Powrót

Rosja szykuje jesienne przesilenie. W tle mobilizacja i broń nuklearna

Rosja zbliża się do gwałtownego przesilenia militarnego i politycznego, którego kulminacja może nastąpić jesienią tego roku - ocenia płk rez. Maciej Korowaj, były oficer wywiadu, w programie "Mgła wojny". Zdaniem analityka Kreml uruchamia równolegle trzy dźwignie: uszczelnianie systemu mobilizacyjnego, przebudowę służb specjalnych oraz demonstracyjne zwiększanie gotowości arsenału nuklearnego. Celem ma być wymuszenie na Zachodzie rozmów na warunkach Moskwy.

Kontrakty się kończą, mobilizacja nigdy nie została odwołana

Rosja od początku wojny unikała powtórki afgańskiej traumy, w której ciężar walk spoczywał na żołnierzach służby zasadniczej. Filarem działań w Ukrainie pozostają kontraktownicy rekrutowani niemal wyłącznie z prowincji, dla której kilkutysięczne kontrakty w euro stanowią finansowy skok cywilizacyjny.

Ten model zaczyna się jednak wyczerpywać. Według danych przytoczonych przez Korowaja obecnie podpisywanych jest od 500 do 800 kontraktów dziennie - o 60-70 procent mniej niż rok temu. Znaczna część to zresztą rekontrakty, a nie napływ nowych żołnierzy. "Nie ma perspektywy zakończenia wojny" - wskazuje pułkownik jako główną przyczynę spadku chętnych, mimo że pieniądze i status weterana wciąż działają.

Wyczerpują się także pozostałe rezerwy. Kontyngent więźniów w kompaniach szturmowych "Sztorm Z" i "Sztorm W", który sięgał 80-90 tysięcy ludzi na froncie, spadł według niektórych danych poniżej 30 tysięcy. Aktywna rezerwa "Bars", która pozwoliła Rosji przejść od operacji błyskawicznej do przewlekłej, również została mocno nadwerężona.

Dekret mobilizacyjny z września 2022 roku wciąż formalnie obowiązuje - nigdy nie został uchylony, jedynie zawieszony w praktyce, zwłaszcza w dużych miastach. Kreml zmodernizował w tym czasie elektroniczny system powoływania rezerwistów i uszczelnił granice; zamknięcie przejść po stronie fińskiej odbyło się, według Korowaja, na wniosek Moskwy. Równolegle skrócono podstawowe szkolenie żołnierza do 45 dni, a potencjał szkoleniowy rosyjskich ośrodków sięga obecnie około 90 tysięcy ludzi miesięcznie.

Przebudowa służb: FSO wchodzi na miejsce FSB

Drugą osią przygotowań są zmiany strukturalne w aparacie bezpieczeństwa. Na początku roku Rosgwardia otrzymała własny sztab z uprawnieniami równorzędnymi wobec Sztabu Generalnego. "Są trzy sztaby generalne tak naprawdę" - mówi Korowaj, wymieniając obok wojskowego także Ministerstwo Spraw Nadzwyczajnych i właśnie Rosgwardię. Wzmocnienie pionu frontu wewnętrznego było bezpośrednią odpowiedzią na doświadczenie buntu Prigożyna.

Kluczowa jest jednak ekspansja Federalnej Służby Ochrony (FSO), formacji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo prezydenta. Jej etaty zwiększono o co najmniej 20 procent, a kompetencje rozszerzono o działania operacyjne w zakresie diagnozowania zagrożeń wewnętrznych - czyli w obszarze dotychczas zarezerwowanym dla FSB. Byli funkcjonariusze FSO obejmują kierownicze stanowiska w antykorupcyjnych pionach FSB, a jeden z nich zasiada w prokuraturze zajmującej się sprawami korupcyjnymi.

Ostrze antykorupcyjne uderza dziś nie w największych oligarchów, lecz w regionalnych "wataszków" - lokalnych beneficjentów systemu, którzy zaczynają odczuwać kurczenie się zasobów Kremla. To oni, jak sugeruje Korowaj, sponsorują znaczną część kontraktów wojskowych w swoich regionach i to wśród nich narasta niezadowolenie, gdy Moskwa oczekuje coraz więcej, oferując coraz mniej.

Diumin - cichy pretendent do sukcesji

W centrum tej rekonfiguracji stoi Aleksiej Diumin, asystent prezydenta wywodzący się z FSO, były zastępca szefa GRU i wiceminister obrony. Korowaj określa go jako "chyba najbardziej kompetentnego w otoczeniu prezydenta" pod względem znajomości służb i spraw militarnych. Diumin jest twórcą sił operacji specjalnych i, według analityka, nieformalnym autorem doktryny "wojny nowego typu", której pierwszym udanym testem była aneksja Krymu w 2014 roku - operacja, za którą otrzymał tytuł Bohatera Federacji Rosyjskiej.

Diumin miał być już promowany na następcę Putina w 2016 roku, wówczas jednak - zdaniem Korowaja - został wystawiony przedwcześnie, prawdopodobnie przez frakcję Siergieja Szojgu. Obecnie w ciągu ostatniego miesiąca odbył kilkanaście spotkań z weteranami "specjalnej operacji wojskowej" z ramienia prezydenta. Weterani ci zajmują dziś według danych z początku czerwca około 1600 stanowisk w administracji regionalnej niskiego i średniego szczebla.

Sylwetka Diumina wpisuje się w profil "obozu patriotów" - jest głęboko religijny, od lat ma jedną żonę, jego dzieci uczą się w rosyjskich szkołach i nie wyjeżdżają za granicę. To on, według Korowaja, był tym, który podczas marszu Grupy Wagnera latem 2023 roku faktycznie przekonał Prigożyna do zawrócenia z autostrady.

Kryzys kubański 2.0

Najpoważniejszy sygnał Korowaj widzi w obszarze nuklearnym. Od początku roku Rosja zwiększyła - jego zdaniem prawie o 400 procent - potencjał patrolowy pułków rakiet strategicznych. Wyrzutnie, dotąd stacjonujące w garnizonach, zostały wyprowadzone na trasy patrolowe. Intensyfikacji uległy loty lotnictwa dalekiego zasięgu, a rosyjska marynarka zwiększyła liczbę okrętów pełniących dyżury bojowe ze środkami nuklearnymi. Pułki wcześniej przesunięte do walk pod Kurskiem wróciły do struktur strategicznych.

"W tej chwili w Rosji jest to na bardzo wysokim poziomie, wcześniej tego nie obserwowałem" - mówi analityk. Jego zdaniem Rosja nie ma dziś potencjału do prowadzenia klasycznej ofensywy konwencjonalnej przeciwko NATO - nawet po ewentualnej mobilizacji nie zdąży zbudować takich zdolności szybciej, niż Zachód odpowie zbrojeniami. Ma za to bardzo rozbudowane zdolności działań "pod progiem wojny" oraz arsenał nuklearny.

Korowaj kreśli scenariusz kaskadowego uderzenia hybrydowego - serii ataków w krótkim czasie, które sparaliżują zachodni proces decyzyjny. "Rosja odpowie na to podwyższając zagrożenie użycia broni nuklearnej" - prognozuje. Analityk nie wyklucza próby jądrowej na poligonie Nowa Ziemia ani nawet "ograniczonego konfliktu nuklearnego", o którym rosyjscy stratedzy piszą otwarcie. Wypowiedzenie traktatu START i wygaśnięcie moratorium na próby jądrowe wpisują się w te przygotowania.

Czy Putin jest jeszcze u steru?

Korowaj stawia tezę, która wykracza poza standardową narrację o Kremlu: Putin może być stopniowo odsuwany od realnej kontroli nad wydarzeniami. Wskazuje na ostatnią naradę prezydenta ze sztabem, podczas której pokazano mapę sugerującą zdobycie Konstantynówki - miasta, którego Rosjanie w rzeczywistości nie kontrolują. "Może okłamywanie prezydenta Federacji Rosyjskiej - i w jakim celu?" - pyta retorycznie.

Analityk przywołuje także aresztowanie Iljy Trabera, przyjaciela Putina z petersburskich lat dziewięćdziesiątych i członka słynnego kooperatywu "Ozero". Gdy pytał znajomego stamtąd, dlaczego Putin się na to zgodził, usłyszał: "A skąd wiesz, że Putin się na to zgodził?". Zdaniem Korowaja obserwujemy niszczenie ludzi, którzy byli "kamieniami węgielnymi" systemu - a to nie jest styl Putina, który dotąd swoich raczej odsuwał niż eliminował.

Hipoteza analityka brzmi tak: otoczenie prezydenta może celowo wpychać go w konfrontację nuklearną, licząc, że gdy Zachód odmówi rozmów z Putinem, ten sam się wycofa. "Zachód przyjmie to z ulgą, bo - ja to nazywam kryzysem kubańskim 2.0 - po prostu zmieni się frontman, z którym trzeba gadać". Jeśli świat zachodni jasno zasygnalizuje gotowość rozmów z każdym rosyjskim decydentem, ale nie z Putinem - użycie broni nuklearnej stanie się dla Kremla nieopłacalne.

Wojna, której nie da się już nazywać "operacją"

Zmienia się także język, którym Kreml opowiada wojnę własnemu społeczeństwu. Rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow publicznie przyznał niedawno, że to już nie "specjalna operacja wojskowa", lecz wojna. Korowaj zaznacza jednak, że na rosyjskiej prowincji ten przekaz funkcjonuje od dawna - z prostym uzasadnieniem: Rosja nie pokonuje Ukrainy, ponieważ walczy z całym Zachodem.

Analityk sygnalizuje też zmianę w polityce informacyjnej Warszawy w kontekście przekazywania Ukrainie pocisków do systemów Patriot. Jego zdaniem transparentność w sprawach pomocy wojskowej jest atutem, a nie zagrożeniem: "Nowoczesne państwo powinno umieć zarządzać zarówno informacjami niejawnymi, jak i jawnymi". Rosja i tak zdiagnozuje przekazywany sprzęt na polu walki, a ukrywanie pomocy jest sygnałem strachu przed Moskwą i przed własnym społeczeństwem.

Dwunasta runda

Zdaniem Korowaja Rosja weszła w decydującą fazę wyczerpania. Spadają jej zdolności do kształtowania polityki zewnętrznej, kurczą się zasoby dystrybuowane wewnątrz systemu, rośnie napięcie w regionalnych elitach oligarchicznych. "Już dochodzimy do dwunastej rundy tego pojedynku" - mówi. Rosja nie utrzyma wojny w obecnym wymiarze i musi coś zmienić - albo w Ukrainie, albo w samej strukturze władzy.

Pytanie nie brzmi już, czy nadejdzie przesilenie, lecz jaką formę przybierze: eskalację hybrydową połączoną z szantażem nuklearnym, wewnętrzną rekonfigurację władzy z Diuminem w tle, czy jedno i drugie równocześnie. Odpowiedź, jak sugeruje Korowaj, poznamy prawdopodobnie już tej jesieni.