Trump wobec Ukrainy: gra na dwa fronty przed wyborami
Donald Trump prowadzi wobec Rosji i Ukrainy nieczytelną politykę, oscylując między naciskiem na Kijów a gestami wobec Moskwy - a głównym kontekstem tych ruchów są zbliżające się wybory śródokresowe w Stanach Zjednoczonych z 3 listopada. Taką tezę postawił Maciej Kożuszek, szef działu zagranicznego „Gazety Polskiej” i autor zapowiadanej książki „Niezastąpiona. Polska, Ameryka i realizm atlantycki”, w rozmowie z Kamilą Baranowską na Kanale Otwartym.
Zdaniem Kożuszka działania Trumpa wymykają się jednoznacznej interpretacji, ponieważ amerykański prezydent od miesięcy porusza się po "sinusoidzie" sprzecznych sygnałów. Przypomniał, że Trump raz mówił Wołodymyrowi Zełenskiemu w Białym Domu, iż ten "nie ma żadnych kart", innym razem sugerował, że Władimir Putin "tylko wodzi go za nos", by ostatecznie podpisać pakiet sankcji autorstwa zmarłego senatora Lindseya Grahama. "Bardzo ciężko jest to w tym momencie rozczytać" - ocenił.
Dwie narracje o Trumpie
Według gościa programu sposób, w jaki odbieramy posunięcia Trumpa, jest silnie warunkowany przez dwie konkurencyjne narracje, obecne w debacie publicznej od 2016 roku. Pierwsza - promowana przez media liberalne - przedstawia go jako "kandydata mandżurskiego", agenta Putina, który prędzej czy później zrealizuje cele Kremla. Druga widzi w nim następcę Ronalda Reagana.
Kożuszek zwrócił uwagę, że druga grupa jest dziś zdecydowanie w mniejszości, głównie za sprawą amerykańskiej interwencji przeciw Iranowi. Jego zdaniem to właśnie ta wojna rozbija tzw. otulinę medialną Trumpa - środowisko twórców podcastów i osobowości internetu, które poparło go przed wyborami w 2024 roku.
Jako przykład tego przesunięcia wskazał rosnącą obecność radykalnego komentatora Nicka Fuentesa w przestrzeni medialnej. "Konta liberalne piszą: nie jestem w stanie w to uwierzyć, ale muszę się zgodzić z Nickiem Fuentesem" - relacjonował Kożuszek, opisując nietypowy sojusz lewicowych i prawicowych krytyków polityki bliskowschodniej Trumpa.
Umowa dieslowa i kalkulacja wyborcza
Kluczowym elementem bieżącej rozgrywki jest, według gościa, porozumienie dotyczące dostaw rosyjskiego oleju napędowego. Kożuszek przytoczył liczby: pakiet obejmuje gwarantowane wolumeny, przy czym znaczna część dostaw obwarowana jest warunkiem wydolności rosyjskich rafinerii. Nawet optymistyczny szacunek odpowiada jedynie - jak wyliczył - dziewięciu dniom amerykańskiego zapotrzebowania.
Jego zdaniem jednym z celów tego posunięcia było odwrócenie niekorzystnego trendu w środowisku antyinterwencjonistów. Problem polega na tym, że narracja o winie wojny na Ukrainie za wysokie ceny paliw nie przekonuje szerokiego elektoratu. Kożuszek powołał się na sondaże: w jednym z nich 63 procent badanych uznało decyzję za złą, a wśród wyborców niezależnych sprzeciw sięgał około 71 procent.
"Za podwyżkę cen diesla odpowiada wojna na Ukrainie, a także ataki ukraińskie” - tę argumentację, użytą przez republikańskiego senatora Rogera Marshalla podczas debaty w Kansas, Kożuszek uznał za „w dużej mierze nieprawdziwą", wskazując, że głównym źródłem zaburzeń na rynku jest wojna z Iranem.
Spór o Starlink i wojna informacyjna
Gość programu zwrócił uwagę na pomijany, jego zdaniem, wątek ukraińskiej komunikacji wokół sprawy Starlinków i rzekomego wstrzymania wsparcia wywiadowczego w nocy z 12 na 13 października. W narracji o "mandżurskim kandydacie" Trump miałby celowo pozbawiać Ukraińców dostępu do danych i systemu łączności.
Kożuszek podkreślił jednak, że fakty pozostają niejasne i sprzeczne. Mychajło Fedorow, zdymisjonowany w lipcu minister obrony, twierdził, że Starlink działa; szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha zaprzeczał wstrzymaniu wymiany danych. Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich Andrzej Wilk pisał w połowie października, że "nic nie wskazuje na to, że Amerykanie przestali się dzielić danymi wywiadowczymi".
Po stronie amerykańskiej również panował chaos komunikacyjny: Elon Musk rozróżniał Starlink od wojskowego systemu Starshield, Marco Rubio twierdził, że Ukraina w ogóle nie dysponuje tą militarną częścią. Kożuszek wyciągnął z tego wniosek o powtarzalnym mechanizmie - w warunkach "mgły wojny" część komentatorów bezkrytycznie ufa stronie ukraińskiej.
W wywiadzie dla Piersa Morgana Zełenski na pytanie, czy czuje się zdradzony przez Trumpa, odpowiedział: "szczerze, tak, ale to są moje emocje". Jednocześnie, zdaniem Kożuszka, sięgnął po wyświechtane hasła liberalnej narracji - o Trumpie "po złej stronie historii" i jego "fascynacji autorytarnymi reżimami".
Rozmowy wysłanników i determinacja Putina
Baranowska przywołała doniesienia „The New York Timesa”, według których Steve Witkoff i Jared Kushner mieli odbyć z Zełenskim trudną rozmowę, przekazując mu, że Trump jest „wściekły” na jego wypowiedzi. Kożuszek dodał, że po tych rozmowach ukraiński prezydent zadeklarował gotowość do rozejmu wzdłuż obecnej linii frontu.
Gość programu ocenił relację amerykańsko-ukraińską jako cyniczną grę o charakterze win-win: Trump mógł obciążyć Zełenskiego winą za ceny paliw, a Zełenski - zrzucić na Amerykanów odpowiedzialność za problemy z obroną ukraińskiego nieba, które wynikają głównie z braku interceptorów.
Zdaniem Kożuszka największym zabezpieczeniem Polski przed scenariuszem resetu z Rosją jest paradoksalnie sam Putin. Przywołał rozmowę rosyjskiego przywódcy z Tuckerem Carlsonem, w której Putin odmówił dyskusji o geopolityce, mówiąc o historii i Rurykowiczach. "On jest na misji, która nie ma charakteru geopolitycznego, tylko jakiś historiozoficzny" - stwierdził.
Oferty ekonomiczne nie przemówią do kogoś, kto w Anchorage był traktowany jak przywódca jednego z trzech mocarstw świata, mimo gospodarki wielkości włoskiej. Kożuszek zgodził się z Baranowską, że Putinowi nie zależy na pośpiechu: przed zimą może liczyć na dalsze osłabienie Ukrainy, a dzięki wyborom w kilku państwach europejskich - na zmianę liderów. „Data 3 listopada dla Putina pewnie nic nie znaczy” - ocenił.
Stawka wyborów śródokresowych
Gość programu ostrzegł przed przecenianiem znaczenia wyborów dla pozycji Trumpa. Prezydent drugiej kadencji nie traci prerogatyw, a straty w Kongresie zdarzały się jego poprzednikom. Najgorszy scenariusz polega jednak na utracie Izby Reprezentantów, co otworzyłoby Demokratom drogę do komisji śledczych badających korupcję w administracji.
W Senacie - rzeczywistym polu rozgrywki - Kożuszek naliczył siedem bliskich wyścigów mieszczących się w granicy trzech punktów procentowych. Demokraci muszą wygrać pięć z nich, przy czym administrację chroni rozstrzygający głos wiceprezydenta J.D. Vance'a w razie remisu.
Niepokojące dla Republikanów są, według gościa, słabe wyniki ich kandydatów w stanach uznawanych za pewne, jak Teksas, Kansas czy Ohio. Świadczy to, jego zdaniem, o wyczerpywaniu się formuły politycznej Trumpa: „wszyscy idą na dno z nim albo wszyscy wypływają razem z nim”.
Kożuszek ocenił Trumpa jako prezydenta skupionego na trwałym dziedzictwie, a nie na bieżącym poparciu. Przywołał koncepcję George’a Friedmana z książki „The Storm Before the Calm”, w której cykle amerykańskie przynoszą prezydenta „dysruptora” i jego następcę-budowniczego. „Trump jest zdecydowanie bardziej Nixonem niż Reaganem” - stwierdził, dodając, że to dopiero kolejny prezydent wykorzysta jego realne osiągnięcia.
Filmiki AI i rozpad koalicji
Rozmówcy poruszyli temat publikowanych przez Trumpa materiałów generowanych przez sztuczną inteligencję. Kożuszek powiązał ich eskalację ze słabnącą skutecznością dawnych metod. Wcześniej Trump trollował „woke lewicę”, dziś bywa sam przedmiotem żartów - także tych dotyczących wieku.
Zdaniem gościa Trump „jest zwierzęciem mediów społecznościowych", a jego koalicja z 2024 roku, zbudowana m.in. na popularności w podcastach, realnie się rozpada. Filmiki AI to, w jego ocenie, próba powrotu do dawnej aury buntownika - przynosząca skutek odwrotny do zamierzonego.
Kożuszek odnotował też, że część neokonserwatystów, którzy wcześniej odwrócili się od Trumpa, poparła go podczas wojny z Iranem, uznając ją za słuszną interwencję. Jednocześnie przytoczył obserwację, że uwaga opinii publicznej odwróciła się od tego konfliktu wtedy, gdy Stanom Zjednoczonym zaczęło w nim iść lepiej.
Rozmowa była zapowiedzią książki Kożuszka, którą autor określił jako obronę relacji transatlantyckiej w duchu "realizmu atlantyckiego". Jak podkreślił, Polska nie jest "Niemcami Bismarcka" żonglującymi sojuszami, lecz raczej "Niemcami Adenauera" - państwem, któremu zależy na zakotwiczeniu w szeroko pojętym Zachodzie, nawet jeśli to sojusz trudny i nierównorzędny.