Populizm centrowy: Tusk przejmuje narrację bezpieczeństwa od prawicy
Socjolog Przemysław Sadura z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Paweł Musiałek, prezes Klubu Jagiellońskiego, w rozmowie z Igorem Janke na Kanale Otwartym zdiagnozowali zjawisko, które sami nazywają „populizmem centrowym". W ich ocenie premier Donald Tusk skutecznie zagospodarował tematy bezpieczeństwa, migracji i patriotyzmu gospodarczego, które jeszcze niedawno należały wyłącznie do prawicy. Dyskusja stanowiła zapowiedź panelu „Czy liberałowie skręcają w prawo?", zaplanowanego na Forum w Krynicy.
Punktem wyjścia była seria cytatów przypisywanych - wbrew pierwszemu skojarzeniu - nie liderom prawicy, lecz obecnemu premierowi. „Będę absolutnie twardy i bezwzględny, jeśli chodzi o nielegalną imigrację", „Nie ma już odwrotu od drogi repolonizacji naszego przemysłu i gospodarki", „Tak, będziemy egoistami, będziemy dbać przede wszystkim o swój interes" - to wypowiedzi Donalda Tuska z ostatnich miesięcy. Zdaniem obu rozmówców ta retoryka dowodzi głębszego procesu, a nie jedynie koniunkturalnej zmiany tonu.
Populizm bez ideologii
Sadura zastrzegł, że sama retoryka nie wystarcza, by mówić o zwrocie w prawo. „Jakbyśmy bazowali tylko na tym, co politycy mówią, to musielibyśmy Prawo i Sprawiedliwość osadzić w awangardzie procesów demokratyzacji" - zauważył, wskazując na rozdźwięk między deklaracjami a praktyką. Jego zdaniem mamy do czynienia raczej ze zwrotem populistycznym niż prawicowym.
Socjolog odwołał się do swojej książki „Społeczeństwo populistów", napisanej wspólnie ze Sławomirem Sierakowskim. Diagnoza brzmi: Koalicja Obywatelska „zaraziła się populizmem", tworząc „rodzaj populizmu centrowego, czy populizmu liberalnego". W populizmie - argumentował Sadura - „nie ma ideologii, jest taka popłuczyna po ideologiach". Z liberalizmu pozostaje wersja selektywna: część wartości funkcjonuje już tylko jako sygnał dla elektoratu.
Narracja Tuska, jak ocenił, budowana jest „pod sondaże". Prawica ustawiła temat migracji jako źródło zagrożenia, a sytuacja międzynarodowa sprawiła, że Polacy zaczęli bardziej obawiać się o bezpieczeństwo. Strona liberalna - zdaniem socjologa - przegrała wcześniejszą walkę, bo w czasie kryzysu na granicy białoruskiej postawiła na narrację „naiwnie prawnoczłowieczą", którą później musiała porzucić.
Lęk, który nie jest już tylko prawicowy
Obaj rozmówcy zgodzili się, że kluczem do zrozumienia zmiany jest redefinicja lęku społecznego. Przez lata - przypomniał Sadura - osobowość lękowa była w badaniach kojarzona z emocją prawicową. Dziś ten schemat nie działa. „Okazało się, że ten strach jest bardziej egalitarny" - stwierdził, powołując się na badania CBOS, z których wynika, że obawy dotyczą także wyborców o poglądach liberalnych.
Musiałek podkreślił, że lęku nie należy sprowadzać wyłącznie do zagrożenia wojną. Wskazał na nawarstwianie się kryzysów: pandemię, kryzys energetyczny, presję technologiczną. „Przeszliśmy pandemię (…), kryzys energetyczny, gigantycznych rzeczy spadło na nas bardzo dużo" - wyliczał. Sadura dodał koncept „polikryzysu" - życia w równoległych kryzysach - oraz procesu sekurytyzacji, w którym bezpieczeństwo przestało ograniczać się do wymiaru zewnętrznego, przypisanego wojsku i służbom.
Do tego dochodzi erozja poczucia sojuszniczego zabezpieczenia. „Teraz już czujemy, że Niemcy to w ogóle, Francuzi mają swoje potężne problemy (…), a te Stany Zjednoczone to cholera wie jakie będą" - opisał Musiałek rosnącą niepewność. W tej sytuacji - jak ocenił - twarda polityka bezpieczeństwa rządu wynika z trafnego rozpoznania nastrojów. Zastrzegł jednak, że razi go „hipokryzja, którą przedstawiciele rządu uprawiali, krytykując swoich poprzedników, a teraz kontynuując ten twardy kurs".
Dwa przeciwne wektory w społeczeństwie
Na pytanie, czy społeczeństwo przesuwa się w prawo, Musiałek odpowiedział, że działają dwa sprzeczne wektory. W obszarze bezpieczeństwa, migracji i wydatków wojskowych widać przesunięcie ku stanowiskom kiedyś typowym dla prawicy. Jednocześnie Polacy się sekularyzują, a akceptacja dla rozwiązań progresywnych - w sprawach aborcji czy stosunku do Kościoła - rośnie.
Paradoksalnie, jak zauważył szef Klubu Jagiellońskiego, radykalna zmiana obyczajowa zachodziła za rządów PiS, a dziś następuje „ciche przesuwanie się stopniowe". Jego zdaniem rządy liberalne sprzyjają podtrzymaniu konserwatywnej agendy, podczas gdy prawicowe - przez nieumiejętne posługiwanie się narracjami światopoglądowymi - mobilizują stronę przeciwną i przyspieszają przemiany.
Zmienia się także stosunek do Unii Europejskiej. Sadura opisuje go dziś jako „miłość bardziej warunkową" - z dostrzeżeniem, że w Unii „wszystko polega na takim ciągłym przetargu". Jednocześnie słabnie skrajna narracja antyunijna na prawicy: „już prawe skrzydło PiS-u nie jest tak antyunijne, jak potrafiło być". W badaniach socjologa połączenie rezygnacji z jednomyślności z narzuceniem kwot migracyjnych należy do warunków, przy których większość Polaków skłaniałaby się ku wyjściu z Unii.
Tusk odcina prawicy tlen
Najwięcej uwagi poświęcono mechanizmowi utrzymywania poparcia. Zdaniem Musiałka Tusk „celowo i skutecznie odcina tlen" prawicy, pilnując, by nie dać jej przestrzeni do łatwej krytyki - za nadmierną proeuropejskość, proniemieckość czy „ślepy liberalizm". Również w relacjach z administracją Donalda Trumpa rząd „nie chce wchodzić w zwarcie", odbierając opozycji argument o antyamerykanizmie.
Efektem - według szefa Klubu Jagiellońskiego - jest radykalizacja prawicy, która „zaczyna krzyczeć coraz głośniej" i wpada w grę zniechęcającą wyborców centrowych. Wiele decyzji Tusk podejmował wbrew własnemu zapleczu: „To zaplecze polityczne niespecjalnie cieszyło się, że Donald Tusk idzie w takie narracje". Mimo słabej oceny jakości rządzenia, wysokie poparcie dla premiera pokazuje - zdaniem Musiałka - że miał w tej sprawie rację.
Rozmówcy wskazali na asymetrię w strukturze elektoratów. Sadura przywołał badania, w których wyborcy deklarują motywację głosowania: fanatyczną, sceptyczną lub cyniczną. PiS przez lata stał stabilnie „na tych trzech nogach". Dziś to Koalicja Obywatelska fanatyzuje się najmocniej - „ponad 50% mówi, że głosuje na tę partię, bo to jest w ogóle najlepsze, co się mogło Polsce trafić". Prawica natomiast traci sceptyków na rzecz Konfederacji i formacji Grzegorza Brauna.
Migracja: retoryka kontra praktyka
Debata ujawniła wspólną diagnozę podwójnych standardów w polityce migracyjnej. PiS budował narrację antymigracyjną od 2015 roku, krytykując unijny mechanizm relokacji, a jednocześnie - jak przypomniał Sadura - był „absolutnym rekordzistą, jeśli chodzi o tempo przyjmowania migrantów" krótkoterminowych, przyjeżdżających do pracy. „Co innego w mediach, a co innego rzeczywiście na granicy" - podsumował.
Podobny selektywny liberalizm socjolog zaobserwował po stronie przeciwnej. W wywiadach grupowych warszawski elektorat Koalicji Obywatelskiej opisywał wizję „Polski bez Ukraińców (…), bez tych z Bliskiego Wschodu i bez pisiorów i bez patusów, ale za to Polski z prawami kobiet". Sadura zaznaczył, że takie postawy słyszał wielokrotnie, zwłaszcza poza dużymi miastami, gdzie antyukraińskie nastroje pojawiały się nawet wśród wyborców lewicy. Jego badania wskazują na skuteczną dezinformację podbijającą te nastroje już kilka miesięcy po wybuchu pełnoskalowej wojny.
Obecny rząd wstrzymał na wschodniej granicy możliwość składania wniosków azylowych - decyzję, na którą, jak relacjonował Musiałek, nie zdecydował się wcześniej PiS. Polityk tej formacji miał mu powiedzieć: „była dyskusja, ale jednak wszyscy mieli takie poczucie, że nie, to jednak by było za grube". Z badań z okazji trzeciej rocznicy wyborów wynika, że bezpieczeństwo jest obszarem najwyżej ocenianym w rządzie Tuska.
Granica ze stali - i systemowe braki
Musiałek zrelacjonował wizytę na wschodniej granicy, związaną z przyznaniem funkcjonariuszom Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej Nagrody Obywatel Wolności przez Instytut Wolności. „Zobaczyliśmy taką Polskę (…) ze stali. Taką, która jest silna, pewna, dobrze przygotowana, bardzo profesjonalna" - ocenił, chwaląc profesjonalizm i wyposażenie służby oraz kontynuację przez rząd Tuska zapory rozpoczętej przez PiS.
Sadura, który prowadził tam badania socjologiczne tuż po wprowadzeniu stanu wyjątkowego, przypomniał, że w pierwszych dniach kryzysu „rządził chaos", a żołnierze rzuceni do nowej sytuacji często nie wiedzieli, co robić. Zwrócił uwagę na wciąż nierozwiązane problemy systemowe: angażowanie wojska do zadań Straży Granicznej z powodu wakatów, słabe wyposażenie indywidualne żołnierzy oraz brak wsparcia psychologicznego. „Jeżeli chcemy budować odporność (…), to jest też praca nad odpornością psychologiczną, a to jest w ogóle zostawione" - podkreślił.
Niepewne wybory i groźba chaosu
W części prognostycznej obaj rozmówcy zachowali ostrożność. Sadura mówi dziś nie o liberalizmie i konserwatyzmie, lecz o stabilnym podziale na „Polskę prawicową i nieprawicową". Jego zdaniem mechanizm d'Hondta może sprawić, że trwająca na prawicy „walka rekonfiguracyjna" pozwoli Koalicji Obywatelskiej utrzymać władzę - prawdopodobnie z pomocą lewicy, startującej osobno lub w koalicji z KO.
Musiałek ocenił szanse na rządy prawicy i nieprawicy jako „50 na 50", wskazując na bezprecedensową liczbę niewiadomych: niepewny jest los partii Razem, formacji Mentzena, projektu Brauna. „Nie pamiętam takich wyborów w III RP" - stwierdził. Jest jednak przekonany, że niezależnie od wyniku powstanie rząd „dużo bardziej chaotyczny", a czasy stabilności politycznej odchodzą do lamusa.
Sadura dodał istotny czynnik: nieustanne przesuwanie prawej ściany sceny politycznej. Za Konfederacją pojawił się Braun, za Braunem „stoi w kolejce" Robert Bąkiewicz. Ten dryf w prawo otwiera centrum przestrzeń do zajmowania pozostawionego gruntu. Obaj zgodzili się, że bezpieczeństwo będzie jednym z głównych tematów kampanii, a sama kampania - brutalna, pełna dezinformacji i rosnącej akceptacji dla agresji w polityce.
Debata Sadury i Musiałka wpisuje się w szerszy europejski kontekst, w którym - jak zauważyli - siły liberalne tracą grunt we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Z tej diagnozy obaj wyciągają jednak wniosek paradoksalnie optymistyczny: ostry podział na „plemię konserwatywne i liberalne" okazuje się przesadzony. Plemiona pozostają, lecz - jak ujął to Sadura - „przestają być ideologiczne". W miejsce ideologii wkracza przywiązanie do lidera i jego kultu, co obu rozmówców prowadzi do tezy, że najbliższe lata przyniosą Polsce okres politycznej niestabilności znanej już z Zachodu Europy.