Wyrok w sprawie Le Pen może przesądzić o przyszłości francuskiej prawicy
7 lipca sąd drugiej instancji ogłosi wyrok w sprawie Marine Le Pen, oskarżonej o nieprawidłowe wykorzystywanie środków Parlamentu Europejskiego. Jeśli utrzymany zostanie wyrok pierwszej instancji, przywódczyni Zjednoczenia Narodowego - według sondaży faworytka wyborów prezydenckich - nie będzie mogła kandydować. To bezprecedensowa sytuacja, w której liderka opozycji zostaje wykluczona z rywalizacji o najwyższy urząd. O konsekwencjach tego rozstrzygnięcia, przemianach francuskiej sceny politycznej i kondycji europejskiej prawicy mówił w rozmowie z kanałem Otwartym Kacper Kita, publicysta „Nowego Ładu” i autor książki „Epoka chaosu. Dlaczego świat skręca w prawo”.
Sprawa asystentów i pytanie o proporcjonalność kary
Postępowanie dotyczy praktyki z lat 2004-2016, gdy Front Narodowy - poprzednik dzisiejszego Zjednoczenia Narodowego - z pieniędzy przeznaczonych na asystentów europosłów opłacał osoby wykonujące inne zadania partyjne, m.in. szefową gabinetu Marine Le Pen, ochroniarza i działaczy lokalnych. Parlament Europejski uznał, że praca asystentów musi być związana z konkretnym europosłem, a nie z ogólną działalnością partii.
Zdaniem Kity kluczowe pytanie dotyczy nie samego winnego werdyktu, lecz proporcjonalności kary. „Jest to zupełnie bezprecedensowa sytuacja, w której przywódczyni opozycji, która prowadzi w sondażach, jest wykluczona z życia politycznego” - zauważa publicysta. Wyrok pierwszej instancji przewiduje pięcioletnie pozbawienie prawa startu w wyborach, liczone od 31 marca ubiegłego roku. Teoretycznie sąd mógłby obniżyć karę do dwóch lat, co otwierałoby Le Pen drogę do kandydowania w 2027 roku, choć nawet wówczas pojawiłyby się spory prawne o datę graniczną.
Sondaże pokazują, że około 40 procent Francuzów odbiera wyrok jako polityczny, ale większość nie uważa Le Pen za osobę niewinną. Sama polityczka wciąż zachowuje mandat posła i szefowej największego klubu w Zgromadzeniu Narodowym - nie może jedynie kandydować. W razie potwierdzenia wyroku alternatywnym kandydatem Zjednoczenia Narodowego zostanie Jordan Bardella. Jeśli Le Pen odzyska prawo startu, Bardella ma być jej kandydatem na premiera.
Kita ocenia decyzję o zatrudnianiu asystentów wykonujących inne zadania jako polityczny błąd. Front Narodowy sięgnął po środki europarlamentu w okresie transformacji między schyłkiem rządów Jean-Marie Le Pena a sukcesami jego córki, gdy partia miała słabsze wyniki w wyborach krajowych i niższą subwencję. „Kwota, którą oni w ten sposób zaoszczędzili, w tej chwili przynosi im nieproporcjonalnie wysokie straty polityczne” - mówi publicysta.
Erozja zapory ogniowej i przebudowa prawicy
Cordon sanitaire wokół Zjednoczenia Narodowego wyraźnie się chwieje. Postgolistowska partia Republikanie, przez dekady konsekwentnie izolująca narodowców w drugich turach, zaczęła zmieniać kurs. Éric Ciotti dokonał rozłamu i zawarł sojusz z Le Pen, zdobywając w ostatnich wyborach fotel mera Nicei i klub 17 posłów. Jego następca Bruno Retailleau, minister spraw wewnętrznych i obecny prezes partii, w drugich turach starć narodowców z lewicą albo zachowywał neutralność, albo sugerował głosowanie na kandydatów Zjednoczenia Narodowego.
Główny wróg dla znacznej części centroprawicy przesunął się z prawej na lewą flankę - na Francję Niepokorną Jeana-Luca Mélenchona. Zdaniem Kity Mélenchon konsekwentnie buduje pozycję politycznego reprezentanta francuskich muzułmanów, którzy stanowią najbardziej spójną politycznie grupę w kraju: około 70 procent tej społeczności głosowało na niego w ostatnich wyborach. Lider skrajnej lewicy porzucił historyczny akcent na laickie państwo i asymilację, przechodząc na pozycję afirmacji obecności islamu w przestrzeni publicznej oraz „kreolizacji Francji”.
Retoryka ta nasila się. Klemens Guetté, wskazywana przez Mélenchona jako przyszła kandydatka na premiera, mówiła niedawno w parlamencie, że jedna trzecia obywateli francuskich ma pochodzenie imigranckie i że prawica nie ma szans „bronić tak zwanych rdzennych Francuzów”. Sam Mélenchon coraz częściej sięga po narrację antyżydowską - w kontekście sprawy Epsteina czy ataków na centrolewicowego rywala Raphaëla Glucksmanna.
Zjednoczenie Narodowe: między socjalem a probiznesowym zwrotem
Wewnątrz Zjednoczenia Narodowego trwa spór o profil ideowy. Marine Le Pen konsekwentnie budowała wizerunek partii zajmującej się nie tylko imigracją i islamem, lecz także usługami publicznymi, edukacją i ochroną zdrowia - pozyskując wyborców socjalistów z regionów, które straciły na globalizacji, oraz rolników.
Jordan Bardella przesuwa akcenty. „Względem Marine wyraźnie poszedł w narrację bardziej otwartą na przedsiębiorców” - wskazuje Kita. Kandydat próbuje łączyć poparcie pracowników i biznesu, występując przeciwko globalizacji, regulacjom unijnym, polityce klimatycznej i imigracji. W obliczu wzrostu poparcia lewicy zabiega także o część francuskiego biznesu, strasząc perspektywą rządu Mélenchona.
Zmienia się również krajobraz medialny. Miliarder Vincent Bolloré, właściciel Canal Plus i zbudowanej w ostatnich latach telewizji CNews, przekształcił media informacyjne w narzędzie sprzyjające „Unii prawic” - narodowcom, Éricowi Zemmourowi i prawej flance golistów. CNews rywalizuje o pierwsze miejsce w oglądalności z liberalnym BFMTV, co zdaniem Kity wzajemnie napędza sukcesy polityczne i medialne prawicy.
Meloni jako wzór i jako przestroga
Relacje między Marine Le Pen a Giorgią Meloni nigdy nie były dobre, choć obie partie mają wspólne historyczne korzenie - Front Narodowy w latach 70. drukował swoje pierwsze materiały we Włoszech, we współpracy z Włoskim Ruchem Społecznym. Le Pen krytykuje Meloni za proamerykańską i probiznesową orientację oraz za rezygnację z postulatu wyjścia z euro.
Bardella przyjmuje inną postawę. Otwarcie mówi o włoskim pochodzeniu i wskazuje Meloni jako partnerkę do „przebudowy architektury europejskiej”. W wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zaoferował współpracę Friedrichowi Merzowi w sprawie ograniczenia imigracji, deregulacji i korekty polityki klimatycznej, argumentując, że jest to warunek utrzymania władzy przez niemieckiego kanclerza wobec wzrostu poparcia AfD. Podczas niedawnej wizyty w Polsce Bardella dodał ją jako czwarty kraj tej potencjalnej koalicji - pod warunkiem zmiany rządu w 2027 roku.
Sama Meloni zdystansowała się od Alternatywy dla Niemiec po tym, jak Le Pen wyrzuciła AfD ze swojej grupy w europarlamencie w 2024 roku, w reakcji na wypowiedzi Maximiliana Krahha o SS. Le Pen - jak podkreśla Kita - jest wyczulona na kwestie, które przez lata obciążały jej ojca, i unika kontrowersji historycznych, uznając je za politycznie nieopłacalne.
Trump balastem europejskiej prawicy
Osiemnaście miesięcy prezydentury Donalda Trumpa okazało się rozczarowaniem dla europejskiej prawicy. „Donald Trump nie miał żadnej konkretnej, przemyślanej oferty dla europejskiej prawicy i nie traktował tego jako swojego priorytetu” - ocenia Kita. Amerykanie nie przekierowali środków USAID na prawicowe organizacje pozarządowe, nie zaangażowali się w wsparcie sojuszników w Europie, a groźby wobec Grenlandii, cła na Unię i atak na Iran zostały w Europie odebrane negatywnie.
Najbardziej widowiskowy jest przypadek Meloni. Włoska premier historycznie budowała pozycję na proamerykańskiej orientacji - wyprowadziła Włochy z inicjatywy Pasa i Szlaku, przeszła na wyraźnie proukraińskie pozycje wbrew sceptycyzmowi własnych wyborców. Trump okazał się jednak balastem: po ataku na Iran Włochy odmówiły 31 marca udostępnienia bazy na Sycylii amerykańskim samolotom, co wywołało reakcję prezydenta USA. Następnie doszło do konfliktu wokół ataków Trumpa na papieża - Meloni początkowo starała się nie eskalować sporu, po naciskach opozycji określiła jednak słowa Trumpa jako „nieakceptowalne”, na co prezydent odpowiedział, że to ona jest „nieakceptowalna”.
Skutki widać w sondażach. Na pytanie, czy Włochy powinny być bliżej Unii Europejskiej, czy Stanów Zjednoczonych, tylko 9 procent Włochów wybrało USA, a 63 procent - Unię. Trump ma pozytywne oceny kilkunastu procent Włochów. Referendum konstytucyjne w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości, w którym Meloni jeszcze w połowie lutego prowadziła, ostatecznie minimalnie przegrała - po fali antytrumpowskich i antyizraelskich nastrojów oraz wzroście cen energii po ataku na Iran. Na prawo od Fratelli d’Italia rośnie partia Futuro Nazionale, sięgająca 6 procent poparcia i krytykująca Meloni za miękkość wobec Unii, pomoc dla Ukrainy i imigrację.
Trend, który się utrzyma, ale niesie ryzyka
Na tle problemów Meloni utrzymuje się szerszy trend. W dużych krajach europejskich siły na prawo od głównego nurtu rosną nieprzerwanie od kilkunastu lat. Kita wiąże to z imigracją, obawami o poziom życia, atomizacją społeczną, poczuciem braku sprawczości wyborczej, skutkami globalizacji, ekspansją technologii cyfrowych oraz przenoszeniem decyzji z poziomu państw narodowych do sądów, trybunałów i instytucji ponadnarodowych.
W przyszłym roku odbędą się wybory kolejno we Francji, we Włoszech i w Polsce. Ich wynik przesądzi, czy prawica narodowa zdobędzie masę krytyczną potrzebną do przebudowy europejskiej architektury, czy - jak Meloni - natrafi na barierę praktyki rządzenia. „Wyboje zaczynają się jak zawsze, kiedy już dojdą do władzy” - konkluduje Kita, wskazując, że przyszłość zależy od zdolności tych partii do sformułowania pozytywnego programu i jego skutecznej implementacji. Wyrok 7 lipca w sprawie Marine Le Pen będzie pierwszym testem tej sekwencji.