Spór o rakiety PAC-3 dla Ukrainy. Generał Gromadziński ostrzega przed osłabieniem obrony Polski
Doniesienia o rzekomym przekazaniu Ukrainie w marcu pocisków do systemów Patriot z polskich zasobów wywołały w miniony weekend ostry spór polityczny. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział odtajnienie wszystkich donacji sprzętowych dla Kijowa, a generał broni Jarosław Gromadziński, prezes Defense Institute, ocenił w rozmowie z Układem Otwartym, że jeśli informacja się potwierdzi, będzie to poważny błąd osłabiający zdolności obronne kraju.
Kontrowersyjna donacja i sporny wątek kolejki produkcyjnej
Sprawa wypłynęła po wypowiedzi posła Krzysztofa Bosaka, który publicznie wskazał na możliwe przekazanie rakiet. Wkrótce Marcin Przydacz zadeklarował, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nie zostało poinformowane o operacji, a w przestrzeni medialnej pojawiła się dodatkowa informacja o rezygnacji Polski z miejsca w kolejce produkcyjnej u amerykańskiego producenta.
Gromadziński przypomina, że Polska przekazała Ukrainie łącznie 49 transz pomocy wojskowej - 44 za rządów Prawa i Sprawiedliwości oraz pięć za obecnej koalicji. Wśród nich znalazły się czołgi T-72 i PT-91 (według szacunków generała około 350 sztuk), bojowe wozy piechoty, armatohaubice, myśliwce MiG-29 oraz około 14 śmigłowców Mi-24.
Kluczowa różnica dotyczy jednak charakteru sprzętu. Wcześniejsze donacje obejmowały głównie uzbrojenie postsowieckie lub takie, które można było stosunkowo szybko zastąpić zakupami z USA i Korei Południowej. W przypadku pocisków PAC-3 - jak podkreśla generał - takiej możliwości nie ma.
Dlaczego PAC-3 to sprzęt strategiczny
Polska otrzymała dotąd dwie baterie Patriot, a pociski PAC-3 stanowią jedyny element polskiego arsenału zdolny do zwalczania rakiet balistycznych - według Gromadzińskiego największego zagrożenia ze strony Rosji. Jednostkowy koszt takiego pocisku sięga według dostępnych danych 6-7 milionów dolarów, a cykl produkcyjny wynosi od 24 do 36 miesięcy.
„To jest bardzo skomplikowany pocisk i długo się go produkuje. Stąd jest tak mało na rynku” - mówi generał. Amerykańska produkcja przed wybuchem wojny w Ukrainie wynosiła 350-500 sztuk rocznie, obecnie sięga 600, co wobec globalnego popytu - w tym intensywnego zużycia w konflikcie iranańsko-izraelskim oraz przez sojuszników w Zatoce Perskiej - pozostaje niewystarczające.
„Jeżeli przekazaliśmy te rakiety, uznaję to za błąd. Dlaczego? Bo pozbawiamy się zdolności. Nie ma czym ich zastąpić. Tu jest klucz” - ocenia Gromadziński. Jeśli dodatkowo prawdą okaże się utrata miejsca w kolejce produkcyjnej, straty stają się według niego podwójne: zdolności bojowej nie da się szybko odtworzyć.
Wątpliwa procedura decyzyjna
Generał zwraca uwagę na proceduralne aspekty sprawy. Wśród 49 transz jedna z ostatnich - oznaczona numerem 46, z marca - opiewa według doniesień na 200 milionów euro. Gromadziński pyta, dlaczego decyzja o przekazaniu tak strategicznego sprzętu nie została uzgodniona na poziomie rządowo-prezydenckim.
„Jeżeli Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wiedziało, to minister Przydacz by nie używał tego argumentu, bo byłby zapoznany z tą sprawą” - stwierdza. Jednocześnie sam fakt wycieku informacji wskazuje jego zdaniem na problem ze szczelnością systemu i rodzi pytania o działanie Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Zgodnie z opisem procedury, którą generał zna z okresu służby w międzynarodowym zespole ds. pomocy Ukrainie, każda donacja wymaga zatwierdzenia w Ministerstwie Obrony Narodowej i Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a strażnikiem zapasów mobilizacyjnych pozostaje szef Sztabu Generalnego. „Poniżej pewnego poziomu nie możemy zejść, bo tracimy zdolność do prowadzenia działań obronnych” - przypomina Gromadziński.
Polityczna gra zamiast merytorycznej debaty
Generał krytycznie ocenia sposób prowadzenia sporu przez obie strony sceny politycznej. Zapowiedź odtajnienia wszystkich donacji określa jako „próbę ucieczki w przód” i przykrycia problemu, a nie jego rozwiązania.
„Te sprawy nie powinny stanowić gry politycznej. Powinny być załatwiane w kuluarach” - mówi. Postuluje powołanie „okrągłego stołu nad bezpieczeństwem” i podpisanie „konstytucji bezpieczeństwa”, która wyłączyłaby sprawy obronne z bieżącej rywalizacji politycznej.
Krytycznie odnosi się także do sugestii, by parlament był informowany o każdej donacji. Wskazuje jednak, że sejmowa i senacka komisja obrony mogły - i powinny - inicjować zamknięte posiedzenia poświęcone temu tematowi. Ich brak świadczy według niego o głębszym problemie z kontrolą polityczną nad polityką obronną.
Pomoc dla Ukrainy - tak, ale z jasnym limitem
Gromadziński jednoznacznie opowiada się za kontynuacją wsparcia dla Ukrainy. Przypomina, że polskie donacje w krytycznym okresie 2022 roku - zwłaszcza czołgów T-72 i PT-91 - miały fundamentalne znaczenie dla przetrwania ukraińskiej armii.
„Nasza pomoc była najbardziej żywotna w najbardziej krytycznym czasie i dzięki temu Ukraina miała możliwość przetrwania” - ocenia. Podkreśla, że Ukraińcy znali te platformy, dysponowali częściami zamiennymi i amunicją, co pozwoliło natychmiast wprowadzić sprzęt do walki - w odróżnieniu od symbolicznych dostaw z niektórych państw zachodnich.
Zasadnicza granica przebiega jednak przy zdolnościach, których nie można szybko odtworzyć. „Naszym najważniejszym celem jest obrona i ochrona naszego kraju. Nie możemy pozbawiać się zdolności poprzez oddanie specjalistycznego sprzętu do zwalczania rakiet balistycznych” - mówi generał.
Wskazuje, że Patriotów używa wiele państw położonych głębiej w Europie - Niemcy, Włochy, Hiszpania, Grecja, Wielka Brytania - i to one powinny rotować zapasy na rzecz Ukrainy. „Polska jest pierwszym murem osłony, pierwszą linią obrony. Musimy posiadać znaczną ilość tej amunicji” - zaznacza.
Priorytety modernizacyjne i pytania o wydatki
Generał wskazuje trzy priorytetowe obszary rozwoju polskich sił zbrojnych: zintegrowaną obronę powietrzną (przeciwlotniczą, przeciwrakietową i przeciwdronową), zdolności wojsk lądowych oraz uderzenia głębokie z wykorzystaniem wyrzutni K239 Chunmoo i HIMARS.
Krytycznie ocenia sposób wydatkowania środków z pożyczki SAFE - 44 miliardów euro. „Pieniądze zostały podzielone po równo, każdemu wszystko rozsypano, a nie rozwiązano żadnego problemu” - mówi. Za błąd uznaje zamówienie tylko 146 borsuków, gdy - jak twierdzi - zakup rzędu tysiąca sztuk mógłby uczynić z tego pojazdu polski produkt eksportowy.
Wątpliwości budzi też finansowanie zakupu 300 tysięcy hełmów z pożyczki interwencyjnej zamiast z bieżącego budżetu MON. „To znaczy, że ktoś łata dziury. Nie ma planowego programu SPJ” - ocenia. Zwraca uwagę na kurczące się środki na aktywną rezerwę w budżecie na 2026 rok - z pułapu 30 tysięcy do 3 tysięcy etatów.
Sprzeczność w rządowym przekazie
Generał wskazuje na sprzeczność między publicznymi ostrzeżeniami premiera Donalda Tuska i wicepremierów o możliwym ataku na państwo flankowe NATO a jednoczesnymi doniesieniami o przekazywaniu Ukrainie sprzętu strategicznego dla polskiej obrony.
„Jeżeli rząd mówi, że jest zagrożenie - co zrobił? Zwiększył mobilizację, przestawił zakłady na produkcję wojenną, przygotował społeczeństwo?” - pyta. Sam ocenia ryzyko konwencjonalnego ataku na Polskę jako niskie, wskazując zamiast tego na realne zagrożenie działaniami hybrydowymi, sabotażem i dywersją, na które szczególnie narażone są państwa bałtyckie.
Postuluje utworzenie rządowego centrum komunikacji strategicznej, które ujednolicałoby przekaz władz w kwestiach bezpieczeństwa. Równolegle rekomenduje wprowadzenie powszechnej służby państwu - obowiązkowego trzymiesięcznego szkolenia podstawowego dla mężczyzn, z możliwością późniejszego przydziału do wojska, straży pożarnej, policji, obrony cywilnej lub służby zdrowia. Odpowiedni raport został opracowany pod patronatem Instytutu Sobieskiego i Instytutu Wschodniej Flanki.
Pragmatyzm w relacjach z Kijowem
Odnosząc się do napięć polsko-ukraińskich, w tym sporu o Wołyń, Gromadziński zaleca oddzielenie polityki od emocji społecznych. Nasilenie antagonizmów przypisuje wewnętrznej sytuacji politycznej na Ukrainie i zbliżającym się wyborom prezydenckim.
Postuluje przejście od modelu darowizn do sprzedaży sprzętu - z finansowaniem pozyskiwanym przez Ukrainę w Europie. „Nie bądźmy pruderyjni. Cały świat przyjmuje stanowisko, że wojna jest jednym wielkim biznesem” - mówi generał, wskazując, że Ukraina kupuje uzbrojenie w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Szwecji, płacąc za nie z zewnętrznych źródeł finansowania.
Podkreśla wartość eksportową polskich produktów wykorzystywanych już na froncie - armatohaubic Krab, transporterów Rosomak i moździerzy Rak. Ich sprawdzenie w warunkach bojowych powinno być według niego argumentem w rozmowach o dalszych zakupach ukraińskich w polskich zakładach.
Kontekst
Sprawa rzekomego przekazania pocisków PAC-3 wpisuje się w rok przedwyborczy oraz w okres pogorszonych relacji polsko-ukraińskich. Do momentu rejestracji rozmowy rząd oficjalnie nie potwierdził ani nie zdementował doniesień. Gromadziński deklaruje, że chce wierzyć, iż informacja okaże się nieprawdziwa, a „wszystkie systemy i bezpieczniki związane z obroną naszego kraju” zadziałały. Zapowiedziane przez ministra Kosiniaka-Kamysza odtajnienie donacji ma pozwolić rozstrzygnąć spór - nie zdejmuje jednak z rządu obowiązku odpowiedzi na fundamentalne pytanie: gdzie przebiega granica między solidarnością z Ukrainą a bezpieczeństwem Rzeczypospolitej.