Trump wita Xi na lotnisku. Cena może być globalna
Donald Trump złamał sześćdziesięcioletni protokół i osobiście przywitał Xi Jinpinga na płycie lotniska w Waszyngtonie, gdzie chińskiego przywódcę powitały honory wojskowe z przelotem bombowców. Wydarzenie, komentowane przez Igora Janke i Grzegorza Ślubowskiego w Kanale Otwartym, wpisuje się w rozmowy o handlu, Tajwanie, Iranie i Ukrainie - z możliwymi konsekwencjami także dla Polski.
Powitanie, jakiego nie było od dekad
Jak zauważyli publicyści, prezydent USA po raz ostatni wyjechał na płytę lotniska, by powitać zagraniczną delegację, 64 lata temu. Zwyczajowo takie powitania odbywają się w Białym Domu. Tym razem Trump wraz z Melanią przyjął parę z Chin przy oprawie pełnej symboli: myśliwców i bombowca przelatujących nad gośćmi.
Rozmówcy różnie odczytywali intencje gospodarza. „Pytanie, czy chciał zaimponować, czy chce ugłaskać jak najbardziej tego groźnego kocura, który przyleciał” - mówił Ślubowski. Zdaniem obu komentatorów sceneria miała zrobić wrażenie, ale przede wszystkim ustawiła Trumpa i Xi w jednym szeregu.
To - jak podkreślał Janke - „gigantyczna zmiana”. Trump szedł do prezydentury z przekonaniem, że Chiny są głównym rywalem Stanów Zjednoczonych, państwem, którego rolę należy umniejszyć, a współpracę gospodarczą ograniczyć. „Wszystko miało być decoupling, miało być odcięcie od Chin” - przypomniał publicysta. Tymczasem obserwowany scenariusz jest odwrotny.
Handel, moratorium i pytanie o strategię
Za obrazem powitania kryją się konkretne ustalenia gospodarcze. Jak relacjonował Ślubowski, sekretarz skarbu Scott Bessent zapowiedział przedłużenie moratorium na wzajemne sankcje. W zamian za chiński eksport metali ziem rzadkich Trump miał wstrzymać zapowiadane obostrzenia.
Kluczowe pytanie, które postawili rozmówcy, brzmi: czy to taktyka, czy strategia? Obaj skłaniają się ku pierwszej odpowiedzi. „On na pewno nie zmienił swoich przekonań. To jest jakaś gra” - ocenił Ślubowski, wskazując na styl Trumpa znany z wojny celnej: cła nakładane i zdejmowane z dnia na dzień, groźby wobec Grenlandii i szybkie odwroty.
Janke przypomniał, że w amerykańskich elitach politycznych i eksperckich od dawna panuje przekonanie o nieuchronności rywalizacji z Pekinem. „W tych elitach było jasne od dawna, że Chiny są absolutnie głównym rywalem, konkurentem, wrogiem” - mówił, dodając, że część analityków przewiduje konflikt zbrojny, prawdopodobnie o Tajwan. Zastrzegł zarazem, że Chińczycy są „mistrzami świata w prowadzeniu gry” i wolą wygrywać bitwy bez ich rozpoczynania.
Ślubowski wiązał gesty Trumpa z listopadowymi wyborami połówkowymi, w których republikanie mogą stracić większość w obu izbach. „Chce pokazać swojemu społeczeństwu, że jest tym prezydentem pokoju, że ze wszystkimi się dogada” - tłumaczył, wymieniając także zapowiadane zaproszenie Władimira Putina na szczyt G20 w Miami.
Tajwan na stole - i cena, którą mógłby zapłacić Zachód
Zdaniem publicystów lista tematów negocjacyjnych jest długa: polityka handlowa, sztuczna inteligencja, Iran, współpraca z Rosją, a także Ukraina i Tajwan. Dla Xi - jak podkreślał Janke - Tajwan pozostaje sprawą kluczową.
„Jak to Chińczyk nie wolałby nie wysłać tam swoich statków i wojsk, tylko po prostu załatwić to przy stole, załatwić naciskami” - mówił Janke, wskazując na strategię działania krok po kroku. Rozmówcy przypomnieli, że Stany Zjednoczone wstrzymały ostatnio dostawy broni na Tajwan, co uznali za sukces Pekinu. „Tajwan wisi na Amerykanach. Gdyby nie amerykańskie wsparcie i gwarancje, to już dawno byłby chiński” - ocenił Janke.
Nowy element wprowadziła wypowiedź Wołodymyra Zełenskiego, który - jak relacjonował Ślubowski - zapowiedział, że zwróci się do Chin o udział w rozmowach o Ukrainie „jako pełnoprawny członek”. Publicyści odczytali to jako kolejną zmianę, bo dotąd wskazywano, że bez chińskiego wsparcia Rosja nie prowadziłaby tej wojny.
Rozmówcy nie mieli złudzeń co do intencji Pekinu. „Każdy prowadzi ostro grę. Oni są w tym mistrzami” - mówił Janke. Ostrzegli zarazem, że ewentualne przyzwolenie Zachodu na przejęcie Tajwanu przez Chiny byłoby groźnym precedensem. „To jest furtka do innych takich ruchów” - podkreślił Janke, wskazując, że niepokój rośnie w stolicach wschodniej Azji, od Tokio po Seul.
Rosja jako „młodszy brat” Chin
Obaj komentatorzy zgodzili się, że świat jednobiegunowy odchodzi w przeszłość. „Stany Zjednoczone nie będą jedynym mocarstwem” - ocenił Ślubowski, choć zaznaczył, że wciąż pozostają państwem numer jeden.
Rosja, w ich ocenie, staje się gospodarczo zależna od Pekinu. „Bez chińskich komponentów, bez sprzedawania surowców do Chin Rosjanie nie są w stanie tej wojny prowadzić” - mówił Janke, opisując Moskwę jako „junior partnera”. Rozmówcy uznali sytuację na froncie za patową: Ukraina jest w gorszym położeniu, ale Rosja nie potrafi jednoznacznie przełamać obrony.
Odłożona wizyta i cień polskiej polityki
Z polskiej perspektywy publicyści zwrócili uwagę na odłożenie zapowiadanej wizyty Władysława Kosiniaka-Kamysza w Waszyngtonie. Wicepremier i szef MON miał rozmawiać z Petem Hegsethem o amerykańskich bazach w Polsce. Pentagon jako oficjalny powód podał „konflikt terminów”, a rozmówcy wiązali przełożenie wizyty z zaangażowaniem strony amerykańskiej w rozmowy z Chinami. Nowego terminu nie podano.
Janke dopuścił niepokojącą interpretację: „Czy to nie jest tak, że z tymi bazami piłka jest w grze, a Trump może to wykorzystać, żeby mieć się z czego wycofać wobec Rosjan i Chińczyków”. Przypomniał, że w liście Siergieja Ławrowa sprzed inwazji na Ukrainę Rosja domagała się, by żadne wojska NATO nie stacjonowały w Polsce.
Ślubowski zaproponował wyjaśnienie bardziej prozaiczne - związane z rywalizacją wewnętrzną. Jego zdaniem otoczenie prezydenta Karola Nawrockiego, mające dobre kontakty z administracją Trumpa, może nie chcieć, by przeciwnicy polityczni zyskali przed wyborami na informacjach o budowie stałej bazy. Janke uznał taki scenariusz za „bardzo słaby” i zaapelował do obu obozów o ścisłą współpracę w kwestiach bezpieczeństwa.
Szukanie sojuszników poza Waszyngtonem
W konkluzji rozmówcy wezwali do szerszego spojrzenia na mapę świata. „To jest ten moment, kiedy powinniśmy szukać sojuszników w różnych miejscach, w zależności od tego, na ile ich interesy są zbieżne z naszymi” - mówił Ślubowski, wymieniając państwa skandynawskie, bałtyckie oraz Turcję.
Janke podkreślił znaczenie współpracy z państwami północy, „które postrzegają tak samo niebezpieczeństwo”, uznając ją za niezbędną niezależnie od postawy Waszyngtonu. Turcję opisał jako „potencjalnie ważnego sojusznika” w ramach NATO, mimo braku entuzjazmu wobec polityki Recepa Erdoğana. Za długofalowy cel strategiczny uznał relacje z Ukrainą, przyznając zarazem, że dziś - wobec emocji po obu stronach - trudno je sobie wyobrazić.
Kontekst
Wizyta Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych zbiegła się z sesją Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na którą przybyli światowi przywódcy, w tym prezydent Nawrocki. Publicyści zapowiedzieli dalsze śledzenie rozmów w Waszyngtonie i ich konsekwencji - istotnych, jak zaznaczyli, nie tylko dla Chin, lecz również dla Polski.