Powrót

Skrajna lewica wygrywa w Berlinie. Niemcy między dwoma biegunami

Wybory regionalne w Berlinie wygrała Die Linke, partia skrajnej lewicy wywodząca się z postkomunistycznego środowiska dawnego NRD. Wszystko wskazuje na to, że kandydatka ugrupowania obejmie urząd burmistrza stolicy, a partia rozpocznie rządy w mieście. Wynik zaniepokoił część mieszkańców i berlińskich policjantów, którzy w wygranej widzą zwrot w polityce bezpieczeństwa i migracyjnej.

Zwycięstwo Die Linke w Berlinie tworzy ostry kontrast z wynikami we wschodnich landach dawnego NRD, gdzie coraz częściej triumfuje skrajna prawica spod znaku Alternatywy dla Niemiec (AfD). Prawicowy dziennik „Die Welt” podsumował rezultat głosowania słowami: „Berlin upadł”.

Program, który zaniepokoił policjantów

Artykuł „Die Welt” opiera się w znacznej mierze na wypowiedziach policjantów. Według cytowanych funkcjonariuszy zwycięstwo Die Linke oznacza „koniec polityki bezpieczeństwa” w stolicy.

Program wyborczy partii zakładał daleko idące zmiany. Wśród postulatów znalazły się: zastąpienie części zadań policji pracą socjalną, ponowne dopuszczenie zakrywania twarzy na demonstracjach oraz ograniczenie roli służb specjalnych. Ugrupowanie deklarowało również solidarność ze skazanymi sprawcami aktów przemocy.

Kolejne punkty dotyczyły codziennego funkcjonowania miasta. Die Linke proponowała, by osoby zajmujące pustostany po roku nabywały do nich prawo własności, a jazda bez biletu w komunikacji miejskiej pozostawała bezkarna. Partia postulowała też, by kara więzienia stała się absolutnym wyjątkiem, oraz utworzenie publicznych pomieszczeń do zażywania narkotyków. W programie znalazły się ponadto zniesienie ocen do dziewiątej klasy szkoły oraz rezygnacja z kontroli na basenach miejskich.

Część zapowiedzi wykracza poza kompetencje władz regionalnych - na poziomie landu nie sposób rozwiązać służb specjalnych ani zdecydować o zasadach karania więzieniem. Postulaty te miały więc charakter deklaratywny.

Mieszkalnictwo i migracja na pierwszym planie

Głównym tematem kampanii pozostawała kwestia mieszkaniowa. Die Linke domagała się obniżenia cen mieszkań w Berlinie, przejęcia ich przez władze miasta od funduszy inwestycyjnych oraz redystrybucji lokali przez samorząd.

Najwięcej emocji wzbudziła jednak polityka migracyjna. Partia zapowiadała, że Berlin będzie prowadził własną politykę w tej dziedzinie, a osoby przebywające w Niemczech nielegalnie nie będą deportowane. Ugrupowanie chce poszerzenia praw migrantów, poprawy warunków ich pobytu w stolicy i ograniczenia roli policji na rzecz kontroli społecznej.

To kierunek przeciwny do programu AfD, która traktuje masową migrację jako główny problem Niemiec i domaga się jej ograniczenia oraz deportacji. Zwrot w Berlinie budzi obawy również rządzącej CDU, walczącej o elektorat wrażliwy na hasła kontroli granic.

W materiale pojawiła się także informacja, że niektórzy kandydaci Die Linke, którzy weszli do lokalnego parlamentu, mieli bliskie kontakty z organizacjami tak zwanych berlińskich klanów przestępczych.

Dwa bieguny jednego kraju

Wyniki wyborów regionalnych obnażyły polaryzację niemieckiej sceny politycznej. We wschodnich landach - szczególnie w Saksonii-Anhalt - dominuje AfD, w Berlinie zwycięża Die Linke. Ugrupowania centrowe, CDU i SPD, znalazły się w mniejszości.

Zdaniem autora sukces skrajnej prawicy na wschodzie jest łatwiejszy do wytłumaczenia. Wiąże go z polityką „Willkommen” Angeli Merkel wobec migrantów, która - jak twierdzi - doprowadziła do sytuacji, w której napływ ludności przerósł możliwości państwa. Reakcją społeczną stało się poparcie dla partii zapowiadających radykalne zmiany.

Trudniejsze do wyjaśnienia jest zwycięstwo Die Linke w stolicy. Częściowej odpowiedzi dostarcza mapa przedstawiająca odsetek osób do 16. roku życia pochodzenia migranckiego w poszczególnych landach. Na wschodzie, z wyjątkiem Berlina, ich udział jest stosunkowo niski. W części landów zachodnich przekracza 50 procent. Migranci stanowią zarazem istotną część elektoratu Die Linke.

Kontekst i perspektywa

Dane demograficzne wskazują na trwałą zmianę struktury ludności Niemiec, zwłaszcza w landach zachodnich. Według autora za dwie-trzy dekady kraj może wyglądać zupełnie inaczej niż dziś, a ludność etnicznie nieniemiecka może w części regionów stanowić większość.

Niemcy, dawniej w dużej mierze monoetniczne, przechodzą przemianę porównywalną z sytuacją w krajach imigracyjnych, takich jak Stany Zjednoczone czy Australia. Autor ocenia ten trend jako nieodwracalny - jego zdaniem nawet ewentualne zwycięstwa AfD w większości landów nie zdołają go zatrzymać.

W tej ocenie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla Niemiec w perspektywie kilkunastu lat jest chaos: kraj podzielony jednocześnie etnicznie i politycznie, w którym słabnie centrum, a rosną skrajności. Otwarte pozostaje pytanie, czy taki rozwój sytuacji za zachodnią granicą okaże się dla Polski korzystny i czy polskie elity potrafią go wykorzystać we własnym interesie.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter