Rosja wprowadza godzinę policyjną przy granicy z Estonią
Rosyjska służba graniczna wprowadziła nocną godzinę policyjną w rejonach przygranicznych obwodu leningradzkiego tuż przy granicy z Estonią - informacja o tym pojawiła się w otwartych źródłach w poniedziałek późnym popołudniem, w trakcie nagrywania rozmowy z profesorem Andrew Michtą z Uniwersytetu Florydy. Zdaniem eksperta, jeśli doniesienia się potwierdzą, oznacza to gwałtowny wzrost napięcia na granicy - w miejscu uznawanym za jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy testowania spójności NATO przez Moskwę.
Godzina policyjna i wzrost napięcia
Według komunikatu przypisywanego zarządowi granicznemu FSB dla Sankt Petersburga i obwodu leningradzkiego, w dniach od 16 do 26 września w przygranicznych rejonach słanceńskim i kingiseppskim mają być prowadzone działania „mające na celu zapobieganie przestępstwom w sferze przygranicznej i migracyjnej, a także ochronę zasobów biologicznych”. W nocy w tym obszarze nie mogą pojawiać się ludzie, samochody, broń ani łodzie na rzece.
Michta zwrócił uwagę, że data publikacji komunikatu budzi pytania - działania miałyby ruszyć już 16 września, a informacja pojawiła się dopiero teraz. „Jeżeli to się potwierdzi, to znaczy, że napięcie na granicy z Estonią idzie w górę kilkakrotnie w tej chwili” - ocenił.
Ekspert przestrzegał jednocześnie przed nadinterpretacją. Nawet jeśli Rosjanie nie zdecydują się na ruch, jego zdaniem mamy do czynienia z próbą zastraszenia. „Nawet jeżeli nie zdecydują się ruszyć, jest to intimidation, to znaczy jest to próba zastraszania ze strony rosyjskiej” - powiedział, porównując sytuację do koncentracji sił przed inwazją na Ukrainę w 2022 roku.
Narwa jako punkt zapalny
Michta przypomniał, że kilka lat temu prowadził projekt symulacyjny wspólnie z Mitre Corporation, dotyczący scenariuszy zagrożenia na flance NATO. Scenariusz estoński - a konkretnie Narwy - uznał za jeden z najbardziej prawdopodobnych sposobów uderzenia w spójność Sojuszu.
Narwa to graniczne miasto, w którym dominuje ludność rosyjskojęzyczna. „Narwa to jest de facto rosyjskojęzyczne czy rosyjskie getto w sensie społeczności, która się tam znajduje. Bardzo silna narodowa identyfikacja z Rosją” - mówił ekspert. Zwrócił uwagę, że Rosja przyjęła prawo, zgodnie z którym uznaje się za odpowiedzialną za los rosyjskojęzycznych społeczności poza terytorium Federacji.
Zdaniem Michty, kryzys wywołany przez Rosję w Narwie postawiłby Sojusz przed koniecznością szybkiej decyzji, na którą - szczególnie Europa - nie jest przygotowany. Gdyby doszło do przerwania granicy, nawet przy udziale „zielonych ludzików” bez oznaczeń, tak jak na Krymie, byłby to według niego bezpośredni atak na terytorium Sojuszu, uruchamiający artykuł piąty.
Ekspert wskazał, że sytuacja państw bałtyckich zmieniła się na korzyść po wejściu Finlandii i Szwecji do NATO. Wcześniej analitycy - w tym RAND Corporation - oceniali, że kraje bałtyckie są praktycznie nie do obrony bez stacjonowania nawet siedmiu ciężkich brygad amerykańskich. Obecność Finów i Szwedów w Sojuszu zapewnia głębię strategiczną, której wcześniej brakowało.
Amerykańskie bazy w Polsce
Rozmowa dotyczyła również deklaracji prezydenta Donalda Trumpa, który we wpisie w serwisie Truth Social zapowiedział zbliżanie się do stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Michta ocenił tę informację jako poważną, choć zastrzegł, że komentowanie szczegółów trwających negocjacji bilateralnych byłoby nieodpowiedzialne.
„Stany potrzebują stałej bazy w Polsce, przynajmniej jedna ciężka brygada, lepiej żeby było jej dwie” - powiedział, dodając, że korzystne byłyby także instalacje amerykańskie na osi nordycko-bałtyckiej oraz w Rumunii. Podkreślił, że ostateczna decyzja należy do prezydenta jako głównodowodzącego sił zbrojnych USA.
Ekspert wskazał, że plany zbiegają się z zapowiadaną redukcją personelu amerykańskiego w Europie - jego zdaniem rzędu 20-25 tysięcy żołnierzy, czyli około 20-25 procent obecnego stanu. Wojska pozostające w Europie mają zostać przesunięte, a bazy niemieckie, takie jak Landstuhl czy Hohenfels, pozostaną ośrodkami wsparcia i ćwiczeń. Realizacja stałej obecności w Polsce wymaga jednak inwestycji w infrastrukturę - drogi, zaplecze, a także szkoły dla rodzin wojskowych.
Michta zaznaczył, że tempo zależy od gotowości strony polskiej. „W jakim stopniu Polska jest przygotowana do przyjęcia stałej obecności” - to pytanie, które według niego należy kierować do polskiego rządu. Ostrzegł zarazem, że napięta sytuacja na flance może przyspieszyć finalizację decyzji.
Szerszy kontekst strategiczny
Ekspert powołał się na wyciek dokumentów z francuskiego posiedzenia rządowego z udziałem prezydenta Emmanuela Macrona, według których Francuzi spodziewają się poważnej konfrontacji Sojuszu z Rosją najpóźniej w 2030 roku, a nawet jesienią 2027. To pokrywa się z wcześniejszymi ostrzeżeniami głównodowodzącego sił NATO, generała Grynkewicha, o możliwości wojny na dwóch teatrach w 2027 roku.
Michta ocenił, że Władimir Putin nie ma odwrotu, jeśli chce zachować władzę. Nawet zawieszenie broni byłoby dla niego niebezpieczne wobec ceny, jaką Rosja zapłaciła w ludziach i zniszczeniach. „Putin wierzy w to, że on odbudowuje imperium” - powiedział ekspert, dodając, że parcie ze strony Kremla będzie się nasilać.
Zdaniem Michty, sam potencjał rosyjski - przy założeniu, że nic nie dzieje się na innych teatrach - nie pozwala obecnie na większą operację poza Ukrainą. Armia rosyjska jest związana walkami. Sytuacja zmienia się jednak, gdy uwzględni się konflikt na Bliskim Wschodzie i napięcia w Indo-Pacyfiku, które wiążą siły amerykańskie i zmieniają względny balans sił.
Ekspert zwrócił uwagę, że Rosjanie przesunęli struktury wojskowe bliżej granicy fińskiej, tworząc drugi obszar nacisku. „Rosjanie naciskają w kilku miejscach, tworząc poczucie zagrożenia wewnątrz sojuszu i tak naprawdę testując, co sojusz jest w stanie zrobić” - powiedział.
Wezwanie do zdecydowanej reakcji
Michta krytycznie ocenił dotychczasową postawę Sojuszu, w tym słowa sekretarza generalnego Marka Rutte o eskortowaniu rosyjskich samolotów naruszających przestrzeń powietrzną Estonii zamiast ich zestrzelenia. „To jest okazanie słabości” - stwierdził. Jego zdaniem Putin zachowuje się jak „uliczny gangster” i dopóki nie spotka się z realną odpowiedzią, będzie kontynuował presję.
Ekspert wezwał do gotowości reakcji kinetycznej na kinetyczny atak i podkreślił, że odstraszanie musi działać, a nie być jedynie przedmiotem deklaracji. Zaapelował o zaprzestanie mówienia o „wojnie hybrydowej” w sytuacji, gdy - jak ocenił - Rosjanie znajdują się już w fazie zerowej lub pierwszej konfliktu według teorii wojskowej USA.
Michta wielokrotnie podkreślał znaczenie jedności politycznej. „W tym momencie żaden polityk państwa europejskiego nie powinien mieć wypowiedzi, które podważają solidarność sojuszniczą albo które kwestionują wartość artykułu 5” - powiedział. W Polsce apelował o współpracę między Pałacem Prezydenckim a rządem, zwłaszcza w kontekście finalizacji bazy amerykańskiej, która wymaga decyzji budżetowych i działań agencji rządowych.
W rozmowie padło odniesienie do niejasnej wypowiedzi byłego ministra obrony Mariusza Błaszczaka na temat ewentualnego wysłania polskich wojsk w obronie państw bałtyckich. Michta wyraził nadzieję, że politycy - zarówno rządu, jak i opozycji - nie będą się wypowiadać w sposób osłabiający jednoznaczność komunikatu.
Tło i perspektywa
Ekspert wskazał na środek ciężkości potencjalnego konfliktu w korytarzu nordycko-bałtycko-środkowoeuropejskim i wezwał Polskę do przyjęcia wiodącej roli w budowie zintegrowanych struktur bezpieczeństwa regionalnego pod parasolem NATO. Podkreślił, że Sojusz Północnoatlantycki pozostaje jedyną funkcjonującą strukturą obronną w Europie, z wypracowanymi procedurami i środkami.
Michta zwrócił uwagę, że plany ewentualnościowe istnieją - Dowództwo Europejskie pracuje nad nimi od 2022 roku, a podczas szczytu w Wilnie zostały przyjęte przez wszystkie państwa członkowskie. Zaznaczył jednak, że każda ocena wywiadowcza musi uwzględniać niewiadomą: incydent kinetyczny, który przez błąd lub eskalację może dramatycznie zmienić kalkulacje.
Ekspert opowiedział się za wprowadzeniem w Polsce narodowej służby wojskowej, budową rezerw oraz rozwojem obrony cywilnej. Wezwał również do budowy zdolności do walki na głębię - zdolności zadania przeciwnikowi strat na jego własnym terytorium, a nie wyłącznie do reagowania na terytorium Polski. „Bezpieczeństwo narodowe to jest nieredukowalna funkcja państwa. Tu nie chodzi o gry polityczne” - podsumował.
Rozmowa była nagrywana w poniedziałek późnym popołudniem czasu polskiego. Doniesienia o godzinie policyjnej po rosyjskiej stronie granicy pojawiały się wówczas w otwartych źródłach, głównie w serwisie X, i nie zostały jeszcze potwierdzone w polskich mediach - co, jak zastrzegł prowadzący, nie oznacza, że są nieprawdziwe.