Rosja obserwuje spór Polski z Ukrainą. Kreml liczy na erozję sojuszu
Rosyjskie media państwowe i ośrodki analityczne z uwagą śledzą napięcia między Warszawą a Kijowem, jednak - wbrew potocznym opiniom - nie przesadzają z ich podsycaniem. Zdaniem dr. Michała Sadłowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, który badał najnowsze publikacje w Rosji, Kreml zachowuje realistyczną ocenę: mimo sporów historycznych zakłada, że Polska i Ukraina utrzymają linię antyrosyjską. Jednocześnie w Rosji trwa kryzys paliwowy wywołany ukraińskimi uderzeniami na rafinerie, a we wrześniu odbędą się kluczowe wybory do Dumy Państwowej.
Kreml widzi sojusz, ale liczy na pęknięcia
Sadłowski zwraca uwagę, że w materiałach rosyjskich mediów - od "Kommiersanta" po "Niezawisimają Gazietę" - pojawia się precyzyjna, wręcz drobiazgowa rejestracja wypowiedzi polskich polityków różnego szczebla. Ukraina pozostaje głównym wrogiem, a jej relacje z sąsiadami są przedmiotem pogłębionych analiz.
Ekspert wskazuje jednak dwa poziomy tej obserwacji. Pierwszy to trzeźwa ocena: "między Polską a Ukrainą panuje sojusz i to jest właściwie sojusz antyrosyjski", a problemy historyczne, choć mają potencjał eskalacyjny, nie zmieniają zasadniczego kierunku polityki obu państw. Drugi to wychwytywanie różnic wewnątrz polskiego obozu władzy - rosyjscy analitycy dostrzegają, że premier i minister spraw zagranicznych zajmują wobec Kijowa stanowisko bardziej koncyliacyjne niż prezydent.
W "Niezawisimoj Gaziecie" pojawiła się według Sadłowskiego spekulacja, że Warszawa może kulisowo zabiegać o złagodzenie kolejnego pakietu sankcji w części dotyczącej spółek białoruskich, co pośrednio służyłoby Rosji, a jednocześnie uderzało w Ukrainę. Ekspert nie wyklucza, że to informacyjna wrzutka mająca podgrzać nastroje antypolskie w ukraińskim internecie lub trafić do decydentów w Kijowie. "Czasami na podstawie informacji medialnych są wbudowane teorie, które trafiają do decydentów" - zauważa.
Umiar w podsycaniu sporu
Wbrew rozpowszechnionej tezie, jakoby Kreml stał za każdym zaostrzeniem sporu polsko-ukraińskiego, Sadłowski dostrzega w rosyjskich działaniach pewien umiar. Konflikt - jego zdaniem - ma charakter autentyczny, wynika z historii i z być może nadmiernego idealizmu polskiej strony na wcześniejszych etapach. "Rosjanie mają też ograniczone możliwości wpływania na pewien segment społeczeństwa polskiego czy ukraińskiego. Ten spór już na tyle jest samoistny, że żyje samodzielnie od Rosji" - mówi.
Materiałów o Wołyniu w rosyjskich mediach było kilka, ale - jak zaznacza ekspert - nie stały się głównym tematem. Rosjanie wykorzystują za to każdą wypowiedź zachodniego polityka o "niewdzięczności" Ukraińców, a w rosyjskojęzycznych przekazach pojawiają się manipulacje - na przykład błędne tłumaczenie pojęcia "Małopolska Wschodnia" mające sugerować, że część polskich polityków traktuje zachodnią Ukrainę jako spuściznę polską.
Za błąd polskiej strony Sadłowski uznaje łączenie kwestii Wołynia z bieżącymi stosunkami dwustronnymi. "To może być na korzyść Zełenskiego, ukraińskiej dyplomacji, służb, agentów wpływu ukraińskich w Polsce, ale na pewno nie na korzyść Polski" - ocenia. To właśnie w takim splocie Kreml może próbować działać przez internet.
Dlaczego Putin tak często mówi o Polsce
Ekspert zauważa, że Władimir Putin wraca do wątku polskiego z częstotliwością nieporównywalną z żadnym innym krajem - od ambasadora Lipskiego, przez rzekomy polski antysemityzm, po tezę o odwiecznych aspiracjach Warszawy wobec Lwowa. Sadłowski wskazuje dwie przyczyny.
Pierwsza jest pragmatyczna: Polska realnie wspiera na obszarze poradzieckim siły antyrosyjskie i buduje architekturę bezpieczeństwa wymierzoną w Moskwę, a od 2022 roku odgrywa kluczową rolę we wspieraniu Ukrainy. Druga tkwi w rosyjskiej tradycji historiograficznej. Sadłowski, który sięga po klasyków - Sołowjowa, Kluczewskiego, Miliukowa - wskazuje, że w tej narracji Polska od pokoleń jest przedstawiana jako główny historyczny rywal, państwo, które należy zredukować do buforu antyniemieckiego.
Ta narracja, zdaniem eksperta, dotarła do wyobraźni Putina jako produkt sowieckiej edukacji breżniewowskiej. Sadłowski cytuje profesora Hieronima Gralę: "Polska była i to jest naturalne, że ona trafia do Putina". Rosyjscy przywódcy nie kierują się jednak - zdaniem Sadłowskiego - osobistą fobią antypolską. "Moim zdaniem Polska jest funkcją w tym, że przeszkadza Putinowi odbudować to imperium" - mówi ekspert.
Przywoływanie przez Putina tezy, że Lwów "zawsze był polski", miało dwojaki cel: uderzyć w ukraiński resentyment antypolski wśród rosyjskojęzycznej ludności Ukrainy oraz przekonać rosyjską opinię publiczną, że państwo ukraińskie jest sztuczne. Sadłowski wskazuje na paradoks tej narracji - przecież włączenie Galicji i Lwowa do Rosji było jednym z głównych celów rosyjskiej polityki zagranicznej w okresie I wojny światowej, o który dyplomaci carscy walczyli jeszcze w Paryżu w 1919 roku.
Kryzys paliwowy i nowy etap wojny
Sadłowski uznaje obecną sytuację w Rosji za bezprecedensową. Ukraińskie uderzenia na rafinerie i powszechne kolejki po benzynę przenoszą wojnę na terytorium społeczne Federacji Rosyjskiej w skali dotąd niewidzianej. Zarazem ekspert ostrzega przed pochopnymi wnioskami: podobne próby osłabienia Rosji - jak zeszłoroczna ukraińska ofensywa w obwodzie kurskim - Kreml zdołał przekuć we własny sukces propagandowy.
Symptomem zmiany są publikacje w rosyjskich mediach. Na powiązanym z Kremlem portalu "Profil.ru" ukazał się artykuł analityka Wyższej Szkoły Ekonomiki, w którym pojawia się teza o "dwóch Rosjach" - wojującej i niewojującej. Do tej pory pierwsza ginęła na froncie, druga zachowywała względną normalność. Teraz - zauważa Sadłowski - ta granica zaczyna się zacierać, a władza próbuje utrzymać spokój, obiecując, że kryzys jest przejściowy i związany z sezonem żniw.
Ośrodek Lewady odnotował spadki poparcia dla władz - Putinowi w czerwcu spadło do 74 procent, a znacznie niższe wskaźniki notują rząd i Duma. "Rosja generalnie staje się takim obozem wojennym" - ocenia Sadłowski, dodając, że analitycy w Moskwie mówią już o konieczności skupienia się na ochronie obiektów wewnętrznych, nawet kosztem wysiłku na froncie. Otwarte pozostaje pytanie, czy problemy z paliwem naruszą model "totalitaryzacji z zachowaniem pozorów normalności sprzed 2022 roku", który dotąd definiował rosyjski front wewnętrzny.
Wybory do Dumy jako operacja polityczna
Wrześniowe wybory do Dumy Państwowej Sadłowski nazywa "operacją wyborczą" o strategicznym znaczeniu dla Kremla. Duma zostanie wybrana na pięć lat, do 2031 roku, i stanie się zabezpieczeniem instytucjonalnym na wypadek każdego scenariusza tranzycji władzy - łącznie ze śmiercią prezydenta.
Kampania służy również odświeżeniu elit i nagrodzeniu lojalnych działaczy - deputowany Dumy dysponuje przywilejami wielokrotnie przewyższającymi standardowe zarobki, w tym samochodami służbowymi. Wybory pełnią też funkcję balonów próbnych: to za pośrednictwem Dumy, a ostatnio Rady Federacji, wypuszczane są koncepcje polityczne, których Putin nie chce firmować bezpośrednio.
Kreml szykuje się starannie także dlatego, że obawia się erozji poparcia. Sadłowski wskazuje, że represjonowana jest Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej Giennadija Ziuganowa - administracja prezydenta uznaje ją za "starą partię", która może się zerwać ze smyczy. Rozwijany jest natomiast projekt "Nowych Ludzi" - formacji quasi-liberalnej, kanalizującej niezadowolenie warstw korzystających z internetu i odczuwających kryzys paliwowy.
Ekspert nie wyklucza, że po wyborach dojdzie do prób likwidacji lub osłabienia dotychczasowych partii systemowych - KPRF, Sprawiedliwej Rosji, LDPR (osłabionej po śmierci Żyrinowskiego) - i zastąpienia ich nowymi tworami pod kątem elekcji w 2031 roku. Wybory odbędą się także na okupowanych terytoriach Ukrainy, a Kijów prawdopodobnie będzie próbował je uniemożliwić - stąd między innymi wzmożone ataki na Ługańsk, dotąd uważany za względnie bezpieczny.
Weterani wchodzą do systemu
Nowym elementem operacji wyborczej jest wprowadzanie weteranów do struktur władzy. Lider Sprawiedliwej Rosji Siergiej Mironow 1 lipca zaproponował Putinowi utworzenie ministerstwa do spraw weteranów. W Dumie po pierwszym czytaniu jest projekt usprawniający świadczenia dla sierot po żołnierzach frontu.
Na piątym miejscu listy Jednej Rosji znalazł się Jewgienij Poddubny - wojenny korespondent, ranny na froncie. "Jedna Rosja jest ostrożna i umiarkowana" - ocenia Sadłowski, wskazując, że na czele list stoją weterani systemu, jak Ławrow czy Sobianin, obok postaci związanych z wojną. To sygnał: wojna jest, ale weterani mają być włączani do systemu, a nie stanowić dla niego zagrożenie.
Sadłowski podkreśla, że wobec kombatantów istnieje w Kremlu wyraźny dystans i lęk. Zarządzanie okupowanym Donbasem powierzono nie wojskowym, lecz cywilnym specjalistom przysyłanym z Moskwy - ludziom Sergieja Kirijenki, ekspertom od logistyki, kolei i gospodarki wodnej. Wojskowi mają walczyć, cywile - rządzić.
Kontekst: Rosja się zmienia, ale nie tak, jak liczy Zachód
Rozmowa dr. Sadłowskiego rysuje obraz państwa, które przechodzi głęboką transformację pod presją wojny, sankcji i uderzeń na własne terytorium, ale zachowuje zdolność adaptacji. Kreml realistycznie ocenia trwałość sojuszu polsko-ukraińskiego, unika przeforsowanego wchodzenia w spór historyczny, przygotowuje instytucjonalne zabezpieczenie władzy na kolejną dekadę i uczy się integrować weteranów, zamiast dopuścić do ich niekontrolowanej mobilizacji politycznej.
Zachodnie nadzieje na erozję systemu - czy to przez kryzys paliwowy, spadki poparcia, czy szczątkową opozycję dopuszczoną do wyborów - Sadłowski traktuje z rezerwą. "My wierzymy, nawet jak się pojawia kilku aktywistów w wielomilionowym mieście, że to zaraz jak lawa" - zauważa, ostrzegając przed projekcją zachodnich intuicji ustrojowych na rosyjską rzeczywistość polityczną. Rosja się zmienia - ale w sposób, który wzmacnia, a nie osłabia jej zdolność do prowadzenia wojny.