Powrót

Skrajna prawica i lewica rosną w Niemczech kosztem centrum

Skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) oraz radykalna lewica Die Linke zdominowały ostatnie wybory regionalne w dwóch niemieckich landach, spychając na margines partie głównego nurtu. Największą przegraną okazała się CDU kanclerza Friedricha Merza, która w Meklemburgii-Pomorzu Przednim nie przekroczyła progu wyborczego. O konsekwencjach tej zmiany dla Polski dyskutowali w programie „Kanał Otwarty” Igor Janke i Grzegorz Ślubowski.

Wyniki układają się w wyraźny trend. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim AfD uzyskała 38 procent głosów - o 21 punktów procentowych więcej niż w poprzednich wyborach. Krótko wcześniej, w Saksonii-Anhalt, partia zdobyła blisko 44 procent. W Berlinie AfD osiągnęła 16 procent, o 7 punktów więcej niż poprzednio, ale zwycięstwo w stolicy odniosła Die Linke.

Dla CDU rezultaty oznaczają historyczną porażkę. W Meklemburgii partia otrzymała 4,9 procent i nie weszła do landtagu. W Berlinie uzyskała 18 procent. Jak zauważył Grzegorz Ślubowski, chadecja to formacja, która „przez dziesiątki lat nadawała ton niemieckiej polityce”, a dziś rząd Friedricha Merza cieszy się w skali kraju zaledwie 12-procentowym poparciem. „To jest jakimś światowym rekordem” - komentował Igor Janke, dodając, że nie pamięta polskiego rządu, który u schyłku kadencji notowałby tak niski wynik.

Dwa bieguny, jeden kryzys zaufania

Uczestnicy rozmowy zwrócili uwagę na paradoks niemieckiej sceny politycznej. Wschodnie landy dawnego NRD masowo głosują na skrajną prawicę, podczas gdy Berlin wybiera radykalną lewicę. „Te Niemcy znowu są niespójne kompletnie” - stwierdził Ślubowski. Die Linke opisał jako partię wywodzącą się z dawnej struktury komunistycznej SED, „prorosyjską jednocześnie i bardziej progresywną”. Jeszcze radykalniejszą lewicę reprezentuje ugrupowanie Sahry Wagenknecht, które notuje niższe poparcie.

Wspólnym mianownikiem obu tendencji jest odrzucenie centrum. Zdaniem rozmówców to reakcja na dziesięciolecia dominacji partii głównego nurtu oraz na nawarstwione problemy, których dotychczasowe elity nie rozwiązały. AfD, jak podkreślano, „wyraża autentyczne problemy Niemców”, a głosowanie na nią bywa „gestem wściekłości na dotychczasowe elity”.

Gospodarka, imigracja i energetyka

Igor Janke wskazał kilka źródeł niezadowolenia. Pierwszym jest utrzymujący się podział między wschodem a zachodem kraju. „Jak tam się jeździ, to widać, że ta część wygląda gorzej niż część zachodnia” - mówił, dodając, że w wielu miejscach dawne NRD prezentuje się słabiej niż Polska. AfD nie jest jednak wyłącznie partią wschodu - rozmówcy określili ją jako formację ogólnoniemiecką.

Kluczowym problemem od lat pozostaje imigracja. Janke przypomniał politykę otwarcia granic z 2015 roku oraz wcześniejsze doświadczenia z pracownikami tureckimi, którzy „mieli popracować i wrócić do Turcji”, lecz zostali. Wskazał na spadek poczucia bezpieczeństwa i na tematy, które przez lata pozostawały tabu w mediach. Wśród nowszych źródeł napięć wymienił rynek mieszkaniowy: rosnące ceny lokali zderzają się z przekonaniem części społeczeństwa, że przybysze otrzymują mieszkania nieodpłatnie.

Trzecim czynnikiem jest gospodarka i energetyka. Rozmówcy krytycznie ocenili zwrot energetyczny - decyzję o zamknięciu elektrowni atomowych po katastrofie w Fukushimie, przy jednoczesnym uzależnieniu od gazu z Rosji dostarczanego przez rurociągi Nord Stream. Wojna przecięła te dostawy, a ceny energii wzrosły. Niemiecki przemysł motoryzacyjny mierzy się z konkurencją tańszych chińskich samochodów elektrycznych; Volkswagen zwalnia pracowników. „Rynek pada. Tracą fabryki” - podsumował Janke.

Stosunek do Rosji i Ukrainy

Najpoważniejsze konsekwencje dla Polski wiążą się z polityką zagraniczną rosnących ugrupowań. Rozmówcy przypomnieli, że dziś Niemcy są jednym z głównych dostawców środków na obronę Ukrainy - co leży w polskim interesie. Sytuacja może się jednak zmienić.

AfD, jak zaznaczono, ma „bardzo jasny stosunek do wojny na Ukrainie”. Partia nie usprawiedliwia Rosji, lecz argumentuje: „nie nasza wojna”, my chcemy finansować posiłki w szkołach, drogi i działania socjalne. Die Linke głosi podobne hasła, jednocześnie opowiadając się za odbudową relacji energetycznych z Rosją. „W interesie Niemiec jest odnowienie współpracy energetycznej” - zrekonstruował ich stanowisko Janke, wspominając o zapowiadanych spotkaniach przedstawicieli AfD z rosyjskimi politykami.

Rozmówcy podkreślili, że obie skrajne partie - mimo różnic ideologicznych - zgadzają się co do potrzeby wznowienia współpracy z Rosją. To połączenie dwóch zagrożeń: wstrzymania w przyszłości pomocy dla Ukrainy oraz odbudowy relacji handlowych z Moskwą. „To są rzeczy dla Polski bardzo niebezpieczne” - ocenił Janke.

Czy AfD dojdzie do władzy

Zapytany o perspektywy AfD, Janke unikał kategorycznych prognoz. „Nie mam tutaj złotej kuli” - zastrzegł, ale wskazał, że trend jest jednoznaczny: partia rośnie „bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości”, we wszystkich landach mniej więcej dwukrotnie w stosunku do poprzednich wyborów. AfD przestała być marginesem - to obecnie najpopularniejsza niemiecka partia.

Rozmówca sprzeciwił się pomysłom delegalizacji ugrupowania. Uznał je za „działanie wbrew demokracji”, które paradoksalnie umacnia jego popularność. Wyraził natomiast oczekiwanie, że kordon sanitarny - „Brandmauer” - z czasem zacznie pękać. Dopuszczenie skrajnej prawicy do części odpowiedzialności mogłoby, jego zdaniem, skonfrontować ją z realnymi problemami. Zastrzegł jednak: „Chciałbym, żeby minister obrony narodowej, spraw zagranicznych i energetyki nie pochodził z AfD”.

Jako przykład możliwej ewolucji rozmówcy przywołali francuskie Zjednoczenie Narodowe. Marine Le Pen i Jordan Bardella wystąpili niedawno w ostrych słowach przeciwko Rosji - po nacjonalizacji francuskich firm na jej terytorium. „Te partie też się mogą zmieniać” - zauważył Ślubowski, choć wobec AfD Janke wyraził mniejsze nadzieje.

Co to oznacza dla Polski

Rozmówcy odrzucili tezę, jakoby osłabienie Niemiec było dla Polski korzystne. „Chaos w Niemczech i słabość Niemiec nie jest dobrą wiadomością dla Polski” - stwierdził Janke, także ze względów bezpieczeństwa. „Naszym wrogiem jest Rosja, a nie Niemcy”. Wskazał na wspólną obecność wojsk obu krajów na Litwie i na potrzebę wciągania Berlina w struktury wschodniej flanki NATO.

Obaj przypomnieli o gospodarczym splocie obu państw. Niemcy są największym partnerem handlowym Polski, a Polska jednym z czołowych partnerów Niemiec w Europie. „Jeżeli tam jest źle, to to się na nas odbije” - ostrzegł Janke.

Pojawił się też wątek rosnącej pozycji Polski. Rozmówcy wskazali na możliwe otwarcie stałej bazy amerykańskiej w Polsce przy jednoczesnym zmniejszeniu obecności wojsk USA w Niemczech - dowód przesuwania się ciężaru NATO na wschód. Janke zalecił jednak ostrożność: budowa partnerskich relacji z Niemcami jest ważniejsza niż złudzenie szybkiego zastąpienia ich w regionie.

Rozmówca nie spodziewa się natomiast powrotu tematu rewizji granicy zachodniej ani masowych nastrojów antypolskich w Niemczech. Zwrócił uwagę, że współpraca z Polską leży w interesie niemieckiej gospodarki, a wizerunek Polski za Odrą się poprawia. Realnym źródłem napięć pozostaje polityka Berlina wobec Rosji - sprzeczna, jak podkreślono, z polskim interesem.