Powrót

Sztuczna inteligencja zamyka drzwi juniorom na rynku IT

Rozwój generatywnej sztucznej inteligencji nie prowadzi do masowego znikania miejsc pracy, ale drastycznie ogranicza rekrutację młodych pracowników - ostrzega Karol Kapuściński z portalu NoFluffJobs w rozmowie o polskim rynku pracy. Zdaniem eksperta z niemal 18-letnim doświadczeniem w branży rekrutacyjnej największym zagrożeniem nie jest koniec zawodów, lecz luka kompetencyjna, która narasta, gdy firmy przestają zatrudniać osoby na najniższych stanowiskach.

Rewolucja, która już trwa

Kapuściński odrzuca publicystyczną tezę o nadchodzącej katastrofie na rynku pracy. „To nie jest tak, że my czekamy na tę rewolucję, która się wydarzy dopiero, tylko zdecydowanie jesteśmy w trakcie tej rewolucji” - mówi. Punktem zwrotnym był według niego rok 2022 i szybki rozwój generatywnej AI, która najpierw objęła sektor technologiczny - software house’y i korporacyjne biurowce.

Ekspert zwraca uwagę, że rynek wchodzi w nową fazę. Po okresie „zachłyśnięcia się technologią” firmy zaczęły oceniać sztuczną inteligencję przez pryzmat zwrotu z inwestycji. Okazało się, że niewielki odsetek przedsiębiorstw odnotował realny wzrost przychodów dzięki AI, ponieważ efektywność narzędzia zależy od tego, do czego się je wykorzystuje.

Problem dotyczy również samych dostawców technologii. Kapuściński wskazuje, że spółki takie jak OpenAI czy Anthropic „nie są super dochodowe” - rosną, generują ogromne zapotrzebowanie na energię i wodę, ale zmieniają modele monetyzacji. Wyceny rosną, a firmy korzystające z tych rozwiązań muszą liczyć się z wyższymi opłatami za subskrypcje i tokeny niezbędne przy zaawansowanych działaniach.

AI jako koszt i jako kompetencja

Ekspert zwraca uwagę na powszechne nieporozumienie: sztuczna inteligencja bywa postrzegana jak pakiet biurowy, za który płaci się stały abonament. W rzeczywistości darmowe modele są mocno okrojone, a bardziej zaawansowane procesy - integracja z aplikacjami czy wykorzystanie agentów - wymagają droższych pakietów i większego zużycia tokenów.

To przekłada się na kalkulację biznesową. „Czy bardziej opłaca nam się nie zatrudniać kolejnych osób na przykład na stanowiska deweloperskie, ale wykorzystywać bardziej sztuczną inteligencję i wspierać nasz zespół programistów przez narzędzia typu Cloud” - tłumaczy Kapuściński. Im więcej tokenów, dostępów i pracowników, tym wyższy koszt.

Jednocześnie znajomość AI staje się standardowym wymaganiem na stanowiskach biurowych, a nie tylko technologicznych. Kapuściński porównuje to do momentu, gdy pakiet Microsoft Office stał się oczywistą pozycją w CV. „Dzisiaj takim stałym wymaganiem i powszechnym stało się faktycznie w firmach (…) wymaganie znajomości sztucznej inteligencji czy wykorzystywania sztucznej inteligencji w swojej pracy” - mówi.

Menedżer jako architekt procesów

Według eksperta zmienia się rola kadry zarządzającej. Klasyczne funkcje - delegowanie, kontrolowanie, motywowanie - pozostają istotne, ale menedżer staje się dziś „architektem procesów”, decydującym, gdzie i jak wykorzystać narzędzia oraz jak podzielić zadania między ludzi i sztuczną inteligencję.

Samo udostępnienie narzędzi nie wystarcza. „Takie rzucenie tylko narzędzi i powiedzenie: no to dobrze, macie, korzystajcie i bądźcie teraz bardziej efektywni, niewiele nam daje” - ostrzega Kapuściński. Kluczowe jest budowanie repozytoriów, które w przyszłości pozwolą automatyzować procesy, a nie tylko doraźnie przyspieszać pojedyncze zadania.

Ekspert przywołuje ostrzegawczy przykład zagranicznej firmy, w której wskaźnikiem efektywności uczyniono samo wykorzystanie tokenów. „Ludzie robili przedziwne rzeczy, niekoniecznie biznesowe, tylko po to, żeby te KPI-e mieć wysoko” - relacjonuje, wskazując na błędnie ustalony miernik jako źródło marnotrawstwa.

Doświadczenie zyskuje na wartości

Wbrew powszechnym obawom o starszych pracowników, Kapuściński powołuje się na analizy Światowego Forum Ekonomicznego oraz raport Work Trend Index firmy Microsoft. Wynika z nich, że kompetencjami przyszłości będą umiejętności miękkie: krytyczne myślenie, głęboka wiedza i zdolność wychwytywania błędów generowanych przez AI.

„Ta głęboka wiedza, doświadczenie będą niezwykle potrzebne, aby ze sztuczną inteligencją pracować” - podkreśla ekspert. Bardziej doświadczeni programiści, którzy „nie robią tylko tak zwanego vibe codingu, tylko faktycznie wiedzą, co jest w środku tego kodu”, osiągają lepsze efekty w długim terminie.

Kapuściński przywołuje zasadę „garbage in, garbage out” - jeśli narzędzia zasilimy nierzetelnymi danymi, otrzymamy byle jaki wynik. Dlatego opowiada się za modelem „human in the loop”, w którym człowiek nadzoruje i kontroluje proces w kluczowych momentach.

Juniorzy wypadają z rynku

Najpoważniejszy problem społeczny ekspert dostrzega w sytuacji młodych ludzi wchodzących na rynek. Dwa czynniki drastycznie ograniczyły liczbę ofert dla juniorów: praca zdalna wprowadzona podczas lockdownów, która utrudniła wdrażanie nowych pracowników, oraz boom na AI.

„Dużo prostych czynności, które kiedyś wykonywali juniorzy (…), dzisiaj często niestety, ale w biznesie robi to sztuczna inteligencja” - mówi Kapuściński. Skala jest znacząca: jeszcze niedawno rynek IT szacował niedobór programistów na 40 tysięcy osób, a niektórzy eksperci mówili o zapotrzebowaniu rzędu 100-120 tysięcy. Reklamy kursów obiecujących szybkie wejście do branży zniknęły niemal z dnia na dzień.

Ekspert dostrzega jednak początek odwrotu. „Takie podejście do młodych ludzi powoduje tworzenie się ogromnej luki kompetencyjnej” - ostrzega. Jeśli firmy przestaną zatrudniać juniorów, którzy uczą się od midów i seniorów, z czasem zabraknie także tych bardziej doświadczonych. Inwestowanie w młode kadry określa jako „strategicznie najodpowiedzialniejsze rozwiązanie”.

Kapuściński studzi przy tym obawy o presję płacową. Większym problemem niż niskie zarobki juniorów jest brak stanowisk dla nich. Przykład skali: w programie stażowym jednego z dużych pracodawców odnotowano 15 tysięcy aplikacji na jedną rolę. Kompetencje cyfrowe u młodych kandydatów raczej podnoszą ich wartość, niż ją obniżają.

Polska pozostaje w grze, ale demografia ciąży

Ekspert ocenia pozycję Polski jako dostawcy usług technologicznych umiarkowanie optymistycznie. Polscy programiści, zwłaszcza backendowcy, są cenieni ze względu na wykształcenie i znajomość języka angielskiego. Rosnące koszty pracy skłaniają jednak firmy do poszukiwania alternatyw - pojawiają się Rumunia, Indie, ostatnio Egipt - choć część inwestorów wraca po weryfikacji kompetencji.

Dane rynkowe wskazują na wzrost. Po okresie spadków i stagnacji liczba ofert rośnie o około 4 procent, a w IT o 9 procent. W czerwcu na wszystkich portalach pojawiło się 257 tysięcy nowych ogłoszeń. Rośnie też zapotrzebowanie w medycynie - o około 13 procent rok do roku. Gorzej radzi sobie przemysł.

Zdaniem eksperta Polsce brakuje rodzimych firm produktowych, które nie są jedynie podwykonawcami, lecz tworzą własne rozwiązania. Przewidywanie potrzebnych kompetencji pozostaje największym wyzwaniem - Kapuściński przywołuje prognozę mówiącą o zmianie 70 procent wymagań technologicznych na stanowiskach programistycznych do 2027 roku.

Ekspert wskazuje też na ograniczenia planowania edukacyjnego. „Zawsze biznes będzie szybszy niż my przewidzimy” - mówi. Jako przykład rozbieżności między zapowiedziami a rzeczywistością przywołuje firmę Accenture, która zapowiadała miliardowe inwestycje i tworzenie dziesiątek tysięcy stanowisk, a ostatecznie przeprowadziła zwolnienia, bo AI usprawniła wiele procesów.

Starsi pracownicy i era small biznesu

Kapuściński łączy problem demograficzny z potencjałem osób dojrzałych. „Musimy przestać myśleć w kontekście młodych, dynamicznych zespołów, a pewnie starych, dynamicznych zespołów” - mówi. Doświadczenie w połączeniu z narzędziami technologicznymi może być, jego zdaniem, atutem, a praca starszych pracowników - lżejsza i bardziej efektywna dzięki AI.

Warunkiem jest jednak ciągła edukacja. Ekspert odwołuje się do idei lifelong learning oraz pojęć reskillingu i upskillingu - podnoszenia kompetencji lub przekwalifikowania. Wskazuje na pracodawców, którzy z wyprzedzeniem przygotowują pracowników do nowych ról, na przykład stanowisk testerskich.

Robotyzacja postępuje w pracy fizycznej - autonomiczne magazyny, drony do inwentaryzacji - ale Kapuściński zastrzega, że nie wszystkie stanowiska da się zastąpić. Zastanawia się, czy autonomiczne auto poradziłoby sobie na zakorkowanym warszawskim skrzyżowaniu. „My nie wiemy de facto, jakie zawody będą nam potrzebne za parę lat” - przyznaje.

Ekspert dostrzega jednocześnie nowy trend przedsiębiorczości. Powołując się na Błażeja Dziuka ze sceny startupowej Trójmiasta, mówi o „nowej erze small biznesu”: dwie osoby z kompetencjami technologicznymi i sprzedażowymi mogą w ciągu miesiąca stworzyć i zacząć monetyzować prosty produkt rozwiązujący jeden problem biznesowy.

Człowiek pozostaje niezbędny

Kapuściński studzi jednak entuzjazm. Konkurencja jest ogromna, a przy natłoku informacji i łatwości tworzenia produktów przewagę zachowują firmy o ugruntowanej pozycji. „To nie jest tak, że stworzysz dzisiaj świętego grala i będziesz jedyny na świecie” - ostrzega.

Ostateczna konkluzja rozmowy wskazuje na trwałą rolę człowieka. „Jeśli nie będziemy mieli backgroundu i wiedzy jakiejś takiej dodatkowej, która będzie w pewien sposób nas wyróżniała, no to jedyne, co przyniesiemy, to to, co ta sztuczna inteligencja z danych nam wyciągnie” - mówi ekspert. Skoro identyczny prompt daje podobne wyniki, o wartości decyduje to, co wnosi człowiek.

Rozmowa była pierwszą częścią cyklu poświęconego rynkowi pracy w programie „Biznes otwarty” prowadzonym przez Pawła Blajera. Twórcy zapowiedzieli kontynuację tematu, obejmującą między innymi zagadnienia robotyzacji, i poprosili widzów o pytania w komentarzach - niezależnie od tego, czy są pracodawcami, pracownikami, przyszłymi przedsiębiorcami czy studentami.