Powrót

Prof. Andrzej Nowak: Polska znów między Rosją a Niemcami. „Nie jesteśmy przegrywami"

Polska nadal tkwi w tym samym geopolitycznym położeniu, które w XVIII wieku doprowadziło do rozbiorów - przekonuje historyk prof. Andrzej Nowak w rozmowie z Grzegorzem Ślubowskim na Kanale Otwartym. Jego zdaniem schemat „Niemcy-Rosja ponad Polską" wrócił do języka niemieckich elit, czego dowodem mają być niedawne wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza. Historyk odrzuca jednak tezę o polskim fatalizmie i wskazuje narzędzia, którymi Polska może dziś wzmacniać swoją pozycję.

Rozbiory: położenie czy wina własna?

Punktem wyjścia rozmowy stała się rocznica ostatniego rozbioru Polski z 24 października oraz kolejne tomy „Dziejów Polski" autorstwa Nowaka. Historyk odrzuca jednostronne wyjaśnienia upadku Rzeczypospolitej. Z jednej strony wskazuje czynniki obiektywne - przemiany gospodarcze, które od XVI do XVIII wieku zepchnęły całą Europę Środkowo-Wschodnią do roli półperyferii rodzącego się kapitalizmu.

Rosja poradziła sobie z tą peryferyjnością metodą brutalną: skrajną eksploatacją zasobów i podporządkowaniem wszystkich poddanych państwu. „Udało się Rosji uniknąć uprzedmiotowienia na arenie tej globalnej rywalizacji, ale i tak, jak widać do dnia dzisiejszego, Rosja nie stała się nigdy równoprawnym partnerem głównych mocarstw globalnych" - zaznacza historyk.

Z drugiej strony Nowak nie zwalnia polskich elit z odpowiedzialności. Kluczowe znaczenie miały dwie katastrofy: potop z połowy XVII wieku oraz wojna północna na początku XVIII stulecia. Pierwsza pochłonęła, według historyka, jedną trzecią ludności kraju - straty większe niż polskie ofiary obu wojen światowych razem wziętych.

Drugą katastrofę sprowadził August II Mocny, wplątując Rzeczpospolitą w konflikt, w którym nie walczyła, ale którego padła główną ofiarą. „Rzeczpospolita nie bierze udziału w wojnie, ale tak naprawdę jest pustoszona, jest główną ofiarą wojny" - mówi Nowak. Po tych ciosach potencjał demograficzny, gospodarczy i polityczny kraju spadł do około jednej czwartej stanu z początku XVII wieku, podczas gdy sąsiedzi się modernizowali.

Dlaczego Rosja długo nie chciała rozbioru

Historyk zwraca uwagę na różnicę interesów między zaborcami. Dla Rosji - państwa gigantycznego - Rzeczpospolita była „fundamentalnie ważnym przyczółkiem na Zachodzie", przez który przechodziły wszystkie wpływy w relacji Rosja-Zachód. Dlatego Petersburg wolał kontrolować cały kraj, niż dzielić się nim z innymi. „Po co pozbywać się kawałka kraju, który i tak jest ich?" - tłumaczy Nowak.

Inaczej rozumowały Prusy. Jako państwo wielokrotnie mniejsze nie mogły kontrolować całej Rzeczypospolitej, dążyły więc konsekwentnie do podziału. Chodziło o połączenie Prus Wschodnich z Brandenburgią przez Pomorze Gdańskie, a po zagarnięciu Śląska Austrii - także o Wielkopolskę, leżącą między tymi ziemiami.

Osobnym czynnikiem był, zdaniem historyka, przypadek wybitnych przywódców po stronie zaborców: Piotra I, Katarzyny II oraz Fryderyka II. „To był zły geniusz, ale geniusz" - mówi o Piotrze I. Katarzynę nazywa władczynią „słusznie w Rosji nazywaną wielką, a w Polsce oczywiście przeklętą".

Spór dwóch partii i upadek wiary elit

Nowak diagnozuje głębszy problem wewnętrzny: zjawisko „upadku wiary elit w Rzeczpospolitą", które obserwuje już od końca XVII wieku. Gdy elity przestają wierzyć w przyszłość własnego państwa, pojawia się ideowa podstawa do zdrady.

Historyk opisuje podział na dwa zwalczające się obozy. Familia Czartoryskich chciała oprzeć reformy na Rosji - udając lojalność, po cichu wzmacniać kraj. Obóz Potockich dążył przede wszystkim do zniszczenia familii, gotów szukać pomocy w Berlinie, Petersburgu czy Paryżu. „Podział na pewno wewnętrzny, tak głęboki, tak patologiczny można powiedzieć, jest tutaj ważny" - ocenia Nowak, podkreślając, że obie zaborcze stolice taki spór podsycały.

Katarzyna II osadziła na tronie Stanisława Augusta Poniatowskiego nie z sentymentu, lecz dlatego, że był najsłabszym kandydatem i miał być marionetką. Przełomem stała się konfederacja barska z lat 1768-1772 - reakcja na porwania senatorów przez rosyjskiego ambasadora. „Dzisiaj porywa ministra obrony narodowej (…) Rosja czy Niemcy porywa z Warszawy i wywozi gdzieś tam w głąb” - obrazuje historyk skalę upokorzenia.

„Polska nie upadła. Została zniszczona, bo się podnosiła"

Kluczowa teza Nowaka odwraca popularne przekonanie o polskiej winie. Jego zdaniem Rzeczpospolita „została zniszczona świadomie, dlatego że się podnosiła z upadku". Dowodem miał być Sejm Wielki, Konstytucja 3 maja i armia zdolna walczyć z Rosjanami - choć niezdolna wygrać.

Historyk podaje konkretny wskaźnik: w Polsce po pierwszym rozbiorze, wielokrotnie mniejszej od Rosji, wydawano dwa razy więcej książek niż w imperium Katarzyny. „Nie upadła Polska dlatego, że była czarną dziurą na mapie oświecenia czy modernizacji, tylko dlatego właśnie, że zbyt szybko zaczęła się podnosić" - argumentuje.

Nowak polemizuje z tzw. szkołą krakowską Michała Bobrzyńskiego, która po klęsce powstania styczniowego obciążyła całą winą polskie elity. Interpretacja ta - jak zauważa - spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem zaborców, bo potwierdzała ich tezę o ratowaniu ziem przed anarchią. Podobny kontekst historyk przypisuje książce Aleksandra Bocheńskiego „Dzieje głupoty w Polsce", wydanej po 1945 roku i wykorzystanej przez propagandę stalinowską.

Celem takiej narracji było, według Nowaka, przekonanie Polaków, że są „narodem przegrywów". Historyk cytuje w tym kontekście esej Donalda Tuska „Polak rozłamany” sprzed blisko czterech dekad, z którego pochodzi zdanie „Polskość to nienormalność” - tekst, jego zdaniem, ciekawie napisany, lecz z wyraźną, zniechęcającą do niepodległości tezą.

Niemcy, Rosja i „nasza wielka sąsiadka"

Przechodząc do współczesności, Nowak przypomina, że od 1945 roku Niemcy nie graniczą z Rosją - dzieli je Polska, Litwa, Łotwa, Białoruś i Ukraina. Mimo to, jego zdaniem, w świadomości niemieckich elit utrwalił się schemat pomijający kraje leżące pomiędzy.

Historyk przytacza, że kanclerz Angela Merkel konsekwentnie mówiła o Rosji jako „naszej wielkiej sąsiadce". Wskazuje też, że w styczniu 2026 roku kanclerz Friedrich Merz na spotkaniu z niemieckimi przedsiębiorcami w Halle określił Rosję jako „naszą największą europejską sąsiadkę”, sugerując powrót do dobrych stosunków. „To jest właśnie sposób myślenia, który przypomina nam o tym, że położenie Polski między Niemcami a Rosją nie zostało zamknięte na kartach zakurzonych książek historycznych" - komentuje.

Nowak przypomina, że wygłosił w jednej z sal Bundestagu wykład - na zaproszenie grupy polityków AfD - poświęcony temu, że to Polska, a nie Rosja, jest wschodnim sąsiadem Niemiec. Podkreślał w nim, że Polska jest piątym partnerem gospodarczym Niemiec, a razem z Czechami - najważniejszym. Zastrzega jednak, że rzecznikami porozumienia z Rosją są nie tylko politycy AfD, lecz także SPD, której symbolem jest były kanclerz Gerhard Schröder, oraz część CDU.

Zdaniem historyka Putin świadomie odwołuje się do tej mentalności, nawiązując do „złotych czasów", gdy „Niemcy i Rosji nic nie dzieliło" - czyli gdy Polski nie było na mapie. Rosyjski przywódca przywołuje przy tym erę Bismarcka i Gorczakowa, a nie pakt Ribbentrop-Mołotow.

Trzy opcje i polskie atuty

Nowak odrzuca jednostronny „realizm" nakazujący oparcie się na Niemczech, przypisywany m.in. byłemu ministrowi Bartłomiejowi Sienkiewiczowi, który w wywiadzie dla kwartalnika „Pressje" miał stwierdzić, że „Polska jest częścią gospodarki niemieckiej". Historyk odpowiada: „Równie dobrze można powiedzieć, Niemcy są częścią gospodarki polskiej". Niemcy są dziś silniejsze gospodarczo około pięciokrotnie - ale to już nie przepaść sprzed ćwierćwiecza.

Wariant rosyjski historyk wyklucza całkowicie, a chiński uznaje za obcy cywilizacyjnie. Jego zdaniem rozsądną alternatywą dla układu „albo Rosja, albo Niemcy" pozostają Stany Zjednoczone - „nawet tak bym to ujął, patron" - jako partner wyrastający z tego samego pnia cywilizacyjnego, mimo niekorzystnej dla Polski gry Waszyngtonu z Moskwą.

Nowak odwołuje się do myśli Halforda Mackindera z 1919 roku: bez zaangażowania mocarstw anglosaskich w pas państw między Rosją a Niemcami, oba te kraje porozumieją się i zepchną Zachód na margines. Dlatego, jak przekonuje, „głębokie państwo amerykańskie nie zrezygnuje z obecności w Europie", co nadaje realność koncepcjom Międzymorza i Trójmorza.

Pierwszym krokiem, który zależy wyłącznie od Polski, ma być budowa bliższej współpracy z partnerami regionu: Czechami, Szwecją, Finlandią oraz - mimo napięć wokół neobanderyzmu - z Ukrainą. Ukraina, zdaniem historyka, wyjdzie z wojny okrojona i słabsza, lecz nie stanowi dla Polski „egzystencjalnego zagrożenia w żadnym wyobrażalnym scenariuszu". Wejście Szwecji i Finlandii do NATO nazywa „bezcennym darem Putina dla bezpieczeństwa Polski".

Na pytanie o pesymistyczną wymowę rozmowy Nowak odpowiada wskazaniem polskich atutów: kapitału ludzkiego, wybitnych programistów i specjalistów od sztucznej inteligencji oraz programu jądrowego. Paradoksalnie - przekonuje - sztuczna inteligencja może pomóc skrócić dystans wobec największych gospodarek. „Im mocniejsi będziemy tu u siebie, tym łatwiej nam będzie obronić dobrą pozycję wśród tych największych".

Rozmowa wpisuje się w szerszą debatę nad polską polityką zagraniczną. Za kilka dni ma się ukazać nowa książka Nowaka „Znowu między Rosją a Niemcami?" - z pytajnikiem w tytule. Historyk zamyka wywód ostrzeżeniem, które powtarza po rozmowie ze zmarłym prezydentem Lechem Kaczyńskim: „Wszystko będzie inaczej".

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter