Powrót

Ukraina odbija teren, lecz przegrywa wojnę na wyczerpanie

Siły ukraińskie przeprowadziły w ostatnich tygodniach najbardziej udaną operację od dwóch lat, spychając Rosjan za rzekę Żerebiec i odblokowując dostęp do kluczowego pasa twierdz w Donbasie. Jednocześnie Kijów po raz pierwszy wyraźnie zasygnalizował gotowość do zamrożenia frontu wzdłuż obecnej linii rozgraniczenia - co, zdaniem płk. Piotra Lewandowskiego, wskazuje na kurczące się rezerwy, przede wszystkim ludzkie. W rozmowie z Grzegorzem Ślubowskim na Kanale Otwartym ekspert przeanalizował sytuację na froncie ukraińsko-rosyjskim oraz skutki amerykańsko-irańskiej konfrontacji.

Operacja Vivaldi: cel minimum osiągnięty

Zdaniem Lewandowskiego operacja Vivaldi, prowadzona przez III Korpus Armijny pod dowództwem Andrija Biłeckiego, osiągnęła swój minimalny cel. Chodziło o zlikwidowanie pogłębiającego się rosyjskiego oskrzydlenia ukraińskiego pasa twierdz - Kostiantynówki, a dalej Słowiańska i Kramatorska.

Rosjanie, działający głównie w ramach grupy armii Zachód, uderzali frontalnie oraz od północy, na kierunku Łymania i w stronę Iziumu, usiłując obejść ufortyfikowany rejon od północnego wschodu. Ukraińcy przez kilka miesięcy prowadzili przygotowanie pola walki - tak zwaną shaping operation - wykorzystując drony bliskiego i średniego zasięgu do uderzeń w rosyjskie zaplecze, przeprawy przez rzekę Żerebiec oraz w operatorów dronów.

„Ukraińcy to wszystko wykonali prawidłowo, Rosjanie zostali zaskoczeni i elementy dwóch rosyjskich dywizji zostały zmuszone do wycofania się właśnie za rzekę Żerebiec” - stwierdził Lewandowski. Próby przekroczenia rzeki i budowy przyczółków zakończyły się jednak niepowodzeniem, co zdaniem eksperta stanowiło cel maksymalny, od którego Ukraińcy ostatecznie odstąpili.

Efektem było zwinięcie rosyjskiego oskrzydlenia, całkowite wyparcie przeciwnika z Łymania oraz odepchnięcie sił rosyjskich, które znajdowały się około ośmiu kilometrów od linii Słowiańska i Kramatorska. Rosjanie stracili w cztery tygodnie teren zdobywany mniej więcej od lipca.

Operacja Weles i walka pod ziemią

Drugą opisaną przez eksperta akcją była operacja Weles, przeprowadzona przez korpus Chartia, zbudowany na bazie Brygady Gwardii Narodowej Chartia. Jej skutki Lewandowski ocenił jako „bardziej propagandowe niż istotne na poziomie operacyjnym”, choć przyznał im znaczenie taktyczne.

Na północ od Kupiańska biegnie pod rzeką Oskoł nieczynny gazociąg, który rosyjscy szturmani wykorzystywali do przenikania na tyły ukraińskiej obrony. Przy wejściach do rurociągu - według relacji eksperta - zmuszano do przebywania ukraińskich cywilów, co uniemożliwiało ostrzał artyleryjski.

Ukraińcy postanowili samodzielnie przejść gazociągiem, zaatakować rosyjskie rejony wypadowe i zablokować przejście. „Żołnierze ukraińscy przeniknęli około 15 kilometrów na tyły wojsk rosyjskich” - relacjonował Lewandowski. Zlikwidowano około stu rosyjskich żołnierzy, wzięto blisko trzydziestu jeńców, a gazociąg prawdopodobnie zablokowano. Nazwa operacji nawiązuje do Welesa, słowiańskiego boga podziemia.

Przewaga z nowego sposobu dowodzenia

Ukraińskie sukcesy ekspert wiąże nie ze skokowym wzrostem zdolności materiałowych, lecz ze zmianą dowódcy naczelnego. Generała Syrskiego, skłonnego do mikrozarządzania i ograniczania swobody decyzyjnej dowódców korpusów, zastąpił generał Drapatyj.

Nowy dowódca wymienił co najmniej trzech dowódców korpusów i dziesięciu dowódców brygad na oficerów, którzy - jak ujął to Lewandowski - „nie boją się decyzji i związanej z tym odpowiedzialności”. Chodzi o natowski model mission command, w którym dowódca precyzuje cele, nie narzucając sposobu ich osiągnięcia.

Zdaniem eksperta zdolność do takiego dowodzenia posiadają obecnie tylko trzy, być może cztery z kilkunastu ukraińskich korpusów: III Korpus Armijny, Korpus Gwardii Narodowej zwany Azowskim, siódmy korpus złożony z wojsk powietrznodesantowych oraz prawdopodobnie korpus Chartia. „To jest raczej zmiana taktyki niż zmiana zdolności logistyczno-materiałowych” - podsumował Lewandowski.

Inicjatywa strategiczna pozostaje jednak po stronie rosyjskiej. Grupa armii Centrum, atakująca z rejonu Pokrowska na Dobropole, zachowuje pełną inicjatywę. To właśnie los Dobropola - oskrzydlonego od północy i południa, gdzie ukraińskie brygady walczą w półokrążeniu - ekspert uznał za kluczowy punkt najbliższych tygodni.

Kampania powietrzna: bolesna, lecz niewystarczająca

Ukraińskie drony dalekiego zasięgu, o napędzie tłokowym, rażą cele oddalone o ponad dwa tysiące kilometrów. Głównym celem stała się infrastruktura naftowa. Rosja dysponuje około pięćdziesięcioma kluczowymi rafineriami, z których niemal wszystkie przynajmniej raz zaatakowano.

„Wolumen przerobu ropy w Rosji jest najniższy bodajże od 20 lat” - ocenił Lewandowski. Doprowadziło to do braków benzyny, zmuszając Kreml do wyboru między zaopatrzeniem sił zbrojnych a potrzebami cywilów - wybrano armię, licząca około 600 tysięcy żołnierzy na teatrze ukraińskim. Mimo to, zdaniem eksperta, ataki „nie rzuciły Rosjan na kolana”.

Kolejne ukraińskie uderzenia dotknęły platform handlu detalicznego, między innymi Wildberries i Ozon. Efekt społeczny okazał się jednak odwrotny od zamierzonego: zdaniem eksperta ataki wzbudziły wśród Rosjan raczej wrogość wobec Ukrainy niż wobec Kremla, który tę wojnę rozpoczął. Rosyjska odpowiedź była dotkliwa - według samych Ukraińców zniszczono około 90 proc. wielkopowierzchniowych magazynów i centrów dystrybucji na terenie Ukrainy.

Obrona powietrzna bez amunicji

Najpoważniejszym problemem Ukrainy pozostaje wyczerpanie zapasów amunicji do systemów Patriot. Z danych nieoficjalnych, przytoczonych przez eksperta, wynika, że w jednym z ostatnich tygodni liczba zestrzeleń pocisków balistycznych wyniosła zero - wszystkie z około trzydziestu wystrzelonych rosyjskich pocisków osiągnęły cele.

Ukraińskie siły powietrzne przestały podawać dane o atakach balistycznych. „Ukraina nie ma amunicji do Patriotów, po prostu (…) i prawdopodobnie jej nie będzie miała” - stwierdził Lewandowski. Źródłem problemu jest wyczerpanie zapasów europejskich oraz ograniczona dostępność pocisków w USA, gdzie podczas wojny z Iranem zużyto zapasy odpowiadające trzem latom produkcji.

Rosjanie zmienili też taktykę. Zamiast masowych salw wystrzeliwują pociski pojedynczo lub parami przez całą dobę, głównie nocą. „Robią to dlatego, żeby Ukraina nie spała” - zauważył ekspert, wskazując, że celem jest zmuszenie ludności do spędzania nocy w schronach.

Kijów gotów na linię demarkacyjną

W tym kontekście Lewandowski interpretuje zmianę stanowiska prezydenta Zełenskiego, który - jak zaznaczył - w wywiadzie sprzed tygodnia po raz pierwszy wyraził gotowość zaakceptowania linii demarkacyjnej wzdłuż obecnych pozycji wojsk rosyjskich. Oznaczałoby to zgodę na utrzymanie okupowanych terytoriów, w tym stref buforowych w obwodach charkowskim i sumskim.

„Skoro Kijów mówi, że tak dobrze jest na froncie, to dlaczego taka mocna skłonność do akceptacji?” - pytał ekspert. Jego zdaniem kluczem są kurczące się zasoby ludzkie. Jak wskazał, Rosjanie zniszczyli dużą część zdolności produkcyjnych ukraińskiego hutnictwa - we wrześniu produkcja stali spadła niemal pięciokrotnie.

Lewandowski przestrzegł przy tym przed bezkrytycznym przyjmowaniem oficjalnych danych obu stron. Wskazał na „kulturę kłamstwa” typową dla państw postradzieckich - określenie, które, jak zaznaczył, cytuje za samymi Ukraińcami. W przypadku Rosji przywołał relacjonowany Putinowi meldunek szefa sztabu Gierasimowa, który oburzył nawet prorosyjskich blogerów militarnych.

Amerykańska porażka w Iranie

Odnosząc się do konfrontacji USA z Iranem, ekspert ocenił operację jako nieudaną pod względem strategicznym, obarczając odpowiedzialnością wąską grupę generałów działających pod presją polityczną Waszyngtonu. Sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, który każe nazywać się „sekretarzem wojny”, Lewandowski określił jako „najgorszego (…), odkąd ja żyję, a żyję już ponad 60 lat”.

Powołując się na analizę admirała Williama McRavena, byłego dowódcy sił specjalnych USA, ekspert wyliczył błędy koncepcyjne. Plan obalenia reżimu przez dekapitację zawiódł, bo irańskie przywództwo „jest jak hydra” - następcy są przygotowani i zwykle bardziej radykalni. „Jeżeli amerykańska rakieta zabija ci ojca, to twój radykalizm co najwyżej rośnie” - zaznaczył.

Nie powiodło się również zniszczenie irańskiego programu jądrowego, który zszedł głębiej do podziemia. „Zupełnie nie mamy pojęcia, co się dzieje z irańskim programem jądrowym (…) jest gorzej niż było” - ocenił Lewandowski. Izrael, zamiast działać jako sojusznik, zaogniał sytuację, a Waszyngton błędnie ocenił tę relację - „ogon kręcił psem”.

Najpoważniejszym skutkiem była utrata inicjatywy strategicznej przez militarnie silniejszą stronę. Iran - poprzez groźbę zablokowania cieśniny Ormuz oraz ataki hybrydowe na infrastrukturę neutralnych, lecz sojuszniczych USA państw regionu - narzucił przebieg konfliktu.

Kontekst

Rozmowa odbyła się w piątym roku wojny, który ekspert podsumował słowami: „prawda została zabita wielokrotnie już przez obie strony”. Obraz wyłaniający się z analizy jest dwuznaczny: Ukraina odzyskała inicjatywę taktyczną na kilku kierunkach, lecz w wojnie na wyczerpanie - rozstrzyganej zasobami ludzkimi, produkcją przemysłową i dostępnością amunicji obronnej - pozostaje w słabszej pozycji. Nadchodząca rosyjska kampania zimowa oraz los Dobropola zweryfikują, czy ostatnie sukcesy okażą się trwałe.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter