Prawica w rozsypce, koalicja w samouspokojeniu. Kraków testem przed wyborami
Nadchodząca kampania przed wyborami uzupełniającymi w Krakowie stanie się pierwszym poważnym sprawdzianem dla wszystkich partii przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi - ocenia w rozmowie z Kamilą Baranowską dziennikarz "Rzeczpospolitej" Michał Kolanko. W tle: rosnący konflikt na prawicy między prezydentem Karolem Nawrockim a Jarosławem Kaczyńskim, kontrowersyjny projekt emerytur dla artystów oraz coraz wyraźniejsze pęknięcia w obozie rządzącym.
Kraków jako kwalifikacja przed wyborami
Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego w referendum wszystkie partie muszą wystawić w Krakowie własnych kandydatów. Wspólny kandydat całej koalicji rządzącej praktycznie nie wchodzi w grę - jak podkreśla Kolanko, była "krótko taka rozmowa", ale zakończyła się bez rezultatu. Także na lewicy dojdzie do rywalizacji: partia Razem wystawiła już radną Aleksandrę Owcę, współprzewodniczącą ugrupowania.
Zdaniem dziennikarza Kraków to "test sprawnościowy, kwalifikacja przed wyborami do Sejmu" - sztabowy, komunikacyjny i programowy. W kampanii jak w soczewce skupią się kluczowe problemy dużych miast: mieszkalnictwo, transport, jakość zarządzania. Głośna ma być zwłaszcza dyskusja o strefie czystego transportu, kładce nad Wisłą czy osiedlu Ruczaj.
Kolanko formułuje tezę o "czterech jeźdźcach apokalipsy" klasy średniej: pracy, ochronie zdrowia, demografii i mieszkalnictwie. Piątym staje się kryzys zarządzania miastami. Bezpieczeństwo, jak zaznacza, jest "zaembedowane" w każdym z tych obszarów.
Z badań exit poll Łukasza Pawłowskiego wynika, że około 25 proc. wyborców głosujących za odwołaniem Miszalskiego kierowało się motywacjami antyrządowymi. Bez tej grupy, jak twierdzi szef pracowni OGB, referendum mogłoby się nie powieść.
Nawrocki wybiera własną drogę
Powołanie sędziego Zbigniewa Kapińskiego na prezesa Izby Karnej Sądu Najwyższego wbrew stanowisku Jarosława Kaczyńskiego uruchomiło lawinę konfliktów na prawicy. W tle jest orzeczenie z 2000 r. w sprawie Lecha Wałęsy, w składzie którego zasiadał Kapiński. Sławomir Cenckiewicz uważa, że już wtedy można było orzec inaczej.
Ostry atak na prezydenta przypuściła Telewizja Republika. Jak relacjonuje Kolanko, w PiS narasta irytacja pozycją tego środowiska. Jeden z jego rozmówców ocenił, że stacja zachowuje się tak, jakby "takie decyzje powinien prezydent z nimi konsultować". Sam Kaczyński miał się zdenerwować informacją o powstaniu stowarzyszenia Telewizji Republika.
Prezydent, doktor historii i były prezes IPN, konsekwentnie ignoruje sygnały z Nowogrodzkiej. "Podjąłbym tę decyzję jeszcze raz" - powiedział na konferencji w Szwajcarii już po krytycznych wpisach Cenckiewicza i Kaczyńskiego. To drugi po Mateuszu Morawieckim polityk, który otwarcie odrzuca dyspozycje prezesa PiS.
Zdaniem Kolanki spór jest także pokoleniowy. Kapiński i sprawa Wałęsy to dla najmłodszych wyborców - "pokolenia 01", urodzonych po 2001 r. - "absolutna prehistoria". Ci wyborcy oczekują odpowiedzi na pytania o mieszkania, pracę, ochronę zdrowia i demografię, a nie o kwestie lustracyjne sprzed ćwierćwiecza.
Podpis pod ustawą o PIP jako sygnał
Symbolicznym gestem prezydenta było podpisanie reformy Państwowej Inspekcji Pracy - projektu minister rodziny Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Nawrocki tłumaczył, że przekonała go osobista rozmowa z ministrą. Oboje są w podobnym wieku i oboje pracowali na umowach śmieciowych.
Wbrew stanowisku Przemysława Czarnka prezydent uznał, że "prawa pracownika są ważniejsze czasami niż prawa przedsiębiorcy" - co Kolanko interpretuje jako zakwestionowanie jednego z fundamentalnych dogmatów III RP.
Emerytury dla artystów: pomysł z "100 konkretów"
Projekt ministry kultury Marty Cienkowskiej dotyczący dopłat do składek ZUS dla artystów o najniższych dochodach wywołał falę oburzenia. Formalnie realizuje jedno ze "100 konkretów" Koalicji Obywatelskiej z 2023 r.
Zdaniem Kolanki emocje wynikają z "frustracji gospodarczo-klasowej". Przedsiębiorcy prowadzący jednoosobowe działalności - w większości wyborcy koalicji rządzącej - nie rozumieją, dlaczego państwo ma dopłacać wąskiej grupie zawodowej. Sam mechanizm dwóch komisji weryfikujących status artysty (15- i 155-osobowej) wywołał kpiny.
Dziennikarz przewiduje, że projekt utknie w Sejmie. "Do uśmiechniętej chłodni trafi ten projekt" - ocenia, nawiązując do określenia posłanki Anny Marii Żukowskiej. Jeśli ustawa jednak dotrze do prezydenta, weto stanie się dla Nawrockiego politycznie najłatwiejszym.
Rząd grzęźnie, koalicja się uspokaja
Zdaniem Kolanki poczucie, że rząd traci sprawczość, jest coraz częściej podzielane przez samych polityków obozu rządzącego. Jednocześnie w Koalicji Obywatelskiej dominuje "samouspokojenie" wynikające z sondaży: politycy codziennie publikują wykresy z hasłem "praca daje efekty".
Problem w tym, że wszyscy koalicjanci poza Nową Lewicą oscylują wokół progu wyborczego. To rodzi pytanie o strategię premiera Donalda Tuska: czy postawi na realne reformy - obiecywaną kwotę wolną, podniesienie drugiego progu, zmiany w ochronie zdrowia i mieszkaniówce - czy raczej wymusi konsolidację list koalicyjnych na wzór jednej listy KO.
Kolanko zwraca uwagę, że premier od czasu głośnego pytania Dominiki Lasoty w Piotrkowie Trybunalskim zrezygnował z otwartych spotkań z wyborcami. Nadaje głównie "zza swojego laptopa" przed posiedzeniami rządu. Na niedawne pytanie o demografię odpowiedział w duchu: w każdym bogatszym kraju rodzi się mniej dzieci - "takie jest życie".
Rekonfiguracja obu obozów
W dłuższej perspektywie dziennikarz "Rzeczpospolitej" przewiduje głęboką rekonfigurację polskiej sceny politycznej po odejściu Kaczyńskiego i Tuska. Prawica podzieli się między PiS, Konfederację, środowisko Grzegorza Brauna i ugrupowania prorozwojowe - a po emeryturze prezesa PiS ten układ się rozsypie.
Po stronie obecnej koalicji Kolanko wskazuje trzy postacie mające kształtować przyszłość obozu: Władysława Kosiniaka-Kamysza (skrzydło konserwatywne), Rafała Trzaskowskiego (nurt liberalno-progresywny) oraz Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk (lewica gospodarczo progresywna). Osobną rolę może odegrać Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Obecny układ - z premierem nadającym zza laptopa i prezesem przemawiającym na Nowogrodzkiej - jest, jak podsumowuje dziennikarz, "stanem przejściowym". Za kilka lat pozostanie już tylko materiałem do wspomnień o epoce duopolu.