Putin grozi atomem za blokadę Kaliningradu. Analiza podpułkownika rezerwy Macieja Korowaja
Władimir Putin oświadczył podczas forum w Wałdaju, że ewentualna blokada obwodu kaliningradzkiego może skłonić Rosję do użycia broni jądrowej. Wypowiedź poprzedziło oficjalne pismo rosyjskiego MSZ do NATO. Zdaniem podpułkownika rezerwy Macieja Korowaja, byłego oficera wywiadu, nie jest to spontaniczna groźba, lecz element przygotowywanej od lat strategii budowania konfliktu egzystencjalnego z Zachodem.
Blokada jako pretekst do eskalacji
Korowaj zwraca uwagę, że Putin konsekwentnie przedstawia Rosję jako stronę broniącą się, a nie atakującą. W tej narracji to Zachód jest agresorem, a każda rosyjska odpowiedź ma charakter wyłącznie defensywny.
Mechanizm, który opisuje ekspert, zakłada wyprzedzające budowanie dyplomatycznej legendy. Rosja może sprowokować masowe straty na terytorium państwa NATO działaniami, których sprawczość pozostanie jedynie domniemana, bez rosyjskiej flagi.
Spodziewaną zachodnią odpowiedzią byłaby blokada Kaliningradu lub presja ekonomiczna na Morzu Bałtyckim. To obszar o rosnącym znaczeniu dla Moskwy - jak podkreśla Korowaj, Rosja przerzuciła tam ciężar eksportu morskiego, ponieważ Morze Czarne pozostaje pod presją działań wojennych.
Każdą taką retorsję Kreml z góry definiuje jako akt wojny. Putin zapowiedział użycie, jak to ujął, „wszelkich dostępnych środków obronnych Federacji Rosyjskiej” - formułę, którą w podtekście można odczytywać jako gotowość sięgnięcia po arsenał nuklearny.
Kryzys kubański 2.0
Według eksperta groźba nuklearna stanowi narzędzie wymuszenia negocjacji na zasadach korzystnych dla Moskwy. Korowaj nazywa ten scenariusz „kryzysem kubańskim 2.0”.
Rosja miałaby - niskim kosztem, poprzez dywersję i spowodowane nią straty w Europie - wywołać napięcie prowadzące do konfliktu nuklearnego. Sam ten konflikt pozostawałby jednak przede wszystkim semantyką, która pozwala usiąść do stołu.
Historyczny wzorzec jest czytelny. W latach sześćdziesiątych Związek Sowiecki negocjował rozbrojenie bezpośrednio ze Stanami Zjednoczonymi, ponad głowami sojuszników. Przedmiotem dzisiejszych rozmów mogłyby być kwestie START, redukcji arsenałów oraz Ukrainy.
„To jest stół, przy którym Rosja chętnie będzie rozmawiała, bo wie, że odejście od tego stołu oznacza, że za nimi już tylko popiół” - ocenia Korowaj. Dodaje, że Putin sam zasygnalizował w Wałdaju brak możliwości negocjacji z Zachodem na obecnych warunkach.
Narracja niezmienna od Monachium 2007
Korowaj podkreśla, że obecny przekaz Kremla nie jest wymysłem jednostki, lecz fundamentem systemu. Przypomina mowę Putina w Monachium w 2007 roku.
„Jak sobie porównam te dwie wypowiedzi, różnica prawie 20 lat, to nie ma żadnej różnicy, jeżeli chodzi o cele” - stwierdza ekspert. Przez te lata Rosja wygenerowała wiele konfliktów, rzekomo w obronie własnych interesów, stosując coraz bardziej ofensywne metody.
Wejście w projekt grożenia bronią jądrową jest, zdaniem Korowaja, najwyższą rangą tej strategii. Choć na zewnątrz nie przynosi ona skutków, wewnątrz Rosji pozwoliła Putinowi na nowo sformatować struktury państwa.
Każdy kolejny konflikt porządkował zależności centralne i lokalne tak, by wspierały wysiłek narzucony całej Federacji. Putin przestał być jedynie flagą - stał się podstawą funkcjonowania państwa.
Pieriedieł sobstwiennosti
Ekspert zwraca uwagę na głęboką przebudowę własności w Rosji, którą Rosjanie określają mianem „pieriedieł sobstwiennosti”. Części oligarchów odebrano majątki, innym je nadano.
„To są przeogromne zmiany” - ocenia Korowaj, wskazując, że dotyczą nie tylko oligarchów z pierwszych stron gazet, ale też całego „planktonu oligarchicznego w regionach”. To właśnie lokalni gracze, powiązani z własnymi społecznościami, mogliby zagospodarować ewentualny bunt.
Kreml balansuje między eskalacją a zabezpieczeniem socjalnym, by niezadowolenie nie zostało wykorzystane przez struktury regionalne. Jednocześnie do administracji wchodzi „partia wojny” zbudowana z weteranów - ponad 80 deputowanych nowej Dumy to byli uczestnicy działań na Ukrainie.
Wojna jest też finansowana z dołu. To regiony opłacają rekrutów i kontraktników, a lokalne zasoby stają się, jak mówi Korowaj, „zaczynem finansowym” budowania potencjału wojennego.
Pułapka Putina
Mimo tej konsolidacji Putin - zdaniem eksperta - pozostaje ostrożny. Do realnej eskalacji nie dojdzie, dopóki nie zyska pewności, że aparat państwowy nie zawiesi się pod jej presją, jak podczas buntu Jewgienija Prigożyna.
Paradoksalnie do konfrontacji z Zachodem prą „doły polityczne”: lobby służb specjalnych, biznesu i oligarchicznych rozgrywek, ale też przeciwnicy Putina. Jedni liczą na to, że zahamuje on redystrybucję majątków, inni - że przy napięciu systemowym łatwiej będzie go odsunąć.
Putin nie podejmuje decyzji gwałtownie. Korowaj przypomina, że „nawet wobec ówczesnego ministra obrony Siergieja Szojgu”, który „przestrzelił z konfliktem na Ukrainie”, zastosował łagodne odsunięcie zamiast dramatycznego upadku.
Kluczowe jest przekonanie Putina, że świat zmierza do globalnego przesilenia. W jego ocenie społeczeństwo rosyjskie, przyzwyczajone do wyrzeczeń i funkcjonujące w deficycie, okaże się bardziej odporne niż Zachód żyjący w komforcie.
Cztery obszary globalnej rozgrywki
Ekspert podkreśla, że stawką nie jest Ukraina, lecz pozycja Rosji jako gracza globalnego. Moskwa dąży do wpływu w czterech obszarach, bez których - w jej zamyśle - nie da się rozwiązywać światowych problemów.
Pierwszy to technologia: Rosja nie jest potentatem, ale liczy na dostęp do rozwiązań innych państw. Drugi to żywność - zasoby zbożowe Ukrainy i Rosji oraz kontrola nad nawozami. Trzeci to populacja i zdolność wpływania na migracje. Czwarty, najważniejszy, to bezpieczeństwo, gdzie Rosja może je dawać lub zaburzać jako mocarstwo nuklearne.
Te cztery zasady, spisane na początku wieku, pozostają aktualne. Nawet porażki nie zatrzymują Rosji - gdy zawodzi droga militarna, Kreml przechodzi do działań hybrydowych, wywiadowczych i dywersyjnych.
Korowaj ostrzega przed oceną Rosji w krótkiej perspektywie. Putin buduje „putinizm” - system i zaplecze mające przetrwać jego samego. „Błędem jest patrzenie tylko i wyłącznie z perspektywy osiągania celów przez pryzmat życia samego Putina” - mówi ekspert, dodając, że przywódca pisze „testament krwią swojego narodu”.
Oresznik - pistolet przystawiony Europie do głowy
Putin oświadczył w Wałdaju, że Rosja dysponuje uzbrojeniem, którego nie posiada nikt inny. Chodzi o pocisk Oresznik, już przetestowany na Ukrainie.
Korowaj studzi jednak ocenę jego znaczenia dla samego frontu. „Ten Oresznik nie jest skierowany wobec Ukrainy. On jest testowany na Ukrainie, ale nie jest elementem, który ma przesądzić o wyniku wojny” - tłumaczy. Dopóki niesie głowice niejądrowe, pozostaje narzędziem geopolitycznej semantyki.
Prawdziwym adresatem jest Europa. Pocisk pośredniego zasięgu może przenosić ciężkie głowice nuklearne, a kontynent ma ograniczone możliwości obrony. Ekspert nazywa go „pistoletem przystawionym Europie do głowy”.
Bez Stanów Zjednoczonych tylko Francja i Wielka Brytania dysponują arsenałem zdolnym odpowiedzieć na takie zagrożenie. Korowaj przytacza rosyjskie szacunki, według których Rosja przetrwałaby około 300 uderzeń o mocy 150 kiloton każde. Zastrzega jednak, że to wyliczenie z gier wojennych, które pokazuje sposób myślenia Kremla, a nie realną prognozę.
Doktryna drugiego ruchu
Rosyjska doktryna nie przewiduje pierwszego uderzenia jądrowego. Putin wskazał, że Rosja musi zostać zaatakowana - czy to blokadą Kaliningradu, czy uderzeniem na sojusznika, na przykład Białoruś.
Na tym, zdaniem Korowaja, polega „majstersztyk rosyjskiej polityki”. Kreml będzie robił wszystko, by to Zachód wykonał pierwszy ruch, przesuwając szarą strefę poniżej progu artykułu 5 NATO i utrudniając jego uruchomienie.
Znamienne jest skierowanie przekazu głównie przeciw Europie. Według eksperta co najmniej 60 procent wystąpienia Putina dotyczyło obszaru europejskiego, podczas gdy Stany Zjednoczone traktowano łagodniej, a miejscami wręcz ironicznie.
To celowe wyłączanie Waszyngtonu z równania. Jednocześnie USA - poprzez ćwiczenia nuklearne i rozmieszczenie w Norwegii systemów rakiet dalekiego zasięgu - sygnalizują, że nie zamierzają się z tego równania wycofywać.
Ukraina jako przedmiot, nie podmiot
W całej rozgrywce Ukraina pozostaje, w ocenie Korowaja, bardziej przedmiotem niż podmiotem. Putin traktuje ją jako państwo upadłe, zależne od Zachodu.
Ekspert nie wierzy w rychłe zakończenie wojny. Cena stawiana przez Kreml jest zbyt wysoka, a Zachód nie jest skłonny jej zapłacić. Negocjacje byłyby możliwe tylko wtedy, gdyby zaoferowano Putinowi coś wyjątkowo atrakcyjnego - czego ekspert nie potrafi dziś wskazać.
Szczególnie niebezpieczna może okazać się zima. Rosjanie liczą, że eliminacja ukraińskiej energetyki powali Ukraińców na kolana i podniesie koszty wsparcia ponoszone przez Europę, zmuszając Kijów do podpisania ustaleń zapadłych ponad jego głową.
Okno największego ryzyka Korowaj umieszcza między początkiem jesieni a mniej więcej połową przyszłego roku - wtedy Zachód nie będzie jeszcze gotowy, a Rosja może osiągnąć stan konsolidacji wewnętrznej. To w tym czasie, jak ostrzega ekspert, Kreml mógłby przejść od semantyki do projekcji agresji na poziomie egzystencjalnym - choć sam Putin przyznaje, że nad taką eskalacją trudno byłoby utrzymać kontrolę.