Powrót

Słowianie pojawili się nagle w VI wieku. Skąd wyrośli na potęgę Europy?

W ciągu zaledwie dwóch stuleci Słowianie zajęli około dwóch trzecich kontynentu europejskiego - od Peloponezu po Nowogród Wielki i od górnego Menu po dorzecze Wołgi. Ich pierwsze wzmianki w źródłach greckich i łacińskich pochodzą dopiero z około 550 roku. Profesor Gościwit Malinowski z Uniwersytetu Ignatianum w rozmowie w kanale Otwartym rekonstruuje pochodzenie super etnosu, wyjaśnia mechanizmy jego ekspansji i przedstawia najnowsze ustalenia dotyczące powstania państwa polskiego.

Milczenie źródeł i eksplozja obecności

Zaskoczenie badaczy budzi rozdźwięk między późnym pojawieniem się Słowian w tekstach a szybkością ich rozprzestrzenienia. „Nie mijają właściwie dwa wieki i Słowianie rozciągają się w Europie na mniej więcej 2/3 kontynentu” - wskazuje Malinowski. Do około 750 roku zamieszkiwali obszar od Peloponezu przez okolice górnego Menu i Alp po Nowogród Wielki oraz górną Wołgę.

Milczenie wcześniejszych źródeł profesor tłumaczy oddaleniem siedzib słowiańskich od centrów pisma, czyli imperium rzymskiego. Słowianie długo nie stwarzali problemów na granicy, a wcześniej mogli ukrywać się pod innymi nazwami - najprawdopodobniej Wenedów. Ich prakolebki poszukuje się między Wisłą a Dnieprem: na Wołyniu, Podolu, Lubelszczyźnie i w Małopolsce. „To jest ten obszar, na którym Słowian zasadniczo poszukujemy i tu raczej wszyscy co do tego się zgadzają” - stwierdza rozmówca.

Jednolitości genetycznej w tej części Europy nie sposób jednak zakładać - Malinowski przypomina, że region ten pełnił rolę „autostrady wschód-zachód” już od neolitu. Wśród Słowian dominowały pewne klady haplogrupy R1a, ale nie była to jedyna linia. Prawdziwym spoiwem był język, wywodzący się z prajęzyka indoeuropejskiego i najbliższy językom bałtyjskim, litewskiemu, łotewskiemu oraz wymarłemu pruskiemu. Rozdzielenie tych grup badacze umieszczają około drugiego tysiąclecia przed naszą erą.

Wspólny język, który przetrwał wieki

Jednolitość językowa Słowian była na tyle silna, że jeszcze w X wieku Rusini i Polacy porozumiewali się bez tłumaczy. „Do 15 wieku to mniej więcej nie potrzeba było żadnych tłumaczy” - mówi Malinowski. Współcześnie osoba znająca dwa języki słowiańskie nadal radzi sobie z pozostałymi, o ile rozmówcy mówią wolno i unikają specyficznego słownictwa.

Różnice dialektalne zaznaczyły się jednak wcześnie. Klasycznym przykładem jest rozwój spółgłoskowy: polskie „gród”, ruskie „gorod”, czeskie „hrad” i najstarsza forma pomorska „gard”. Twierdzenia niektórych ukraińskich polityków, jakoby ukraiński był najbliższy prasłowiańskiemu, Malinowski odrzuca: „On jest dosyć odległy od najdawniejszego słowiańskiego. Przede wszystkim to jest język w dużej mierze powstały na bazie języka staroruskiego z ogromną liczbą wpływów polskich”.

Prymitywni czy tylko przystosowani?

Obraz Słowian jako ludu prymitywnego profesor uznaje za mylący. Ich kultura była „prosta, ale nieprymitywna” i wyjątkowo dobrze przystosowana do warunków, w jakich przyszło im żyć. Od czasów najazdu Hunów Europę Środkową i Wschodnią wstrząsała destabilizacja polityczna, masowe przesiedlenia i handel niewolnikami. Katastrofę pogłębiła zima wulkaniczna lat 536 i 539, następująca po niej mała epoka lodowcowa oraz dżuma Justyniana, której ogniska wybuchały od 540 aż do około 750 roku.

Ubóstwo znalezisk archeologicznych tłumaczy się kilkoma czynnikami: zwyczajem palenia zwłok, który pozbawił badaczy zarówno wyposażenia grobowego, jak i słowiańskiego DNA, mieszkaniem w ziemiankach oraz domach zrębowych, po których pozostaje niewiele śladów. „Jeśli taki dom się rozbierze i wykorzysta drewno do czegoś innego” - zauważa Malinowski - po zabudowie nie zostaje nic.

Słowianie wyróżniali się natomiast biegłością wojskową. Doskonale posługiwali się środowiskiem wodnym - potrafili pływać pod wodą, oddychając przez trzcinki. Byli mistrzami napadów i zasadzek, a pierwsze odnotowane w historii oddziały słowiańskie to konnica przybyła Rzymianom z pomocą w wojnie z Gotami.

Bogowie nieba i wpływy irańskie

Religia Słowian ewoluowała. Najstarsze świadectwa sugerują wiarę w boga nieba i piorunów, przy równoczesnym kulcie licznych duchów zamieszkujących rzeki i drzewa - podobnie jak greckie nimfy. Rozwinięty politeizm, świątynie i wyobrażenia bogów pojawiły się później, zwłaszcza na Połabiu i Rusi przed chrztem Włodzimierza. Zdaniem części badaczy była to reakcja na kontakt z chrześcijaństwem - Słowianie tworzyli religię zdolną konkurować z chrześcijańską w wymiarze wizualnym i społecznym.

Znaczący jest irański rodowód słowiańskiego słownictwa religijnego. „Chociażby samo pojęcie bóg, baga irańskie, święty spenta” - wylicza Malinowski. Za pośredników uznaje Scytów i Sarmatów zamieszkujących step na południe od słowiańskich siedzib. Wpływ ten mógł przynieść elementy dualistyczne, których echem stała się później średniowieczna herezja bogomiłów, powstała w X wieku w chrześcijańskiej Bułgarii.

Popularne wyobrażenie o Światowidzie profesor koryguje: właściwe brzmienie to Świętowit. Słynny posąg ze Zbrucza jest - jak wykazały badania powierzchni - autentyczny, choć nie da się rozstrzygnąć, czy powstał w kręgu słowiańskim, czy tureckim.

Słowiański Berlin i zapomniane zasięgi

Zasięg Słowiańszczyzny wykraczał daleko poza dzisiejsze granice etniczne. Obszary na zachód od Odry Słowianie zajęli w VI wieku, docierając w głąb dzisiejszych Niemiec - obszaru nazywanego przez niemieckich badaczy Germania Slavica. „Berlin to wręcz było centrum, można powiedzieć środek Słowiańszczyzny” - stwierdza Malinowski. Osadnictwo słowiańskie sięgało za Łabę, w górę Menu na około 100 kilometrów od Frankfurtu, wzdłuż Dunaju i w Alpy. Ślady obecności Słowian archeolodzy odnajdują nawet na południowych wyspach duńskich i w Skandynawii.

Paradoksalnie najdłużej język połabski, dokładniej język Drzewian, przetrwał za Łabą, na terenie późniejszego elektoratu Hanoweru. Meklemburgia była państwem słowiańskim założonym przez obodrycką dynastię Nikłotydów, zgermanizowanym między X a XII wiekiem. Dziś jedynymi zachodnimi Słowianami pozostają Serbołużyczanie, dolno i górnołużyccy, na terenach wschodnich Niemiec.

Poczucie wspólnoty słowiańskiej znajduje potwierdzenie w praktyce nazewniczej. W kontakcie z ludnością niesłowiańską Słowianie posługiwali się nazwą ogólną zamiast plemiennej - stąd Słoweńcy w Alpach, Slawonia nad Drawą i Sawą, Słowacja, kaszubscy Słowińcy oraz nowogrodzcy Słowianie żyjący w otoczeniu Finów i Szwedów. „W Polsce w X wieku zamiast Słowianin mówiono Słowak” - zaznacza rozmówca.

Mit niewolniczej etymologii

Profesor stanowczo obala twierdzenie, jakoby nazwa „Słowianin” pochodziła od słowa oznaczającego niewolnika. „To absolutnie nie jest prawda” - mówi. W językach europejskich znaczenie to pojawiło się dopiero w X wieku we Włoszech, gdy Wenecjanie kupowali słowiańskich niewolników od Mongołów w koloniach nad Morzem Azowskim oraz na Bałkanach. Wcześniej arabski termin „sakaliba” oznaczał białego niewolnika - obok „zandż” (czarnego) i „turk” (koczowniczego).

Handel słowiańskimi jeńcami rozwinął się po 800 roku, z apogeum w X wieku. Wojnę z Połabianami prowadzili niemieccy feudałowie, a sprzedaż na rynki muzułmańskie organizowali żydowscy kupcy Radhanici. „Chrześcijanie, żydzi i muzułmanie razem sprzedawali chrześcijan” - podsumowuje Malinowski. Ślad genetyczny słowiańskich niewolników w świecie arabskim ograniczał się do linii żeńskich - mężczyzn kastrowano.

Trzy drogi do państwowości

Słowianie początkowo funkcjonowali w systemie segmentarnym, opartym na luźno powiązanych rodach, bez stałej władzy centralnej. Prokopiusz z Cezarei opisywał ich ustrój jako demokratyczny, z decyzjami podejmowanymi na wiecach. Presja z zewnątrz - zwłaszcza ze strony Awarów, ludu przybyłego z pogranicza Mandżurii i Mongolii - wymusiła zmianę. Awarowie łączyli bezwzględność stepowych koczowników z chińską sprawnością polityczną i traktowali Słowian jak poddanych: „zaprzęgali słowiańskie kobiety do wozów i kazali się ciągnąć” - przypomina Malinowski.

Państwa słowiańskie powstawały trzema drogami. Pierwsza to organizacja z zewnątrz - państwo Samona, powstałe po nieudanym awarsko-perskim oblężeniu Konstantynopola w 626 roku, zorganizowane przez frankijskiego kupca, który mógł być etnicznie Rzymianinem lub Celtem. Druga droga to podbój przez koczowników, jak w przypadku Bułgarii, którą stworzyli rozgromieni przez Chazarów Bułgarzy naddunajscy. Trzecia to Ruś - profesor nazywa ją „kampanią najemniczo-handlowo-rozbójniczą skandynawską”, wywodzącą się ze Szwecji, początkowo służącą Chazarom jako siła wojskowa, później wraz z Turkami Oguzami niszczącą państwo chazarskie.

Wiele państw powstało jednak z inicjatywy lokalnych władców - Czechy, Chorwacja, Serbia, państwo Obodrzyców, demokratyczne państwo Wieletów po zrzuceniu niemieckiego panowania w 983 roku oraz Polska.

Nagłe narodziny państwa Piastów

Państwo polskie Malinowski jednoznacznie umieszcza wśród tych o rodowodzie lokalnym. „Nic nie wskazuje na to, żeby to państwo miało jakikolwiek związek organizacyjny czy dynastia panująca z ludnością skandynawską” - mówi. Skandynawowie wspierali państwa słowiańskie jako najemnicy i kupcy, a Mieszko wydał córkę za króla Szwecji, jednak sagi X-wieczne nie odnotowują żadnego skandynawskiego pochodzenia zachodnich Słowian. O Rusi Skandynawowie wiedzieli doskonale, nazywając ją „wielką Szwecją”.

Dynastia piastowska ma krótką listę przodków - Siemomysł, Lestek (być może przezwisko oznaczające „sprytnego”) i Siemowit. Trzy pokolenia wystarczyły do zbudowania państwa. Archeologia Wielkopolski wskazuje na proces szybki i brutalny: Mieszko palił grody konkurencji, przesiedlał ludność i kumulował zasoby.

Państwo Mieszka nie miało jeszcze nazwy. Widukind określa jego władcę „królem Słowian zwanych Licikawikami” - nazwą wywiedzioną prawdopodobnie od rodu Leściców, „ludzi Lestka”. Ibrahim ibn Jakub nazywa Mieszka księciem północy. Termin „Polska” ukuto dopiero za Bolesława Chrobrego, przy okazji kanonizacji świętego Wojciecha. Nazwa „Polanie” zdaniem Malinowskiego nie odnosiła się do plemienia, lecz oznaczała „bohaterów” - wyruszających w pole wojowników. „W ruskich bylinach zachowała się forma żeńska polanica, czyli bohaterka” - dodaje profesor.

Rozmowa profesora Gościwita Malinowskiego łączy ustalenia genetyki, językoznawstwa, archeologii i źródeł pisanych w spójny obraz Słowiańszczyzny - nie ludu prymitywnego, lecz społeczności o zdolności przetrwania w warunkach kryzysu klimatycznego, epidemii i przemocy militarnej, która w ciągu dwóch stuleci przekształciła geografię etniczną Europy.