Powrót

Trump, sztuczna inteligencja i mapy: metoda czy chaos?

Donald Trump publikuje w mediach społecznościowych generowane przez sztuczną inteligencję filmy i przerobione mapy, w których Stany Zjednoczone zajmują cały kontynent, a on sam figuruje jako najlepszy prezydent w historii kraju. Dziennikarze Kamila Baranowska i Grzegorz Ślubowski w programie Kanału Otwartego analizują, czy ten styl komunikacji to przemyślana taktyka, czy przejaw utraty kontaktu z rzeczywistością - i jakie niesie konsekwencje dla polityki międzynarodowej.

Polityka prowadzona memami

Punktem wyjścia rozmowy stały się materiały, które prezydent USA regularnie zamieszcza w internecie. Jeden z nich opatrzył podpisem sugerującym, że „żadne zło nie umknie jego wzrokowi”, prezentując siebie w roli superbohatera.

Zdaniem Baranowskiej publikacje te są celowo przesadzone. „Im więcej wrzuca tych filmików, w jego mniemaniu zabawnych, tym bardziej uważa, że to jest świetne i robi tego więcej, mocniej i jeszcze bardziej cringe’owo” - oceniła.

Materiały te nie są jednak pozbawione znaczenia politycznego. Towarzyszą konkretnym pomysłom Trumpa dotyczącym zmiany nazw geograficznych oraz przerabianiu map. W jednej z grafik prezydent przedstawił całą Amerykę Północną w barwach Stanów Zjednoczonych - jako jednolity organizm państwowy.

Wspólnym mianownikiem tych publikacji jest, według rozmówców, hasło „Make America Great Again”. Wszystko ma nazywać się „Ameryka”, wszystko ma być amerykańskie, a on sam ma pozostać w pamięci jako najlepszy przywódca kraju.

Zmiany nazw i seria kontrowersji

Baranowska przywołała pomysł zmiany nazwy stanu Nowy Meksyk na „Nowa Ameryka”, a także propozycję przemianowania jeziora Ontario na „Ameryka”. Ten drugi projekt wywołał spór prawny.

„Okazało się, że to nie ma mocy prawnej poza USA” - zauważyła dziennikarka, wskazując, że prezydent nie może narzucić nowej nazwy mieszkańcom Kanady ani serwisom mapowym. Trump miał także rozważać zmianę nazwy cieśniny Ormuz na „cieśninę Trumpa”.

Ślubowski podkreślił, że powtarzanie tych samych treści nie zmienia rzeczywistości. „Jeżeli coś się powtarza nieustannie, chociaż jest inaczej, to wcale nie znaczy, że będzie tak, jak się to nazywa” - stwierdził.

Rozmówcy zwrócili też uwagę na skłonność prezydenta do wypowiedzi łatwo weryfikowalnych jako nieprawdziwe. Trump miał twierdzić, że podczas ataku na World Trade Center był w środku budynku i został wyprowadzony przez strażaków, oraz że jego wujek był nauczycielem Teda Kaczyńskiego - co, jak zaznaczono, okazało się niemożliwe.

Kłamstwo, obrażanie i zerwanie z konwenansami

Ślubowski przyznał, że część nieprawdziwych wypowiedzi trudno wytłumaczyć jakąkolwiek korzyścią. „Ja bym jeszcze zrozumiał, jakby on nie mówił prawdy w sytuacji, kiedy to mu się jakoś opłaci, ale on nie mówi prawdy także w sytuacji, która nie wiadomo dlaczego mu się opłaci” - powiedział.

Baranowska odniosła to zjawisko do szerszego mechanizmu politycznego. Cytując rozmowę z polskim politykiem opozycji, wskazała, że przywódcy starszego pokolenia przywykli, iż ich słowa przyjmowano jako prawdę, i nie uwzględnili, że dziś internauci weryfikują wypowiedzi w czasie rzeczywistym.

Jej zdaniem kłamią wszyscy politycy, lecz różnią się sprytem. Trump miałby robić to mniej finezyjnie, licząc na lojalność zwolenników mimo polaryzacji - mechanizm, który dziennikarze porównali do polskiej sceny politycznej.

Osobnym wątkiem jest obrażanie rozmówców i partnerów. Ślubowski przypomniał obraźliwe epitety pod adresem Irańczyków oraz filmy z fekaliami spadającymi z samolotu lecącego do USA. Symbolem zerwania z dyplomatycznymi konwenansami stała się dla rozmówców publiczna wymiana zdań z Wołodymyrem Zełenskim w Białym Domu.

Biznesowe metody w polityce

Baranowska przytoczyła opinię ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudy, który - pytany o Trumpa w gronie dziennikarzy - miał ocenić, że amerykański przywódca „stosuje swoje sprawdzone numery biznesowe w użyciu politycznym”.

Według tej interpretacji Trump działa bez kontekstu dyplomatycznego, nie przejmując się konwenansami. „Dlatego jest nieprzewidywalny, dlatego jest trudny do ogrania i dlatego jest trudny w takich rozmowach, bo nie wiadomo jak zareaguje” - relacjonowała dziennikarka słowa Dudy, dodając, że prezydent mówił o tym z nutą uznania.

Ślubowski wyraził jednak wątpliwość co do skuteczności tej taktyki. Zauważył, że Trump pierwszej kadencji zachowywał pewne granice, być może pod wpływem otoczenia i silniejszej wówczas Partii Republikańskiej. „W tej chwili wydaje mi się, że już żadnych konwenansów nie zachowuje” - ocenił, nie wykluczając wpływu wieku prezydenta.

Baranowska przypomniała, że w drugiej kadencji Trump miał świadomie otoczyć się ludźmi lojalnymi, niekoniecznie doświadczonymi w polityce, sfrustrowany wcześniejszymi ograniczeniami ze strony aparatu państwowego. „W tej drugiej kadencji wszedł z takim przekonaniem, że tym razem otoczy się ludźmi, którym ufa” - powiedziała.

Pięć tysięcy dolarów i pytanie o skuteczność

Rozmówcy omówili obietnicę wypłaty pięciu tysięcy dolarów wyborcom głosującym na Republikanów, jeśli partia utrzyma władzę w Kongresie. Baranowska nazwała to „formą przekupstwa”, zwracając uwagę, że inni politycy robią to z większą finezją, nie deklarując wprost wypłat z budżetu.

Ślubowski uznał ten styl za mało skuteczny i nieprzystający do roli prezydenta USA. Podkreślił jednak, że Trump nie pojawił się w próżni - był odpowiedzią na realne problemy: kryzys gospodarczy, niekontrolowaną migrację z Meksyku oraz, jak to ujął, „sięgającą absurdów kulturę woke” i nakazy poprawności politycznej.

„Pytanie, czy to lekarstwo w tym momencie nie jest gorsze momentami niż choroba” - stwierdził dziennikarz. Baranowska przyznała, że w kwestii migracji Trump może się chwalić skutecznością, gorzej natomiast poszło z obietnicami zakończenia wojen.

Cringe czy skuteczna komunikacja?

Dziennikarze zwrócili uwagę, że ocena stylu Trumpa może być europocentryczna. Baranowska przywołała rozmowę z Andrzejem Kohutem w Kanale Otwartym, który wskazywał, że wynik zbliżających się wyborów połówkowych wcale nie jest przesądzony, a prezydent zachowuje wysokie zaufanie we własnym elektoracie.

„Może my żyjemy w takim świecie, że nam się wydaje, że to jest cringe, że pewnych rzeczy nie wypada. Może Amerykanie odbierają to zupełnie inaczej” - zastanawiała się dziennikarka. Otwartym pozostaje pytanie, czy wyborcy popierają Trumpa dzięki tej komunikacji, czy pomimo niej.

W polityce międzynarodowej styl prezydenta wywołuje ostrożność. Baranowska relacjonowała opinię polskiego dyplomaty, według którego Trumpa „traktuje się jak niesforne dziecko w polityce” - nieprzewidywalnie, więc partnerzy obchodzą się z nim ostrożnie. W tej ostrożności może kryć się źródło jego przewagi negocjacyjnej.

Rozmówcy zauważyli przy tym, że Trump różnicuje ton w zależności od rozmówcy. Zełenskiego traktuje instrumentalnie, natomiast w Władimirze Putinie widzi przywódcę mocarstwa, wobec którego zachowuje się inaczej.

Kontekst i perspektywa

Mimo krytyki Ślubowski zaznaczył, że kluczowe pozostaje utrzymanie jedności Zachodu. „Najważniejsze jest cały czas to, żeby ten świat zachodni istniał, żeby te wartości cały czas istniały” - podkreślił, przeciwstawiając model amerykański opresyjnemu, jego zdaniem, systemowi chińskiemu.

Dziennikarz zwrócił uwagę na naciski Trumpa wobec Danii w sprawie Grenlandii jako przykład działań, które mogą zniechęcać sojuszników - nawet gdy interes strategiczny USA jest oczywisty.

Baranowska przytoczyła komentarze z amerykańskich mediów przypominające, że autor tych publikacji „ma guzik” - stoi na czele najpotężniejszego państwa świata. Przyznała jednocześnie, że materiały Trumpa nieustannie ją bawią.

Rozmowa nie przyniosła jednoznacznej odpowiedzi na tytułowe pytanie. Dziennikarze zgodzili się, że rozstrzygnięcie, czy to metoda, czy chaos, przyniosą dopiero wybory połówkowe. Na koniec Baranowska zauważyła, że choć polscy politycy prawicy naśladowali wcześniej styl Trumpa - muzykę, konwencje, czapeczki - nikt nie zdecydował się na publikowanie satyrycznych filmów z własnym udziałem. „Może na szczęście” - podsumowała.