Powrót

Spór o historię schodzi w dół struktury władzy Ukrainy. Polskie firmy w cieniu napięć

Polsko-ukraiński konflikt o pamięć o Wołyniu i stosunek do UPA zaczyna przenikać poza sferę symboliczną. Zdaniem Michała Kacewicza, redaktora naczelnego portalu Centrum Europy, ekipa Wołodymyra Zełenskiego nauczyła się rozgrywać kwestie historyczne wobec Warszawy cynicznie i intencjonalnie, a emocje z Kijowa rozlewają się na cały scentralizowany aparat państwa. Na razie polski biznes obecny na Ukrainie nie odczuwa tego bezpośrednio, jednak klimat wokół konferencji odbudowy w Gdańsku pokazał, że gospodarcze skutki mogą pojawić się szybciej, niż zakładano.

Zełenski nauczył się grać historią

Według Kacewicza, obecna elita rządząca Ukrainą od 2019 roku początkowo nie przywiązywała wagi do polityki historycznej. Zełenski przyszedł do władzy w opozycji do Petra Poroszenki, dla którego rekonstrukcja mitologii nacjonalistycznej z okresu II wojny światowej - z eksponowaniem roli UPA i OUN - stanowiła fundament narracji państwowej.

„Zełenski i jego ekipa na początku ignorowali tę tematykę, ale jeszcze przed wojną, a już na pewno po jej rozpoczęciu były sygnały, że nauczyli się rozgrywać to całkiem cynicznie, głównie w stosunku do Polski” - mówi Kacewicz. Jego zdaniem eksponowanie asertywności ukraińskiej wobec Warszawy nasiliło się w momencie, gdy sytuacja na froncie ustabilizowała się na tyle, że Kijów uwierzył w możliwość powstrzymania Rosji.

Rozmówca zaznacza, że kategorie „wygranej” i „przegranej” nie oddają dziś rzeczywistości. Dla Ukrainy realnym kryterium sukcesu jest zatrzymanie wojny na obecnej linii frontu i odrzucenie rosyjskich warunków dotyczących gwarancji bezpieczeństwa oraz uznania zaanektowanych terytoriów.

Efekt Gdańska i sygnał z góry

Klimat wokół polsko-ukraińskiej awantury historycznej wpłynął już na konferencję odbudowy Ukrainy w Gdańsku, która miała być „nowym otwarciem” dla polskiej ekspansji gospodarczej u sąsiada. Wątpliwości co do przyjazdu Zełenskiego i rangi delegacji przesądziły o osłabieniu wydźwięku wydarzenia.

Kacewicz wskazuje na moment zwrotny: reakcję Zełenskiego na sprzeciw Polski wobec nadania ukraińskiej jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA. „Rozsierdzony Zełenski” - jak określa to redaktor - uruchomił mechanizm, który schodzi w dół całej scentralizowanej struktury władzy.

„Ludzie, którzy do tej pory byli przychylni Polsce, mówią innym głosem” - mówi Kacewicz. Ukraina, jego zdaniem, jest modelem państwa scentralizowanego pod względem zarządzania narracjami, co dotyczy mediów, samorządów i osób opiniotwórczych. W warunkach wojny, bez perspektywy wyborów i realnej konkurencji politycznej, konkurencja rozgrywa się wewnątrz obozu władzy - a jego kierunek wyznacza prezydent.

Redaktor zastrzega jednocześnie, że mechanizm ten działa w obie strony. Gdyby Zełenski zdecydował o zwrocie i deeskalacji, aparat równie szybko wróciłby do poprzedniego podejścia. Na razie jednak dominują „złe emocje”.

Ponad trzy tysiące polskich podmiotów. Kto realnie działa

Wbrew wrażeniu, że polskiego biznesu na Ukrainie prawie nie ma, dane pokazują coś innego. Kacewicz wskazuje na ponad 3000 zarejestrowanych polskich podmiotów gospodarczych. Realnie działa około połowy z nich, a wśród dużych graczy wymienia Barlinek, Fakro, Cersanit, Credobank z grupy PKO BP oraz spółkę zależną PZU Ukraina, która niedawno kupiła dużego ubezpieczyciela na życie.

Cersanit zatrudnia ponad 2000 osób i uruchomił nową linię produkcyjną już w czasie wojny. Firmy inwestują mimo zagrożeń: magazyn drewna w zakładzie Fakro pod Lwowem spłonął po ataku dronowym, uderzenia dotknęły także Barlinka. Wojna dezorganizuje łańcuchy dostaw - Cersanit tracił dostęp do surowców z okupowanego lub objętego walkami Donbasu, a duże zakłady zmagają się z niedoborami energii.

Kadry to kolejny front. Mężczyźni trafiają do wojska, choć część można „zabezpieczyć” rezerwacją. W polskich zakładach pracuje dziś więcej kobiet, a w niektórych branżach popyt wymusza pracę na dwie-trzy zmiany. Zniknęły też rynki eksportowe - dostawy z ukraińskich fabryk na Białoruś i do Rosji zamarły ostatecznie po 2022 roku.

Prozaicznym, lecz istotnym czynnikiem są alarmy lotnicze. Pracownicy muszą schodzić do schronów, co przerywa produkcję.

Lwów, śmieci i test relacji

Najpoważniejszym konfliktem biznesowym pozostaje spór wokół Control Process - dużej polskiej spółki budowlanej, która wygrała przetarg na budowę zakładu mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów we Lwowie. Inwestycja o wartości ponad 20 mln euro miała być finansowana z linii kredytowej Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Zdaniem Kacewicza sprawa nie ma związku z konfliktem historycznym - zaczęła się wcześniej. „Ma dużo wspólnego z działalnością korupcyjną i niejasną władz samorządowych ukraińskich” - ocenia. Redaktor przypomina, że przez lata Lwów miał problemy z gospodarką odpadową, a schematy wywozu śmieci na wysypiska generowały zyski dla firm powiązanych z lokalnymi decydentami. Budowa nowoczesnej instalacji zagrażała temu układowi.

Prezydent Lwowa Andrij Sadowy - rządzący miastem od kilkunastu lat - nie należy do obozu Zełenskiego, a relacje między nim a Kijowem są chłodne. Kacewicz opisuje go jako polityka, który „obraca się w tę stronę, gdzie jest wygodnie”. Był liberałem, przyjaźnił się z otoczeniem Rinata Achmetowa w czasach Wiktora Janukowycza, a obecnie - według rozmówcy - przekierowuje się w stronę nacjonalizmu, dostosowując się do klimatu politycznego.

We Lwowie od lat funkcjonuje środowisko intelektualistów związanych m.in. z tamtejszym uniwersytetem, których Kacewicz określa jako „kryptonacjonalistów”. Oficjalnie mówili o przyjaźni polsko-ukraińskiej, ale konsekwentnie oponowali przeciw „wtrącaniu się” Polski w ukraińską politykę historyczną. Przez lata był to margines dyskursu - dziś zyskuje na znaczeniu.

Prawo, sądy i korupcja jako bariera

Kacewicz przestrzega przed uproszczeniami. Problemem dla polskich inwestorów nie jest dziś jawna dyskryminacja polityczna, lecz systemowe słabości państwa ukraińskiego. Rada Najwyższa działa „w sposób wysoce niewydolny” i nie zajmuje się reformami niepriorytetowymi w czasie wojny, tymczasem prawo gospodarcze wymaga gruntownej modernizacji.

Kluczową barierą pozostają ukraińskie sądy. „To jest rzecz bardziej fundamentalna od tego, że jacyś urzędnicy przychodzą z ręką po łapówkę” - mówi Kacewicz. Polscy przedsiębiorcy sygnalizują, że gotowi są rozpoczynać projekty pod warunkiem, że ewentualne spory będą rozstrzygane poza jurysdykcją ukraińską.

Korupcja, zdaniem redaktora, pogłębia się w czasach wojny. Sprzyja jej zabetonowanie sceny politycznej na poziomie centralnym i regionalnym, ciężkie warunki wojenne oraz rosnąca rola sektora siłowego w życiu społeczno-politycznym państwa.

Konkurencja o rynek: Zachód patrzy na Ukrainę

Zarzut, że Ukraina pomija Polskę na rzecz innych partnerów, Kacewicz weryfikuje ostrożnie. Nie zna wielu takich przypadków, ale przyznaje: ukraińskie władze samorządowe wolą rozmawiać z dużymi globalnymi korporacjami, bo dysponują one większym kapitałem gotowym do zaryzykowania.

„Dla korporacji globalnej zainwestowanie iluś milionów z założeniem, że może ta wojna się nie skończy - trudno, wpisze się to w koszt. Dla średnio dużej polskiej firmy to ryzyko jest już dużo trudniejsze” - tłumaczy różnicę skali. Francuska korporacja z branży cementowej wraca na rynek ukraiński, duże banki amerykańskie i europejskie rozważają ekspansję. Konkurencja o kluczowe aktywa będzie ostra.

Polskie atuty pozostają realne w branży okołobudowlanej, materiałów wykończeniowych, stolarki i sektorze finansowym. Interesują się rynkiem także polscy operatorzy stacji benzynowych.

Sektor obronny i dronowy - wskazywany przez Kijów jako lokomotywa przyszłej gospodarki - jest już zajęty. Poważni gracze z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych weszli w tę branżę jeszcze przed wojną, transferując technologię, know-how i kapitał. „Nie sądzę, żeby zarówno ci duzi gracze z Zachodu, jak i sami Ukraińcy wypuścili tę branżę z rąk” - ocenia Kacewicz.

Dwa scenariusze na po wojnie

Kacewicz szkicuje dwa alternatywne warianty relacji polsko-ukraińskich w najbliższych latach. Pierwszy - pesymistyczny - zakłada, że wojna kończy się z poczuciem porażki i wymuszonych ustępstw wobec Zachodu. Powrót setek tysięcy weteranów z frontu, z ich doświadczeniami i obciążeniami psychicznymi, wytworzy podglebie dla nastrojów izolacjonistycznych i „turbonacjonalistycznych”. Wtedy - jak mówi Kacewicz - „wybuchnie odgrzewanie różnego rodzaju resentymentów banderowskich na większą skalę”.

Wariant drugi - bardziej optymistyczny - zakłada zatrzymanie Rosji na obecnej linii frontu, akceptowalne ustępstwa i rozpoczęcie odbudowy. Weterani znajdują zatrudnienie jako cenieni specjaliści od nowych technologii, rynek rośnie, wchodzą inwestorzy. Ukraina przez lata spłaca pożyczki, ale odbudowa działa jak koło zamachowe.

W obu wariantach kluczowe pozostają czynniki zewnętrzne: wybory w Polsce, we Francji i szerzej w Europie oraz to, czy temat ukraiński stanie się paliwem kampanii wyborczych. „Klimat prawdopodobnie się zmieni” - przewiduje redaktor. Zmiana ta może z kolei podsycić na Ukrainie narrację „noża w plecy”.

Analogia azjatycka i geografia, której się nie zmieni

Kacewicz sięga po analogię z Azji Wschodniej. Japonia, Korea Południowa i Chiny funkcjonują z niezałatwionymi sporami historycznymi wokół zbrodni II wojny światowej i wizyt japońskich polityków w świątyni Yasukuni, gdzie symbolicznie pochowano także zbrodniarzy wojennych. Mimo to Tokio, Seul i Pekin utrzymują rozległą współpracę gospodarczą.

„Te społeczności nauczyły się funkcjonować w tych trudnych emocjach” - konkluduje redaktor. Jego zdaniem ukraińskie władze nie zmienią polityki historycznej, bo zainwestowały w nią zbyt wiele autorytetu. „Może to jest okazja, żeby uzmysłowić sobie, że pewnych rzeczy się nie rozwiąże”.

Konkluzja pozostaje jednoznaczna: Polska jest strategicznie zainteresowana tym, by Ukraina nie przegrała wojny i nie utraciła suwerenności. Jednocześnie sąsiedzkie relacje zapowiadają się trudniejsze niż w ostatnich dwóch dekadach - a polski biznes działający na Ukrainie musi liczyć się z tym, że polityczne emocje z Kijowa prędzej czy później mogą przełożyć się na warunki prowadzenia działalności.