Powrót

Strajk generalny we Włoszech. Czy to druga Francja?

W dniu strajku generalnego, który objął około 60 włoskich miast, a organizatorzy liczyli na milion uczestników, powraca pytanie o skalę napięć społecznych w Europie. Publicysta Kacper Kita z serwisu Nowy Ład w rozmowie z Igorem Janke na Kanale Otwartym przekonywał, że choć Włochy przeżywają falę protestów organizowanych głównie przez lewicowe związki zawodowe, kryzys na Półwyspie Apenińskim jest płytszy niż we Francji, a rząd Giorgii Meloni - po czterech latach u władzy - wciąż zachowuje poparcie swojej bazy wyborczej.

Protesty w cieniu zbliżających się wyborów

Fala manifestacji nakłada się na gorący moment politycznego kalendarza. Wybory parlamentarne odbędą się najpóźniej za rok, a nie jest wykluczone przyspieszenie terminu. Koalicja rządząca i opozycja idą łeb w łeb w sondażach, co podnosi temperaturę sporu.

Protesty mają wyraźny profil polityczny. Organizują je związki zawodowe o lewicowej orientacji, które - jak zauważył Kita - „nigdy nie były fanami ani Meloni, ani tego rządu". Towarzyszą im hasła socjalne, propalestyńskie, antyamerykańskie oraz pacyfistyczne. Jednym z nich jest sprzeciw wobec zwiększania wydatków na zbrojenia - rząd podniósł je z poziomu 1,6 proc. PKB do 2,1 proc.

Punktem zapalnym stały się zamieszki w Mediolanie z 17-18 października. Doszło wówczas do kilkuset aresztowań i scen przemocy, które - podobnie jak we Francji - głęboko podzieliły opinię publiczną.

Osobnym wątkiem jest sprawa trzydziestoletniego obywatela Włoch pochodzenia marokańskiego, oskarżanego przez rząd o organizację przemocy. Prawica przedstawia go jako niebezpiecznego radykała o profilu „islamistyczno-lewicowym" i potencjalnego terrorystę. Rząd polecił służbom jego aresztowanie, lecz sędzia - wcześniej sygnatariuszka petycji „sędziów dla Gazy" - zdecydowała o jego zwolnieniu. Spór o tę decyzję stał się przedmiotem politycznej nawalanki.

Meloni mocniejsza niż Macron

Kita konsekwentnie podkreślał zasadniczą różnicę między oboma krajami: trwałość przywództwa. Meloni rządzi nieprzerwanie od ponad czterech lat, co czyni jej gabinet najdłużej sprawującym władzę pojedynczym rządem we Włoszech po II wojnie światowej. Jeśli dokończy kadencję, będzie trzecim premierem powojennej Italii - po Alcidzie De Gasperim i Silviu Berlusconim - który rządził przez pełną kadencję.

Poparcie dla koalicji rządzącej wynosi dziś, w zależności od sondażu, od 35 do 40 proc. - o kilka punktów mniej niż w zwycięskich wyborach z 2022 roku. Część elektoratu odpłynęła do prawicowej partii Narodowa Przyszłość generała Roberta Vannacciego, która zdobywa dziś od 6 do 8 proc. Ugrupowanie to łączy ostrzejszą politykę migracyjną z krytyką Unii Europejskiej oraz - co z polskiej perspektywy najbardziej niepokojące - z postulatami ograniczenia sankcji na Rosję i powrotu do rosyjskich surowców.

Kontrast z Francją jest wyraźny. Macron ma poparcie rzędu kilkunastu do dwudziestu procent, jego obóz jest rozbity, a on sam nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję. Meloni zachowuje realne szanse na reelekcję, choć - jak przyznał Kita - we wszystkich sondażach przeciwników rządu jest więcej niż zwolenników. Problemem opozycji pozostaje jednak jej wewnętrzne rozbicie między Partią Demokratyczną, Ruchem Pięciu Gwiazd i mniejszymi środowiskami.

Przełom przyniosło referendum przegrane przez rząd w marcu - dotyczące zmian w wymiarze sprawiedliwości, przegrane w stosunku 46 do 54. Od tego momentu opozycja, jak ujął to publicysta, „zyskała wiatr w żagle" i przeszła do kontrofensywy. Niedawno większość rządowa przegłosowała zmianę ordynacji wyborczej, która wymusza na koalicjach wskazanie kandydata na premiera jeszcze przed wyborami - rozwiązanie uderzające w podzieloną opozycję.

Twarda reakcja rządu

Po zamieszkach w Mediolanie Meloni wprowadziła dekret o bezpieczeństwie, obowiązujący natychmiast - parlament ma dwa miesiące na jego zatwierdzenie. Dekret ustanawia odrębne przestępstwo przemocy popełnianej podczas manifestacji, zagrożone karą do pięciu lat więzienia.

Wprowadzono też domyślną odpowiedzialność osób między 14. a 18. rokiem życia: wcześniej sąd rozpatrywał indywidualnie, czy nieletni zdaje sobie sprawę ze swoich czynów, teraz domyślnie się to zakłada, choć oskarżony może próbować dowieść inaczej. Rodziców nieletnich sprawców obciążono dodatkowymi grzywnami na pokrycie strat.

Zdaniem Kity te rozwiązania cieszą się wyraźnie większościowym poparciem. Kluczowe jest tu rozróżnienie: część społeczeństwa może być jednocześnie niezadowolona z sytuacji ekonomicznej, bez entuzjazmu wobec Meloni, a zarazem krytyczna wobec radykałów, którzy - jak mówił rozmówca - „starają się te demonstracje wykorzystać do tego, żeby stosować przemoc, atakować policję".

Kryzys płytszy niż francuski

Na pytanie, czy Włochy to druga Francja, Kita odpowiedział przecząco. „Na poziomie kryzysu instytucjonalnego czy politycznego ten kryzys we Włoszech jest mniej głęboki" - stwierdził, wskazując na stabilniejszą scenę i uporządkowaną rywalizację instytucjonalną. We Włoszech nie obserwuje się takiej skali przemocy ani zapaści państwa jak we Francji w ostatnich tygodniach.

Różnice widać także w finansach publicznych. Zadłużenie Włoch, choć wysokie - blisko 140 proc. PKB - ustabilizowało się w ostatnich latach, również za rządu technokraty Maria Montiego i jego następców. Francja zbliża się do 120 proc. po wzroście o 20 punktów PKB w ciągu dekady, a jej deficyt budżetowy jest większy niż włoski.

Odmienne są również systemy emerytalne. Oba kraje przeznaczają na emerytury około 15 proc. PKB - najwięcej w Unii. We Włoszech reforma Montiego powiązała wiek emerytalny z długością życia, przez co Włosi przechodzą na emeryturę w wieku 67 lat. We Francji wiek emerytalny wynosi niecałe 63 lata i brakuje społecznej akceptacji dla jego podwyższania.

Napięcia pozostają jednak podobne w kilku wymiarach: konflikt między rządem a lewicowymi demonstrantami, niezadowolenie z sytuacji gospodarczej oraz spory tożsamościowe na tle imigracji. Włoska prawica - podobnie jak francuska, mówiąca o „islamo-lewicy" - dostrzega wśród radykałów wątek islamski. Kita wskazał również na strukturalne tło protestów młodzieży, odwołując się do koncepcji „nadprodukcji elit" badacza Petera Turchina: coraz trudniej zapewnić młodym ludziom dostatnią przyszłość i awans do klasy średniej, których oczekują.

Migracja i cień mafii

Meloni tylko częściowo spełniła sztandarową obietnicę zatrzymania napływu migrantów przez Morze Śródziemne. Napływ ograniczono o kilkadziesiąt procent, zwiększono deportacje, ale - jak zastrzegł Kita - „cały czas tych imigrantów przybywa więcej niż jest skutecznie deportowanych". Precedensowa umowa z Albanią o budowie obozów działa na niewielką skalę, częściowo z powodu sprzeciwu sądów. Osobnym wątkiem pozostaje imigracja legalna, napędzana oczekiwaniami przedsiębiorców.

W rozmowie pojawiła się także hipoteza o roli struktur mafijnych. Janke pytał, czy ich nieformalne wpływy mogą tłumaczyć względnie spokojniejszą sytuację we Włoszech. Kita odpowiedział ostrożnie: „Możliwe na pewno jest", przypominając historyczne obrośnięcie państwa włoskiego tego typu zależnościami. Zarazem zaznaczył, że z zewnątrz trudno to ocenić, a „ogromna większość Włochów także nie umiałaby na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć". Temat nie jest martwy - w ubiegłym roku doszło do zamachu na życie jednego z czołowych dziennikarzy śledczych zajmujących się mafią.

Szersza destabilizacja Europy

Protesty i zamieszki wykraczają poza Włochy i Francję. Niepokoje objęły Wielką Brytanię i Hiszpanię, a w Niemczech najsilniejszym ugrupowaniem sondażowym stała się AfD. Zdaniem Kity, który poświęcił temu książkę „Epoka chaosu", Europa przeżywa polityczną destabilizację.

Rośnie odsetek wyborców z poczuciem, że „mogą zmienić polityków, nie mogą zmienić polityki". Jeśli wybory przestaną dawać ludziom przekonanie, że ich sytuacja się zmienia, napięcia mogą narastać - a Europa ma długie tradycje siłowego ich rozładowywania, czego przykładem są włoskie „lata ołowiu". Wyzwaniem partii buntu, gdy dojdą do władzy, będzie przełożenie niezadowolenia na realną poprawę w warunkach starzejących się społeczeństw, słabnącej konkurencyjności i agresywnej polityki handlowej Chin oraz Stanów Zjednoczonych.

Z polskiej perspektywy kluczowy pozostaje stosunek do Rosji i wojny na Ukrainie. Tylko około 30 proc. Włochów popiera dalsze zwiększanie wydatków zbrojeniowych; poparcie to jest zróżnicowane nawet w koalicji - od 52 proc. wyborców Braci Włochów po 32 proc. elektoratu Ligi Salviniego. We Francji Marine Le Pen nie zapowiada cięć na obronność, lecz chce ograniczyć pomoc dla Ukrainy i znieść sankcje na Rosję. Jej stanowisko bywa chwiejne - miesiąc temu ostrzegała przed rosyjskimi atakami na infrastrukturę krytyczną, by kilka dni później oświadczyć, że Francji „nie stać" na dalsze finansowanie państwa ukraińskiego.

Najdalej idzie AfD, która nie ma jednak perspektyw na władzę szybciej niż za dwa i pół roku. Kita wskazał tu na rolę Polski: zadaniem polskiego rządu i prezydenta powinno być tłumaczenie przywódcom Europy Zachodniej, dlaczego w ich długoterminowym interesie leży utrzymanie suwerennej Ukrainy. Świat zachodni, jak podsumowano w rozmowie, pozostaje fascynujący, ale staje się już innym światem.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter