Powrót

Powrót szkolenia wojskowego wraca na agendę. Politycy wciąż zwlekają

Dyskusja o przywróceniu obowiązkowego szkolenia wojskowego w Polsce odżyła za sprawą dwóch głosów z prawej strony sceny publicznej. W rozmowie dla Kanału Otwartego publicysta Igor Janke i dziennikarka Kamila Baranowska ocenili, że propozycje idą w dobrym kierunku, ale pojawiają się - ich zdaniem - z wieloletnim opóźnieniem, a klasa polityczna wciąż unika tematu w obawie przed kosztem wyborczym.

Dwa impulsy, które wznowiły debatę

Temat powrócił przede wszystkim dzięki nagraniu współprzewodniczącego Konfederacji Sławomira Mentzena, który - jak przytoczono w rozmowie - stwierdził, że „politycy muszą przestać okłamywać Polaków”, a „powrót służby wojskowej jest konieczny”.

Drugim impulsem była prezentacja koncepcji obronnej Stowarzyszenia Rozwój Plus. Michał Dworczyk zaproponował w niej rozwiązanie w postaci trzymiesięcznego szkolenia dla wszystkich obywateli.

Jak zauważyła Baranowska, pobór i szkolenie wracają do debaty cyklicznie, ale najczęściej za sprawą ekspertów i wojskowych, nie polityków. - To jest taki temat, którego politycy boją się jak ognia - powiedziała.

Dziennikarka opisała też mechanizm milczenia. Według niej politycy w rozmowach nieoficjalnych przyznają, że do obowiązkowego szkolenia trzeba będzie wrócić, ale wolą, by zrobili to następcy. Powód jest jeden: temat uchodzi za niepopularny społecznie.

„Jestem wściekły na klasę polityczną”

Najostrzejszą ocenę sformułował Janke. - Jestem wściekły na klasę polityczną, uważam, że jest skrajnie nieodpowiedzialna - powiedział. Jego zdaniem Polska powinna była wdrożyć szkolenia dawno temu, a sam fakt, że debata dopiero się zaczyna, jest „żałosny”.

Publicysta przypomniał, że wojna w Ukrainie trwa ponad cztery i pół roku, a zagrożenie jest powszechnie uświadamiane. Oskarżył polityków o to, że przez ten czas nie zajęli się ani powszechnym szkoleniem, ani obroną cywilną.

Janke podkreślił przy tym, że nie krytykuje decyzji o zakupach sprzętu i dużych wydatkach na wojsko. - Jedno nie wyklucza drugiego - zaznaczył. Zarzut dotyczy opóźnienia oraz tego, że łatwiej jest podjąć decyzje dotyczące pieniędzy, bo ich efekt jest mniej widoczny niż obowiązek nałożony na obywateli.

Pytanie o odpowiedzialność rozciągnął na kolejne ekipy rządzące. Zastanawiał się, dlaczego szkolenia nie wprowadzono za rządu Mateusza Morawieckiego, gdy wybuchła wojna, a Dworczyk był w otoczeniu premiera. Dodał, że „następny rząd dokładnie tak samo się zachowuje”.

Spór o kształt służby i efekt flagi

Baranowska wskazała na głębszą przyczynę politycznej wstrzemięźliwości - przekonanie rządzących o niedojrzałości społeczeństwa. - Lepiej społeczeństwu nie mówić o tym, że zagrożenie jest realne - tak podsumowała domniemaną kalkulację polityków.

Zarazem zwróciła uwagę na sprzeczność. Zarówno rząd Morawieckiego, jak i gabinet Donalda Tuska mówią o zagrożeniu wojną, ale za słowami nie idą konkretne kroki. - Jeśli mówisz A, to rób B, C, D i E - stwierdziła, przypisując premierowi wykorzystywanie „efektu flagi”, czyli gromadzenia się obywateli wokół władzy w sytuacji zagrożenia.

Oboje rozmówcy opowiedzieli się za szkoleniem obowiązkowym, ale krótkim. Janke uznał, że dwuletnia czy nawet roczna służba oznaczałaby „wyrywanie ludziom z życia” dwóch lat, do czego państwo nie jest przygotowane. Za rozsądny punkt wyjścia uznał model kilkumiesięczny, zbliżony do propozycji Rozwój Plus.

Baranowska podkreśliła, że obowiązek powinien objąć również kobiety „w takim samym stopniu”, choć niekoniecznie w tej samej formie. Oboje zgodzili się też, że służba powinna być dopasowana do uzdolnień, wykształcenia i predyspozycji każdego obywatela, a nie sprowadzona do jednego wzorca.

Rozmówcy wskazali na potrzebę systemu zachęt. Przywołali propozycję preferencji przy pracy w instytucjach publicznych dla osób, które przejdą szkolenie. - Jeżeli chcesz coś robić dla dobra wspólnego, to powinniśmy mieć z tego powodu benefity - ocenił Janke.

Publicysta zaproponował też pozytywną narrację. Jego zdaniem trzymiesięczna służba może być dla osiemnasto- czy dziewiętnastolatka „fantastyczną przygodą” - okazją do poznania ludzi, zdobycia umiejętności i wzmocnienia psychicznego oraz fizycznego. Zastrzegł, że dzisiejsze szkolenie nie musi powielać patologicznych wzorców z czasów PRL i początku lat dziewięćdziesiątych.

Obrona cywilna i spór o armię zawodową

Baranowska dodała drugi argument na rzecz szkolenia: zwiększenie szans na przeżycie w razie wysłania na front. W tym kontekście odniosła się do stanowiska Partii Razem, w myśl którego do walki wystarczy armia zawodowa, a społeczeństwu potrzebne są przede wszystkim szkolenia z ewakuacji i pomocy osobom starszym.

Dziennikarka uznała to podejście za nierealistyczne w części dotyczącej masowej ucieczki. - Pierwsza rzecz, która się wydarzy, to są po prostu ogromne korki - oceniła, przewidując zakorkowane drogi, zamknięte lotniska i granice, przez które „państwo nie będzie wypuszczało, zwłaszcza mężczyzn w wieku poborowym”.

Jednocześnie oboje przyznali rację postulatowi przygotowania obrony cywilnej. - Ta kawa nie wyklucza tamtej herbaty - podsumował Janke, wskazując, że szkolenie wojskowe i wiedza o zachowaniu w kryzysie są potrzebne równolegle.

Baranowska przyznała, że sama nie znała podstawowych zasad postępowania podczas ostrzału, mimo trwającej wojny w Ukrainie. Przywołała rozmowę z pułkownikiem Piotrem Lewandowskim o niskim poziomie edukacji w tym zakresie oraz nieudaną elektroniczną mapę schronów z czasów poprzednich władz.

Alerty, które zawiodły, i wzorce z regionu

Rozmówcy odnieśli się też do niedawnej wpadki z alertem Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, który zamiast mieszkańców województwa lubelskiego ostrzegł mieszkańców lubuskiego. Baranowska nazwała to „kompromitującą wpadką”.

Janke potraktował pojedynczy błąd łagodniej, ale wskazał na problem strukturalny. Przypomniał, że podczas realnego incydentu z rakietą w Lubelskiem alertów RCB w ogóle nie było, a ludzie nie wiedzieli, skąd czerpać informacje.

Jako kontrprzykład opisał własne doświadczenie z Dyneburga na Łotwie, gdzie telefon zalogowany do lokalnej sieci automatycznie odebrał ostrzeżenie o dronie, bez instalowania aplikacji. - To był bardzo precyzyjny komunikat - relacjonował, wskazując, że sprawny system powiadamiania jest wykonalny.

Oboje zwrócili uwagę, że Litwa, Łotwa i Estonia wyprzedzają Polskę w przygotowaniach - od remontów piwnic na schrony finansowanych przez samorządy po bardziej zaawansowane szkolenia. Jako pozytywny przykład krajowy wskazali cyfryzację i aplikację mObywatel, która ich zdaniem mogłaby stać się bazą dla usprawnionego systemu ostrzegania.

Apel ponad podziałami

Rozmówcy zaapelowali o porozumienie ponad podziałami. Janke zwrócił się wprost do prezydenta, premiera i szefów klubów opozycyjnych, by uzgodnili wprowadzenie szkolenia i przygotowali kampanię informacyjną z udziałem mediów i organizacji pozarządowych.

Baranowska wyraziła przekonanie, że „społeczeństwo jest mądrzejsze, niż uważają politycy”, i że uczciwa rozmowa o realnych ograniczeniach ewakuacji spotkałaby się ze zrozumieniem. Zwróciła jednak uwagę na zachowawcze stanowisko ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, który opowiada się wyłącznie za służbą dobrowolną, co - jej zdaniem - nie wróży ponadpartyjnej zgody.

Janke ostrzegł, że jeśli porozumienia nie będzie dziś, nastąpi ono wtedy, „kiedy będzie za późno”, a państwo stanie przed koniecznością wysyłania nieprzeszkolonych ludzi. Debata o kształcie szkolenia i polskiej armii, zapowiedzieli rozmówcy, będzie dalej obserwowana w Kanale Otwartym.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter