Powrót

Poseł PiS: Deklarowane 5 proc. PKB na obronność to „ściema”

Andrzej Śliwka, poseł Prawa i Sprawiedliwości i członek Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, w rozmowie na kanale otwartym zakwestionował rządowe zapewnienia o rekordowych wydatkach na obronność. Zdaniem posła realne nakłady są niższe od deklarowanych, unijna pożyczka SAFE grozi utratą suwerenności w polityce zakupowej, a projekt Tarcza Wschód jest niedoszacowany i opóźniony. Rozmowę prowadziła Kamila Baranowska.

Spór o pożyczkę SAFE

Śliwka zakwestionował rządowy przekaz towarzyszący defiladzie z 15 sierpnia, na której dominowało logo „Polska SAFE”. Według posła sprzęt prezentowany podczas obchodów nie został sfinansowany z unijnej pożyczki, mimo sugestii polityków koalicji. „Każdy, kto choć odrobinę interesował się tym tematem, wie o tym, że tam nic nie pojechało, nic nie zostało przewiezione” - powiedział.

Poseł powołał się na dane Banku Gospodarstwa Krajowego, który obsługuje Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Według nich z pierwszej transzy wynoszącej 28 miliardów złotych wydatkowano jedynie 157 milionów, czyli pół procenta. Środki te - jak zaznaczył - trafiły „nie na jakieś kontrakty, tylko po prostu na płynność dla podmiotów, które mają być zakontraktowane”.

Śliwka podważył także rządową narrację o korzystnych warunkach pożyczki. Przypomniał, że początkowo mówiono o grancie, później o środkach „nisko oprocentowanych” i „najkorzystniejszych”. Jego zdaniem żadne z tych określeń nie znajduje potwierdzenia w dokumentach, a rząd nie zna pełnego kosztu ani terminu obowiązywania zobowiązania.

Poseł podał konkretne liczby na poparcie tezy, że Polska mogłaby pożyczać taniej samodzielnie. „Mówią o koszcie w granicach 3,35, przynajmniej tej pierwszej transzy. A pan minister Domański w bieżącym roku wyemitował obligacje w euro jako rząd polski o koszcie 2,96” - stwierdził. Wskazał też, że od grudnia 2023 roku zadłużenie państwa wzrosło o około 900 miliardów złotych poprzez emisję obligacji.

Mechanizm warunkowości i weto prezydenta

Głównym zarzutem posła wobec SAFE pozostaje mechanizm warunkowości. Śliwka podkreślił, że rozporządzenie o instrumencie odwołuje się do unijnych rozporządzeń finansowych z 2020 roku - tych samych, które stosowano wobec KPO. Jego zdaniem Komisja Europejska może arbitralnie, na każdym etapie, wstrzymać transzę.

Poseł odrzucił tłumaczenia wiceminister obrony Magdaleny Sobkowiak, według której mechanizmy warunkowości mają charakter wyłącznie antykorupcyjny, a nie polityczny czy praworządnościowy. „Albo pani minister Sobkowiak nie przeczytała tego rozporządzenia, co by było dla niej kompromitujące, albo niestety pani minister Sobkowiak z premedytacją wprowadza opinię publiczną w błąd, co chyba byłoby jeszcze gorsze” - powiedział.

Śliwka zobrazował zagrożenie hipotetycznym scenariuszem: po zmianie władzy Komisja mogłaby uznać działania nowej większości dotyczące wymiaru sprawiedliwości za naruszenie zasad i wstrzymać płatności. Nazwał to „powtórką z KPO, tylko na sterydach”. Poparł decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy wdrażającej Fundusz Inwestycji Zwiększających Bezpieczeństwo, powołując się na jej - jak twierdzi - niekonstytucyjność oraz na opinię profesora Piotrowskiego. Przywołał artykuły 89 i 90 Konstytucji jako podstawę zastrzeżeń.

Poseł zacytował zdanie prezydenta, które uznał za kluczowe: „My nie możemy oddawać kluczy do sejfu w ręce innych państw. Nawet tych przyjaznych”. W jego ocenie SAFE wpisuje się w szerszy, „federalizujący” trend przenoszenia kompetencji do Brukseli - porównał go do politycznego, a nie gospodarczego charakteru waluty euro.

Zarzut zaniżonych wydatków na obronność

Najmocniejsze stwierdzenie Śliwki dotyczyło poziomu wydatków obronnych. Odpowiadając na pytanie o deklarowane 5 procent PKB, powiedział wprost: „To jest ściema”. Zaznaczył, że rozumie propagandowy, propolski wymiar tego przekazu za granicą, ale w rzeczowej debacie należy - jego zdaniem - mówić o realnych liczbach.

Poseł przypomniał, że w ubiegłym roku zamiast planowanych 4,7 procent wydano finalnie około 4,2-4,3 procent. Podważył też, czy cała ta pula stanowi wydatki na bezpieczeństwo. „W tej puli jest 15 miliardów na emerytury dla żołnierzy. Czy my możemy uznać, że wydatkowanie 15 miliardów złotych na emerytury dla żołnierzy to jest wydatkowanie środków na bezpieczeństwo?” - pytał.

Śliwka wskazał na malejące centralne plany rzeczowe. Według niego część budżetowa Ministerstwa Obrony Narodowej jest w bieżącym roku o 6 miliardów mniejsza niż w poprzednim. Wymienił także cięcia: 400 milionów złotych mniej na tak zwany szpej, czyli ekwipunek i umundurowanie, oraz 300 milionów mniej na badania i rozwój.

Poseł podkreślił, że deficyt w badaniach i rozwoju dotyczy całej Europy, a nakłady wynoszą mniej niż procent. Jako przykład zaniedbania podał program antydronowy SAM. Twierdzi, że polski prywatny producent systemów antydronowych nie może uzyskać gwarancji bankowej, by zostać liderem konsorcjum, i schodzi do roli podwykonawcy zagranicznego podmiotu.

Tarcza Wschód: „tarcza magazynowa”

Śliwka podtrzymał wcześniejszą, krytyczną ocenę Tarczy Wschód, choć zastrzegł, że popiera samą ideę fortyfikacji granicy. „Tarcza Wschód może i jest sensownym projektem, ale absolutnie źle oszacowanym” - powiedział. Jego zdaniem koszt nie powinien wynosić 10 miliardów, lecz ponad 40 miliardów, a i ta kwota okaże się niewystarczająca.

Poseł zwrócił uwagę na rozdźwięk między komunikatami rządu a stanem faktycznym. Według przytoczonych przez niego danych w 2025 roku inżynieryjnie zabezpieczono 60 kilometrów granicy, ale realna, linearna zabudowa - z jeżami, rowami i polami minowymi - objęła jedynie 10 kilometrów. Z zapowiadanych na koniec 2026 roku 200 kilometrów pełna rozbudowa ma dotyczyć zaledwie 20 kilometrów.

Śliwka nazwał ten stan „tarczą magazynową”, w której rząd chwali się składami betonowych jeży zamiast ich rozstawieniem. Zarzucił też, że w pierwotnych projektach odcinek granicy z obwodem królewieckim nie był w pełni objęty planami. Wiele koncepcji - jak zaznaczył - pochodzi z okresu rządów PiS i ministra Mariusza Błaszczaka, podobnie jak wykorzystywane sensory, system radiotechniczny Barbara czy satelity.

Poseł wskazał na problemy z nieruchomościami wzdłuż granicy. Choć rząd zapewnia, że działki pochodzą z zasobu KOWR i nie przewiduje wywłaszczeń, Śliwka zakwestionował, by cały pas do kilkudziesięciu kilometrów w głąb kraju należał do Skarbu Państwa. Sygnalizował także niedobory jeży i opóźnienia w budowie dróg dojazdowych oraz brak zaplanowanej infrastruktury medycznej.

Przemysł zbrojeniowy i spór o PGZ

Poseł bronił kondycji Polskiej Grupy Zbrojeniowej, którą nadzorował jako wiceminister aktywów państwowych pod koniec rządów PiS. Odniósł się do krytyki Michała Dworczyka, według której eksport uzbrojenia jest miarą sukcesu, a jego brak - „katastrofą”. Śliwka odrzucił tę ocenę, powołując się na kontrakt ze stroną ukraińską na dostawę systemów Krab o wartości ponad 3 miliardów złotych, który określił jako największy w historii polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Jako dowód odbudowy sektora poseł wskazał Hutę Stalowa Wola, która za pierwszego rządu Donalda Tuska musiała sprzedać część zakładu chińskiemu inwestorowi, a dziś realizuje kontrakty warte, według niego, ponad 20 miliardów złotych. Przypomniał również, że PGZ Stocznia Wojenna w 2016 roku była w upadłości likwidacyjnej.

Śliwka skrytykował propozycję podziału PGZ zgłoszoną przez środowisko Rozwoju Plus i premiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, nazywając ją „niemądrą” i „szkodliwą”. Opowiedział się za konsolidacją i podziałem grupy na domeny w celu optymalizacji kosztów. Zwrócił też uwagę na problemy Fabryki Broni w Radomiu, gdzie - jak twierdzi - rząd zwleka z decyzją o kolejnych kontraktach na karabinki Grot.

Poseł ostrzegł przed porównywaniem polskiej produkcji z ukraińską. „Polska nie jest w stanie wojny” - podkreślił, wskazując, że masowa produkcja min czy dronów w Ukrainie wynika z realiów wojennych i innych kosztów pracy oraz energii. Za priorytet uznał budowę zdolności dual use, umożliwiających szybkie przestawienie produkcji cywilnej na wojskową.

Braki w obronie cywilnej i pobór

Śliwka zwrócił uwagę na zaniedbania w obronie ludności. Opisał własny przegląd wydatków samorządów z województwa warmińsko-mazurskiego, gdzie środki na ochronę cywilną przeznaczano - według niego - na łodzie w gminie z jednym niewielkim akwenem czy nadmierną liczbę pił, niezalecaną przez straż pożarną. „Nie ma żadnej koordynacji, jeżeli chodzi o zakupy” - ocenił.

Poseł postulował przeznaczenie większości takich środków na edukację społeczeństwa, w tym szkolenia z pierwszej pomocy dla uczniów przed maturą i egzaminami zawodowymi. „Podczas wojny to nie wojsko broni, to państwo się broni” - podkreślił, wskazując na braki kadrowe, które ujawniłyby się w społecznościach lokalnych w razie konfliktu.

W kwestii poboru Śliwka zadeklarował się jako jego zwolennik, ale wskazał na przeszkody praktyczne. Zabrakło infrastruktury dla rekrutów po jej wysprzedaży w okresie zawieszenia poboru, sprzętu oraz kadry szkoleniowej. Jego zdaniem od decyzji politycznej do realnego uruchomienia procesu upłynęłyby cztery do pięciu lat.

Kontekst polityczny

Rozmowa toczyła się w cieniu obchodów Święta Wojska Polskiego, podczas których - jak zauważył poseł - premier Kosiniak-Kamysz i prezydent Nawrocki deklarowali ponadpartyjny charakter polityki bezpieczeństwa. Śliwka wielokrotnie przypisywał kluczowe decyzje modernizacyjne rządom PiS i ministrowi Błaszczakowi, zarzucając obecnej koalicji przejmowanie zasług.

Poseł ocenił krytycznie kompetencje wiceminister Sobkowiak, przywołując jej wypowiedź dla „Gazety Wyborczej”, w której miała przyznać, że nie zna się na armii i polityce zbrojeniowej. Odniósł się także do spekulacji o możliwym wcześniejszym odejściu Donalda Tuska do Brukseli oraz o przyszłych rekonfiguracjach na scenie politycznej.

Śliwka zaznaczył, że mimo fundamentalnych różnic z Konfederacją i Grzegorzem Braunem - którego wypowiedzi o zbrodniach niemieckich określił jako sprzeczne z polską racją stanu - opowiada się za jednością prawicy. Rozłam w otoczeniu Mateusza Morawieckiego nazwał błędem. Deklarowane przez wszystkie strony ponadpartyjne podejście do obronności pozostaje, jak wynika z rozmowy, przedmiotem sporu o to, czyje decyzje faktycznie zbudowały obecny potencjał polskiej armii.