Powrót

Talaga: Sojusz Niemiec z Rosją byłby dla Polski najgorszym scenariuszem

Rosnące w siłę Niemcy - zbrojące się w tempie nieznanym od dekad i zmagające się z presją skrajnej prawicy - mogą w perspektywie lat całkowicie przebudować układ sił w Europie. W rozmowie w Kanale Otwartym Andrzej Talaga z Warsaw Enterprise Institute ostrzegł, że jeśli antysystemowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) sięgnie po władzę i zwiąże Berlin z Moskwą, Polska znajdzie się w położeniu przypominającym rok 1939.

Trend, który przesuwa Niemcy na prawo

Punktem wyjścia analizy były wybory regionalne w Saksonii-Anhalt, które jednoznacznie wygrała AfD. W ocenie Talagi praktyczne konsekwencje będą ograniczone - partia najpewniej nie utworzy rządu, ponieważ pozostałe ugrupowania zbudują wokół niej „kordon sanitarny". Znaczenie ma jednak drugi wymiar tego wyniku.

„Trend się wydaje przynajmniej w znacznej części Niemiec wschodnich jednoznaczny" - mówił gość programu. Nastroje polityczne, jego zdaniem, przesuwają się „nie tylko na prawo, co w kierunku skrajnej prawicy". Przyczyną ma być luka pozostawiona przez CDU i CSU, które Talaga określił jako formację „bardziej centrystyczną, może nawet centrystyczno-lewicową".

AfD wypełnia tę lukę, a jednocześnie - jak podkreślił analityk - coraz mocniej się profesjonalizuje. „To już nie jest zbieranina ludzi połączonych pewnymi ideami radykalnymi. To jest profesjonalna partia, która jest przygotowana do tego, żeby ewentualnie objąć władzę".

Kolejne testy przyniosą wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz w Berlinie, gdzie - zdaniem Talagi - scenariusz z Saksonii-Anhalt może się powtórzyć. Analityk przypomniał, że wszystkie skrajnie prawicowe ruchy w Europie były najpierw izolowane, aż „pewnego razu, po latach, ten kordon pryska i są chętni" do współpracy. Za przykład podał Francję, gdzie Marine Le Pen uchodzi za faworytkę zbliżających się wyborów.

Agenda pokojowa, ale prorosyjska

Talaga rozdzielił dwa aspekty programu AfD. Uznał, że nie jest to agenda prowojenna - przeciwnie, partia „pod hasłami pokojowymi idzie do potencjalnej władzy", kontestując zaangażowanie Niemiec po stronie Ukrainy. Dla Polski oznaczałoby to, że po przejęciu władzy AfD zajęłaby się najpierw sprawami wewnętrznymi.

Znacznie groźniejszy jest według niego drugi element. „Nie mają jednoznacznie agendę prorosyjską i to mówią otwarcie, co akurat jest bardzo uczciwe" - stwierdził. Program partii obejmuje zakończenie dostaw broni na Ukrainę, wstrzymanie pomocy oraz odtworzenie „normalnych relacji biznesowo-politycznych z Rosją".

Analityk zwrócił uwagę, że Moskwa aktywnie gra na tych nastrojach. Za przykład podał wypowiedź szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który niemieckie oskarżenia o użycie drona z ładunkiem wybuchowym w Lipsku nazwał faktycznym wypowiedzeniem wojny. „Oczywiście nic to nie oznacza, żadnej wojny nie będzie, ale na co on gra? Na lęk przed wojną" - komentował Talaga, wskazując, że celem jest podsycanie obaw przed wciągnięciem Niemiec w konflikt.

Gość programu ostrzegł, że część wpływowych kręgów przemysłowych może poprzeć powrót do handlu z Rosją. Odwołał się przy tym do historii - z zastrzeżeniem, że nie porównuje AfD do nazizmu - przypominając, iż niegdyś „pewne kręgi przemysłowe poparły radykałów we własnym interesie".

Zbrojenia i powrót niemieckiego mocarstwa

Najwięcej uwagi Talaga poświęcił bezprecedensowej - jak na niemieckie warunki - skali zbrojeń. Ich sensem ma być autonomia obronna. „Niemcy chcą doprowadzić do sytuacji, kiedy będą samodzielnie mogły stoczyć wojnę. Tego nigdy nie było od końca II wojny światowej w myśleniu politycznym Niemiec".

Analityk przedstawił konkretne liczby. Obecny budżet obronny Niemiec wynosi około 114 miliardów dolarów i ma osiągnąć niemal 200 miliardów do 2029 roku. W dłuższej perspektywie - Talaga wskazał orientacyjnie rok 2031 - Berlin może dysponować armią liczącą 200-250 tysięcy żołnierzy przy wydatkach rzędu 200-220 miliardów dolarów.

„To już się dzieje" - podkreślił, zaznaczając, że kluczowe są nie same nakłady, lecz budowane za nie zdolności operacyjne. Niemiecki przemysł jest dostosowywany do masowej produkcji amunicji i sprzętu, także na potrzeby rezerw. Rozwijane są własne zdolności dalekiego uderzenia - na tysiąc kilometrów i więcej - autonomiczna obrona powietrzna oraz zdolności wywiadowcze, dotąd pozostające w rękach Amerykanów.

To odpowiedź na sygnały płynące z Waszyngtonu. „Amerykanie mówią: bierzcie odpowiedzialność, no to biorą" - stwierdził Talaga. Zwrócił jednak uwagę, że Niemcy wybrały drogę samodzielną, a nie skoordynowaną europejsko - każde państwo buduje własną odpowiedzialność za bezpieczeństwo osobno.

Skutkiem będzie brak równowagi militarnej w Europie. Wielka Brytania i Francja mają wydawać na obronę nawet o połowę mniej niż Niemcy. Największy niepokój, jak zauważył analityk, słychać dziś nie w Polsce, lecz w Paryżu, gdzie dawny tandem francusko-niemiecki przestaje działać. Talaga porównał sytuację do okresu sprzed I wojny światowej, gdy Niemcy „poprzez świadomą politykę zbrojeniową złamały parytet marynarki z Wielką Brytanią".

Bariera kadrowa i pytanie o pobór

Zbrojeniom towarzyszy problem, który może je wyhamować. „Nie ma zgody na zwiększanie liczebności sił zbrojnych, bo nie ma chętnych do służby" - mówił Talaga. Sztab generalny szacuje potrzebę 100 tysięcy dodatkowych żołnierzy w ciągu dwóch lat, a armia nie oferuje warunków lepszych niż gospodarka.

Stan Bundeswehry przed wojną na Ukrainie analityk określił jako opłakany - dostępność części śmigłowców sięgała 15 procent przy natowskim standardzie 70 procent. Dziś niektóre jednostki osiągnęły 50 procent gotowości, wciąż poniżej wymaganego poziomu.

Talaga wskazał dwie możliwe drogi uzupełnienia braków: dyskutowany w Niemczech pobór oraz wzorowany na modelu amerykańskim nabór cudzoziemców w zamian za obywatelstwo. „150 tysięcy mężczyzn jest do wzięcia na rynku niemieckim, jeżeli będą mieli perspektywę legalnego obywatelstwa i dobrą płacę w wojsku".

Zmienia się też stosunek Niemców do munduru. Skończyło się, jak ujął to analityk, „plucie na mundur" - służba zaczyna cieszyć się szacunkiem. Niemcy rozpoczęły już rejestrację wojskową osób po osiemnastym roku życia, co Talaga odczytuje jako pierwszy krok do przywrócenia elementów poboru.

W kontekście Polski analityk ostudził oczekiwania. Przywrócenie poboru wymaga najpierw decyzji politycznej i pełnego zaplecza - koszar, sprzętu, wyposażenia. „Dopóki tego się nie zbuduje, pobór nie ma sensu". Za rozsądniejsze uznał rozwiązania pośrednie, takie jak ochotnicze szkolenia rezerwistów na wzór polskiej obrony terytorialnej. Przypomniał przy tym żelazną regułę: „Jeśli chcesz przegrać wybory, to ogłoś pobór".

Oswoić radykałów przez władzę

Talaga zwrócił uwagę, że skrajna prawica nierzadko łagodnieje po dojściu do rządów. Za przykład podał Giorgię Meloni we Włoszech, która głosiła radykalne hasła wobec Rosji i Unii, a po objęciu władzy „nic się nie wydarzyło". Podobnie było w Austrii i Grecji, gdzie radykałowie „tracą zęby i stają się całkiem znośnym mainstreamem".

Stąd jego sprzeciw wobec prób delegalizacji AfD. Za szczególnie niepokojące uznał zaangażowanie służb. „Kontrwywiad uznał, że Alternatywa dla Niemiec jest partią ekstremistyczną. Nie wiem, co jest lepsze - rządy kontrwywiadu czy rządy Alternatywy dla Niemiec" - stwierdził, pozostawiając pytanie bez odpowiedzi.

Historyczny dylemat Polski

W ocenie Talagi zbrojące się Niemcy staną się mocarstwem zdolnym narzucać wolę słabszym - nawet bez użycia siły. „Nie zawsze jest tak, że polityka generuje fakty. Najczęściej to fakty generują politykę" - argumentował. Silna gospodarka, silna armia i słabnące struktury międzynarodowe prędzej czy później wygenerują, jego zdaniem, mniej lub bardziej hegemonistyczną politykę Berlina.

Polska odpowiedź powinna być dwutorowa: dalsza rozbudowa własnych sił zbrojnych oraz utrzymywanie Niemiec w strukturach międzynarodowych, dopóki NATO i Unia pozostają efektywne. Analityk przypomniał, że w czasie zimnej wojny półmilionowa armia niemiecka była „związana" przez natowskie struktury dowodzenia. Gdyby te więzi osłabły, konieczne stałyby się układy alternatywne - z Francją, Skandynawią i Wielką Brytanią.

Za scenariusz najgorszy Talaga uznał strategiczne porozumienie Berlina z Moskwą. „Wraca historyczny dylemat: Polska między Niemcami a Rosją". Powołując się na doświadczenie 1939 roku, przypomniał starą zasadę: „Szukaj sobie sojuszników blisko, a wrogów daleko".

Analityk zastrzegł, że to na razie jedynie jeden z możliwych wariantów, oparty na obserwowanych trendach, a nie przesądzona przyszłość. Jak jednak podsumował, „nie jest dobrze, jak nie myślimy o tym, co się może wydarzyć" - dlatego warto rozważać nawet najczarniejsze scenariusze, by być na nie przygotowanym.