Rosyjski oficer grozi Putinowi. "Armia zwróci broń przeciwko Kremlowi"
Aleksandr Łunin, rosyjski żołnierz i były dowódca batalionu ochotniczego, opublikował nagranie, w którym zażądał osobistego spotkania z Władimirem Putinem i zapowiedział, że w razie odmowy "armia zwróci broń przeciwko Kremlowi". Wideo osiągnęło 15 milionów wyświetleń, a jego autor został aresztowany na 11 dni. Sprawa stała się jednym z najgłośniejszych sygnałów rosnącego niezadowolenia w rosyjskiej armii i społeczeństwie w trakcie trwającej wojny z Ukrainą.
W rozmowie w "Kanale Otwartym" prowadzonej przez Kamilę Baranowską nastroje w Rosji analizował Grzegorz Ślubowski, były konsul generalny w Petersburgu. Według niego sprawa Łunina przypomina przypadek Jewgienija Prigożyna - z tą różnicą, że za szefem Grupy Wagnera stała prywatna armia, a za Łuninem nie widać żadnego zaplecza. "To jest taka próba rozpaczy i pewnie tak myśli wielu" - ocenił Ślubowski. Reakcja władz była błyskawiczna, co jego zdaniem pokazuje, że aparat represji w Rosji działa sprawnie, choć "coraz częściej na oślep".
Niezadowolenie w armii i społeczeństwie
Łunin w swoim nagraniu wskazywał na korupcję w szeregach dowódczych, konieczność wykupywania się i nieskuteczność prowadzenia wojny. To zarzuty zbieżne z tymi, które wcześniej formułował Prigożyn. Ślubowski podkreśla, że niezadowolenie wśród oficerów średniego i wyższego szczebla jest "ogromne", a Łunin stanowi jego głośny wyraz. Jednocześnie ocenia, że ryzyko realnego buntu w armii pozostaje niskie - nie ma dziś w Rosji zorganizowanej grupy zdolnej do takiej operacji.
Zmieniła się natomiast sytuacja w rosyjskich miastach. Półtora roku temu, gdy Ślubowski kończył pracę w Petersburgu, mieszkańcy żyli w bańce - wojna była obecna wyłącznie w telewizji. Dziś docierają do nich konsekwencje ukraińskich uderzeń: braki paliwa, kolejki na stacjach, a w niektórych regionach - całkowity brak benzyny dla odbiorców indywidualnych. Na Krymie paliwo sprzedawane jest już wyłącznie dla transportu publicznego.
W czerwcu, podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu, w którym uczestniczył Putin, nad miastem płonęła zaatakowana przez drony przetwórnia ropy. Część metropolii została zamknięta. Władze próbowały tłumaczyć braki paliwa sezonem wakacyjnym, ale sam Putin na zjeździe Jednej Rosji przyznał, że problemem są skuteczne ukraińskie ataki dronowe. To, według Ślubowskiego, sygnał, że narracja o łatwym zwycięstwie staje się dla Kremla nie do utrzymania.
"Prawdziwa elita" według Putina
Putin podczas tego samego wystąpienia nazwał żołnierzy walczących w Ukrainie "prawdziwą elitą Rosji". Kreml konsekwentnie próbuje zbudować nową warstwę kierowniczą państwa z weteranów tzw. specjalnej operacji wojskowej. Ślubowski obserwował to zjawisko już w Petersburgu, gdzie na stanowiska w administracji trafiali ludzie bez kwalifikacji, mający za sobą jedynie udział w walkach, m.in. w Mariupolu. Symbolem tej polityki stał się Artiom Żoga, mianowany przez Putina pełnomocnikiem prezydenta w Uralskim Okręgu Federalnym.
Tworzony jest też panteon nowych bohaterów. Ślubowski przytoczył historię ze szkoły w Uchcie, której patronem ustanowiono byłego ucznia poległego w Ukrainie. Jak się okazało, mężczyzna trafił na front prosto z więzienia, gdzie odbywał karę za gwałt. "Nauczyciele nie byli szczególnie zadowoleni, że takiego bohatera im narzucono" - relacjonował.
Strategia ma swoje koszty. Według badań Centrum Lewady blisko 40 procent Rosjan postrzega weteranów operacji specjalnej jako osoby psychicznie okaleczone i obawia się wzrostu przestępczości po ich powrocie z frontu. Ślubowski przywołał scenę ze sklepu osiedlowego w Petersburgu, gdzie mężczyzna podający się za weterana próbował wymusić na sprzedawczyniach darmowe produkty. Okazał się oszustem, ale incydent pokazuje, że status weterana stał się w Rosji formą społecznej legitymacji.
Opozycja "z patriotów"
Zdaniem Ślubowskiego najpoważniejsza opozycja wobec Kremla nie wywodzi się dziś ze środowisk liberalnych, które są praktycznie zlikwidowane. Tworzą ją tak zwani z-patrioci - ludzie tacy jak Igor Strielkow, więziony za krytykę władz, czy właśnie Łunin. Oskarżają Kreml o korupcję i nieudolne prowadzenie wojny, ale jednocześnie domagają się jej eskalacji i wizji Rosji jako mocarstwa sięgającego dalej niż Kijów. "Warszawa, Berlin, dawajcie dalej" - tak Ślubowski streścił ich postulaty.
To środowisko może okazać się dla Putina najgroźniejsze. Jeśli weterani wrócą z frontu z poczuciem, że wojny nie wygrali, obwiniać będą Kreml - jeśli nie samego prezydenta, to jego otoczenie. W rosyjskiej tradycji politycznej cara się nie atakuje, atakuje się jego ministrów. Łunin domagał się rozmowy z Putinem właśnie po to, by - jak twierdził - powiedzieć mu prawdę o stanie armii.
Pułapka bez wyjścia
Ślubowski ocenia, że Putin znalazł się w sytuacji bez dobrych opcji. Pełne militarne zwycięstwo jest poza zasięgiem Rosji, a odejście od władzy bez gwarancji bezpieczeństwa - jakie sam zapewnił w swoim czasie Borysowi Jelcynowi - byłoby dla niego ryzykowne. Eskalacja również ma swoje limity: Białoruś, mimo nacisków Putina podczas niedawnego spotkania z Aleksandrem Łukaszenką w Wałdaju, nie chce wejść do wojny. Powszechna mobilizacja groziłaby załamaniem milczącej umowy społecznej z mieszkańcami dużych miast, a użycie broni jądrowej pozostaje, mimo retoryki propagandystów takich jak Władimir Sołowjow, wariantem o ogromnych kosztach politycznych i ekonomicznych.
Co czeka samego Łunina? Ślubowski wskazuje dwa scenariusze: szybkie nagranie odwołujące zarzuty albo przedłużenie aresztu i zesłanie do kolonii karnej za "zniesławienie armii". Niezależnie od osobistego losu byłego dowódcy, jego głos traktuje jako sygnał szerszego zjawiska. Środowisko, które uwierzyło w mocarstwową wizję Putina, dostrzega coraz wyraźniej, że decyzja o pełnoskalowej wojnie z Ukrainą może zakończyć się dla Rosji bardzo niekorzystnie. A takich głosów - przewiduje były konsul - będzie przybywać.