Wietnam chce polskiej broni. Rosja wraca do rozmów o Ukrainie
Wietnam wyraził zainteresowanie zakupem polskiego sprzętu wojskowego podczas trzydniowej wizyty premiera Donalda Tuska w Hanoi, która kończy się w poniedziałek 26 października. Rozmowy prowadzono w cieniu rosyjskich sankcji, które skłaniają Hanoi do poszukiwania nowych dostawców uzbrojenia. W niedzielę Kreml zasygnalizował gotowość powrotu do negocjacji w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie.
Polskie uzbrojenie dla Hanoi
Według wiceministra aktywów państwowych Konrada Gołoty, cytowanego przez portal bankier.pl, rząd Wietnamu chciałby kupić od Polski armatohaubice Krab, transportery Rosomak, systemy radarowe, systemy obrony wybrzeża oraz komponenty montowane na platformach bojowych.
Dotychczas Ludowa Armia Wietnamu korzystała głównie ze sprzętu importowanego z Rosji. W ocenie wiceszefa resortu aktywów państwowych to właśnie sankcje nałożone na ten kraj skłaniają Hanoi do szukania alternatywnych kierunków zakupu broni. Obok Rosji największymi dostawcami uzbrojenia dla Wietnamu pozostają obecnie Stany Zjednoczone i Izrael.
Na razie Wietnam rozważa jedynie niewielkie kontrakty. Rząd w Hanoi najpierw sprawdza, czy importowany sprzęt spełnia jego oczekiwania, dopiero potem decyduje się na szersze zamówienia.
Premier Tusk wraz z delegacją polskich przedsiębiorców zabiegał o rozwój współpracy gospodarczej. Rząd postrzega Wietnam jako bramę do rynków Azji Południowo-Wschodniej. Jak przypomina portal Zero, w ubiegłym roku oba kraje podniosły wzajemne relacje do rangi partnerstwa strategicznego. Problemem pozostaje wysoki deficyt handlowy Polski, który w 2024 roku wyniósł około 7,1 miliarda dolarów.
Rosja gotowa do negocjacji po 4 listopada
Rosja deklaruje gotowość powrotu do rozmów o zakończeniu wojny na Ukrainie po 4 listopada. Doradca prezydenta Rosji do spraw polityki zagranicznej Jurij Uszakow powiedział w niedzielę, że Kreml jest zainteresowany wznowieniem negocjacji po przypadającym tego dnia Dniu Jedności Narodowej. Uszakow nie spodziewa się przełomu na początku rozmów, nazywając ich wznowienie swego rodzaju próbą.
Dzień wcześniej prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział możliwe rozmowy w formacie trójstronnym - z udziałem przedstawicieli Stanów Zjednoczonych, Rosji i Ukrainy. Miałyby się odbyć w połowie listopada, a najbardziej prawdopodobną lokalizacją jest Abu Zabi. To właśnie w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich doszło już do kilku spotkań delegacji trzech państw.
W ubiegłą środę Władimir Putin przyjął w Petersburgu specjalnego wysłannika prezydenta USA Steve'a Witkoffa. Rosyjski przywódca oświadczył wówczas, że jest zainteresowany powrotem do stołu negocjacyjnego jeszcze w listopadzie. Donald Trump zapowiedział, że po zakończeniu wojny chce robić interesy zarówno z Ukrainą, jak i z Rosją. Jego zdaniem Stany Zjednoczone - w związku z wartą miliardy dolarów pomocą przekazaną Ukrainie za prezydentury Joego Bidena - powinny zapewnić sobie korzyści finansowe z przyszłej współpracy gospodarczej.
Spór o Starlink nad Ukrainą
Ukraina po ponad tygodniu zakłóceń ponownie ma dostęp do pełnej prędkości w systemie Starlink. Właściciel SpaceX Elon Musk przyznał, że ograniczył połączenia satelitarne z powodu łamania warunków umowy przez Ukrainę. Zełenski potwierdził w sobotę, że systemy Starlink i Starshield znów działają z normalną prędkością.
Przez ponad tydzień ukraińskie drony mogły osiągać prędkość najwyżej 160 kilometrów na godzinę zamiast wcześniejszych 400. Musk zarzucił Ukraińcom nieprzestrzeganie umowy, pisząc na portalu X, że cywilny system satelitarny nigdy nie powinien służyć do ofensywnych ataków prowadzonych przez bezzałogowe statki powietrzne. Zwolenników kontynuowania walk nazwał podżegaczami wojennymi.
Problemy z systemami satelitarnymi wystąpiły po podpisaniu przez Stany Zjednoczone i Rosję umowy o dostawach rosyjskiego oleju napędowego. Władze USA miały naciskać na Kijów, by zaprzestał atakowania infrastruktury rosyjskiego przemysłu naftowego. Biały Dom zaprzeczył, by ograniczenia wynikały z decyzji Trumpa. Mimo to, jak podaje portal The Kyiv Independent, ukraińskie wojsko zaatakowało w sobotę zakłady petrochemiczne położone 2,5 tysiąca kilometrów od granicy.
Protesty w Europie i rekordowa inflacja
W sobotę przez Europę przetoczyła się kolejna fala protestów. We Francji manifestacje zorganizowane przez związki zawodowe i organizacje uczniowskie doprowadziły do starć z policją w Paryżu, Marsylii, Bordeaux, Tuluzie i Tours. Zatrzymano około tysiąca osób. Według ministra spraw wewnętrznych Laurenta Nuñeza protesty, w których uczestniczyło około 800 tysięcy osób, przebiegały spokojniej niż tydzień wcześniej - na ulice skierowano blisko 70 tysięcy policjantów.
We Włoszech do demonstracji przeciwko pogarszającej się jakości edukacji dołączyli anarchiści. W Albanii niemal codziennie od połowy października dochodzi do starć - w Tiranie zwolennicy Partii Demokratycznej domagali się ustąpienia premiera Ediego Ramy, który odrzuca takie żądania. W Madrycie związki zawodowe żądały indeksacji emerytur i ochrony systemu ubezpieczeń przed prywatyzacją.
Unia Europejska mierzy się z najwyższą inflacją od września 2023 roku. Zharmonizowany wskaźnik HICP wyniósł we wrześniu 3,8 procent. Głównym motorem wzrostu cen jest energia - w strefie euro podrożała ona w skali roku o 18,9 proc. Najwyższą inflację odnotowano w Rumunii (6,5 procent), a w Polsce wskaźnik wyniósł 4 procent. Eksperci cytowani przez portal interia.pl ostrzegają, że w przyszłym roku, z powodu drożejących surowców, może dojść do gwałtownego wzrostu cen żywności.