Powrót

Proces Nawrockiego z Onetem i wojna wpisów w tle

W kolejnym odcinku „Odlotów tygodnia” na Kanale Otwartym Kamila Baranowska przyjrzała się najgłośniejszym politycznym wydarzeniom ostatnich dni - od procesu prezydenta Karola Nawrockiego z Onetem po wymianę obelg między Radosławem Sikorskim a Marcinem Przydaczem. W toczącym się procesie Karola Nawrockiego przeciwko Onetowi zeznawała była pracownica ochrony Grand Hotelu, której relacja stanowiła trzon publikacji o przeszłości dzisiejszego prezydenta. Jej wypowiedzi przed sądem okazały się jednak znacznie ostrożniejsze niż te, które media przytaczały w ostatnich dniach kampanii prezydenckiej. Sprawa rozlała się na politykę i dyplomację, prowokując wymianę obelg między czołowymi urzędnikami państwa.

Zeznania, które złagodniały

Proces dotyczy okresu, gdy Karol Nawrocki był kandydatem na prezydenta. Onet opublikował wówczas serię tekstów o jego przeszłości, opartych między innymi na rozmowach z Nataszą Geldon, byłą pracownicą ochrony Grand Hotelu.

Według relacji portalu, powołującego się początkowo na anonimowe źródła, Nawrocki miał wprowadzić do hotelu prostytutkę i jej opiekuna, a nawet proponować świadkowi udział w procederze sprowadzania prostytutek gościom hotelowym. Publikacje nie schodziły z czołówek i były powielane przez inne redakcje. Nawrocki i jego sztab zaprzeczali tym informacjom, po czym zapowiedzieli pozew.

Przed sądem - na jawnej części rozprawy - język świadka wyraźnie się zmienił. Zamiast kategorycznych stwierdzeń pojawiły się słowa o „podejrzeniach". „A ja użyłam sformułowania, że miałam takie podejrzenia, tak mi się wydaje" - mówiła Geldon. Przyznała też, że początkowo nie miała wrażenia, iż ma do czynienia z prostytutką, oraz że była to jedna sytuacja.

Świadek wskazała na brak doświadczenia w występowaniu przed sądem. „Ja też jakby nie jestem wprawiona w występowaniu przed sądem i może nie zawsze ten dobór słów jest odpowiedni" - stwierdziła, podtrzymując zarazem to, co wcześniej powiedziała dziennikarzowi.

Pytania o wiarygodność

Różnica między sformułowaniami „widziałam prostytutkę" a „miałam podejrzenie, ale nie wiem, czy była" ma znaczenie dla wagi zarzutów. Po dwudziestu latach pamięć może być nieostra, lecz pozostaje pytanie, dlaczego zastrzeżenia poczynione przed sądem nie pojawiły się w rozmowie z dziennikarzem.

Internauci ustalili, że świadek ma sprecyzowane poglądy - wiązano ją ze Strajkiem Kobiet, marszami równości i współpracą z Krytyką Polityczną. Wypomniano jej także pracę w sopockim klubie Zatoka Sztuki, zamkniętym w związku z wykorzystywaniem nieletnich, oraz podpisanie petycji przeciw jego zamknięciu. To, czy okoliczności te zostaną uwzględnione przez sąd, pozostaje otwarte.

Weryfikacja świadków i stopnia pewności ich relacji powinna mieć miejsce przed publikacją tekstów, a nie dopiero na sali sądowej.

Dyplomaci wymieniają obelgi

Sprawa przeniosła się na poziom formalnie dyplomatyczny. Szef MSZ Radosław Sikorski, komentując proces w serwisie X, zapytał: „Prawidłowo mówimy sutener, stręczyciel czy alfons?".

Odpowiedział mu Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta i były wiceminister spraw zagranicznych: „Prawidłowo mówimy cham, prostak czy prymityw?". Zestawienie obu wpisów ilustruje stan polskiej polityki, dyplomacji i polaryzacji - poziom, który trudno uznać za wysoki po obu stronach.

Referendum w Gliwicach i kłopot Borysa Budki

Kolejny wątek dotyczy akcji referendalnej wymierzonej w prezydent Gliwic. Europoseł Borys Budka przekonywał w Wirtualnej Polsce, że referendum nie jest świętem demokracji. „Do referendum wzywają ci, co są niezadowoleni i mają do tego prawo (…), a ci, którzy są zadowoleni i chcą bronić prezydenta, zostają w domu. Świętem demokracji są wybory" - argumentował.

Istotny kontekst: prezydentem Gliwic jest żona europosła, Katarzyna Kuczyńska-Budka. Budka podnosił, że przepisy dotyczące referendów odwoławczych pozwalają decydować mniejszości, a nie większości, oraz wskazywał na „sygnały o przenoszonych fabrykach trolli".

Argument o świętości wyborów jest obosieczny. Ostatnie wybory parlamentarne wygrało Prawo i Sprawiedliwość, a rządzi koalicja utworzona dzięki porozumieniom - między innymi z Trzecią Drogą. Odwoływanie się do woli większości może się zatem obrócić przeciw wygłaszającemu.

Urodziny, które stały się problemem

Następny wątek dotyczy Polski 2050. Tego samego wieczoru, gdy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła w serwisie X odejście z rządu, politycy tej partii pojawili się na urodzinach polityka PiS Marcina Ociepy. Goście podkreślali, że wpadli prywatnie i na krótko.

Poseł Bartosz Romowicz, wiceprzewodniczący klubu, odniósł się do sprawy: „Sensacja, bo byłem na urodzinach Marcina Ociepy. Owszem, byłem, byłem też rok temu (…) i jeśli tylko dostanę zaproszenie, to pójdę też w przyszłym roku". Dodał, że „w polityce trzeba umieć rozmawiać nawet z tymi, którzy mają odmienne poglądy" i zaapelował: „Nie dajmy sobie wmówić, że to jest nienormalne".

Epizod przypomina aferę wokół urodzin publicysty Roberta Mazurka, po których politycy Platformy ponieśli konsekwencje - Borys Budka i Tomasz Siemoniak oddali się wówczas do dyspozycji Donalda Tuska. Politycy sami wyhodowali twarde, spolaryzowane elektoraty, których dziś stają się zakładnikami.

Rada Bezpieczeństwa jako pole sporu

Szef BBN Bartosz Grodecki zapowiedział zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, poświęconej bieżącej sytuacji oraz stałej bazie wojsk amerykańskich w Polsce. Spór wybuchł wokół udziału polityków Konfederacji Korony Polskiej, czyli środowiska Grzegorza Brauna.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty skierował do prezydenta pismo z propozycją rozważenia braku zaproszenia dla tego środowiska. Sikorski zapowiedział, że „przy ruskich onucach" o bezpieczeństwie Polski rozmawiać nie będzie.

Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz odpowiedział, że każdy poseł ma dostęp do informacji niejawnych o klauzuli „tajne", a zapraszanie przewodniczących klubów i kół jest wieloletnim zwyczajem. Wskazał, że wątpliwości należy rozwiązywać zmianą prawa, nie wyjątkami.

Sikorski odpisał: „Prezydent Nawrocki ma prawo zaprosić na RBN kogo chce, także faszyzujących prorosyjskich antysemitów (…). A ja mam prawo ocenić, czy w takim towarzystwie chcę rozmawiać o bezpieczeństwie Polski".

Posiedzenie zwołano na wtorek. Choć bezpieczeństwo państwa miało pozostać poza bieżącym sporem, kolejny raz okazało się jego przedmiotem. W obecnej sytuacji geopolitycznej niepoważne zachowanie polityków w sprawach najwyższej wagi nie powinno nikogo skłaniać do śmiechu.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter