Polski wywiad zatrzymał migrantów na Bliskim Wschodzie, zanim wsiedli do samolotów
Były szef Agencji Wywiadu ujawnił szczegóły operacji, dzięki której polskie służby specjalne od wiosny 2021 roku rozbijały białoruski kanał przerzutowy migrantów jeszcze na Bliskim Wschodzie - na długo przed ich dotarciem do granicy z Polską. Działania obejmowały naciski na linie lotnicze, biura podróży, kampanie dezinformacyjne w sieci oraz sabotaż logistyczny w hotelach pod Mińskiem, gdzie gromadzono kandydatów do przerzutu.
Według relacji byłego szefa AW, pierwsze sygnały o nadchodzącym kryzysie polski wywiad pozyskał już na przełomie maja i czerwca 2021 roku. Wtedy oficerowie zidentyfikowali, że białoruskie konsulaty na Bliskim Wschodzie zaczęły wydawać ponadstandardową liczbę wiz osobom, które w normalnym trybie nie powinny ich otrzymać. To pozwoliło państwu polskiemu przygotować się do kryzysu z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Geneza kryzysu: odwet Łukaszenki, nie dyktat Kremla
Były szef AW jednoznacznie wskazuje, że kryzys migracyjny był autorskim pomysłem Alaksandra Łukaszenki, a nie operacją narzuconą przez Moskwę. - „Kryzys migracyjny, który został stworzony i to jest w sposób jasny i jednoznaczny potwierdzone, został stworzony przez prezydenta Łukaszenkę i jego służby" - mówi rozmówca.
Bezpośrednim powodem była reakcja Mińska na sankcje nakładane przez Unię Europejską po sfałszowanych wyborach z 2020 roku oraz na wsparcie, jakiego Polska i Litwa udzielały białoruskiej opozycji. Rola Rosji w operacji była - według byłego szefa wywiadu - jedynie pomocnicza i wspierająca, nie kierunkowa, choć Federacja Rosyjska koordynowała i finansowała część działań.
Presja na przewoźników i biura podróży
Polski wywiad zidentyfikował linie lotnicze i biura podróży na Bliskim Wschodzie, które za pieniądze pomagały białoruskim służbom pozyskiwać migrantów. Oficerowie AW nawiązywali kontakt z właścicielami tych firm - czasem bezpośrednio, czasem przez służby partnerskie.
Najbardziej wymowny przykład dotyczy właściciela niewielkiej linii lotniczej, która przewiozła kilka transportów osób do Mińska, a równocześnie zarabiała na przewożeniu europejskich turystów na Bliski Wschód. - „Ten człowiek dostał bardzo prostą alternatywę. Albo przestanie robić to, co robi i wspierać właśnie ten kryzys migracyjny, albo już nigdy nie będzie mógł żadnym ze swoich samolotów wylądować w Unii Europejskiej" - relacjonuje były szef AW.
Podobne rozmowy prowadzono z podmiotami w Kurdystanie, Libanie i Jordanii. W Libanie, we współpracy ze służbami partnerskimi, udało się szybko zatamować kanał przerzutowy uchodźców syryjskich. Poprzez „dyplomację szpiegowską" ograniczono również wykorzystywanie przez organizatorów przelotów tureckich linii lotniczych.
Wojna informacyjna i sabotaż w Mińsku
Równolegle polskie służby prowadziły operacje psychologiczne i dezinformacyjne w sieci. Zidentyfikowano fora internetowe i grupy w mediach społecznościowych, gdzie potencjalni migranci wymieniali informacje o kanale przerzutowym. Powołany specjalnie zespół - jak określa go były szef AW, „polscy trolle" - prowadził tam działania zniechęcające.
- „Nie tylko Rosjanie mogą posługiwać się dezinformacją, inspiracją i działaniami psychologicznymi. Polskie służby specjalne i polskie państwo też ma takie zdolności" - podkreśla rozmówca. Kolportowano narracje o brutalności białoruskich służb, o szczelnie strzeżonej polskiej granicy oraz o zagrożeniach klimatycznych i dzikich zwierzętach po polskiej stronie. Zatrudniano również youtuberów, którzy rozpowszechniali korzystne dla Polski komunikaty w językach regionu.
Penetracja tych forów służyła również pozyskiwaniu wywiadowczego obrazu sytuacji: stawek pobieranych przez organizatorów, tras, hoteli docelowych i sposobów przekraczania granicy.
Gdy migranci docierali już do Mińska, polski wywiad kontynuował działania. - „Cała operacja związana z dzwonieniem do hoteli, w których zatrzymywali się ci ludzie (…) My robiliśmy im różnego rodzaju psikusy, to znaczy dzwoniąc właśnie do tych hoteli i doprowadzając do sytuacji, w której ci ludzie musieli z tych hoteli być ewakuowani czy przemieszczani do innych" - opisuje były szef AW. Celem było maksymalne skomplikowanie logistyki organizatorom przerzutu.
Kuźnica: atak odparty dzięki wyprzedzającej informacji
Kulminacją kryzysu był szturm na przejście graniczne w Kuźnicy w listopadzie 2021 roku, w którym uczestniczyło kilka tysięcy osób. Według rozmówcy, polskie służby wiedziały o przygotowaniach z dużym wyprzedzeniem, co pozwoliło Straży Granicznej, Wojsku Polskiemu, WOT i policji przygotować odpowiednią odpowiedź.
- „Ten atak został odparty. Polska granica nie została sforsowana, chociaż siły i środki, które zostały zastosowane po drugiej stronie były naprawdę spore" - mówi były szef AW. Po białoruskiej stronie użyto między innymi granatów hukowych.
Rozmówca wymienia kluczową rolę koordynacji między dowódcą operacyjnym gen. Tomaszem Piotrowskim, komendantem głównym Straży Granicznej gen. Tomaszem Pragą i komendantem głównym policji gen. Jarosławem Szymczykiem. Pierwsze spotkanie koordynacyjne na poziomie politycznym zorganizował zastępca szefa AW Dominik Duda; szybko włączył się w nie ówczesny minister obrony Mariusz Błaszczak, a z opóźnieniem - Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
Operacja po polskiej stronie granicy
Kryzys nie kończył się na linii granicznej. Osoby, którym udało się ją sforsować, kontaktowały się z przewoźnikami mającymi transportować je dalej - najczęściej do Niemiec. Dzięki pracy Departamentu Technicznego AW polskie służby identyfikowały samochody i miejsca odbioru migrantów, a następnie - głównie siłami policji - zatrzymywały ich zarówno w pobliżu granicy wschodniej, jak i przy granicy z Niemcami. Część informacji przekazywano stronie niemieckiej.
Relacja byłego szefa Agencji Wywiadu rzuca światło na wielowarstwowość operacji, która publicznie kojarzona była przede wszystkim ze sporem o zaporę graniczną. Według rozmówcy, kluczową lekcją kryzysu 2021 roku jest to, że polskie państwo dysponuje zdolnościami do proaktywnego reagowania - daleko poza własnymi granicami i na długo przed materializacją zagrożenia. Fizyczna bariera na granicy z Białorusią, dokończona przy udziale kolejnych rządów, pozostaje ostatnim, ale nie jedynym elementem systemu obrony przed instrumentalnie wykorzystywaną migracją.