Afera szpitalna nie zwala rządu. Tusk przesuwa odpowiedzialność na Trzaskowskiego
Wypowiedź byłego ordynatora chirurgii Szpitala Południowego w Warszawie, doktora Emila Jędrzejewskiego, który publicznie powiedział, że w placówce dochodziło do śmierci pacjentów wskutek błędów lekarskich i błędów zarządzania, otworzyła nowy rozdział afery wokół warszawskiego szpitala. Donald Tusk zapowiedział dogłębne wyjaśnienie sprawy, jednak - jak ocenia w rozmowie z Kamilą Baranowską w „Kanale Otwartym" analityk i ekspert ds. sondaży Marcin Duma - w realiach informacyjnych 2026 roku skandal, który dekadę temu obaliłby rząd, dziś nie odbija się znacząco na poparciu Koalicji Obywatelskiej.
Sondaże nieruchome, narracje zabetonowane
Duma zwraca uwagę, że pierwsze badanie po wybuchu afery - sondaż Instytutu Pollster - pokazało Koalicję Obywatelską na poziomie o jeden punkt wyższym niż wcześniej. „W publicystyce często ulegamy takiemu złudzeniu, że o jest punkt więcej, o to rośnie. To nie jest do końca prawda" - zastrzega analityk, dodając, że notowania głównych partii pozostają w praktyce stabilne, z niewielkimi wzrostami Konfederacji i ugrupowania Grzegorza Brauna.
Według Dumy oczekiwanie, że Koalicja Obywatelska straci na aferze, „wydaje się być trochę chyba nie na miejscu". Powód jest strukturalny: wyborcy żyją w utrwalonych bańkach narracyjnych. „To nie chodzi, że te informacje nie docierają do jakichś ludzi, tylko oni mają już cały ten swój taki aparat poznawczy tak zbudowany, że są gotowi na to, żeby to przetworzyć i wytłumaczyć sobie, dlaczego to jest dobrze albo to jest źle" - tłumaczy.
Analityk przypomina, że podobny mechanizm chronił PiS przed skutkami sprawy dwóch wież czy Funduszu Sprawiedliwości. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości słyszeli o aferze dwóch wież, ale odrzucali ją z prostego powodu: „To wyborcza napisała". Dziś, w odwróconej konfiguracji, wyborcy Koalicji Obywatelskiej w analogiczny sposób mają odrzucać materiały publikowane przez Kanał Zero i Krzysztofa Stanowskiego.
Sprawa prosta do opowiedzenia, ale źródło niewiarygodne
Baranowska zwraca uwagę, że historia warszawska jest komunikacyjnie łatwa: „Był młody radny koalicji obywatelskiej, zarobił ponad półtora miliona w ciągu roku, to daje 130 000 miesięcznie, dostał robotę po znajomości, a teraz się okazuje, że jeszcze przez to, że źle zarządzał, bo nie miał ukończonej specjalizacji, ludzie umierali na sorze".
Duma odpowiada, że w komunikacji liczy się nie tylko treść, ale i nadawca. Jeśli źródło jest dla odbiorcy niewiarygodne, komunikat zostaje odrzucony niezależnie od jego siły. Analityk wskazuje przy tym na działania Romana Giertycha, który atakuje Stanowskiego, budując wokół niego ramę osoby finansowanej przez PiS. „To powoduje, że wyborca koalicji patrzy na niego podejrzliwie i on słyszy, ale nie słucha" - opisuje mechanizm impregnacji.
Według analityka równolegle pojawiły się informacje o lekarzach z innych szpitali - także o innej proweniencji politycznej - którzy zarabiali porównywalne kwoty. Ten efekt rozproszenia odpowiedzialności pracuje na korzyść obozu rządzącego: pokazuje, że problem jest systemowy, a nie partyjny. „Na końcu przychodzi Grzegorz Braun pod rękę z Mentzenem i z Bosakiem, cali na biało" - dodaje Duma, wskazując, że antysystemowa prawica nie ma w tym obszarze realnych obciążeń.
Tusk gra z podręcznika i przesuwa ciężar na Trzaskowskiego
Premier zareagował zgodnie z procedurą kryzysową: kontrola, audyt, projekt ustawy. „Po prostu jak z podręcznika pod tytułem zdejmujemy segregator z procedurami kryzysowymi" - komentuje Duma. Wszystkie zapowiedziane działania przyniosą efekty dopiero za tygodnie lub miesiące, ale u własnych wyborców budują wrażenie zdecydowanego działania.
Analityk zestawia obecną reakcję z aferą hazardową z 2009 roku, gdy Tusk zdymisjonował kilku ministrów i szefa klubu. Jego zdaniem tamta dymisja dotyczyła ludzi, których premier i tak chciał się pozbyć: Mirosława Drzewieckiego, Grzegorza Schetyny, Andrzeja Czumy, Zbigniewa Chlebowskiego. „Nadarzyła się okazja do przeprowadzenia działań, które być może tak byłyby odłożone w czasie" - ocenia Duma. Dzisiaj takiej kalkulacji nie ma, więc nie ma też powodu do spektakularnych dymisji.
Kluczowym elementem strategii Tuska jest - według analityka - przesunięcie ciężaru afery na Rafała Trzaskowskiego. „Donald Tusk spycha tę sprawę w stronę Rafała Trzaskowskiego pod tytułem: 'Słuchaj stary, to jest twój problem, zarządź tym". Duma powołuje się na badania zaufania, które, jak twierdzi, mają wkrótce ukazać się w Onecie: Tusk nie traci, natomiast Trzaskowski nie utrzymał swojego poziomu zaufania. „Nie zdziwiłbym się, gdyby to była dosyć dobra okazja do tego, żeby cnotę zachować, a rubelka zarobić" - komentuje, sugerując, że premier może przy okazji osłabić wewnątrzpartyjnego konkurenta.
PiS bez paliwa, Konfederacja i Braun bez obciążeń
Prawo i Sprawiedliwość znajduje się - zdaniem Dumy - w sytuacji, w jakiej Koalicja Obywatelska była podczas rządów PiS: afery wybuchają, opozycja próbuje się na nich zbudować, „i nie żarło". Dodatkowo partia Jarosława Kaczyńskiego ma dwóch silnych konkurentów na prawicy, czego nie doświadczała w ostatnich dwóch dekadach. „Czy to był PJN, czy Solidarna Polska, czy to był Jarosław Gowin z Porozumieniem - oni nie mieli tej siły, tego rozpędu i tych cech wizerunkowych, które ma dzisiejsza konkurencja na prawicy".
Strukturalnym problemem PiS jest również to, że szpitale w Polsce prowadzą głównie samorządy - powiaty ziemskie oraz województwa. W powiatach ziemskich silną pozycję ma PSL i lokalne komitety, a Prawo i Sprawiedliwość rządzi w kilku sejmikach wojewódzkich. „Szansa na to, że mamy jakiegoś trupa w szafie, zarówno po stronie PSL-u, Koalicji Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, jest niestety dosyć duża" - ocenia analityk. Bez obciążeń pozostają jedynie Konfederacja i ugrupowanie Brauna, które praktycznie nie mają udziału we władzy samorządowej.
W trudnej pozycji znalazła się również Lewica. Razem komunikuje, że poprowadziłoby resort zdrowia inaczej, ale jednocześnie - jak przypomina Duma - partia wcześniej odmówiła wzięcia tego ministerstwa. „Ta krytyka jest taka, żeby przypadkiem nie dotknąć odpowiedzialności, którą mogli wziąć, a z której zrezygnowali".
Służba zdrowia w sondażach a w decyzjach wyborczych
Baranowska zwraca uwagę na paradoks: służba zdrowia od lat należy do trzech najczęściej wymienianych obaw Polaków, ale rzadko przesądza o decyzji przy urnie. Duma tłumaczy, że odpowiedzi zależą od metody badawczej. Gdy badanym pokazuje się listę tematów, służba zdrowia uzyskuje wiele wskazań. Gdy mają wymienić problemy spontanicznie - pojawia się rzadziej.
Analityk przywołuje badanie sprzed reformy wymiaru sprawiedliwości za czasów ministra Andrzeja Czumy. Głównym czynnikiem różnicującym ocenę sądów było osobiste doświadczenie z systemem - niezależnie od wyniku sprawy. Podobnie działa to w ochronie zdrowia: pacjenci przewlekle chorzy, którzy mają „wydeptane ścieżki", oceniają system lepiej niż osoby znające go wyłącznie z mediów.
SOR jest jednak - zastrzega Duma - odrębną kategorią. To miejsce pierwszego zderzenia, w którym pacjent oczekuje natychmiastowej reakcji, a trafia w obcy mu system z triażem, kolorowymi opaskami i brakiem informacji o czasie oczekiwania. „Trafiamy w miejsce, które jest dla nas obce, w system, którego nie rozumiemy, będąc jednocześnie samemu przestraszonym" - opisuje analityk. To dlatego historia z warszawskiego SOR-u uderzyła w nerw, którego inne wątki afery dotknąć nie potrafią.
Klucz do 2027 roku: najmłodsi wyborcy
Duma uważa, że o wyniku wyborów w 2027 roku zdecyduje nie mityczne „centrum", lecz najmłodsi wyborcy w wieku 18-29 lat. To oni - według niego - przesądzili o zwycięstwie obecnej koalicji w 2023 roku (ponad 60 procent głosów w tej grupie przy ponad 50 procentach w całej populacji) oraz o wygranej Karola Nawrockiego w drugiej turze wyborów prezydenckich (ponad 53 procent w całej populacji).
W tej grupie historia młodego radnego z gigantycznymi zarobkami może rezonować szczególnie mocno. „Jest nadzieja na karierę. A ja 20 plus muszę gdzieś tam się dorabiać czy ciężko pracować i nie jest mnie stać na własne mieszkanie" - relacjonuje możliwą reakcję Baranowska. Duma dodaje jednak, że młodzi wyborcy prawicowi nie zagłosują na PiS, lecz na Konfederację, Razem lub Brauna.
Analityk poświęca osobną uwagę fenomenowi Brauna, którego ofertę określa jako emocjonalną. Mimo różnicy pokoleniowej Braun jest dla młodych „fajnym wujkiem" - używającym rozbudowanej polszczyzny, okularów i brody jako rekwizytów mądrości. „Najpierw mówi coś prawdziwego, a potem dobudowuje swoje tezy" - opisuje technikę retoryczną Brauna. Z kolei duet Sławomir Mentzen-Krzysztof Bosak tworzy, według Dumy, „polityczny związek partnerski": Mentzen jest chłodny i nastawiony na zarabianie, Bosak ciepły i rodzinny.
Czy aferę można jeszcze podbić
Na pytanie, czy mogą wyjść kolejne wątki sprawy, które zmusiłyby Tuska do rekonstrukcji rządu, Duma odpowiada z ostrożnością. Wywiad Stanowskiego z doktorem Jędrzejewskim ocenia jako „bardzo mocną rzecz" - także dlatego, że lekarz wystąpił pod nazwiskiem. Pyta jednak, czy stawkę można jeszcze podbić emocjonalnie.
Analityk porównuje zasięg sprawy z aferą jachtów KPO, mierzony przez Res Futura Michała Federowicza. W pierwszych 48 godzinach zasięg obecnej afery - przed wywiadem z Jędrzejewskim - był „sporo mniejszy" niż w przypadku KPO, gdzie pojawiło się 400 milionów kontaktów. „Format tej sprawy był po pierwsze mniejszy, a po drugie, po aferze KPO Platforma zdążyła o parę punktów wzrosnąć" - zauważa.
Duma przewiduje, że do wyborów wydarzy się jeszcze wiele spraw porównywalnego kalibru, które rozmyją obecną aferę. „Dzisiaj newsy mają charakter muszki owocówki. Niby coś tam pozostaje, jakiś ślad emocjonalny, ale te wielkie sprawy dzisiaj nie są takie wielkie". Hipotetyczna afera taśmowa, gdyby wybuchła w 2026 roku, jego zdaniem zostałaby skwitowana wzruszeniem ramion.
Baranowska zwraca jednak uwagę na efekt kuli śniegowej - kumulację spraw, które opozycja może eksploatować w kampanii. Duma kontruje, że prawdziwa konkurencja w polityce toczy się wewnątrz bloków: Konfederacja będzie zainteresowana odbieraniem głosów PiS, nie Koalicji Obywatelskiej, bo to rozkład sił na prawicy zdecyduje o przyszłym podziale władzy. A wakacje, jak zauważają oboje rozmówcy, są tuż-tuż - i mogą dodatkowo wytłumić polityczne skutki sprawy warszawskiego szpitala.