azji Centralnej, w Afryce i na Bliskim Wschodzie.
Wojczal podtrzymuje swoją tezę sprzed roku, że do 2027 roku Rosja podejmie próbę militarnej eskalacji - być może otwierając nowy kierunek operacyjny z Białorusi - by zakończyć wojnę po swojej myśli. Ostrzega jednak, że już kilkukrotnie przeceniał determinację Kremla. Drugi reset amerykańsko-rosyjski uważa za niemożliwy: interesy są zbyt rozbieżne, a Rosjanom - jak pokazała historia pierwszego resetu - nie da się zaufać bez „żelaznych gwarancji".
Ameryka wciąż jest hegemonem
Według Wojczala Stany Zjednoczone po 2022 roku są politycznie najsilniejsze w XXI wieku. Z 11 cech hegemona, które zdefiniował we własnej analizie, Ameryka spełnia 10 - w tym zdolność do projekcji siły „w dowolnym miejscu, o dowolnym czasie". Operacje w Wenezueli i Iranie miały być demonstracją tej zdolności adresowaną przede wszystkim do Pekinu: rosyjsko-chińskie systemy obrony powietrznej nie zestrzeliły ani jednej amerykańskiej maszyny.
Analityk zwraca uwagę, że równolegle z nalotami na Iran w Chinach zwolniono kilku generałów odpowiedzialnych za program myśliwców stealth i obrony przeciwlotniczej. „Może Chińczycy stwierdzili, że te nasze systemy nie są takie, jak miały być" - komentuje. Jego zdaniem Pekin nie jest gotowy na konflikt zbrojny ze Stanami Zjednoczonymi, ponieważ 35-40% chińskich nadwyżek handlowych pochodzi z rynków USA i UE, a chińska gospodarka jest uzależniona od morskich szlaków surowcowych kontrolowanych przez US Navy.
Wojczal uważa za znaczący sukces dyplomatyczny Donalda Trumpa odwrócenie Indii. Wcześniej Delhi współpracowało z Rosją jako przeciwwagą dla Chin; obecnie - wobec uzależnienia Rosji od Pekinu - Indie uznały, że bardziej wiarygodnym partnerem są Amerykanie i Europejczycy. Francja weszła mocno na indyjski rynek zbrojeniowy, a w czasie wojny irańskiej Trump musiał robić dla Indii wyjątek przy ograniczeniach importu rosyjskiej ropy.
Iran jako test wiarygodności
Operacja przeciwko Iranowi otrzymuje od Wojczala mieszaną ocenę. Cele wojenne - ograniczenie programu jądrowego, rakietowego i wsparcia dla grup proirańskich - były jasno ogłoszone, a zmiana reżimu nie należała do oficjalnych zamiarów Białego Domu. Analityk powołuje się na publikacje amerykańskiej prasy, według których Trump zlecił służbom weryfikację obietnic Benjamina Netanjahu o łatwym obaleniu reżimu i otrzymał odpowiedź negatywną.
Punktem krytycznym jest jednak percepcja. „Wojnę się wygrywa tak naprawdę w świadomości społecznej" - podkreśla Wojczal. Memorandum kończące konflikt jest sformułowane na tyle nieostro, że można je zinterpretować zarówno jako zwycięstwo, jak i kapitulację Waszyngtonu. Jeśli amerykańskie społeczeństwo uzna wojnę za przegraną, kolejne administracje będą obciążone „traumą wietnamską", a Pekin może to odczytać jako sygnał do agresywnych działań.
Trump, Europa i mechanizm strachu
Analityk wyjaśnia, dlaczego Donald Trump zdołał zmusić europejskich sojuszników do wydatków na poziomie 5% PKB na obronność, podczas gdy poprzednia administracja nie była w stanie wyegzekwować 2%. Mechanizm jest prosty: agresywna Rosja, zagrożona Europa, potrzeba protektora. „I wjeżdża Trump na białym koniu i mówi: - No to ja dyktuję warunki" - opisuje Wojczal.
Tę samą dynamikę widzi na Dalekim Wschodzie. Im bardziej agresywne są Chiny na Morzu Południowochińskim, tym mocniej Filipiny, Wietnam, Japonia i Korea Południowa orientują się na Waszyngton - i tym wyższa staje się cena sojuszu. Wojnę na Ukrainie Trump wykorzystuje jako kartę negocjacyjną także wobec Putina: Europejczycy płacą, amerykański przemysł zbrojeniowy i energetyczny notuje rekordowe wpływy, a koszty ponosi Moskwa.
Wojczal krytykuje jednak styl Trumpa - agresywne, transakcyjne metody znane z biznesu, które jego zdaniem niepotrzebnie nadwyrężają wiarygodność sojuszy. „To, co robi Trump, można by było zrobić dużo lepiej z dużo mniejszą szkodą" - ocenia, dodając, że osobiste poczucie krzywdy prezydenta po próbach zamachu i medialnych atakach przekłada się na demonstracyjne poniżanie europejskich elit.
Korea Północna jako karta przetargowa
W ocenie analityka przedmiotem najbliższych eskalujących negocjacji między Waszyngtonem a Pekinem nie będzie Tajwan, lecz Półwysep Koreański. Stany Zjednoczone podejmą próbę denuklearyzacji Korei Północnej, której Trump nie zrealizował w pierwszej kadencji, ponieważ próbował omijać Chiny. Tym razem rozmowy mają toczyć się z Pekinem, dla którego najważniejszą walutą jest czas - czas potrzebny na uniezależnienie się od importu surowców, robotyzację i zniwelowanie skutków polityki jednego dziecka.
Wojczal sugeruje, że Chiny mogą być gotowe „sprzedać Rosjan" w zamian za odsunięcie konfrontacji handlowej. Putinowi udało się natomiast nawiązać z Kim Dzong Unem sojusz obejmujący - jak ocenia analityk - gwarancje nuklearne, co stwarza nową przestrzeń presji na Koreę Południową i obecność amerykańską w regionie.
Największym wrogiem Ameryki jest sama Ameryka
Mimo optymistycznej diagnozy pozycji USA Wojczal wskazuje na poważne ryzyko wewnętrzne. Polaryzacja polityczna, rozwarstwienie społeczne porównywalne ze strukturami państw autorytarnych, problemy z reindustrializacją - to wszystko może podkopać amerykańską hegemonię. Kluczowa jest jednak sfera mentalna: jeśli Amerykanie uwierzą, że utrzymanie pozycji globalnego lidera jest zbyt kosztowne, sami z niej abdykują.
„Jesteśmy królem i abdykujemy z tego sami" - tak Wojczal opisuje niebezpieczeństwo izolacjonistycznej interpretacji hasła „America First". Sama administracja Trumpa, jego zdaniem, nie zmierza do izolacji, ale jej narracja kreuje w społeczeństwie przekonanie, które w wyborach może przyspieszyć właśnie taki scenariusz.
Konkluzja analityka jest jednoznaczna: tezy o śmierci amerykańskiej potęgi są przedwczesne i mocno przesadzone, a Polska - żyjąca w warunkach narastającej zależności Ukrainy od Warszawy, słabnącej Rosji i wzmocnionego sojuszu transatlantyckiego - znajduje się w najlepszej pozycji geopolitycznej od dekad. Warunkiem wykorzystania tej szansy jest, według Wojczala, porzucenie romantyzmu w polityce zagranicznej i mentalne dorośnięcie polskich elit oraz społeczeństwa do realnych możliwości państwa.