Rosja kusi konserwatystów z Zachodu, lecz obraz jest fałszywy
Rosja Władimira Putina od lat przyciąga mieszkańców Europy Zachodniej i Ameryki, którzy wierzą, że znajdą tam ostatnią twierdzę chrześcijaństwa i tradycyjnych wartości. Analityk Denis Salnikov w rozmowie z Grzegorzem Ślubowskim na Kanale Otwartym przekonuje, że ten wizerunek rozmija się z rzeczywistością, a państwo rosyjskie traktuje przybyszów instrumentalnie - w skrajnych przypadkach wysyłając ich na front w Ukrainie.
Punktem wyjścia rozmowy był obraz znany z przejść granicznych. Jak zauważył Ślubowski, głównym miejscem przerzutowym do Rosji pozostaje Kaliningrad, gdzie widać samochody z rejestracjami niemieckimi czy holenderskimi. Część podróżnych to nie turyści ani Rosjanie mieszkający za granicą, lecz ludzie z zachodnimi paszportami, którzy świadomie wybrali życie w Rosji.
Salnikov wyróżnił dwie grupy osób osiedlających się w tym kraju. Pierwsza kieruje się interesem gospodarczym - wiele firm zachodnich pozostało w Rosji nawet po sankcjach wprowadzonych po 2022 roku. Druga, choć nieliczna, przybywa z pobudek ideologicznych. „Wierzą w to, że Rosja to jest taka ostatnia twierdza chrześcijaństwa, że to jest miejsce, gdzie całe społeczeństwo żyje według tradycyjnych wartości” - tłumaczył analityk. Dla osób rozczarowanych liberalizacją obyczajów na Zachodzie Rosja staje się alternatywą.
Statystyki podważają mit konserwatywnej Rosji
Twarde dane kłócą się jednak z tą wizją. Salnikov zwrócił uwagę, że rosyjska elita władzy, w dużej mierze wywodząca się z KGB i FSB, przyjmuje tradycyjne wartości jedynie wizerunkowo. Putin regularnie pokazuje się w cerkwi podczas świąt chrześcijańskich i utrzymuje bliskie relacje z patriarchą Cyrylem, lecz - jak zaznaczył analityk - jego decyzje polityczne i prywatne życie przeczą deklarowanej religijności.
Przykładem jest biografia samego prezydenta. Putin rozwiódł się z pierwszą żoną w 2014 roku, a po tym czasie oficjalnie nie zawarł małżeństwa. Towarzyszą mu liczne, częściowo udokumentowane doniesienia o związku z byłą gimnastyczką, z którą ma mieć dzieci. Salnikov dodał, że rozwody w elicie władzy bywają także narzędziem ukrywania majątku przed ewentualnymi śledztwami.
Jeszcze wyraźniej mit obala praktyka religijna społeczeństwa. Powołując się na badania ośrodka Lewada, analityk podał, że 55 procent Rosjan deklaruje, iż nigdy nie bywa na nabożeństwach - po raz pierwszy od 1998 roku odsetek ten przekroczył połowę. Choć 72 procent mieszkańców uznaje się za prawosławnych, jedynie 6 procent uczestniczy w mszy co tydzień. Najbardziej religijni pozostają wyznawcy islamu.
Zderzenie wyobrażeń z postsowiecką rzeczywistością
Salnikov porównał własne doświadczenie emigracji z Rosji do Europy. Zaskoczyło go zamknięcie sklepów w niedzielę oraz tłumy wiernych pod kościołami w Polsce. „W Rosji to jest bardzo rzadkie zjawisko” - stwierdził, zauważając, że cerkwie zapełniają się wyłącznie podczas największych świąt. Jego zdaniem rosyjskie państwo odwołuje się do religii głównie na potrzeby wizerunku zewnętrznego.
Analityk przyznał, że w ostatnich latach polityka wobec aborcji i rodziny się zaostrza. Liczba aborcji, niegdyś traktowanych jak podstawowa metoda antykoncepcji, spadła o połowę w ciągu dekady. Personel szpitali bywa namawiany do odwodzenia kobiet od zabiegu, a prywatni pracodawcy - do promowania modelu tradycyjnej rodziny. Zmiany te Salnikov wiąże z kryzysem demograficznym, który dotyka Rosję podobnie jak Polskę.
Mimo to opisał Rosję jako kraj „wartości indywidualistyczno-konsumpcyjnych”, które samo państwo promowało, by odwieść obywateli od zaangażowania politycznego. Model ten kojarzył się wielu Rosjanom z latami dwutysięcznymi, wzrostem poziomu życia i dostępem do zachodnich dóbr.
Mniejszości seksualne i podwójne życie społeczeństwa
Oficjalna retoryka obrony rodziny idzie w parze z represjami wobec osób LGBT. Salnikov przypomniał, że po rozpoczęciu wojny Rosja uznała „ruch LGBT” za organizację ekstremistyczną, a demonstrowanie związanych z nim symboli traktowane jest jako przejaw ekstremizmu. Ludzie o nietradycyjnych poglądach na rodzinę mierzą się z poważnymi problemami.
Zarazem analityk wskazał na rozdźwięk między fasadą a praktyką. Powołał się na relacje Evana Gershkovicha, dziennikarza „The Wall Street Journal” więzionego w Rosji po wybuchu wojny, który jeszcze przed pandemią opisywał popularne imprezy środowisk LGBT i BDSM. „Nie można tak powiedzieć, że to jest całkiem wycięte z kraju” - ocenił Salnikov, dodając, że jawne mówienie o tym pozostaje niebezpieczne.
Z rozmowy wyłania się obraz dwóch poziomów rosyjskiego życia. Oficjalnego - z cerkwią i walką z LGBT - oraz nieoficjalnego, który bywa całkowicie inny. Wielu Rosjan deklaruje poparcie dla związków tradycyjnych, lecz w bezpośrednich kontaktach toleruje znajomych o odmiennej orientacji, dopóki ci nie manifestują jej publicznie.
Państwo, które porzuca przybyszów
Ślubowski przywołał historyczną analogię do „pożytecznych idiotów” - zachodnich lewicowców idealizujących Związek Radziecki. Dziś, zdaniem Salnikova, mamy do czynienia z lustrzanym odbiciem tego zjawiska po prawej stronie sceny politycznej.
Rosja aktywnie buduje wizerunek alternatywy dla „zgniłego Zachodu”. W 2024 roku uruchomiono wizę humanitarną dla cudzoziemców odrzucających „destrukcyjną ideologię neoliberalną”. Zainteresowanie okazało się jednak niewielkie - w 2025 roku wydano zaledwie 1112 takich wiz, przy czym nie wiadomo, ilu beneficjentów faktycznie wjechało do Rosji.
Najmocniejszym argumentem analityka były przypadki instrumentalnego traktowania przybyszów. Udokumentowano sytuacje obywatela Kanady i Amerykanina, którzy po latach pobytu czasowego, ubiegając się o pobyt stały, usłyszeli warunek: podpisanie kontraktu z Ministerstwem Obrony, czyli udział w wojnie. Salnikov przypomniał też cykl filmów Aleksieja Piwowarowa o rosyjskich starowiercach, potomkach emigrantów z XIX wieku, którzy wrócili z Brazylii na Daleki Wschód. Państwo wykorzystało ich do statystyk powrotów, po czym - jak ujął to analityk - po prostu porzuciło, mimo wojennego hasła „swoich nie porzucamy”.
Wojna wkracza w codzienność Rosjan
Salnikov ocenił, że konflikt coraz silniej wpływa na życie codzienne. Tegoroczne uderzenia w platformy sprzedażowe Wildberries i Ozon oraz w centra danych Jandeksu i Sbieru sprawiają, że wojna przestaje być dla Rosjan odległą abstrakcją. Nie wywołuje to jednak ani rewolty, ani masowej mobilizacji ochotników - dominuje apatia, którą analityk nazwał cechą „wytrenowaną” jeszcze w czasach radzieckich.
Ślubowski zacytował byłego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który proponował, by cudzoziemców mieszkających w Rosji traktować jako „fundusz wymienny” - rezerwuar zakładników do wymiany. Salnikov przypomniał głośne wymiany, w których Rosja odzyskiwała zabójców i handlarza bronią Wiktora Buta, oddając dziennikarzy i zwykłych obcokrajowców, w tym Gershkovicha.
Kluczowy wniosek analityka dotyczy Polski. Jego zdaniem w sferze obyczajowej kraj ten jest dziś bardziej konserwatywny niż Rosja, a przy tym wolny od autorytaryzmu i korupcji. „Jak byłbym na miejscu tych osób, to raczej zastanowiłbym się nad przeprowadzką do Polski, a nie do Rosji” - stwierdził, wskazując, że dla zachodnich konserwatystów to Polska mogłaby być prawdziwą alternatywą.