Rosja indoktrynuje dzieci od przedszkola. Ekspert opisuje mechanizm
Rosyjski system edukacji przekształcił się w rozbudowany aparat propagandy, który obejmuje dzieci od trzeciego do osiemnastego roku życia - ocenia Denis Salnikow, ekspert od spraw rosyjskich, w rozmowie dla Kanału Otwartego. Punktem wyjścia stało się nagranie z liceum w Krasnojarsku, gdzie 1 września weteran walk w Ukrainie tłumaczył uczniom, że aby „cały świat mówił po rosyjsku”, trzeba uczyć się składania kałasznikowa.
Weteran w szkole i „pipeline propagandowy”
Nagranie z krasnojarskiej szkoły wywołało krytykę nawet wśród prokremlowskich blogerów militarnych, którzy uznali, że dobór mówcy był chybiony. Według Salnikowa mężczyzna to weteran działań bojowych, ranny i zdemobilizowany, który obecnie pełni rolę lokalnego propagandysty. Zaprosiła go szkoła lub administracja miejska na doroczny apel rozpoczynający rok szkolny.
Salnikow zwraca uwagę nie tyle na sam incydent, ile na jego kontekst. „To nie jest studio telewizyjne, gdzie można mówić różne rzeczy, tylko to mówi do dzieci, do młodzieży” - podkreśla. Sposób, w jaki weteran przemawiał, przypominał mu raczej konwencję półświatka przestępczego niż wystąpienie wychowawcze.
Ekspert opisuje szerszy mechanizm, który nazywa „pipeline'em propagandowym”. Od bieżącego roku indoktrynacja sięga przedszkoli - dzieci w wieku trzech, sześciu lat przechodzą pierwsze zajęcia z „miłości do ojczyzny”. Elementy propagandy wbudowano w przedszkola i szkoły, następnie w organizacje takie jak Junarmia, a później w klasy licealne i uczelnie. „Ten system stał się bardziej ogarniający” - mówi Salnikow.
Odwzorowanie wzorca sowieckiego
Zdaniem eksperta obecny system to odwzorowanie rozwiązań ze Związku Radzieckiego. Odpowiednikiem Komsomołu jest dziś „Ruch Pierwszych”, którego patronem jest bezpośrednio Władimir Putin - Salnikow określa go jako „wersję Komsomołu XXI wieku”. Koncepcja wprowadzania propagandy już do przedszkoli funkcjonowała w ZSRR co najmniej od lat osiemdziesiątych.
Salnikow przywołuje jednak ostrzeżenie socjologa Jurija Lewady, którego imię nosi dziś rosyjski ośrodek badania opinii publicznej. Lewada twierdził, że system sowiecki wychował „dwójmyśl” - ludzi znających doktrynę komunizmu, lecz pozostających „dysydentami we własnych głowach”. Dlatego, mimo że dzisiejszy aparat propagandowy jest szczelny i kompleksowy, nie gwarantuje indoktrynacji całej rosyjskiej młodzieży.
Różnica wobec lat dwutysięcznych jest zasadnicza. Wcześniej istniały młodzieżówki konkretnych partii - jak ruch „Nasi” związany z Jedną Rosją - a nastolatek sam decydował o przystąpieniu. Członkostwo dawało głównie korzyści w przyszłej karierze i szansę udziału w zjazdach nad jeziorem Seliger. „Wtedy jeszcze nie było takiej indoktrynacji ideologicznej, ponieważ sama ideologia jeszcze nie była tak skonstruowana” - zauważa ekspert. Przełomem był rok 2011 i powstanie koncepcji „tradycyjnych wartości” oraz narracji o Zachodzie jako odwiecznym wrogu.
Podręczniki pisane przez polityków
Dowolność lat dziewięćdziesiątych dotyczyła całego systemu edukacji, nie tylko ruchów młodzieżowych. Salnikow przypomina, że funkcjonowało wtedy co najmniej dziesięć różnych podręczników historii, różnie oceniających Związek Radziecki. Jednolity standard podręczników wprowadzono w latach dwutysięcznych, gdy ekspert sam chodził do szkoły.
Dziś podręczniki historii oraz wiedzy o społeczeństwie i o rodzinie piszą nie historycy czy socjolodzy, lecz politycy i duchowni. Podręcznik przedmiotu „podstawy bezpieczeństwa i obrony ojczyzny” przygotował Dmitrij Miedwiediew - wcześniej przedmiot nazywał się „podstawy bezpieczeństwa i życia codziennego” i nie miał związku z obronnością.
Salnikow wskazuje na podręcznik historii autorstwa Władimira Medinskiego: „Putin jest wymieniany 27 razy, Bóg 7 razy, Piotr I 13 razy”. Sześć lat wcześniej urząd prezydenta pojawiał się w podobnej publikacji zaledwie sześć razy, i to bez personalizacji. Powstały także podręczniki „historii Donbasu i Noworosji” oraz historii Ukrainy, służące indoktrynacji na terytoriach okupowanych.
Zmieniła się również formuła egzaminów. Salnikow, który należał do pierwszego rocznika zdającego jednolity egzamin państwowy, wspomina, że wówczas pytania dotyczyły wyłącznie faktów - dat i uczestników wydarzeń. Dziś władze przedstawiają nauczanie „krytycznego myślenia”, w praktyce narzucając interpretacje zgodne z narracją państwową. Wśród przykładowych poleceń w podręcznikach znajdują się prośby o „obalenie tezy”, że drugi front odegrał znaczącą rolę w II wojnie światowej.
Junarmia, Zarnica i militaryzacja
Skalę zjawiska ilustrują organizacje militarne. Junarmia uczy nastolatków nie tylko patriotyzmu, lecz także obsługi kałasznikowa i dronów bojowych. Działa również na terytoriach okupowanych - Salnikow przytacza przypadek ukraińskiej dziewczynki, która na początku okupacji nagrała nagranie w wyszywance, śpiewając hymn Ukrainy, a cztery lata później stała się jedną z propagandowych twarzy Junarmii.
Osobnym zjawiskiem jest odrodzona sowiecka gra „Zarnica” - symulacja działań bojowych. „Tylko w ubiegłym roku w tej Zarnicy, która nie jest obowiązkowa, brali udział w całej Rosji 3,5 miliona nastolatków” - mówi ekspert. Uczestnicy dzieleni są na ośmioosobowe drużyny z podziałem na role: operator dronów, szturmowiec, politruk, korespondent wojenny, medyk, saper i dowódca. Salnikow nie wyklucza, że specjalizacje te trafią później do kart mobilizacyjnych po ukończeniu 14. roku życia.
Dla porównania ekspert opisuje własne szkolne doświadczenia. Podobne zajęcia były wtedy dobrowolne, a w lokalnych zawodach w niemal półtoramilionowym Krasnodarze uczestniczyło około stu uczniów ze wszystkich szkół. Dziś w jednej edycji Zarnicy bierze udział 3,5 miliona nastolatków rocznie.
„Wojna dotarła do dzieci”
Fala indoktrynacji rozpoczęła się od „rozmów o ważnym” - cotygodniowych zajęć, których wdrażanie musiało być nagrywane i raportowane administracji, by potwierdzić ich realizację. Proces ten dokumentuje nagrodzony Oscarem film „Pan Nikt przeciwko Putinowi”, do którego obejrzenia Salnikow zachęca. Rejestruje on wprowadzanie rytuałów - podnoszenia flagi i odśpiewywania hymnu - oraz reakcje uczniów i nauczycieli.
Szkoły zmieniają się również symbolicznie. Coraz częściej otrzymują imiona weteranów „specjalnej operacji wojskowej”, a wielu z nich trafiło na front prosto z więzienia. Salnikow relacjonuje przypadek nauczyciela historii z północy Rosji, który postawił warunek: „Albo ja będę dalej uczył w tej szkole, albo tej tablicy nie będzie”. Tablica upamiętniająca poległego absolwenta pozostała - nauczyciel odszedł.
Ekspert zwraca uwagę na paradoks. Według badań socjologicznych to młodzież poniżej 25. roku życia jest grupą najbardziej krytyczną wobec wojny, podczas gdy najsilniejsze poparcie płynie od osób powyżej 55 lat. Militaryzacja może być odpowiedzią państwa na tę „lukę w systemie edukacji”. Za najgroźniejszą uznaje jednak nie samą Zarnicę, lecz powszechną indoktrynację w podręcznikach i klasach, obejmującą całą młodzież.
Furtki i implikacje dla Zachodu
W Rosji wciąż istnieje możliwość nauki zdalnej i w szkołach prywatnych, do której zachęcają emigracyjni pedagodzy. Salnikow ocenia, że ta furtka jest jedną z nielicznych przyczyn pozostawania w kraju rodziców o poglądach antywojennych. Jej ewentualne zamknięcie mogłoby stać się kolejnym impulsem do emigracji - podobnie jak wcześniejsze blokady internetu.
Ekspert zwraca uwagę na malejącą liczbę punktów stycznych między Rosją a Zachodem. Wskazuje, że nawet powszechne sankcje utwierdzają część Rosjan w przekonaniu o „rusofobii” Zachodu, ponieważ dotykają wszystkich obywateli. Zamknięte konsulaty i niedostępne wizy schengeńskie stają się dowodem na antyrosyjskość - argumentuje.
Salnikow ostrzega przy tym Polskę i inne państwa Zachodu przed biernością. „Wciąż próbujemy żyć w tym świecie, jak on wyglądał na początku stulecia XXI, a on się zmienił” - mówi, wskazując na zagrożenie za wschodnią granicą, do którego należy przygotować całe społeczeństwo, nie tylko wojsko. Zdaniem eksperta klucz do zrozumienia przyszłości Rosji leży w analizie jej najnowszej historii - a nie odległej przeszłości.