Powrót

Syria dwa lata po upadku Asada: nadzieja na gruzach

Dwa lata po obaleniu reżimu Baszara al-Asada miliony Syryjczyków wracają do zrujnowanego kraju, w którym całe miasta leżą w gruzach, brakuje paliwa i wody, a ludzie zamieszkują jaskinie i parterowe ruiny. Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej, która właśnie wróciła z podróży po Syrii, w rozmowie z Kamilą Baranowską na Kanale Otwartym opisała sytuację humanitarną kraju i ostrzegła, że odbudowa potrwa lata i nie uda się bez pomocy międzynarodowej.

Nadzieja i smutek obok siebie

Krajewska odwiedziła Syrię po ponad dwóch dekadach. Porównanie dawnego i obecnego obrazu kraju wywołało w niej mieszane uczucia. „Jest we mnie sporo nadziei, tak jak i w samych Syryjczykach, że wreszcie kraj może zacząć się odbudowywać, że ludzie będą mogli wrócić do swoich domów” - mówiła. Jednocześnie przyznała, że towarzyszy jej smutek: „Taki piękny kraj, niesamowicie bogaty kulturowo, historycznie - i zniszczony”.

Wydarzenia z grudnia 2024 roku stały się dla wielu sygnałem, że można myśleć o powrocie. Z uchodźstwa w Turcji, Niemczech i innych krajach wracali najpierw pojedynczy członkowie rodzin, sprawdzając, czy dom wciąż stoi i czy w rodzinnej miejscowości da się znaleźć pracę. Opuszczano także obozy dla osób wewnętrznie przemieszczonych na północy kraju.

Skala zniszczeń pozostaje jednak ogromna. Są całe miasta i wsie zniszczone w 80 procentach, niektóre zrównane z ziemią. W takich warunkach ludzie mieszkają na parterach zburzonych budynków - bez ścian, drzwi, prądu i wody. Część wracających, nie znajdując nadających się do zamieszkania domów, przeniosła się do jaskiń.

Życie w jaskiniach i parterach ruin

Krajewska odwiedziła cztery lub pięć takich jaskiń. „Tam są skorpiony, węże, jest duszno, wilgotno. Rozmawiałam z rodzinami, które mieszkały już rok w takiej jaskini i po prostu nie mają innej możliwości” - relacjonowała. Niektóre rodziny zakładają przed jaskiniami ogrody, by uprawiać warzywa, i dzielą życie między jaskinię, przeniesiony namiot i resztki zawalonego domu.

To, co z pozoru wygląda na przejaw zaradności, Krajewska określa jako negatywne sposoby radzenia sobie z sytuacją. Dłuższy pobyt w jaskiniach grozi chorobami płuc i skóry oraz naraża mieszkańców na jadowite zwierzęta. „To są niemożliwe wybory. Bo co zrobić, jeżeli nie ma gdzie zamieszkać” - podkreśliła.

Symbolem syryjskiej rzeczywistości stał się dla niej jeden dom w Dajr az-Zaur na wschodzie kraju. „Lewa strona budynku ma kilka mieszkań wyremontowanych, położone płytki, odmalowane ściany, działającą kuchnię, a po prawej stronie jest absolutna ruina” - opisała. „Ten dom to jest Syria w jednym obrazku”.

Infrastruktura, paliwo i bezpieczeństwo

Największym wyzwaniem pozostaje infrastruktura - drogowa, energetyczna i wodno-sanitarna. W wielu miejscach dostęp do wody jest ograniczony; mieszkańcy muszą za nią płacić lub spożywać zanieczyszczoną, co grozi chorobami. PAH przygotowuje projekt renowacji stacji wodnej na Eufracie, która ma oczyszczać wodę z rzeki.

Dramatyczna jest również sytuacja z paliwem. Podczas pobytu Krajewskiej przez dwa dni paliwa zabrakło w całej Syrii. „Szukaliśmy na dwunastu stacjach, znaleźliśmy, bo akurat już zostało przywiezione” - relacjonowała. Problem powtarza się: pracownik PAH niedawno przez dwa dni nie mógł dotrzeć do Damaszku z powodu braku paliwa. W kraju tak zależnym od transportu drogowego każdy taki niedobór paraliżuje dostęp do szpitali, pracy i żywności oraz podnosi ceny produktów.

Poprawiło się natomiast bezpieczeństwo. Doszło do reorganizacji służb - działają policja drogowa i turystyczna. Krajewska zaznacza, że powrót turystów byłby jedną z form wsparcia, o której rzadko się myśli, a której Syryjczycy bardzo wyczekują. Zniszczone wojną miejsca, jak Palmira, wciąż zachowują swoje piękno.

Trauma, której nie widać

Krajewska zwraca uwagę na skalę traumy, z jaką mierzą się mieszkańcy. „Nie wydaje mi się, żebym rozmawiała z kimś, kto nie straciłby kogoś ze swojej rodziny” - mówiła. Opisała ojca trzynastu córek i trzech synów, który stracił jednego z synów i wciąż mówi o nim jak o żyjącym, oraz rodzinę, w której córkę raniono w kręgosłup - kuli nie można wyjąć, bo groziłoby to paraliżem, więc kobieta żyje z chronicznym bólem w jaskini.

Największe wrażenie wywarła na niej wizyta w domu, którego gospodarz w wyniku ostrzału na początku wojny stracił obie ręce. „Choć uśmiechał się w trakcie rozmowy, wielokrotnie powtarzał, że czuje się absolutnie bezużyteczny” - relacjonowała. Remont domu prowadziły żona i dzieci, on mógł jedynie patrzeć. Na podwórku stał zniszczony wózek inwalidzki - jedyny środek transportu, którym przewożono go po urazie.

Krajewska widziała też dzieci ranione w obozach dla uchodźców, które straciły kończyny lub doznały urazów głowy prowadzących do problemów neurologicznych. Pomoc psychologiczna i wychodzenie ze stresu pourazowego, zwłaszcza wśród młodych, będzie - jej zdaniem - ogromnym wyzwaniem.

Kraj wciąż podzielony

Mimo upadku reżimu Syria pozostaje podzielona. Kraj był rozbity na strefy podczas konfliktu, co przełożyło się na różny stopień zniszczeń i potrzeb. Na południu różnice i napięcia prowadzą niekiedy do siłowych starć. „Dopóki sytuacja wewnętrzna się nie ureguluje, będzie to ogromne wyzwanie dla obecnych władz” - oceniła Krajewska.

Do istniejących problemów dochodzą skutki trzęsienia ziemi z 2023 roku oraz zmiany klimatu - wysychające rzeki, nagłe powodzie, burze piaskowe i wahania temperatur. Dodatkowym zagrożeniem są zaminowane pola i niewybuchy. Jeden z rolników pokazał Krajewskiej szczątki rakiety znalezione na polu i przyznał, że nie odważył się pójść dalej. Po 2024 roku część wracających została ranna lub zginęła.

Pomoc i apel

Polska Akcja Humanitarna wróciła do Syrii w 2023 roku, po trzęsieniu ziemi, początkowo działając na północnym zachodzie. Po otwarciu kraju w 2024 roku organizacja uruchomiła w Damaszku najmłodsze biuro krajowe i rozszerzyła działania na Hamę, Homs i Dajr az-Zaur.

PAH dostarcza paczki żywnościowe tam, gdzie to konieczne, ale preferuje elektroniczne vouchery, które pozwalają mieszkańcom samodzielnie kupować żywność w lokalnych sklepach. „Wspiera się lokalną ludność i lokalne sklepy, a nie narzuca produktów” - tłumaczyła Krajewska. Organizacja prowadzi też projekty wodno-sanitarne, pomagające jednorazowo nawet 80 tysiącom osób, i stawia na współpracę z lokalnymi organizacjami, by stopniowo przekazywać im środki i kompetencje.

Krajewska podkreśla, że najpilniejszą potrzebą - obok schronienia i infrastruktury - jest praca. „My mamy dwie ręce, możemy pracować, tylko nie ma pracy, nie ma możliwości” - cytowała powtarzane przez mieszkańców słowa. Jej zdaniem Syria nie odbuduje się bez inwestycji, turystyki i pomocy humanitarnej, zwłaszcza że od 80 do 90 procent mieszkańców żyje poniżej progu ubóstwa.

Na zakończenie rozmowy zaapelowała o długofalowe wsparcie za pośrednictwem strony pach.org.pl. Zwróciła też uwagę na powiązania między Syrią a Ukrainą - kraje mierzą się z podobnymi zniszczeniami i traumą, a Syryjczycy, jak relacjonowała, z empatią śledzą los Ukraińców. Przytoczyła prośbę syryjskiego pracownika PAH, by przekazać ukraińskim współpracownikom słowa wsparcia: „U nas też to się działo. Znam ten dźwięk. Kiedyś to się skończy, trzeba wytrwać”.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter