Rosjanin w Polsce: w elitach Putina widać pierwsze pęknięcia. Salnikov o strachu, wojnie i Rosjanach
Rosjanin w Polsce: w elitach Putina widać pierwsze pęknięcia
Denis Salnikow, rosyjski emigrant mieszkający w Polsce od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, w rozmowie opublikowanej w kanale otwartym opisuje sygnały świadczące o napięciach na Kremlu, mechanizmy działania rosyjskiego państwa fasadowego oraz powody, dla których zdecydował się opuścić Rosję w 2022 roku. Jego diagnoza jest jednoznaczna: reżim Putina umacnia się na nowych elitach wojennych, a szanse na demokratyczny zwrot w Rosji są niewielkie nawet po odejściu obecnego przywódcy.
Pierwsze pęknięcia w otoczeniu Kremla
Salnikow zwraca uwagę na nietypowe zachowanie Elwiry Nabiulliny, prezeski Banku Centralnego Rosji, którą określa jako „architektkę tego, że reżim rosyjski utrzymał się po sankcjach w 2022 roku”. Szefowa banku nie pojawiła się na Petersburskim Forum Ekonomicznym ani na kilku innych konferencjach. Nie wzięła także udziału w omówieniu obniżenia stopy procentowej przez Bank Centralny.
Oficjalnym powodem jest zwolnienie lekarskie, jednak - jak zauważa rozmówca - w marcu kończy się jej ostatnia możliwa kadencja na tym stanowisku. „To trochę wygląda jak demarche” - ocenia Salnikow, przypominając, że Nabiullina od początku wojny demonstrowała dystans wobec konfliktu, m.in. rezygnując z charakterystycznych broszek i pojawiając się na konferencjach prasowych w czarnym ubraniu.
Sam Putin natomiast po okresie ograniczonej widoczności na początku roku, zwłaszcza po zabiciu przywódcy Hezbollahu Hassana Nasrallaha, zaczął częściej pojawiać się publicznie. Wziął udział w Petersburskim Forum Ekonomicznym, mimo że samo miasto zostało wówczas zaatakowane przez ukraińskie drony.
Nowe elity wojenne fundamentem reżimu
Salnikow przestrzega przed nadinterpretacją tych sygnałów, którą jego zdaniem uprawia część mediów zachodnich. Wskazuje, że od początku wojny w Rosji ukształtowały się nowe elity, które skorzystały na redystrybucji majątku po wycofujących się firmach zachodnich.
Liczba rosyjskich oligarchów na liście Forbesa wzrosła od początku wojny niemal dwukrotnie. „To dobry wskaźnik tego, że ma miejsce redystrybucja dostępu do dużych pieniędzy” - mówi rozmówca. Największe spółki technologiczne - Yandex, T-Bank, mail.ru, VKontakte - przejęli ludzie z otoczenia Putina, znani mu jeszcze z Petersburga lat 90.
VKontakte staje się obecnie fundamentem „suwerennego internetu”, budując alternatywy dla zablokowanego YouTube'a oraz nowy komunikator Max, propagowany jako zamiennik Telegrama. Telegram pozostaje dostępny wyłącznie przez VPN, a kolejne aplikacje VPN są systematycznie blokowane. Salnikow widział już sprawy sądowe - głównie narkotykowe - w których sam fakt korzystania z VPN był traktowany jako okoliczność obciążająca.
Architektura państwa fasadowego
Rozmówca opisuje rosyjski system władzy jako wielowarstwowy mechanizm odcinający obywateli od wpływu na państwo. W 2004 roku zniesiono wybory gubernatorów, w latach 2010. - wybory prezydentów większości miast. W ubiegłym roku weszły w życie przepisy znoszące samorządy lokalne; po ich pełnym wdrożeniu we wrześniu zniknąć ma - według Salnikowa - nawet 99 procent stanowisk publicznych obsadzanych dotąd w wyborach.
Druga warstwa to aparat państwowy działający jak „zamknięta sekta”. Salnikow powołuje się tu na książkę „Współwinni” Aleksandry Prokopienko, byłej pracowniczki Banku Centralnego, dziś analityczki Carnegie Berlin. Technokraci wchodzący w system z dobrymi intencjami szybko tracą podmiotowość. „Racjonalizują to: nie wspieramy wojny, robimy tak, żeby gospodarka się nie zawaliła; nie wysyłamy ludzi na front, dbamy tylko, by mobilizacja nie była chaosem” - opisuje rozmówca.
Wyjście z systemu jest jednokierunkowe. Po wybuchu wojny kilku ministrów „wypadło z okien lub popełniło samobójstwo”. Salnikow odwołuje się też do własnych obserwacji: jako absolwent prawa widział, jak koledzy ze studiów, krytyczni wobec władzy w prywatnych rozmowach, po wejściu do administracji lub sądownictwa zaczynali akceptować reguły gry, które wcześniej odrzucali.
Społeczeństwo, które zawiodło
Salnikow podkreśla, że opuścił Rosję dwukrotnie z różnych powodów. „W 2016 roku wyjechałem z powodu państwa, bo byłem rozczarowany państwem, a w 2022 roku wyjechałem z powodu społeczeństwa” - mówi. Decydujące były obserwacje po krótkim powrocie do kraju z Armenii w pierwszych tygodniach wojny: projekcje litery „Z” na diabelskim młynie w Krasnodarze, hasła „Rosja przeciwko faszyzmowi”, „swoich nie porzucamy” oraz znajomi zmieniający zdjęcia w mediach społecznościowych na prowojenne symbole.
Według jego szacunków wojnę popiera nie więcej niż 30-40 procent Rosjan. Wskazuje jednak na cyniczne zjawiska społeczne, w tym statystyki rozwodów - według przywoływanych przez niego danych w Rosji na 10 zawieranych małżeństw przypada 8 rozwodów, a w 40 procentach przypadków podawanym powodem są kwestie finansowe. To, jak twierdzi, jeden z czynników tłumaczących, dlaczego część rodzin akceptuje wysyłanie mężczyzn na front w zamian za świadczenia pieniężne.
Rozmówca opisuje też mechanizm rekompensat dla wdów po poległych: dzieci dostają miejsca w lepszych szkołach, rodziny - większe mieszkania. „To cyniczne podejście do rodziny i cyniczne podejście do życia” - komentuje, zastrzegając, że nie chce uogólniać tych przykładów na całe rosyjskie społeczeństwo.
Emigracja i kapitał ludzki
Po lutym 2022 roku Rosję opuściło - według różnych szacunków - od miliona do 1,1 miliona osób. Około 350 tysięcy z nich wróciło, nie radząc sobie z wymuszoną emigracją. W sektorze IT za granicą znalazło się - według oficjalnych danych - co najmniej 100 tysięcy specjalistów; Salnikow ocenia, że realna liczba może sięgać 200-300 tysięcy.
To znacząca strata dla państwa, którego sektor cyfrowy paradoksalnie pozostaje rozwinięty. System płatności Mir, krajowy odpowiednik SWIFT i rozbudowane usługi cyfrowe pozwoliły rosyjskiej gospodarce przetrwać odcięcie od Visa, Mastercard i międzynarodowych systemów rozliczeniowych. Około 90 procent codziennych transakcji odbywa się dziś w Rosji bezgotówkowo.
W kontekście wojny dronowej Salnikow przywołuje konsensus analityków: Ukraina ma przewagę w innowacjach, Rosja - w skalowaniu produkcji. Irańskie drony Shahed produkowane są pod nazwą „Gerań” w Kazaniu, oddalonym od granicy z Ukrainą o ponad 1500 kilometrów. To samo Tatarstan jest siedzibą Innopolis - postsowieckiej próby zbudowania rosyjskiej Doliny Krzemowej, której absolwentów dziś wchłania gospodarka wojenna.
Strach przed buntem i strategia Kremla
Salnikow nie wierzy w bunt oligarchów. „Gdyby tacy ludzie byli wśród elit, to by się już wydarzyło w 2022 roku” - ocenia, odnosząc się do nieudanej rebelii Jewgienija Prigożyna. Sankcje personalne, jego zdaniem, skonsolidowały elity wokół Putina, ponieważ na Zachodzie odebrano im majątki, a Kreml oferuje schronienie i ochronę.
Większy potencjał destabilizacji widzi w żołnierzach wracających z frontu. Wśród blogerów wojennych narasta poczucie, że państwo ich zawiodło - choćby przez odcięcie Telegrama i Discorda, używanych przez wojsko. Jednocześnie Salnikow ostrzega przed myśleniem życzeniowym: Rosja w ostatnich stuleciach przegrała wiele wojen, ale tylko dwie lub trzy doprowadziły do realnych zmian wewnętrznych.
Według niego zmiana wymaga równoczesnego zaistnienia trzech czynników: pęknięcia wewnątrz władzy, niezadowolenia w wojsku oraz rezygnacji części służb z monopolu na przemoc. Tak było w 1917 roku po abdykacji cara Mikołaja II.
Ryzyko eskalacji wobec NATO
Salnikow nie wyklucza, że Putin może zdecydować się na ryzykowne kroki wobec państw NATO, choć raczej w formie operacji hybrydowych i scenariusza „zielonych ludzików” niż otwartej inwazji kolumn pancernych. „Putin jest ryzykantem, osobą otwartą na podejmowanie ryzykownych decyzji” - ocenia.
Tłumaczy też światopogląd rosyjskiego przywódcy: Putin nie wierzy w podmiotowość jednostek ani społeczeństw. Rewolucje w Gruzji, Ukrainie czy Arabska Wiosna są dla niego operacjami specjalnymi obcych państw. Tak samo postrzega rozszerzenie NATO - nie jako proces oparty na suwerennych decyzjach krajów Europy Środkowej i Wschodniej, lecz jako jednostronną ekspansję Zachodu, którą można negocjacyjnie cofnąć.
Wojna w Ukrainie nie jest, zdaniem rozmówcy, sporem o terytorium. „Rosja ma 1/8 terytorium świata, w dużej części niezagospodarowanego” - argumentuje. Putinowi chodzi o niedopuszczenie do istnienia demokratycznej, sąsiedniej Ukrainy, podobnie jak wcześniej nie mógł zaakceptować demokratycznej Gruzji przed 2008 rokiem.
Polska jako wybór
Salnikow stara się o polskie obywatelstwo. Po jego otrzymaniu zamierza wstąpić do Wojsk Obrony Terytorialnej. Odrzuca pojawiające się w polskiej debacie głosy, że w razie rosyjskiego ataku lepiej zaakceptować okupację i prowadzić partyzantkę. Powołuje się na doświadczenia Mariupola i Melitopola, gdzie - jak mówi - działalność partyzancka została szybko stłumiona przez „podwały FSB, katowanie ludzi i masowe rozstrzeliwania”.
Polskę odwiedził po raz pierwszy w 2014 roku i wtedy zaczął myśleć o przeprowadzce. Imponował mu skok rozwojowy kraju, który na początku lat 90. znajdował się na podobnym poziomie gospodarczym co Rosja, Ukraina i Białoruś. Po pobytach na Cyprze i w Niemczech wrócił do Rosji w 2020 roku - co dziś uważa za błąd - a wyjechał ostatecznie w 2022. Ukończył Szkołę Przywództwa Instytutu Wolności, którą określa jako kluczowy krok integracji ze społeczeństwem polskim.
Rozmowa Denisa Salnikowa to rzadki głos Rosjanina opisującego mechanizmy rodzimego państwa z perspektywy zarówno osobistego doświadczenia, jak i wiedzy zawodowej z branży konsultingu organizacyjnego. Jego diagnoza jest ostrzeżeniem: nawet jeśli w otoczeniu Putina widać pęknięcia, system reżimu opiera się dziś na nowych beneficjentach wojny, a społeczeństwo rosyjskie — według wskazywanych przez niego badań - coraz słabiej identyfikuje się z demokracją jako optymalnym ustrojem. Wśród Rosjan poniżej 30. roku życia demokracja wciąż cieszy się relatywnym poparciem, ale w całym społeczeństwie uznaje ją za optymalną zaledwie 12-15 procent obywateli, wobec około 50 procent w 1991 roku.