Rosja napiera na Słowiańsk i Kramatorsk, Putin liczy na zmęczenie Zachodu
Rosyjskie wojska prowadzą kampanię wiosenno-letnią wymierzoną w Słowiańsk i Kramatorsk, atakując na kilku kierunkach operacyjnych, podczas gdy Ukraińcy odnieśli lokalny sukces pod Łymaniem - ocenił w rozmowie z Kanałem Otwartym płk Piotr Lewandowski. Zdaniem analityka Władimir Putin nie dąży dziś do gwałtownego przełamania frontu, lecz gra na czas, licząc na spadek poparcia dla Ukrainy w państwach zachodnich.
Front bez jednego obrazu
Lewandowski podkreślił, że wycinkowe relacje z pojedynczych odcinków nie oddają rzeczywistej sytuacji. Front dzieli się na obszary, gdzie od miesięcy niewiele się zmienia, oraz kierunki, na których toczą się rozstrzygające walki.
W obwodzie chersońskim linię styczności wojsk rozdziela Dniepr i żadna ze stron nie ma zdolności do forsowania szerokiej przeszkody wodnej. Cywile pozostają jednak pod stałym ostrzałem. Według analityka Rosjanie zbombardowali ostatnią elektrociepłownię w Chersoniu, co wpisuje się w przygotowania do zimy. - Jeżeli to nie będzie nasze miasto, to będzie to miasto po prostu martwe - tak Lewandowski streścił rosyjską logikę wobec stolicy obwodu, która pustoszeje.
Zdaniem pułkownika Ukraińcy odpowiadają rozmieszczaniem wyspecjalizowanych oddziałów operatorów dronów, polujących na rosyjskich operatorów bezzałogowców. Ci ostatni - jak zaznaczył - odpowiadają za zbrodnie wojenne, co potwierdzają nagrania z geolokalizacją.
Zaporoże: niekorzystny zwrot pod Orzechowem
W obwodzie zaporoskim ukraińska obrona na zachód od Hulajpola zatrzymała rosyjskie natarcie po opanowaniu miasta przez przeciwnika. Lewandowski wskazał jednak na niepokojące wydarzenia pod Orzechowem, przez które biegnie kluczowa droga rokadowa.
Jego zdaniem Mała Tokmaczka znalazła się co najmniej częściowo pod kontrolą Rosjan, którzy przeniknęli między ukraińskimi pozycjami i wdarli się do samego Orzechowa. - Doszło do niewielkiego postępu, natomiast z taktycznego punktu widzenia dość istotnego - ocenił.
Ukraińcy skierowali tam odwody, choć - jak przyznał analityk - są to jednostki „wyskrobane gdzieś z tego dna tych możliwości”. Gdyby dowództwo Grupy Armii „Południe” przeniosło wysiłek z Hulajpola na kierunek orzechowski, mogłoby, według Lewandowskiego, dojść do przełamania frontu.
Naddnieprze i Pokrowsk
W obwodzie dniepropetrowskim Ukraińcy przez około pięć miesięcy przesunęli front o 8 do 18 kilometrów. Operację rozpoczęto, gdy SpaceX odłączył niezarejestrowane routery Starlinka, które Rosjanie pozyskiwali nielegalnie i szeroko wykorzystywali na froncie. Masowa awaria łączności zdezorganizowała działania przeciwnika, a Ukraińcy skorzystali z faktu, że kierunek ten był dla Rosjan pomocniczy i pozbawiony dużych odwodów. Obecnie zmiany linii frontu są tam kosmetyczne.
Na kierunku pokrowskim zadaniem Grupy Armii „Centrum” jest opanowanie Dobropola - kolejnego węzła komunikacji frontowej. Rosjanie notują tam postęp, jednak samo miasto, wbrew ich zapewnieniom, w ocenie Lewandowskiego nie jest jeszcze zagrożone. Ukraińska obrona opiera się o infrastrukturę przemysłową i pozostaje względnie stabilna.
Główny cel: Słowiańsk i Kramatorsk
Na kierunku słowiańsko-kramatorskim Rosjanie koncentrują największe siły. Walczy tam Grupa Armii „Południe”, wspierana na skrzydłach przez grupy „Centrum” i „Zachód”. Zadaniem bliższym było zdobycie Konstantynówki, którą Rosjanie zajęli, choć z jej kontrolą długo mieli problemy.
Ukraińskie grupy szturmowe przenikały do miasta, docierając nawet do jego centralnej części i dezorganizując konsolidację rosyjskich pozycji. Obecnie - według analityka - Rosjanie są na końcowym etapie umacniania się w Konstantynówce.
Lewandowski uznał bezpośrednie natarcie z Konstantynówki na Kramatorsk i Słowiańsk za mało prawdopodobne w tej kampanii. - Jest to teren praktycznie całkowicie zurbanizowany - wyjaśnił, przypominając, że w takim terenie postępy są zawsze najwolniejsze. Rosyjskie ataki frontalne na tym odcinku ocenił jako działania wiążące, prowadzone jednak siłami na tyle dużymi, że strona ukraińska nie może odstąpić od koncentracji własnych wojsk.
Realne zagrożenie płynie ze skrzydeł. W rejonie wsi Toreckie doszło do przełamania ukraińskiej obrony, mierzonego w kilometrach. Uderzenie na południowy zachód od Konstantynówki może, zdaniem analityka, doprowadzić do odcięcia całego prawego skrzydła ukraińskiego ugrupowania.
Po upadku Siewierska - który Lewandowski nazwał „fatalnym” i brzemiennym w skutki - Rosjanie rozwinęli natarcie od wschodu, zagrażając Słowiańskowi. Według potwierdzonych danych czołówki rosyjskie znajdują się około 9 kilometrów od miasta, a grupy przenikające - nawet 4 kilometry.
Kontratak pod Łymaniem
Kluczowe znaczenie ma Łyman. Jego zdobycie pozwoliłoby Rosjanom uderzyć na Słowiańsk od wschodu. - Gdyby Łyman upadł, to obecnie walki toczyłyby się już w Słowiańsku - ocenił pułkownik.
Miasto nie tylko nie padło. Jednostki ukraińskie, głównie z III Korpusu, wyparły Rosjan z Łymania i uderzyły od północy na oskrzydlające ugrupowanie przeciwnika, grożąc jego odcięciem. Fakt tych działań potwierdzają - jak zaznaczył Lewandowski - rosyjscy blogerzy wojskowi.
Sztab III Korpusu analityk uznał za jeden z najsprawniejszych w armii ukraińskiej. Przeprowadził on uderzenia na kilku zbieżnych kierunkach taktycznych, z których najgłębsze trafiło w podstawę rosyjskiego włamania. Ukraińcy mówią o odcięciu sił rosyjskich; Moskwa temu zaprzecza. W ocenie pułkownika odcięte pododdziały nie były liczne, ale stanowiły dla Łymania poważne zagrożenie.
Sukces stał się możliwy, ponieważ Grupa Armii „Zachód” jest rozciągnięta na zbyt wielu rozbieżnych kierunkach - pod Kupiańskiem, wzdłuż rzeki Oskoł i na kierunku łymańskim. - Rosjanie tam nie mają wystarczających sił, żeby zbudować wystarczającą przewagę - stwierdził Lewandowski, porównując sytuację do zbyt krótkiej kołdry.
Analityk skorygował przy tym optymistyczne interpretacje wiążące sukces ze zmianą naczelnego dowódcy. - Ta operacja zaczęła się jeszcze za generała Syrskiego - podkreślił, wskazując, że gen. Drapatyj skutecznie kontynuował wcześniejsze działania.
Zagrożenie okrążeniem pod Charkowem
W odpowiedzi Rosjanie ogłosili okrążenie ukraińskich sił w obwodzie charkowskim. Stosując taktykę przenikania przez nieaktywne odcinki granicy, uderzyli na kierunkach na północny wschód od Charkowa, gdzie broniły się głównie jednostki Straży Granicznej - dziś, jak zaznaczył Lewandowski, pełnowartościowe formacje piechoty.
Rosjanie twierdzą, że okrążyli około 4,5 tysiąca żołnierzy. Analityk uznał zagrożenie okrążeniem za bardzo wysokie, lecz zakwestionował podaną liczbę. - Gdyby rzeczywiście Ukraińcy dysponowali tam siłami 4,5 tysiąca, to rosyjski postęp tak szybki na tych kierunkach byłby po prostu niemożliwy - argumentował. Brak nagrań z geolokalizacją nie pozwala potwierdzić pełnego okrążenia.
Sukces taktyczny, nie strategiczny
Zapytany, czy wydarzenia zwiastują zmianę, Lewandowski był ostrożny. Sukces pod Łymaniem nazwał taktyczno-operacyjnym - ważnym, bo rozbił jeden z kierunków natarcia na Słowiańsk, lecz skrzydłowy, a nie główny.
- Jestem raczej pesymistyczny, jeżeli chodzi o zdolność ukraińskich sił zbrojnych do znaczącej zmiany sytuacji na froncie - przyznał. O sukcesie na poziomie strategicznym, jak dodał, „w ogóle nie ma co mówić”.
Nadzieją Ukraińców pozostaje skuteczne rażenie rosyjskiej logistyki dronami pośredniego zasięgu do 200 kilometrów. Jeśli Ukraińcom uda się pozbawić przeciwnika swobody manewru zapasami na bliższym zapleczu frontu, rosyjskie działania zaczepne mogą się załamać. Lewandowski zastrzegł, że nie jest w stanie ocenić, czy tak się stanie - informacje obu stron są „skażone propagandą”, a ostrożni pozostają również cenieni przez niego analitycy zachodni.
Choroby ukraińskiego państwa
Rozmowa objęła też starcie służb na ulicach Kijowa. Lewandowski nie nazwał go walkami, lecz wymianą ognia - funkcjonariusz SBU postrzelił funkcjonariusza wywiadu wojskowego (HUR). - To jest objaw choroby - ocenił.
Problem, jak wyjaśnił, tkwi w tym, że obie służby wyszły daleko poza standardowe ramy funkcjonalności. SBU prowadzi operacje bojowe w głębi Rosji - to ta służba była „ojcem” operacji „Pajęczyna”. Zdaniem analityka Kijów ma dziś trudność z pełną kontrolą nad formacjami, które „czują, że działają ponad prawem”. Spór dotyczył próby aresztowania przez SBU zastępcy dowódcy Legionu Rosyjskich Ochotników, wykorzystywanego wcześniej przez HUR.
Lewandowski wskazał także na sprawy korupcyjne, w tym wejście NABU do prokuratury generalnej. Zaznaczył, że o korupcji w ukraińskiej prokuraturze mówi się od początku wojny, a część prokuratorów na terenach okupowanych przeszła na stronę rosyjską. NABU ocenił odmiennie - jako służbę o wysokim zaufaniu społecznym, działającą pod parasolem amerykańskiego FBI, dla której „nie ma świętych krów”.
Putin gra na czas
W wymiarze dyplomatycznym analityk nie dostrzega oznak trwałego zawieszenia broni. Jego zdaniem Putin nadal wierzy, że może wygrać wojnę, a jej celem nigdy nie był Donbas. - Chodzi o przebudowę światowego porządku, o zmianę pozycji Federacji Rosyjskiej - stwierdził. Propozycje oddania samego Donbasu uznał za mijające się z rosyjskimi celami.
Lewandowski przytoczył potwierdzone dane o około 240 tysiącach poległych po stronie rosyjskiej, pochodzące z lokalnej prasy i mediów, zaznaczając, że rzeczywista liczba jest zapewne wyższa. Wskazał też na najniższy od 20 lat wolumen przerobu ropy w Rosji jako dowód skali poświęconych zasobów.
Kreml - w ocenie pułkownika - liczy na zmianę nastrojów w państwach zachodnich. Analityk odniósł się do wyborów w Saksonii-Anhalt, gdzie AfD uzyskała prawie 44 procent głosów. Partia ta postuluje wstrzymanie pomocy dla Ukrainy i wznowienie współpracy energetycznej z Rosją, w tym uruchomienie gazociągów Nord Stream. Putin, zdaniem Lewandowskiego, liczy, że w perspektywie kilku lat dojście do władzy takich sił w Niemczech i Francji doprowadzi do jego militarnego zwycięstwa.
Spór o polską rolę w NATO
Analityk odniósł się także do polskiej debaty o obronie państw bałtyckich. Nie chciał komentować wypowiedzi polityków, lecz uznał, że zapisy artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego zdezaktualizowały się i wymagają przeglądu ze względu na wysoki poziom uznaniowości.
- Nie możemy oczekiwać, że Francja, Niemcy, Wielka Brytania przyjdą na pomoc nam, jeżeli my mówimy, że nie przyjdziemy na pomoc Łotwie, Litwie bądź Estonii - stwierdził, zastrzegając, że odpowiedź musi być „nie polska, a natowska”, z udziałem Polski. Podkreślił, że kluczowe jest nie to, w co wierzą Polacy, lecz to, w co uwierzy Rosja.
Lewandowski wskazał na problem „jednostek papierowych” - sytuacji, w której państwa zestawiają deklarowane bataliony z wielu innych pododdziałów. Postulował utworzenie w NATO departamentu kontroli prowadzącego niezapowiedziane ćwiczenia. Za priorytet dla Polski uznał zapewnienie zdolności bojowej jednostkom sojuszniczym niegraniczącym z Rosją i Białorusią.
Armia, edukacja i odporność państwa
Cel budowy półmilionowej armii, o którym mówił wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, analityk uznał za realny pod względem zasobów ludzkich. - Gadanie o demografii jest bzdurą - stwierdził. Zwrócił jednak uwagę, że istotniejsze od liczebności jest utrzymanie zdolności - sprzętowej, ludzkiej i szkoleniowej - podczas trwania konfliktu.
Zmiany w siłach zbrojnych ocenił jako kierunkowo prawidłowe, wymieniając inspektorat wojsk bezzałogowych i dowództwo transformacji, lecz odmówił oceny ich skuteczności. Najostrzej wypowiedział się o budowie odporności państwa, którą mierzy poziomem zaufania społeczeństwa do władz - dziś, jak stwierdził, bardzo niskim.
Za największą zaniedbaną dziedzinę uznał edukację. Przywołał przykład Finlandii i państw bałtyckich, które budują systemy odporności i mobilizacji. - Finowie na stulecie odzyskania niepodległości zbudowali potężne, wirtualne centrum wiedzy. A my postawiliśmy ławki - podsumował.
Lewandowski zwrócił uwagę, że w dorosłość wchodzi pokolenie, które w chwili inwazji na Ukrainę miało 13-14 lat. - Zmarnowaliśmy ten czas - ocenił, dodając, że większe emocje w mediach głównego nurtu budzą spory światopoglądowe niż pytania o schrony i agregaty w szkołach.
Rozmowa, przeprowadzona w Toruniu, wpisuje się w toczącą się piąty rok wojnę i narastającą w Europie debatę o granicach wsparcia dla Kijowa. Obraz nakreślony przez analityka jest ambiwalentny: państwo ukraińskie, mimo wewnętrznych kryzysów, wciąż skutecznie się broni, lecz jego przyszłość zależy w równym stopniu od pola walki, co od nastrojów politycznych na Zachodzie - na które, jak podkreślił Lewandowski, wprost liczy Kreml.