Prof. Marek Safjan: Nie możemy czekać na reset konstytucyjny
Były prezes Trybunału Konstytucyjnego i były sędzia Trybunału Sprawiedliwości UE prof. Marek Safjan w rozmowie z Igorem Janke na Kanale Otwartym odrzucił koncepcję „resetu konstytucyjnego” jako sposobu rozwiązania kryzysu wokół Trybunału. Jego zdaniem w obecnej, głęboko spolaryzowanej sytuacji politycznej nie istnieje szansa na konsensus niezbędny do zmiany konstytucji, a zawieszenie kontroli konstytucyjności prawa na czas takich negocjacji byłoby „lekceważeniem obywateli”. Safjan polemizował przy tym z poglądami prof. Ryszarda Piotrowskiego, konstytucjonalisty reprezentującego odmienne stanowisko.
Spór o fundamenty, nie o szczegóły
Zapytany, czy razem z prof. Piotrowskim byłby w stanie przedstawić premierowi i prezydentowi rozwiązanie akceptowalne dla obu stron sporu, Safjan zastrzegł, że nie reprezentuje żadnej z nich. Wskazał jednak na warunek wstępny każdej poważnej rozmowy: zgodę co do podstawowych założeń aksjologicznych.
Do nienaruszalnych wartości państwa prawa zaliczył wykonywanie wyroków sądowych, w tym orzeczeń europejskich, pełne respektowanie niezależności sędziowskiej oraz konsekwentne przestrzeganie zasady podziału władz. - Wkraczanie w ten obszar, czyli naruszanie tej delikatnej równowagi, (…) prowadzi do dramatycznych konsekwencji - ocenił. Dodał do tego ochronę praw i wolności obywatelskich, podkreślając: „Tutaj nie widzę możliwości kompromisu”.
Prowadzący zauważył, że z tak ogólnie sformułowanymi zasadami zgodziliby się zapewne wszyscy uczestnicy sporu, różniąc się dopiero w ocenie konkretnej sytuacji. Safjan przyznał rację: na wysokim poziomie abstrakcji myślenie może się zbiegać, lecz rzeczywista debata zaczyna się tam, gdzie pojawia się „skłonność wysłuchiwania argumentów z drugiej strony”. Tej skłonności, jak stwierdził, dziś nie dostrzega.
Odwołanie do orzeczeń europejskich trybunałów
Safjan konsekwentnie uznaje funkcjonujący dotychczas Trybunał Konstytucyjny za instytucję „właściwie nieistniejącą, niespełniającą swojej roli”. Powołał się na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE, zgodnie z którym Trybunał w dotychczasowym kształcie nie spełnia cech niezależności i bezstronności, a zatem nie może wypełniać swojej funkcji.
Drugą sporną kwestią jest status nowo wybranych sędziów. Safjan uznaje ich za poprawnie powołanych i odwołuje się do środka tymczasowego zastosowanego przez Europejski Trybunał Praw Człowieka oraz stanowiska Komisji Weneckiej, według których osoby te powinny zostać dopuszczone do orzekania. Odmienny pogląd - przypisywany prezydentowi Karolowi Nawrockiemu i, jak zaznaczył, także prof. Piotrowskiemu - opiera się na twierdzeniu, że sędziowie ci nie złożyli ważnego ślubowania.
- Jeżeli nie uznamy pewnych punktów, co do których (…) musimy się zgodzić, (…) to wtedy ta debata upada - stwierdził Safjan. Przywołał poglądy prezesa TSUE Koena Lenaertsa oraz Fransa Timmermansa, że w sprawach rządów prawa nie można czynić kompromisów zmieniających naturę tej wartości. W jego ocenie jest to układ „zero-jedynkowy”: nie sposób ustąpić w kwestii niezależności sądownictwa ani sposobu powoływania sędziów.
Zarzut niekonsekwencji wobec Piotrowskiego
Safjan wskazał na - jego zdaniem - zmianę stanowiska prof. Piotrowskiego w sprawie statusu części sędziów Sądu Najwyższego, zwłaszcza Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Zdaniem Safjana obecne poglądy jego kolegi rozmijają się z wcześniejszymi tezami o wadliwości powołań dokonanych na wniosek tzw. neo-KRS. - Tutaj widzę z trudem, albo nie widzę właściwie, możliwości koncyliacji - przyznał.
Jednocześnie wskazał obszar potencjalnego porozumienia: uporządkowanie na przyszłość trybu powoływania sędziów Trybunału, doprecyzowanie kryteriów nieokreślonych dostatecznie w konstytucji oraz zwiększenie transparentności postępowań. - Tu się na pewno zgodzimy - ocenił. Pytanie brzmi jednak, czy taka dyskusja mogłaby dziś doprowadzić do kompromisu zdolnego uzyskać większość parlamentarną.
Dlaczego nie „reset konstytucyjny”
Safjan odniósł się do propozycji wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza dotyczącej resetu konstytucyjnego Trybunału. Uznał ją za nieprzekonującą, ponieważ nie pozwala realnie naprawić bieżącej sytuacji.
- To nie jest moment konstytucyjny - podkreślił, powtarzając, że obecna polaryzacja uniemożliwia zbudowanie szerokiego konsensusu społecznego i politycznego. Zmiana konstytucji wymaga czasu i nadzwyczajnych uzgodnień, a następnie wyłonienia wszystkich piętnastu sędziów Trybunału od początku - co w jego ocenie przy obecnym układzie sił jest nieosiągalne.
Safjan ostrzegł też przed niekontrolowaną dynamiką takiego procesu. - Mamy do czynienia z otwarciem furtki być może o nieoczekiwanych konsekwencjach - mówił, obawiając się, że pod pretekstem zmian dotyczących Trybunału mogłoby dojść do przekształcenia całego ustroju, oddalając go od modelu parlamentarno-gabinetowego liberalnej demokracji.
Prawo ponad literą ustawy
Kluczowy wątek rozmowy dotyczył pytania, czy można przywracać praworządność metodami, których legalność część prawników kwestionuje. Safjan przyznał, że sam uznaje to pytanie za fundamentalne i poświęcił mu analizę przygotowaną do publikacji.
Jego odpowiedź opiera się na szerokim rozumieniu prawa. - Pojęcie prawa jest daleko głębsze - argumentował, odwołując się do „minimum Fullerowskiego” amerykańskiego filozofa Lona Fullera oraz do zasady hierarchii norm z konstytucją na szczycie. Rządy prawa, jego zdaniem, zakładają nie tylko literalne przestrzeganie ustaw, lecz także ochronę praw mniejszości i respektowanie wartości wyższego rzędu.
Jako ilustrację przywołał sytuację z 2016 roku, gdy Trybunał Konstytucyjny zbadał ustawę mającą go - w ocenie Safjana - sparaliżować, stosując wcześniejsze przepisy proceduralne, by ochronić zdolność instytucji do działania. - Zbadał tę ustawę (…) po to, żeby osiągnąć rezultat w pełni zgodny z konstytucją - wyjaśnił. Dodał, że każdy sędzia sądu powszechnego może dziś odmówić zastosowania ustawy krajowej sprzecznej z prawem unijnym, co jest utrwaloną metodą stosowania prawa.
Spór o kondycję Unii Europejskiej
Rozmowa zeszła również na przyszłość integracji europejskiej. Safjan ostrzegł przed otwieraniem debaty o wyjściu z Unii, wskazując, że ma ona „własną dynamikę” i może się rozpędzić nieprzewidywalnie. Jako przykład podał Davida Camerona, który - jak zaznaczył - wcale nie dążył do Brexitu, lecz przegrał kontrolę nad uruchomionym procesem.
- Jaka jest alternatywa polityczna, międzynarodowa dla Polski poza Unią Europejską? (…) Nie ma żadnej. To jest skok w czarną dziurę - stwierdził, nazywając ewentualne wyjście „aktem samobójczym”. Zwrócił uwagę, że polski tryb nie przewiduje obowiązkowego referendum w tej sprawie, lecz ratyfikację na podstawie większości parlamentarnej.
Wbrew diagnozie prowadzącego, który spodziewa się stopniowego osłabiania struktur unijnych, Safjan dostrzega przeciwną tendencję - konsolidację. Jako dowód wskazał wspólny fundusz odbudowy po pandemii COVID-19, program SAFE oraz konsekwentną politykę wobec Rosji w związku z wojną w Ukrainie. Zaznaczył, że sondaże pokazują rosnące w ostatnich latach poparcie dla integracji, a nawet populistyczna prawica porzuciła hasła wyjścia z Unii na rzecz wizji „Europy suwerennych państw”.
Diagnoza kryzysu liberalnej Europy
Prowadzący argumentował, że wzrost poparcia dla ugrupowań takich jak Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen czy niemiecka AfD jest skutkiem lekceważenia realnych problemów społecznych przez dotychczasowe elity. Safjan przyznał mu w znacznej części rację, odwołując się do artykułu tygodnika „The Economist” o końcu liberalnej Europy.
- Współczesne elity rzeczywiście łatwo przekształcają poważne problemy wewnętrzne w jakieś hasła upraszczające, które nie odpowiadają na oczekiwania - ocenił. Jako przykład wskazał Francję i ruch „żółtych kamizelek”, będący jego zdaniem protestem przeciw pogarszającemu się standardowi życia i rosnącemu rozwarstwieniu, a nie - jak upraszcza się w debacie - wyłącznie przeciw imigracji.
Mimo to Safjan podtrzymał przekonanie, że Europa potrzebuje głębszej integracji i w pewnych istotnych sprawach decyzji podejmowanych większościowo. - Sama idea Unii Europejskiej polega na tym, że my się godzimy suwerennie na to, by pomniejszyć swoje kompetencje suwerenne - podkreślił, przypominając, że droga wyjścia pozostaje otwarta.
Co dalej z Trybunałem
Safjan domaga się od krytyków obecnych działań przedstawienia realnej alternatywy. - Jeżeli tym jedynym środkiem do wyjścia z kryzysu jest ciągłe powtarzanie „reset konstytucyjny”, (…) to ja nie widzę w tym realnych propozycji rozwiązania - stwierdził, uznając takie postulaty za „uciekanie od tematu”.
Źródła kryzysu upatruje w braku odpowiedzialności polityków. - Ten kryzys (…) w ostatnim roku tak naprawdę nie musiał się zdarzyć w ogóle - ocenił. Nie wyklucza przyszłej zmiany konstytucji w odniesieniu do Trybunału, zaznacza jednak, że kompromis wymaga ustępstw obu stron, a sama rezygnacja większości parlamentarnej z samodzielnej obsady Trybunału jest już gestem w tym kierunku - gestem wcześniej odrzuconym.
Jego zdaniem w czasie ewentualnych negocjacji Trybunał w obecnym kształcie musi działać jako „bezpiecznik” zapewniający kontrolę konstytucyjności prawa. Zawieszenie go na rok byłoby - jak stwierdził - lekceważeniem obywateli czekających na rozstrzygnięcie pilnych spraw. Safjan wyraził nadzieję, że spokojne orzekanie nowego składu z czasem obniży napięcie społeczne, choć prowadzący przypomniał, że obecne rozwiązanie pozostaje nieakceptowane przez znaczną część opinii publicznej - według przywołanego sondażu 47 proc. badanych.
Kontekst
Rozmowa wpisuje się w trwający od blisko dekady spór o status Trybunału Konstytucyjnego oraz o sposób przywracania praworządności po 2015 roku. Safjan i Piotrowski, obaj uznani konstytucjonaliści, reprezentują w nim przeciwne stanowiska, co - jak zauważył prowadzący - utrudnia ocenę sytuacji obywatelom.
Na zakończenie Safjan odniósł się do tezy Piotrowskiego, że „konstytucja jest dobra, tylko ludzie są źli, a politycy fatalni”. Zgodził się z nią częściowo, podkreślając, że nawet najdoskonalej skonstruowana ustawa zasadnicza nie ochroni demokracji, jeśli społeczeństwo - wraz z elitami - nie będzie dostatecznie internalizować stojących za nią wartości. - Debata jest koniecznym elementem demokracji - zaznaczył, odwołując się do koncepcji społeczeństwa deliberatywnego Jürgena Habermasa.