Powrót

Rosja prowadzi wojnę hybrydową przeciw państwom NATO nad Bałtykiem

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych opublikował białą księgę aktów dywersji i sabotażu, w której dokumentuje rosnącą skalę rosyjskich działań wymierzonych w państwa Rady Państw Morza Bałtyckiego. Z opracowania, przygotowanego na potrzeby kończącej się polskiej prezydencji w tej organizacji, wynika, że od 2024 roku Moskwa intensyfikuje ataki na infrastrukturę i społeczeństwa państw NATO, łącząc podpalenia, sabotaż kolejowy, naruszenia przestrzeni powietrznej i morskiej oraz operacje kognitywne w skoordynowaną kampanię. Anna Maria Dyner, koordynatorka programu Bezpieczeństwo Międzynarodowe w PISM, ostrzega, że to działania wojenne - tyle że niekinetyczne.

Strategia Kremla: rozmiękczanie zachodu

Według autorki raportu cel rosyjskich operacji jest jednoznaczny: osłabianie państw NATO i ich wsparcia dla Ukrainy. Rosjanie dążą do tego, by władze państw sojuszniczych koncentrowały się na „zarządzaniu chaosem, a niekoniecznie na kwestiach strategicznych”, a społeczeństwa - sparaliżowane strachem - wybierały bierność zamiast oporu.

Koncepcję tej wojny - przez Zachód określanej hybrydową, a przez samych Rosjan „wojną nowej generacji” - realizuje gen. Walerij Gierasimow. W przemówieniu z 2013 roku, a następnie rozwinięciu z 2019 roku, szef Sztabu Generalnego sformułował podejście łączące tradycyjne radzieckie metody oddziaływania kognitywnego z możliwościami nowych technologii oraz wykorzystywaniem demokratycznych wartości - wolności słowa czy prawa do zgromadzeń - przeciwko państwom Zachodu.

Dyner zaznacza, że nie istnieje jedna „doktryna Gierasimowa” - pojęcie to ukuł Mark Galeotti, który sam później wycofał się z tej definicji. Istnieje natomiast spójna praktyka, dostosowywana do doświadczeń z aneksji Krymu i działalności tzw. prywatnych firm wojskowych, które - jak podkreśla ekspertka - w rosyjskich realiach nie są prywatne w zachodnim rozumieniu, lecz realizują cele polityki zagranicznej Kremla.

Mapa ataków: od Warszawy po Tallin

Biała księga dokumentuje dziesiątki incydentów w państwach nadbałtyckich. W maju 2024 roku doszło do podpalenia centrum handlowego w Warszawie oraz sklepu IKEA w Wilnie - w obu przypadkach na zlecenie rosyjskich służb. W latach 2024-2025 płonęły obiekty logistyczne wspierające Ukrainę oraz magazyny w Niemczech. Grupy rekrutowane przez Rosję zbierały informacje o trasach transportów wojskowych i monitorowały bazy oraz lotniska. W 2025 roku zatrzymano osoby planujące dywersję na kluczowej linii kolejowej Warszawa-Rzeszów-Hrubieszów.

„Rosja przestała się bać rozlewu krwi ofiar cywilnych” - ocenia Dyner, wskazując na próby wykolejenia pociągów. Podobnie ryzykowne są działania w domenie powietrznej: rosyjskie myśliwce i pociski manewrujące wielokrotnie naruszały przestrzeń Szwecji, Finlandii, Estonii, Łotwy i Polski, a dron Shahed wleciał nad terytorium Łotwy. Zakłócenia sygnału GNSS, generowane głównie z obwodu królewieckiego i leningradzkiego, są tak intensywne, że Finlandia wróciła do starych systemów radarowych do prowadzenia samolotów cywilnych. „Rosjanie są gotowi na spowodowanie katastrofy w ruchu lotniczym” - ostrzega ekspertka.

Bałtyk: flota cieni i sabotaż podmorski

Na Morzu Bałtyckim Rosja prowadzi systematyczne działania przeciwko infrastrukturze podmorskiej. Po uszkodzeniu Nord Stream w 2022 roku uszkodzeniu uległy m.in. gazociąg Baltic Connector, kable telekomunikacyjne Finlandia-Estonia, Sea-Lion 1 między Finlandią a Niemcami oraz połączenie Litwa-Szwecja. Tankowce z tzw. floty cieni są podejrzewane o uszkadzanie infrastruktury kotwicami wleczonymi po dnie.

Dobrą wiadomością jest częściowa skuteczność natowskiej misji Baltic Sentry - od jej rozpoczęcia nie odnotowano nowych incydentów uszkodzeń podmorskich. „Po środku tego jeziora siedzi sobie krokodyl i kłapie zębami na nas wszystkich” - podsumowuje Dyner sytuację na Bałtyku, podkreślając jednocześnie kluczowe znaczenie tego akwenu dla rosyjskiego eksportu surowców energetycznych.

Werbunek przez Telegram

Wykonawcami ataków są najczęściej osoby werbowane przez platformy społecznościowe, przede wszystkim Telegram. Schemat zaczyna się od drobnych zadań - napisów na murze czy zdjęć obiektów infrastruktury - i stopniowo eskaluje. Wynagrodzenia wypłacane są w kryptowalutach, by utrudnić ustalenie zleceniodawcy.

Werbowani często nie wiedzą, że pracują dla rosyjskich lub białoruskich służb - FSB albo wojskowego GU (dawnego GRU). Szczególnie podatne są grupy migrantów i uchodźców, którym strach przed deportacją utrudnia zgłaszanie się do organów ścigania. „Rosjanie nie idą na jakość, idą na ilość” - wyjaśnia Dyner. Złapanych agentów Kreml porzuca bez wahania.

Cyberprzestrzeń i wojna kognitywna

W domenie cyfrowej skala działań jest gigantyczna. CSIRT.gov odnotował w latach 2024-2025 ponad 5,5 miliona incydentów bezpieczeństwa. Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni odparło w 2024 roku 4200 ataków, a w 2025 roku - ponad 7000. Polskie cyberwojska Dyner ocenia jako „jedne z najlepszych na świecie”.

Równolegle trwa wojna o umysły. Ekspertka przestrzega, że Polacy nie są odporni na rosyjską propagandę, mimo powszechnego przekonania, że historyczne doświadczenie ich uodparnia. Nasilenie działań hybrydowych zbiega się z momentami, gdy państwa zachodnie debatują o kolejnych pakietach pomocy dla Ukrainy. Co istotne, od 2024 roku gwałtownie rośnie liczba ataków także na Niemcy - odpowiedź Moskwy na zaostrzenie kursu Berlina.

Rekomendacje i ograniczenia

Autorka raportu wskazuje, że NATO jest sojuszem defensywnym, a państwa członkowskie funkcjonują w prawodawstwie pisanym na „biały czas pokoju”, nieadekwatnym do „szarej strefy bezpieczeństwa”. Wśród rekomendacji znajdują się: edukacja społeczeństw od przedszkola po wiek senioralny, rozbudowa kompetencji służb, ujednolicenie sankcji karnych w państwach nadbałtyckich, pogłębienie współpracy wywiadowczej oraz wspieranie Ukrainy w działaniach przeciwko Rosji - także tam, gdzie państwa NATO same nie mogą zareagować.

Czy obecna kampania jest przygotowaniem do ataku kinetycznego? „Wszystko zależy od naszej odpowiedzi” - odpowiada Dyner. Jeśli Rosja uzna, że skutecznie rozmiękczyła wybrane państwo, może to być wstęp do działań militarnych. Jeśli zaś NATO konsekwentnie utrzyma gardę - pozostanie to próbą testowania granic. Raport PISM stawia tezę jednoznaczną: rozproszone incydenty układają się w skoordynowaną kampanię wojenną, a jej dalsza eskalacja zależy od determinacji państw sojuszniczych.