Siemoniak: Rosja może uderzyć, a Europa dopiero odbudowuje potencjał
Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak potwierdził, że ostrzeżenie premiera Donalda Tuska o możliwym ataku Rosji na jedno z państw NATO w ciągu kilku miesięcy opiera się na solidnych podstawach analitycznych. W rozmowie w kanale Otwartym Siemoniak omówił zagrożenia ze strony Moskwy, stan przygotowań Polski, relacje z Waszyngtonem oraz spór wokół decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z brygad imienia bohaterów UPA.
Ostrzeżenie premiera oparte na wiedzy służb
Siemoniak nie pozostawił wątpliwości co do wagi wypowiedzi szefa rządu dla Financial Times sprzed miesiąca. „Jeśli premier coś mówi, to opiera się na solidnej wiedzy" - stwierdził. Podkreślił, że podobne sygnały płyną od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego oraz od generała Christophera Cavolego, głównodowodzącego wojsk USA w Europie.
Koordynator służb wymienił konkretne akty dywersji na terytorium Polski - wysadzenie torów pod Garwolinem w listopadzie ubiegłego roku i pożar centrum handlowego Marywilska. Wskazał także na próby destabilizacji państw bałtyckich: napięcia na granicy estońsko-rosyjskiej w rejonie Narwy, budowanie w sieci rzekomych separatyzmów wokół Kłajpedy oraz działania wobec rosyjskojęzycznej mniejszości na Łotwie.
Zdaniem ministra ostatnie tygodnie przyniosły dalszą eskalację. Rosja zapowiedziała skierowanie do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości sprawy dotyczącej rzekomego tłumienia praw osób rosyjskojęzycznych w państwach bałtyckich. Przyjęto również ustawę pozwalającą armii rosyjskiej na interwencję zagraniczną w obronie obywateli Rosji objętych postępowaniami sądowymi. Jednocześnie zatrzymał się dialog amerykańsko-ukraińsko-rosyjski, który w lutym w Genewie wydawał się prowadzić do porozumienia.
Wtargnięcie dronów i pytania o NATO
Siemoniak wrócił do sprawy 21 rosyjskich dronów, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Polska po raz pierwszy uruchomiła wówczas artykuł 4 traktatu waszyngtońskiego. „Pytanie, co to oznacza, jak to interpretujemy, było absolutnie i jest pytaniem podstawowym numer jeden" - powiedział.
Minister przyznał, że zbliżający się szczyt NATO w Ankarze zapowiada się nietypowo. „Ogół szczytów NATO uczestniczyłem w kilku z nich, były co do każdego szczegółu przygotowane. Każda kropka w dokumentach była wycyzelowana. Teraz nie wiemy, co się zdarzy z dnia na dzień" - stwierdził.
Zapytany o wątpliwość Tuska co do lojalności Stanów Zjednoczonych wobec zobowiązań traktatowych, Siemoniak odpowiedział z jednoznacznością: „Tak, nie mam co do tego wątpliwości". Argumentował, że transatlantycki wymiar bezpieczeństwa jest zakorzeniony w amerykańskim DNA, a naciski na zwiększenie wydatków obronnych przez Europejczyków nie są elementem polityki Donalda Trumpa - sięgają wystąpienia sekretarza obrony Roberta Gatesa z 2008 roku.
Niemcy, Francja, Włochy - zwrot w europejskiej polityce
Koordynator służb ocenił, że w głównych stolicach europejskich zaszła fundamentalna zmiana w postrzeganiu Rosji. „Obecna ekipa, kanclerz Merz, jego ministrowie absolutnie uważają, że Rosja jest zagrożeniem, że Rosja nie jest szansą dla Niemiec" - stwierdził. Przypomniał, że Angela Merkel, twarz decyzji o Nord Stream 2, znalazła się na marginesie niemieckiej polityki.
Za emblematyczny przykład zwrotu uznał Włochy. Rząd Giorgii Meloni, wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, prowadzi konsekwentną politykę wsparcia Ukrainy i utrzymania sankcji. Siemoniak zastrzegł jednak, że demokratyczne wybory mogą zmienić układ sił - wskazał na rosnące poparcie AfD w Niemczech oraz szanse obozu Marine Le Pen we Francji.
Na pytanie, czy silne Niemcy leżą w interesie Polski, odpowiedział jednoznacznie: „Znacznie lepiej mieć sojusznicze Niemcy silniejsze w sensie armii niż słabsze". Ocenił, że prawdopodobieństwo niemieckiej agresji jest zerowe, a fundamentalnym zagrożeniem pozostaje Rosja.
Drony, tarcza antyrakietowa i lekcje z Ukrainy
Minister uznał, że kluczowe zagrożenie dla Polski stanowią uderzenia z powietrza, a nie ofensywa lądowa. „Perspektywa jakiejś wielkiej ofensywy lądowej jest raczej znikoma" - ocenił. Priorytetem powinna być obrona przeciwrakietowa i przeciwlotnicza budowana wspólnie z sojusznikami.
Siemoniak przyznał, że 90 procent działań kinetycznych na froncie ukraińskim to drony i rakiety. Zapowiedział, że pierwsze elementy polskiej tarczy antydronowej powstaną jeszcze w tym roku, choć pełne wdrożenie planowane jest na rok przyszły. Wskazał, że projekt buduje polska innowacyjna firma we współpracy z PGZ i partnerami zagranicznymi, wykorzystując doświadczenia amerykańskie i ukraińskie.
Minister krytycznie odniósł się do wcześniejszych zapowiedzi zakupów. „Może w 2022 roku trzeba było tysiąc, a teraz może trzeba 500" - powiedział o planach nabycia systemów HIMARS. Za istotny problem uznał brak elastyczności polskiego przemysłu w porównaniu z ukraińskim, gdzie setki małych firm dostosowują produkcję z dnia na dzień. „Mamy pędzący ukraiński pociąg efektywny, nakierowany na to, żeby jutro o piątej rano wysłać następnych 400 dronów. I mamy nas, którzy mamy pieniądze, mamy wolę, rozumiemy, że drony są tutaj potrzebne" - opisał różnicę tempa.
Program SAFE i przemysł obronny
Zapytany o krytykę europejskiego programu SAFE, Siemoniak zapewnił, że umowy będą podpisywane do 31 maja. Nazwał program „historyczną szansą" dla polskiego przemysłu obronnego, który za rządów PiS otrzymywał malejący udział w zamówieniach na rzecz kontraktów zagranicznych.
Minister przywołał wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego - „Lepiej być zadłużonym niż okupowanym" - komentując krytykę zaciągania długu na zbrojenia. Odrzucił zarzuty, że rząd Donalda Tuska zerwał z kontynuacją zakupów obronnych: „Proszę zobaczyć, co robi premier Kosiniak-Kamysz. Jak wiele jest kontynuacji, jak wiele programów przyjętych za poprzedniego rządu jest kontynuowanych".
Spór o ankiety bezpieczeństwa i przecieki
Siemoniak odniósł się do sprawy Sławomira Cenckiewicza, byłego szefa BBN, któremu odebrano dostęp do informacji niejawnych. „Nie było żadnego wskazania politycznego" - zapewnił. Decyzję podjęli, jego zdaniem, funkcjonariusze służb działający zgodnie z procedurami stosowanymi także za rządów PiS.
Jednocześnie potępił wyciek informacji o lekach przyjmowanych przez Cenckiewicza. „Zdecydowanie potępiam takie sytuacje" - powiedział, wskazując, że sprawę zbada prokuratura. Podobnie ocenił nagłośnienie wigilijnego zatrzymania polskiego ambasadora we Francji.
Minister opisał także stan relacji z nowym szefem BBN Sławomirem Grodeckim. Pierwsze spotkanie odbyło się w ubiegłym tygodniu. „Przy całej różnicy zdań w różnych kwestiach jesteśmy gotowi normalnie współpracować" - ocenił, zapowiadając, że komunikacja z Pałacem Prezydenckim ma być kontynuowana zwłaszcza w kontekście szczytu w Ankarze.
Fałszywe alarmy i „swatting" polityków
Koordynator służb ocenił, że za fałszywymi zgłoszeniami dotyczącymi Tomasza Sakiewicza, Sławomira Cenckiewicza i rodziny prezydenta Karola Nawrockiego stoi „obraz młodych hakerów, którzy postanowili przeprowadzić dość spektakularną akcję". Nie wykluczył wątków zagranicznych: „Jeżeli nam tory wysadzają i palą centra handlowe, to i mogą znajdować jakieś słabości w naszym systemie".
Bronił jednocześnie policjantów, którzy interweniowali w mieszkaniu Sakiewicza. Podkreślił, że służby ratownicze działają w prymacie ochrony życia i nie mogą różnicować reakcji w zależności od nazwiska. „Chciałbym, żeby w takiej sytuacji te drzwi wyłamano, gdyby coś się działo" - powiedział.
Powszechna służba? Minister mówi „nie"
Zapytany o przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej lub innej formy służby państwu, Siemoniak odpowiedział jednoznacznie: „Nie jestem za tym. Uważam, że to podniesie emocje, spolaryzuje dyskusje i najważniejsze przez pięć lat będzie kto jest za, kto przeciw. A my nie mamy tyle czasu".
W zamian minister opowiada się za rozszerzeniem ochotniczych form służby, wprowadzeniem elementów szkolenia w szkołach średnich i wyższych oraz uzależnieniem kariery w administracji państwowej od przejścia szkolenia wojskowego. Za sukces uznał ustawę o ochronie ludności i obronie cywilnej, przyjętą jednomyślnie i podpisaną przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Wysoko ocenił Wojska Obrony Terytorialnej, mimo krytyki, jaką kierował wcześniej pod adresem Antoniego Macierewicza. „Dzisiaj jest wielką wartością obrona terytorialna. Niech się rozwija, niech uzupełnia" - stwierdził, wskazując zwłaszcza rolę WOT podczas powodzi na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie w 2024 roku.
Amerykańscy żołnierze i strategiczny sojusz
Siemoniak potwierdził, że trwają rozmowy o zwiększeniu obecności amerykańskiej w Polsce o 5000 żołnierzy. „Deklaracja prezydenta Trumpa oznacza dodatkowych pięć tysięcy żołnierzy" - powiedział, dodając, że polskie stanowisko negocjacyjne zakłada wzrost z 10 do 15 tysięcy. Wskazał, że projekt amerykańskiego budżetu po raz pierwszy od lat promuje obecność stałą, a nie rotacyjną - z infrastrukturą dla rodzin, szkołami i miasteczkami wojskowymi.
Za jedyne osiągnięcie prezydenta Karola Nawrockiego, o które zapytany został na koniec rozmowy, uznał nawiązanie relacji z Donaldem Trumpem: „To jest wielka wartość, jeśli chodzi o podstawowe interesy polskie".
Ukraina: partner strategiczny, ale nie bez zastrzeżeń
Minister nie ukrywał rozczarowania decyzją prezydenta Ukrainy o nadaniu jednej z brygad imienia bohaterów UPA. „To zła decyzja" - powtórzył kilkakrotnie. „Ukraińcy doskonale wiedzą, jakie to wywołuje u nas reakcje. Nie potrafię tego wyjaśnić".
Mimo tego napięcia Siemoniak zapewnił, że wyobraża sobie Ukrainę jako strategicznego partnera Polski w kwestiach bezpieczeństwa - najlepiej w ramach Unii Europejskiej i NATO. „Geografia, geopolityka, wspólne zagrożenie nas do tego skłania" - argumentował. Zastrzegł jednak, że nie jest optymistą co do szybkiego zakończenia wojny.
Rozmowa Siemoniaka rysuje obraz państwa działającego pod rosnącą presją - świadomego zagrożenia, ale zmagającego się z tempem odbudowy własnych zdolności obronnych i tempem europejskich sojuszników. Odwołując się do słów Lecha Kaczyńskiego z 2008 roku - „dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze być może moje państwo" - minister wskazał horyzont myślenia, który jego zdaniem powinien wyprzedzać rytm bieżącej polityki o dekady.