Rosyjskie elity szukają w średniowieczu uzasadnienia dla wojny
Wpływowy rosyjski geopolityk Timofiej Bordaczow w wydanej dwa lata temu w Federacji Rosyjskiej książce „Strategia Rusi Moskiewskiej” dowodzi, że rdzeń rosyjskiej kultury strategicznej ukształtował się między XIII a XV wiekiem - a jego historyczna narracja stanowi intelektualne uzasadnienie dla dzisiejszego modelu państwa scentralizowanego, spersonalizowanego i zmilitaryzowanego. Analizy tej publikacji dokonał dr Michał Sadłowski z Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską, wskazując, że dzieło krąży w najwyższych kręgach władzy i wojennego wysiłku Rosji.
Kim jest autor i dlaczego jego głos się liczy
Bordaczow to politolog i specjalista od stosunków międzynarodowych, dyrektor programowy klubu wałdajskiego oraz pracownik naukowy Wyższej Szkoły Ekonomiki - uczelni, która, jak zauważa Sadłowski, „staje się jednym z głównych uniwersytetów, które wspierają informacyjnie, intelektualnie, naukowo i ekspercko cały ten rosyjski wysiłek wojenny”.
Autor jest współpracownikiem i uczniem Siergieja Karaganowa, jednego z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich geostrategów. Wagę książki podkreśla lista jej recenzentów i promotorów: poleca ją minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, rekomendują ją także Fiodor Łukjanow oraz przedstawiciel Departamentu Planowania Polityki Zagranicznej rosyjskiego MSZ.
„Widać, że ta książka krąży w tych kręgach, które mają wpływ na wykonanie tej polityki, ale w pewnym sensie też na jej kształtowanie - na studentów, na myślenie” - ocenia Sadłowski. To czyni z niej nie akademicką ciekawostkę, lecz dokument mówiący o sposobie rozumowania części elity władzy.
Teza: państwo wykute w warunkach katastrofy
Głównym bohaterem książki jest Aleksander Newski, a jej centralna teza głosi, że rosyjska kultura strategiczna narodziła się w warunkach ekstremalnych - pod naporem najazdów jednocześnie ze wschodu i z zachodu.
Według Bordaczowa najazd tatarsko-mongolski w XIII wieku nie był pełnym zawojowaniem. Książęta musieli oddawać daninę i rywalizować o jarłyk, lecz ustrój wewnętrzny państewek oraz instytucje duchowe, takie jak cerkiew, pozostały nienaruszone. Formalne podporządkowanie wschodowi było - w jego interpretacji - ograniczone.
Równocześnie Ruś północno-wschodnia, na której gruncie wyrosła Moskwa, była atakowana przez Szwedów, zakon krzyżacki, kawalerów mieczowych oraz państwo litewskie, a później polsko-litewskie. Bordaczow dokłada tu wątek Watykanu jako inspiratora ekspansji łacinników.
Wnioskiem autora jest przekonanie, że władcy Rusi zrozumieli wówczas jedno: model państwa wojennego, scentralizowanego i z silną władzą zapewnia przetrwanie. „Państwo rosyjskie kształtowało się w warunkach katastroficznych - najazdu ze wschodu i z zachodu - i trzeba było ważyć siły” - streszcza tę myśl Sadłowski. Ważenie sił oznaczało pobicie przeciwników na zachodzie i jednoczesną dyplomatyczną rywalizację z Ordą.
Wojna jako narzędzie polityki, nie cel
Bordaczow buduje obraz Rosji jako bytu odrębnego - ani zachodniego, ani wschodniego. Ruś kijowską traktuje jako prototyp rosyjskiej państwowości, zintegrowany częściowo z kulturą bizantyjską i zachodnim feudalizmem. Ruś moskiewska miała jednak, z powodu oddalenia i zagrożeń, „sama sobie układać rzeczywistość ustrojową, polityczną, ideologiczną i religijną”.
Charakterystyczny jest tu stosunek do wojny. Autor przekonuje, że dla dawnej Rusi wojna była wyłącznie środkiem polityki, a nie celem samym w sobie. Rosjan przedstawia jako kontynuatorów myśli bizantyjskiej - takich, którzy nie mogą popełnić błędu Japonii, Francji czy Niemiec, dążących w swej historii do stworzenia uniwersalnego imperium.
Sadłowski dostrzega w tym dwuznaczność. Z jednej strony to legalizacja wojny prowadzonej przez Kreml, z drugiej - ostrzeżenie przed samozachwytem i przecenieniem własnego potencjału. „Jeżeli uznawano, że nie da się realizować interesów Rosji inaczej niż w sposób wojenny, to trzeba wojować, ale nie wolno zapominać o ograniczonym potencjale” - tak rekonstruuje przesłanie książki.
Niebezpieczna pozostaje jednak inna warstwa wywodu. Bordaczow - jak zauważa analityk - wprost legalizuje intelektualnie przekonanie, że wojna jest czymś normalnym: „Jeżeli jest taka możliwość, jeżeli trzeba bronić swoich interesów, to generalnie trzeba uderzyć”. To myślenie, w którym mocarstwu wolno więcej niż państwom mniejszym.
Granice, siła i miejsce małych państw
Autor zwraca uwagę, że w Europie granice zyskały znaczenie jako element kształtowania państwowości - służyły obronie i kontroli przepływu towarów. Na przestrzeni euroazjatyckiej rozumienie granic pozostaje płynne. „Czasami granica jest tam, gdzie my uznajemy, że jest” - komentuje Sadłowski, dopowiadając: tam, gdzie sięga siła i interes.
Z tego wynika kolejna teza Bordaczowa: to siła rządzi w stosunkach międzynarodowych, a mocarstwo widzące próżnię nie może się samoograniczać. Sadłowski przeciwstawia temu zachodnie rozumienie polityki, w którym państwa powinny dążyć przede wszystkim do dobrobytu i bezpieczeństwa obywateli, nie zaś do zbrojnego rozszerzania stref wpływu.
W tej koncepcji nie ma miejsca na małe państwa jako podmioty w pełni suwerenne. Mogą one, jak wskazuje analityk, zachować pewną odrębność jedynie pod warunkiem uwzględniania racji większych - co w praktyce oznacza podporządkowanie imperium rosyjskiemu.
Bordaczow przekonuje przy tym, że Ruś moskiewska nie była kolonizatorem, ponieważ podporządkowywała sobie ziemie z ludnością „rosyjską”. Taka interpretacja, zauważa Sadłowski, pozwala przedstawiać wojnę przeciwko Ukrainie jako wojnę zjednoczeniową - dokładnie tak, jak czyni to rosyjska propaganda.
Rosja jako imperium wielu narodów
Ciekawym wątkiem książki jest polityka narodowościowa. Bordaczow podaje przykład angażowania ludności i oddziałów muzułmańskich do obrony Rusi moskiewskiej, argumentując, że Rosja powinna umiejętnie wykorzystywać czynnik etniczny i unikać wąskiego nacjonalizmu.
W tym ujęciu o przynależności decyduje służba mocarstwu, nie pochodzenie. „Nawet jeśli masz krew niemiecką czy polską - a przykładów w historii jest mnóstwo - najważniejsze jest to, jak służysz mocarstwu rosyjskiemu” - podsumowuje Sadłowski logikę autora, w której kolejne pokolenia przybyszów ulegają rusyfikacji.
Bordaczow uznaje granice wykute do epoki Piotra I za trzon mocarstwowości, na którym Rosja opiera się do dziś. Co istotne, ta debata toczy się w warunkach wojny - historia zostaje zaprzęgnięta do mówienia o współczesności.
„Ta książka ma moc”
Sadłowski przyznaje, że publikacja jest napisana sugestywnie i oparta na pogłębionej wiedzy. „Gdybym był Rosjaninem i patriotą rosyjskim, uznałbym, że on ma rację” - mówi, wskazując, że autor nie odrzuca Zachodu w całości, lecz gotów jest poświęcić wolność polityczną w imię zachowania Rosji jako Rosji. „Ta książka ma moc” - ostrzega analityk.
Otwartą kwestią pozostaje, czy dzieło powstało na polityczne zapotrzebowanie władzy, czy stanowi autentyczne potwierdzenie poglądów samych elit. Sadłowski dopuszcza obie możliwości - Bordaczow wpisał się w oczekiwania i rozwinął dzięki temu karierę, ale jego tekst może też służyć elitom jako historyczne uzasadnienie ich własnej sytuacji.
Praktyczny wniosek jest niepokojący. Książka utwierdza przekonanie, że „putinizm bez Putina jest jak najbardziej możliwy”, a scentralizowany, zmilitaryzowany model władzy może przetrwać zmianę na Kremlu. W obliczu słabnącego, zdaniem rosyjskich ekspertów Zachodu może to skłaniać elity do dalszych ofiar i kontynuowania wojny jako narzędzia polityki.
Kontekst: klub wałdajski i pesymistyczna wizja świata
Bordaczow związany jest z klubem wałdajskim - platformą, której nazwa nawiązuje do jeziora Wałdaj i Nowogrodu, symbolicznych miejsc początków rosyjskiej państwowości. Klub łączy funkcję realnego forum dyskusyjnego oficjalnej elity eksperckiej z rolą narzędzia rozpowszechniania rosyjskich narracji w skali globalnej, zwłaszcza wśród elit globalnego Południa.
Do struktury podłączone są czołowe uczelnie, w tym MGIMO i Wyższa Szkoła Ekonomiki, a sam klub bywa partnerem imprez takich jak Petersburskie Forum Ekonomiczne. Prace tego środowiska, zdaniem Sadłowskiego, powinny być analizowane, ponieważ są częścią machiny państwowej.
Bordaczow głosi tezę, że pięćsetletnia dominacja Zachodu - techniczna, ideologiczna, finansowa i gospodarcza - uległa rozpadowi, i że to moment na wzmocnienie pozycji Rosji. Ten pesymizm co do losów świata utwierdza rosyjskich ekspertów w słuszności obranej drogi.
Sadłowski nie wyklucza jednak, że Rosja może się kiedyś zmienić - próbą takiego kierunku była rewolucja lutowa. Wskazuje, że warstwa przeciwników reżimu wciąż się regeneruje, choć jest tłamszona, czego przykładem jest usunięcie partii Jabłoko z list federalnych. „Cały czas jakaś ta warstwa przeciwników tego reżimu się regeneruje. To jest dobry prognostyk” - konkluduje. Na razie jednak, jak zauważa, książka Bordaczowa wpisuje się w utwardzenie kursu antyzachodniego, a nadzieje części rosyjskich ekspertów na transakcyjne porozumienie z administracją Donalda Trumpa dotąd się nie spełniły.