Powrót

Rafał Ziemkiewicz: Polska powinna stawiać Unii warunki, nie klękać

Publicysta Rafał Ziemkiewicz podczas dwugodzinnej rozmowy na żywo z Igorem Janke na Kanale Otwartym zdiagnozował kondycję relacji Polski z Unią Europejską, stan krajowej klasy politycznej oraz miejsce kraju w zmieniającym się układzie globalnym. Punktem wyjścia była środowa wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego na Krynica Forum, dotycząca sposobu, w jaki Polska powinna była negocjować swoje interesy w Brukseli.

Ziemkiewicz nie był obecny na samym wystąpieniu Kaczyńskiego, ale odniósł się do jego sensu. Prezes PiS argumentował, że Polska od początku powinna była „grać ostro" i wymuszać zmiany w Unii, zamiast przyjmować postawę uległą. Publicysta przyznał tej diagnozie rację, zarazem przypominając, że przez osiem lat rządów partia Kaczyńskiego miała realne narzędzia wpływu - zarówno przez rząd, jak i europosłów - z których nie zawsze korzystała.

Rozbieżność między sukcesem a uległością

Centralnym zarzutem Ziemkiewicza wobec obecnej narracji rządowej jest jej wewnętrzna sprzeczność. Zdaniem publicysty Donald Tusk z jednej strony ogłasza wejście Polski do grona najsilniejszych gospodarek świata, z drugiej twierdzi, że kraj nie może stawiać Unii żadnych warunków.

„On z jednej strony powiada: wchodzimy do G20, jesteśmy krajem wielkich sukcesów, co skądinąd jest prawdą, a z drugiej strony mówi: nie możemy wyjść z Unii, bo jak bez Unii Europejskiej to nas wilki zjedzą, bo Putin się ucieszy" - mówił Ziemkiewicz. W jego interpretacji przekaz ten oznacza w praktyce, że „nie możemy Unii stawiać żadnych warunków, nie możemy od Unii niczego wymagać".

Publicysta zestawił rozwój Polski w ciągu ostatnich 35 lat z sytuacją krajów, które niegdyś uznawano za wzorzec. Przywołał dane, według których polskie emerytury osiągnęły poziom około 80 procent średniej unijnej - podczas gdy dwie dekady temu prognozowano, że w najlepszym razie dobiją do 60 procent. Jednocześnie, jak twierdził, gospodarka niemiecka, przez lata uznawana za „benchmark światowej solidności", dziś się „sypie", a Chiny „włażą jak w rozgrodzone pastwisko w te kraje zachodnie".

Spór o sens negocjacji wewnątrz Unii

Prowadzący rozmowę wielokrotnie polemizował z tezami gościa, wskazując, że Unia nie jest zewnętrznym podmiotem, lecz wspólnotą, której Polska jest pełnoprawnym członkiem. Argumentował, że kraj zbyt rzadko aktywnie kształtuje unijne rozwiązania na wczesnym etapie prac urzędniczych, a zbyt często reaguje dopiero wtedy, gdy decyzje są już przesądzone.

Ziemkiewicz zgodził się z diagnozą bierności, przypisując ją historycznej słabości polskiej klasy politycznej. Opisał spotkanie w Fundacji Adenauera z lat dziewięćdziesiątych, gdzie - jak relacjonował - niemieccy eksperci precyzyjnie formułowali swoje interesy, podczas gdy polscy uczestnicy ograniczali się do deklaracji „my chcemy do Europy", bez sprecyzowania, czego konkretnie oczekują.

Jako przykład biernego przegapienia własnych interesów publicysta wskazał umowę z Mercosurem, którą uznał za niekorzystną dla polskiego rolnictwa. Odniósł się także do roli byłego komisarza do spraw rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, sugerując, że mógł on nie być informowany o kluczowych rozwiązaniach - choć zarazem zaznaczył, że członek Komisji dysponuje narzędziami, by samodzielnie zdobywać informacje i działać.

Fundusze strukturalne: błogosławieństwo czy pułapka

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych tez Ziemkiewicza było twierdzenie, że najważniejszym polskim interesem było wejście do europejskiego obszaru gospodarczego i wspólnego rynku - czterech swobód: przepływu towarów, usług, osób i kapitału - a nie fundusze strukturalne.

„Fundusze strukturalne trochę nam zaszkodziły, powiem szczerze, ponieważ przekonały polityków, że nic nie trzeba myśleć, nic nie trzeba robić, bo płyną pieniądze z Unii Europejskiej" - stwierdził. Prowadzący oponował, wskazując na zbudowaną dzięki tym środkom infrastrukturę jako realny czynnik napędzający gospodarkę.

Ziemkiewicz przywołał szacunki, zgodnie z którymi znacząca część każdego euro wydanego w nowych państwach członkowskich wraca do Niemiec, oraz wyliczenia, według których każde euro zainwestowane przez Unię w Polsce przynosiło Unii zwrot przekraczający jego wartość. „To był dobry deal" - przyznał, nie kwestionując obopólnych korzyści transakcji.

Publicysta posłużył się metaforą kredytu bankowego: Unia, jego zdaniem, przypomina bank, który najpierw udziela pożyczki na warunkach rynkowych, a następnie zmienia zarząd i narzuca kredytobiorcy dodatkowe żądania. „Postawiliście ten dom za nasze pieniądze, w związku z tym my tutaj rządzimy" - tak zobrazował mechanizm, który uznał za nadużycie wobec państw członkowskich.

Zarzut uzurpacji wobec unijnych instytucji

Ziemkiewicz oskarżył unijne instytucje o przekraczanie kompetencji wynikających z traktatów. Powołując się na Traktat z Lizbony, przypomniał, że Unia jest organizacją międzynarodową opartą na zasadzie delegowania - państwa przekazują jej część swoich kompetencji, a ona może działać tylko w zakresie otrzymanych uprawnień.

Jego zdaniem funkcjonuje grupa urzędników i polityków z nominacji, która „uważa się za nadrząd" i traktuje orzecznictwo TSUE jako samoistne źródło prawa. Wymienił orzeczenie, w którym - jak twierdził - uznano wyższość prawa unijnego nad konstytucjami krajowymi na podstawie wcześniejszego orzecznictwa samego Trybunału.

Publicysta odniósł się także do sytuacji wokół Ursuli von der Leyen i wydatkowania środków na szczepionki w okresie pandemii, przywołując odmowę przedstawienia dokumentacji z argumentacją o braku podstawy prawnej do zadawania pytań. Wspomniał również o słowach byłej komisarz Věry Jourovej, która - według relacji przytoczonej przez gościa - chwaliła się skutecznym izolowaniem komisarzy z obozu populistycznego.

Wymiana władzy i pieniądze jako narzędzie nacisku

Ziemkiewicz powiązał kwestię funduszy z wpływem na procesy wyborcze w państwach członkowskich. Przywołał wystąpienie Ursuli von der Leyen, w którym wymianę władzy na Węgrzech wskazano jako sukces Komisji, oraz wypowiedzi byłego komisarza Thierry’ego Bretona dotyczące unieważnionych w 2024 roku wyborów prezydenckich w Rumunii.

„Grube pieniądze machano Polakom przed nosem, mówiąc: jak nie wybierzecie naszego kandydata, to nie dostaniecie tych pieniędzy" - mówił o polskiej kampanii, dodając, że środki z KPO okazały się pożyczką, której dalszy los pozostaje niejasny.

Prowadzący konsekwentnie przypominał, że na Węgrzech to setki tysięcy ludzi wychodziły na ulice i to oni głosowali. Ziemkiewicz nie negował tego faktu, lecz wyraził przekonanie, że na opinię milionów można oddziaływać poprzez środki finansowe i kampanie informacyjne.

Spór o transformację energetyczną

Jednym z najostrzej dyskutowanych wątków była polityka klimatyczna. W odpowiedzi na pytanie widza, czy opór wobec transformacji energetycznej nie prowadzi Polski do gospodarczego samobójstwa, Ziemkiewicz nazwał unijną politykę w tym zakresie „ideologicznym urojeniem".

Argumentował, że trzy największe gospodarki świata - Chiny, Indie i Stany Zjednoczone - odkładają transformację na przyszłość, podczas gdy Europa odpowiada za niewielki odsetek światowej emisji CO2. Krytykował inwestycje w morskie farmy wiatrowe na Bałtyku jako nieopłacalne, wskazując na konieczność równoważenia niestabilnych źródeł energią stabilną oraz na zjawisko ograniczania odbioru energii z OZE przez operatora sieci.

Prowadzący przytaczał kontrargumenty z komentarzy widzów - między innymi dane o skali nowych mocy fotowoltaicznych i wiatrowych instalowanych w 2024 roku oraz informację, że emisje Chin od początku 2024 roku pozostają płaskie lub lekko spadają. Ziemkiewicz odpowiadał, że wiedza o Chinach pochodzi głównie z chińskich źródeł, i zwracał uwagę na uzależnienie Europy od chińskich surowców i komponentów niezbędnych do produkcji instalacji odnawialnych.

Krytyka obozu PiS i mechanizmu wymiany elit

Ziemkiewicz nie oszczędził obozu, z którym bywa utożsamiany. Odwołując się do teorii krążenia elit Vilfreda Pareta, stwierdził, że zdrowe społeczeństwo potrzebuje dwóch mechanizmów - awansu i degradacji. Jego zdaniem rewolucja z 2015 roku nie została doprowadzona do końca, ponieważ PiS zamiast otworzyć kanały awansu „postanowił wymienić elity na elity partyjne".

„Jedynym kanałem awansu stała się partia" - ocenił, przypisując to osobistej filozofii Jarosława Kaczyńskiego, w której pieniądz uchodzi za coś podejrzanego, a całość zasobów powinna pozostawać w rękach państwa. Kaczyńskiego zestawił z Viktorem Orbánem, którego model - oparty na tworzeniu prywatnych fortun wśród lojalnych współpracowników - uznał za bliższy modelowi Tuska niż polityce PiS.

Mimo to publicysta bronił tezy, że za rządów PiS „po prostu nie dało się kraść" w skali porównywalnej z poprzednimi i obecnymi ekipami, ponieważ wewnętrzna kontrola partyjna szybko eliminowała nadużycia. Zarazem przyznał, że pojawia się wiele spraw „co najmniej kontrowersyjnych".

Michnik, transformacja i ocena 35 lat

W rozmowie powrócił długoletni spór Ziemkiewicza z Adamem Michnikiem. Publicysta porównał swoją postawę do deklarowanego przez Romana Dmowskiego „ratio status" - logiki interesu państwa, a nie osobistej niechęci. Przywołał historyczny spór z lat siedemdziesiątych między tekstem Piotra Wierzbickiego o rozliczeniu z systemem a odpowiedzią Michnika, proponującą „przewerbowanie" dawnych elit.

Oceniając trzy i pół dekady wolnej Polski, Ziemkiewicz nazwał ten okres „bezprzykładnym sukcesem gospodarczym i cywilizacyjnym okupionym ogromnymi stratami społecznymi". Drugą stroną sukcesu nazwał trwały rozkład społeczny i rodzaj „wojny klasowej", którego - jego zdaniem - nie udało się przezwyciężyć.

Zapytany o polityków zasłużonych, wskazał Jarosława Kaczyńskiego jako najbardziej wpływową postać ostatnich 35 lat, Leszka Balcerowicza jako architekta transformacji oraz, z pewną rezerwą, Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera - określając obu jako „mężów stanu" sprzed momentu, gdy wejście do Unii i NATO zamknęło horyzont polityczny.

Polska jako brama między Chinami a Ameryką

W części poświęconej geopolityce Ziemkiewicz przekonywał, że świat wchodzi w epokę merkantylizmu i renesansu państw narodowych, a globalizacja „nie spełniła pokładanych w niej nadziei", wyhodowawszy w Chinach potęgę przemysłową.

Najtrwalszym atutem Polski nazwał jej położenie. „Jak chcesz jechać z północy na południe albo ze wschodu na zachód, to musisz przejechać przez Polskę" - mówił, wskazując na rosnące znaczenie szlaków handlowych, w tym Północnej Drogi Morskiej, oraz na przewagę polskich portów nad niemieckimi dzięki głębokości zanurzenia. Inwestycje takie jak terminal w Świnoujściu czy rurociągi z portu gdańskiego uznał za strategiczne, a ich opóźnianie - za działanie szkodzące Polsce.

Publicysta nakreślił optymistyczny scenariusz, w którym Polska staje się coraz silniejszym państwem - bez powiększania terytorium, lecz dzięki wzrostowi gospodarczemu, innowacyjności, inwestycjom w bezpieczeństwo i roli bramy handlowej. Zarazem ostrzegał, że projekt centralizacji Europy na wzór dziewiętnastowiecznego zjednoczenia Niemiec pod przewodnictwem Prus prowadzi do „bałkanizacji", ponieważ współczesna Europa znajduje się w fazie gospodarczej implozji, a nie boomu.

Rozmowa, prowadzona na żywo z udziałem pytań widzów, dotknęła także stanu polskich instytucji, które - zdaniem Ziemkiewicza - „działają na słowo honoru", oraz pozytywnych przykładów sprawnego państwa, wśród których publicysta wymienił Straż Graniczną i modernizację miast. Spotkanie zamknął apel o wsparcie zbiórki na rehabilitację weterana misji wojskowych Leszka Chodorowskiego.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter