Powrót

Zełenski jedzie do Trumpa. Stawką jest jego ostatni głos

Wołodymyr Zełenski zapowiedział spotkanie z Donaldem Trumpem w Nowym Jorku, nazywając je potencjalnie przełomowym. Zdaniem Michała Potockiego, dziennikarza „Dziennika Gazety Prawnej” specjalizującego się w tematyce wschodniej, kluczowe znaczenie ma nie sama rozmowa, lecz to, kto rozmawia z amerykańskim prezydentem jako ostatni - bo Trump „często przejmuje argumenty osoby, z którą się ostatnio spotkał”.

Dlaczego to spotkanie może być istotne

Potocki studzi oczekiwania. Kolejne delegacje amerykańskie w Moskwie - najpierw szefa CIA, potem zięcia i współpracownika Trumpa - niczego nie przyniosły. „Przyniosły potwierdzenie tego, że Rosjanie nie wykonują żadnych gestów w stronę kompromisu” - ocenia.

Żądania Kremla pozostają niezmienne. Są to, jak zauważa dziennikarz, dokładnie te same postulaty, które Trump usłyszał w Anchorage, i te, które Rosjanie zapisali w ultimatum wobec Zachodu w 2021 roku, poprzedzającym pełnoskalowy atak na Ukrainę.

Wartość spotkania leży więc gdzie indziej. Chodzi o to, by Trump wykonał w mocniejszej wersji ustawę autorstwa zmarłego niedawno senatora Lindseya Grahama. Przepisy umożliwiają nałożenie poważnych sankcji na Rosję oraz na państwa kupujące od niej ropę i gaz. „To jest ustawa, która potencjalnie może bardzo mocno zaszkodzić rosyjskiej gospodarce, o ile zostanie wykorzystana zgodnie z założeniami” - mówi Potocki.

Dziennikarz przypomina mechanizm z przeszłości. Podczas ostatniego spotkania z Trumpem Andrzej Duda „przebijał argumenty Wiktora Orbana o tym, że Rosji nie da się pokonać”. Zełenski jedzie do Nowego Jorku z podobnym celem - by przeważyć szalę na korzyść twardszego kursu wobec Moskwy.

Powrót Trumpa do wojny i szukanie sukcesu

Zdaniem Potockiego amerykański prezydent stracił zainteresowanie wojną rosyjsko-ukraińską pod koniec lutego, gdy wspólnie z Izraelem zaatakował Iran. Powrót uwagi wynika z tego, że „na Bliskim Wschodzie trudno osiągnąć sukces albo już się okazało, że się nie da”.

Trump szuka sukcesu na arenie międzynarodowej. Umowę dotyczącą Grenlandii, która - jak ocenia Potocki - niewiele nowego wnosi, prezydent już „zaczyna sprzedawać jako wielki sukces”. Poważniejsze osiągnięcie byłoby dla niego cenne przed wyborami połówkowymi w listopadzie.

Dziennikarz uważa jednak, że rozejm przed listopadem jest mało prawdopodobny. Próby sondowania częściowego zawieszenia broni spełzły na niczym. Ukraińcy proponowali wstrzymanie ognia na froncie, embargo na ostrzały z powietrza, powstrzymanie się od atakowania celów energetycznych po obu stronach. „One nie przynoszą do tej pory żadnych efektów i raczej do wiosny przyszłego roku co najmniej nie przyniosą” - mówi.

Rosyjska kalkulacja: zima i wybory na Zachodzie

Kreml wierzy, że czas gra na jego korzyść, i liczy na to, że nadchodząca zima będzie równie ciężka jak poprzednia. Ta była długa i mroźna - w miastach brakowało prądu po kilkanaście godzin na dobę, na wsiach po wiele dni. „Ludzie mieli po kilka stopni w mieszkaniach w Kijowie” - relacjonuje Potocki.

Cel jest podwójny. Po pierwsze - złamanie morale i kręgosłupa ukraińskiej gospodarki. Po drugie - presja na społeczeństwa zachodnie poprzez „zwiększenie częstotliwości prowokacji, ataków dronowych”, by od dołu wymusić wstrzymanie pomocy dla Kijowa.

Ta druga kalkulacja wiąże się z kalendarzem wyborczym. Potocki wskazuje na Francję, gdzie wybory zaplanowano na kwiecień przyszłego roku, a dwoje faworytów - Marine Le Pen i Jean-Luc Mélenchon - sprzeciwia się pomocy Ukrainie. Wymienia też Polskę jako „najważniejszy hub, najważniejszy węzeł logistyczny dla Ukrainy”, Niemcy ze słabnącym kanclerzem Friedrichem Merzem oraz Wielką Brytanię, gdzie w sondażach rośnie Nigel Farage.

Znaczenie tych rozgrywek podnosi fakt, że broń dla Ukrainy nie jest już dostarczana bezpośrednio przez Amerykanów, lecz kupowana przez państwa europejskie. „Bez Europy Amerykanie nie będą, przynajmniej pod tą administracją, dostarczać Ukrainie broni” - podkreśla dziennikarz.

Morale i granice kompromisu

Mimo zmęczenia wojną Ukraińcy pozostają zdeterminowani, bo - jak mówi Potocki - „to jest wojna egzystencjalna”. Ludzie zdają sobie sprawę, jak wygląda sytuacja na terenach okupowanych: eksterminacja elit, obozy, kampania wynaradawiająca oraz przymusowy pobór do armii rosyjskiej, gdzie mieszkańcy okupowanych ziem trafiają na pierwszą linię jako „mięso armatnie”.

Sondaże, na które powołuje się dziennikarz, pokazują niuans. Większość Ukraińców zaakceptowałaby zamrożenie konfliktu wzdłuż obecnej linii frontu - bez prawno-międzynarodowego uznania rosyjskich zdobyczy, pod gwarancjami zachodnimi. Ale wariant wycofania się z bronionych od lat terenów obwodu donieckiego jest odrzucany.

Problem w tym, że to Rosja nie godzi się na zamrożenie wzdłuż linii frontu. Kreml chce najpierw zdobyć „twierdzę Donbas”, by wzmocnić kartę przetargową. „Jeżeli Rosja skończy wojnę, to wojna się skończy. Jeżeli Ukraina przestanie się bronić, to Ukraina przestanie istnieć” - konkluduje Potocki.

Afery korupcyjne osłabiają Zełenskiego

Pozycję prezydenta podkopuje seria skandali. Potocki opisuje eskalujący konflikt między Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy a wywiadem wojskowym oraz osobny spór SBU i Prokuratury Generalnej z Narodowym Biurem Antykorupcyjnym. Doszło nawet do strzelaniny między funkcjonariuszami służb - dowodu „degrengolady ukraińskich instytucji państwowych”.

Afery sięgają najbliższego otoczenia prezydenta. Stanowisko stracił Andrij Jermak, szef biura prezydenta nazywany „wiceprezydentem”. Za granicę uciekli wieloletni wspólnik Zełenskiego Tymur Mindicz oraz prokurator generalny Rusłan Krawczenko. Wicepremier Ołeksandr Czernyszow, przyjaciel rodziny prezydenta, trafił na pewien czas do aresztu.

Szczególnie obciążający jest wątek luksusowych rezydencji pod Kijowem, budowanych ze środków pochodzących z przestępstw. Z podsłuchów wynika, że jeden z domów powstawał dla „niejakiego Wowy” - zdrobnienie od imienia Wołodymyr - co, jak mówi Potocki, „cały polityczny Kijów” odczytuje jednoznacznie.

Dziennikarz zwraca uwagę na paradoks. Krawczenko został powołany latem ubiegłego roku, by rozmontować NABU, a sam okazał się podejrzany - w prokuraturze działała grupa przestępcza prowadząca oszukańcze call centers, których zyski liczono w milionach dolarów.

Dwie prawdziwe historie o Ukrainie

Potocki proponuje wyważoną interpretację. Afery pozwalają opowiedzieć dwie sprzeczne, ale prawdziwe historie. Pierwsza to „czarna historia o przeżartym korupcją kraju”, w którym pieniądze rozkrada się nawet w czasie wojny - jak wtedy, gdy pod Kijowem stały rosyjskie czołgi, a wykonawcy willi „wybierali sobie płytki do łazienki”.

Druga jest pozytywna. Od czasów Petra Poroszenki udało się zbudować instytucje antykorupcyjne, które samodzielnie docierają do afer, nie czekając na dziennikarzy śledczych. „Sytuacja, w której ktoś pokroju Andrija Jermaka jest odstrzeliwany ze stanowiska przez instytucję antykorupcyjną, nawet w czasach Poroszenki byłaby nie do wyobrażenia” - mówi.

Atutem pozostaje społeczeństwo obywatelskie. To dzięki oddolnym protestom udało się zablokować odebranie NABU kompetencji. „Opowiadając jedną z tych historii, manipulujemy, bo one bez siebie nie istnieją” - zastrzega dziennikarz.

Ukraina otrzymała od Brukseli konkretne warunki: wzmocnienie niezależności instytucji antykorupcyjnych oraz reformę prokuratury i sądownictwa - dwóch najsłabiej zreformowanych obszarów. Perspektywa akcesji do Unii, jak podkreśla Potocki, jest „najlepszym motywatorem” do modernizacji, na wzór ścieżki, którą przeszła Polska.

Kontekst polski i przyszłość

Osłabienie Zełenskiego rzutuje na jego szanse w powojennych wyborach. W otoczeniu prezydenta rozważana jest opcja, by nie startował, lecz wskazał następcę - wymieniany jest m.in. Kyryło Budanow, były szef wywiadu wojskowego. Potocki przywołuje precedens: Winston Churchill, „świeżo upieczony zwycięzca”, przegrał pierwsze powojenne wybory w Wielkiej Brytanii.

Odbudowa kraju, zdaniem dziennikarza, będzie „Eldorado” dla firm budowlanych, finansowanym z tanich kredytów i wsparcia Zachodu. Zełenski forsuje inicjatywę karpacką zakładającą głębszą integrację energetyczną i transportową z Zachodem, w tym szybką kolej na linii Kijów-Warszawa.

Relacje polsko-ukraińskie pozostają napięte po majowej decyzji o nadaniu ośrodkowi imienia bohaterów UPA. Potocki ocenia, że Zełenski nie zignorował ryzyka nieświadomie - „wpisał je w koszty”, stawiając na wewnętrzny zwrot patriotyczny. Wcześniejszy milczący kompromis w stylu „don’t ask, don’t tell” - nieeksponowanie postaci Romana Szuchewycza i Dmytra Klaczkiwskiego, odpowiedzialnych operacyjnie za zbrodnię wołyńską - przestał obowiązywać.

Cena okazała się wysoka: wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce i spadek sympatii dla Polaków na Ukrainie do poziomów sprzed 2022 roku. Potocki wiąże łatwość tej decyzji z malejącą rolą Polski, która - jego zdaniem - po rządowej „inicjatywie czołgowej” z lat 2022-2023 nie przedstawiła żadnej własnej propozycji, a nowe władze odżegnały się od udziału w powojennej misji pokojowej. „Jeżeli ktoś na dzień dobry mówi, że nie jest zainteresowany niczym, to o czym z nim rozmawiać?” - podsumowuje.