Powrót

Putin pod presją własnych elit. Eskalacja zamiast negocjacji?

Rosja prowadzi wojnę w Ukrainie przede wszystkim z powodów wewnętrznych, a nie zewnętrznych, a jedynym realnym scenariuszem jej zakończenia jest eskalacja - w tym z użyciem broni nuklearnej - przekonuje ppłk rezerwy Maciej Korowaj, były oficer wywiadu wojskowego, w rozmowie emitowanej w programie „Mgła Wojny” na Kanale Otwartym. Zdaniem eksperta kontakt Donalda Trumpa z Władimirem Putinem pełni dziś funkcję politycznej osłony, która pozwala rosyjskiemu przywódcy opóźnić presję na gwałtowne rozwiązanie konfliktu.

Wojna jako narzędzie wewnętrznej transformacji

Według Korowaja wojna służy Putinowi głównie do przebudowy państwa. „Te uwarunkowania prowadzenia konfliktu, który do niczego nie doprowadza tak naprawdę pod względem militarnym i politycznym, jest potrzebne Rosji wewnętrznie, a zewnętrznie oczywiście to jest tylko i wyłącznie pewien plus dodatkowy” - ocenia ekspert.

Każdy wcześniejszy konflikt za rządów Putina pozwalał mu, jak twierdzi, konsolidować władzę. „Putin nie chce odbudować takiego imperium w sensie geograficznym, chociaż chętnie pewnie by też to zrobił, ale chce zbudować imperium swojej osoby i zbudować pewnego rodzaju putinizm” - mówi Korowaj.

Ekspert zwraca uwagę na skalę transferów majątkowych zachodzących obecnie w Rosji. Jego zdaniem są one „kilkadziesiąt razy większe niż te, które miały miejsce w latach dziewięćdziesiątych”. Efektem jest nowa, feudalna struktura własności, w której beneficjenci nie mają poczucia stabilności swoich zdobyczy.

To właśnie ta grupa - „nowi feudałowie rosyjscy” - naciska na eskalację. Korowaj opisuje mechanizm, w którym ci sami ludzie mogą zostać milionerami albo oskarżonymi o korupcję. „Miecz korupcyjny jest tym mieczem, który tnie głowy tym niepokornym w strukturach Federacji Rosyjskiej” - stwierdza.

Trump jako polityczna osłona Putina

Korowaj ocenia politykę amerykańskiego prezydenta krytycznie, nazywając ją „strasznie niechlujną”, lecz dostrzega w niej logikę powiązaną z sytuacją wewnętrzną Rosji. Jego zdaniem gesty Trumpa wobec Moskwy nie przynoszą jej realnych korzyści materialnych, ale mają wymiar symboliczny.

„Jedyną tutaj gwarancją, żeby nie eskalować, jest pokazanie swojemu środowisku, że ze mną rozmawiają” - tłumaczy ekspert. Putin miałby w ten sposób sygnalizować elitom, że wciąż kontroluje sytuację: „Zobaczcie, Trump do mnie dzwoni”.

Zdaniem Korowaja Kreml rozdmuchał znaczenie tych kontaktów. „Ameryka dużo nie zapłaciła za wyciągnięcie ręki do Rosji, natomiast Putin to rozdmuchał” - zauważa ekspert. Komunikat skierowany był do wewnątrz: dowód, że prezydent nadal panuje nad biegiem wydarzeń i że eskalacja nie jest w tym momencie konieczna.

Służby jako przedmiot, nie podmiot

Ekspert podkreśla, że rosyjskie służby przestały być jednolitym narzędziem państwa. „Służby nie są już podmiotem, a są przedmiotem rywalizacji” - mówi. W ich strukturach ścierają się rozbieżne interesy, co prowadzi do budowania przeświadczenia o nieustannym zagrożeniu i konieczności eskalacji.

Korowaj przypomina, że to służby przygotowały Putinowi raport zapowiadający upadek Ukrainy w ciągu dwóch tygodni. Jego zdaniem nie była to zwykła pomyłka. „To zostało specjalnie wygenerowane” - twierdzi, wskazując na mechanizm mówienia władcy tego, co chce usłyszeć: „Jeżeli chce to usłyszeć, to my musimy tak to przedstawić, żeby z tego to wynikało”.

Ekspert opisuje też umacnianie się Federalnej Służby Ochrony, którą nazywa zapleczem „partii ochroniarzy Putina”. Formacja ta otrzymała uprawnienia zbliżone do FSB oraz zwiększony etat, a powiązani z nią ludzie przejmują pion śledczy FSB zajmujący się korupcją.

Aleksiej Diumin - najpoważniejszy kandydat na następcę

Szczególne miejsce w analizie zajmuje Aleksiej Diumin, który - według Korowaja - powstrzymał marsz Jewgienija Prigożyna na Moskwę. Ekspert wskazuje, że Diumin wcześniej uczestniczył w konsolidacji sił bezpieczeństwa na Białorusi podczas kryzysu po sfałszowanych wyborach w 2020 roku.

„To jest człowiek sprawczy, jedyny człowiek w otoczeniu Putina, który dowozi tematy do samego końca” - mówi Korowaj. Obecnie Diumin pełni funkcję asystenta prezydenta, zajmując się przemysłem zbrojeniowym, a jego gabinet sąsiaduje z gabinetem Putina. „Dostęp do ucha” - podsumowuje ekspert.

Korowaj uznaje Diumina za „najbardziej wiarygodnego następcę Putina”, którego prezydent miałby celowo przygotowywać do przejęcia władzy. Jednocześnie ekspert zastrzega, że obok formalnej struktury państwa istnieją „zależności niepoliczalne i niedotykalne”, które decydują o realnym układzie sił.

Bunt Prigożyna jako test systemu

Przykładem słabości rosyjskiego systemu pozostaje, zdaniem Korowaja, bunt Prigożyna. „Ten system, mimo sformatowany do prowadzenia długotrwałego konfliktu, jednak działał bardzo bezwładnie” - ocenia. Dla Putina miał to być sygnał, że państwo nie jest jeszcze gotowe.

Ekspert tłumaczy, że Prigożyn nie atakował bezpośrednio prezydenta. „Prigożyn chciał mieć dostęp do tego, by być w gronie tych, którzy układają to państwo” - mówi. Chciał zostać „trybunem weteranów”, grupy uznanej za potencjalnie groźną politycznie.

Korowaj przywołuje też przypadek Dmitrija Miedwiediewa, którego częściowe przejęcie władzy rozczarowało Putina. „Wokół Miedwiediewa pojawiają się ludzie, którzy zaczynają mówić: no to już jeżeli jesteś prezydentem, to zrób coś” - opisuje mechanizm, który skłonił Putina do odzyskania pełnej kontroli.

Dlaczego Rosja nie będzie negocjować

Ekspert nie wierzy w zakończenie wojny przy stole negocjacyjnym bez wcześniejszej eskalacji. „Nie znam historycznie negocjacji, gdzie Rosja nie była zmuszona do negocjacji albo nie było to wynikiem jakiejś eskalacji” - stwierdza. Rosyjska metoda polega, jego zdaniem, na stawianiu wysokich żądań, eskalacji i dopiero potem dochodzeniu do konsensusu.

Korowaj wskazuje, że ponieważ Rosja nie pokona Ukrainy militarnie, realne negocjacje musi prowadzić z Europą. Dlatego spodziewa się eskalacji wymierzonej w państwa europejskie, „na tyle dużej, żeby wstrząsnęła całą strukturą państwa rosyjskiego”.

W tym kontekście ekspert wymienia scenariusz ograniczonego konfliktu nuklearnego na obszarze bałtyckim, uznawanym przez Rosjan za akwen „mało strategiczny”. Odwołuje się do kryzysu kubańskiego, który - mimo braku realnej wymiany uderzeń - pozwolił Związkowi Sowieckiemu wynegocjować ustępstwa. Zastrzega jednak, że Putin nie ma pewności, czy Rosja jest dziś wystarczająco skonsolidowana do konfliktu egzystencjalnego.

Ukraina wygrywa na froncie, przegrywa w gabinetach

Ekspert dostrzega paradoks sytuacji Ukrainy. „Teraz Ukraina lepiej walczy, ma więcej możliwości” niż rok wcześniej - ocenia, jednocześnie przyznając, że kraj traci podmiotowość polityczną i staje się narzędziem w rozgrywce mocarstw.

Korowaj uważa, że ewentualne odebranie wsparcia wywiadowczego osłabi Ukrainę, ale jej nie zatrzyma. „Ustępstwa, które Trump może zrobić w stosunku do Federacji Rosyjskiej, nie spowodują, że Ukraina przestanie walczyć. Jestem tego pewien” - mówi. Kijów rozwinął, jego zdaniem, własne zdolności wywiadowcze i wie o Rosji więcej, niż się powszechnie sądzi.

Krytycznie ocenia natomiast wewnętrzny front Ukrainy. „Nie odrobili lekcji z uczciwości funkcjonowania tego systemu” - stwierdza, wskazując na korupcję. „Jeśli pytasz o wewnętrzny front, to tak, Ukraińcy przegrali. Natomiast na froncie zewnętrznym jest im lepiej niż to miało miejsce rok temu”.

Nowa armia i nowa elita weteranów

Korowaj opisuje głęboką transformację rosyjskiej armii, do której wchodzi „młody Arbat” - generalicja wyszkolona w warunkach dużych deficytów. Rosja odeszła, jego zdaniem, od schematycznego działania na rzecz elastyczności i systemowego wprowadzania doświadczeń z pola walki, czego prekursorem był generał Michaił Tiepliński.

Ekspert zaprzecza zapowiedziom powszechnej mobilizacji, które uznaje za element ukraińskiej wojny informacyjnej. Zamiast niej Rosja prowadzi „mobilizację kropelkową” - kolejne dekrety stopniowo zwiększają etaty, by nie przegrzać systemu. Kreml dysponuje też, jego zdaniem, przewagą kosztową: „Jeden dolar wydany na wojnę w Rosji o wiele więcej waży”.

Osobnym zjawiskiem jest kształtowanie się nowej elity weteranów. Według danych, które przytacza Korowaj, ponad 85 z nich zasiada w Dumie, a blisko trzy tysiące pełni funkcje w administracji lokalnej. Ekspert porównuje to zjawisko do środowiska weteranów Afganistanu, mówiąc o „erze afgańskiej 2.0" choć na znacznie większą skalę.

Spalone mosty i perspektywa dla Zachodu

Korowaj podkreśla, że Putin świadomie zrywa dotychczasowe relacje. „Putin pali te statki, jak Cortés spalił przy wejściu do nowego świata” - mówi. Model polityczno-gospodarczej korupcji, który łączył rosyjski biznes z Zachodem, zwłaszcza w Niemczech, jego zdaniem już nie wróci na dawną skalę.

Prezydent Rosji miał na posiedzeniu Klubu Wałdajskiego w Soczi wyrazić przekonanie o nadchodzącej globalnej eskalacji. Państwo zahartowane w permanentnej wojnie ma być, w tej wizji, lepiej przygotowane niż społeczeństwa żyjące w dobrobycie. „To jest bardzo niebezpieczne, bo on w to wierzy” - ostrzega ekspert.

Dla Zachodu płynie stąd wniosek o stopniowej erozji odporności. Korowaj zwraca uwagę, że Rosja systematycznie testuje granice, poszerzając „szarą strefę” poniżej progu uruchomienia artykułu 5. „Artykuł piąty uruchamia nasza mentalność. To my decydujemy, co uważamy za zagrożenie i kiedy chcemy” - mówi, apelując o przygotowanie zarówno militarne, jak i mentalne. „Mamy za sąsiada bardzo agresywne państwo, które w ten sposób postanowiło budować swoją państwowość, i musimy do tego się przygotować”.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter