Spór o Trybunał to paliwo wyborcze. W tle rośnie Braun
Spór o kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym rozgorzał na nowo, bo obóz rządzący uzyskał teoretyczną większość w jego składzie i rozważa przejęcie instytucji - ocenił w rozmowie na Kanale Otwartym Paweł Musiałek, dyrektor Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Jego zdaniem obie główne strony traktują Trybunał instrumentalnie, a napięcie służy przede wszystkim mobilizacji elektoratów przed kampanią wyborczą w 2027 roku. W dalszej części rozmowy z prowadzącą ją dziennikarką Kamilą Baranowską ekspert prognozował przebieg kampanii i rosnącą rolę Grzegorza Brauna.
Trybunał jako narzędzie, nie instytucja
Musiałek odrzucił ramę sporu sprowadzającą debatę do pytania, czy Maciej Berek jest prawowitym sędzią. Jego zdaniem koncentracja na szczegółach prawnych odrywa dyskusję od szerszego kontekstu.
„Jedna i druga strona traktuje tę instytucję instrumentalnie, traktuje to jako miejsce, które należy odbić z rąk przeciwnika, a nie miejsce, które powinno mieć taką rolę, jaką przewiduje konstytucja” - stwierdził. Dodał, że nie widzi dziś motywacji obrony praworządności ani po stronie obozu rządzącego, ani Prawa i Sprawiedliwości.
Ekspert wskazał, że obecna sytuacja jest dla rządu komfortowa, ponieważ od lat działa on tak, jakby Trybunału nie było. Pytanie brzmi zatem, dlaczego obóz władzy zdecydował się na zmianę. Odpowiedź, jego zdaniem, leży w kalendarzu politycznym: „Chyba jest potrzebne jakieś paliwo przedwyborcze. Żeby pokazać jakiś sukces, pokazać jakąś dynamikę, odświeżyć tę polaryzację”.
Kluczowy jest też upływ czasu. Wygasanie kadencji sędziów wybranych przez poprzednią władzę sprawiło, że obecna większość sejmowa obsadziła już ośmiu z piętnastu sędziów. Pojawił się więc scenariusz przejęcia Trybunału, który - jeśli zostałby zrealizowany - pozwoliłby zalegalizować działania rządu w większym stopniu niż dotychczas.
Scenariusze przejęcia i rola prezesa
Przeszkodą pozostaje prezes Trybunału Bogdan Święczkowski, niezbędny do zwołania zgromadzenia ogólnego. Musiałek nie wykluczył scenariusza siłowego, choć zastrzegł, że opcji jest kilka.
„Może się okazać, że jedyną opcją, żeby ominąć tę blokadę (…), będzie konieczność jakiegoś zneutralizowania Święczkowskiego” - powiedział. Zwrócił uwagę na doniesienie do prokuratury dotyczące fizycznego blokowania wejścia Maciejowi Berkowi i zapytał, czy nie ma ono służyć zalegalizowaniu takiej neutralizacji. Przypomniał jednocześnie, że prezes dysponuje immunitetem, co komplikuje sprawę.
Ekspert zwrócił uwagę, że grupa sędziów wybranych przez poprzednią władzę nie jest jednolita. „Istnieje podejrzenie, że ci starzy mogą zagrać z nowymi, licząc na pewną przychylność w traktowaniu własnego mandatu w przyszłości” - ocenił. Zakłada, że rząd ma ogólny plan uzgodniony z premierem, lecz pozostaje też przestrzeń na improwizację.
Zaangażowanie Pałacu Prezydenckiego Musiałek tłumaczy lojalnością Karola Nawrockiego wobec środowiska, z którego wyrósł, choć podkreślił jego autonomię wobec PiS. Wyraził zarazem rozczarowanie: „czyste papiery” prezydenta dawały mu silną pozycję, by rozpocząć poważną dyskusję o resecie, lecz kancelaria „zbyt nieśmiało do tego tematu podeszła”. W efekcie prezydent dał się wciągnąć jako strona sporu, co - zdaniem eksperta - nie będzie dla niego korzystne.
Reset jako jedyne wyjście z impasu
Musiałek przypomniał, że o resecie Trybunału Klub Jagielloński mówi od 2015 roku, a ostatnio podobny pomysł przedstawili Mateusz Morawiecki i Konfederacja. Reset miałby polegać na uznaniu, że obecny Trybunał stracił legitymizację, i wybraniu składu od nowa większością kwalifikowaną, wymagającą częściowej akceptacji opozycji.
Ekspert pozytywnie ocenił propozycję Morawieckiego, w tym pomysł orzekania o niekonstytucyjności większością kwalifikowaną, co ograniczyłoby „przesadną ingerencję w pewne decyzje legislacyjne”. Za kontrowersyjny uznał jedynie zapis o możliwości rozwiązania Sejmu przez prezydenta, jeśli nie udałoby się wybrać sędziów. „To jest bardzo daleko idące rozwiązanie dające prezydentowi bardzo dużą władzę” - stwierdził.
Kluczowy jest, jego zdaniem, moment. „Lepiej ten reset zrobić przed wyborami, a nie po” - powiedział, wyjaśniając, że przed wyborami żaden z aktorów nie wie, czy będzie rządził, więc ma interes w stworzeniu bezpiecznika gwarantującego minimalne respektowanie konstytucji. Dla przeprowadzenia resetu nie jest konieczne porozumienie wszystkich - można ominąć jednego z aktorów, licząc, że drugi dołączy.
Musiałek zasugerował, by inicjatywę przejęli mniejsi gracze. Zaproponował, aby ugrupowanie Morawieckiego zorganizowało wspólną konferencję z Konfederacją, Partią Razem, PSL i Polską 2050, tworząc presję na dwóch największych aktorów. „Nawet jeżeli nie udałoby się zebrać poparcia, to byłby wysłany sygnał, że ktoś chce jakiegoś przełamania, że ktoś zadziałał depolaryzacyjnie w ważnym państwowym temacie” - argumentował.
Zmęczenie wyborców i walka o „magmę”
Baranowska wyraziła sceptycyzm, wskazując, że Trybunał to wygodny temat do podkręcania emocji w kampanii. Zauważyła, że skutki uboczne sporu są korzystne dla obu głównych graczy: Donald Tusk marginalizuje koalicjantów, a Jarosław Kaczyński spycha Morawieckiego ku progowi wyborczemu i zaniża wynik Konfederacji oraz Brauna.
Musiałek przyznał, że obie strony mają dziś poczucie, że zyskują, bo skupiają uwagę. Dostrzegł jednak sygnał optymistyczny: jeśli pojawią się sceny przemocowe i wyborcy zaczną patrzeć na to z niesmakiem, liderzy mogą zmienić kalkulację. Podkreślił, że najbardziej hałaśliwy elektorat to margines, a nie większość wyborców obu partii.
Ekspert opisał polską scenę jako podzieloną na trzy grupy: prawicową, antyprawicową oraz „bardzo magmowatą” grupę w środku - ludzi o nieokreślonych poglądach, którzy nie żyją polityką na co dzień. To oni, jak zauważył, głosują na „tymczasowe ugrupowanie protestu” (pozdrawiając profesora Jarosława Flisa jako autora tego pojęcia) i potrafią przechodzić od Palikota przez Kukiza i Hołownię do Brauna.
Zdaniem Musiałka główne partie błędnie odpuściły walkę o ten środek, zakładając, że wystarczy zmobilizować twardy elektorat. „Nawet z wyborców prawicy znam pokaźną grupę ludzi, która nigdy by nie zagłosowała na coś innego niż PiS, ale przyznaje, że nie wyszło z tym Trybunałem” - zaznaczył.
Kampania 2027 i fenomen Brauna
Ekspert prognozuje, że kampania w 2027 roku nie będzie miała jednego dominującego tematu. „Polityka dzisiaj jest o tożsamości rozumianej w sposób bardzo personalny” - ocenił, wskazując, że oś sporu wyznacza stosunek do Tuska, Kaczyńskiego i Brauna, a nie programy. Tusk będzie straszył „trzema konfederacjami”, a PiS zrobi z wyborów referendum wobec rządów Tuska, posługując się hasłem „byle nie Tusk”. Takie hasło Musiałek uznał za dowód słabości oferty programowej.
Odnosząc się do możliwego paktu senackiego z udziałem Brauna, ekspert ocenił go jako realny, lecz w formie nieformalnej. „Pakt senacki może zostać zrealizowany w takim scenariuszu, w którym po prostu będą dogadane poszczególne okręgi wyborcze” - bez wspólnych konferencji. Koalicję rządową z Braunem uznał za znacznie trudniejszą ze względu na koszt wizerunkowy i naciski międzynarodowe, zwłaszcza amerykańskie. Dopuścił jednak scenariusz, w którym Braun otrzymałby „niegroźne” resorty, jeśli zabraknie głosów do większości.
Musiałek prognozuje, że wejście Brauna do Sejmu jest scenariuszem bazowym, lecz wątpi w wynik dwucyfrowy - ze względu na wyzwania organizacyjne, rejestrację list we wszystkich okręgach i prześwietlanie kandydatów. Zwrócił uwagę na niejawność struktur ugrupowania oraz napięcie między częścią ideową a „biznesową”.
Na koniec ekspert wskazał czynnik, który jego zdaniem jest niedoceniany: „Grzegorza Brauna niesie lęk przed Rosją”. Poparcie dla niego to - jak argumentował - cichy sprzeciw wobec wojny i ucieczka przed strachem przed eskalacją, a nie wyraz realnie prorosyjskich poglądów 10 procent Polaków. Ukraina pełni tu rolę „kozła ofiarnego”.
Konkluzja Musiałka łączy oba wątki rozmowy. Jeśli dojdzie do rosyjskiej eskalacji na terenie Polski w okresie kampanii - co uznał za prawdopodobne, bo „dla Rosji eskalacja w newralgicznym okresie wyborczym jest atrakcyjna” - wzmocni to notowania Brauna, ale może też nadać realne znaczenie postulatowi legitymizacji kluczowych instytucji państwa, w tym Trybunału Konstytucyjnego.