Powrót

Trump zapowiada pokój Ukraina-Rosja na grudniowym szczycie G20

Donald Trump planuje podpisanie porozumienia pokojowego między Ukrainą a Rosją na szczycie G20, który w grudniu ma się odbyć w Miami - podają amerykańskie media. Zapowiedź zbiega się z serią przyjaznych gestów administracji USA wobec Władimira Putina i rosnącą presją wyborczą w Stanach Zjednoczonych, co każe prowadzącym program na Kanale Otwartym Kamili Baranowskiej i Grzegorzowi Ślubowskiemu wątpić, czy do podpisu rzeczywiście dojdzie.

Komplementy Witkoffa i spór o język negocjacji

Punktem zapalnym dyskusji stała się wypowiedź wysłannika Trumpa, Steve'a Witkoffa, który - jak wskazują rozmówcy - mówił wprost do Putina, określając go jako człowieka o wyjątkowych skłonnościach humanitarnych.

Grzegorz Ślubowski odczytuje to jako element szerszej strategii. „Amerykanom bardzo zależy na tym, żeby skłonić Władimira Putina do pokoju, żeby przekonać go, że oni są po jego stronie” - ocenia. Zarazem podkreśla, że komplement rozmija się z rzeczywistością: o rosyjskim prezydencie „można powiedzieć, że jest skuteczny”, ale przypisywanie mu skłonności humanitarnych to „mocna przesada”.

Zdaniem obojga publicystów schlebianie Putinowi może być kolejną odsłoną tej samej taktyki. Ślubowski przypomina, że również rosyjska propaganda przedstawiała niegdyś swoich przywódców w wyidealizowany sposób, a Trump „robi to podobnie, tylko trochę innymi metodami”.

Ukraina „nie przy stole, lecz na stole"

Centralnym wątkiem rozmowy pozostaje pozycja Wołodymyra Zełenskiego, którego - jak ujmuje to Ślubowski - w negocjacjach nie ma „przy stole, ale na stole”. Ukraina jest w tym układzie przedmiotem, a nie podmiotem rozmów.

Publicyści różnią się jednak w ocenie intencji Trumpa. Ślubowski zastrzega, że amerykański prezydent „nie sprzedaje Ukrainy”, lecz „stara się wyegzekwować na Ukrainie ustępstwa w zamian za pokój, który jest dla niego cenniejszy z Rosją”. Z docierających przecieków wynika, że spór dotyczy linii rozgraniczenia: czy front zamrożono by na obecnej pozycji, czy Ukraina musiałaby oddać niezajęty jeszcze przez Rosję fragment Donbasu.

Na stole mają być także gwarancje bezpieczeństwa dla Kijowa oraz zniesienie sankcji wobec Rosji. W tym kontekście pojawia się pomysł wspólnego, amerykańsko-rosyjskiego zarządzania gazociągami Nord Stream i Nord Stream 2 - rozwiązanie, które wymagałoby zgody Europy i Niemiec, dalekiej od pewnej.

Nowa Jałta i cele Putina

Rozmówcy zwracają uwagę, że zapowiadany szczyt bywa już w mediach nazywany „nową Jałtą”. Dla Putina samo zasiadanie do stołu na równych prawach z przywódcami USA i Chin oznaczałoby symboliczne zwycięstwo.

„To jest główny cel rosyjskiej polityki, odkąd Władimir Putin jest prezydentem, od słynnego przemówienia w Monachium” - mówi Ślubowski. Chodzi o uznanie, że istnieją trzy mocarstwa, a Rosja ma prawo do własnej strefy wpływów i samodzielnej polityki międzynarodowej.

Publicyści podają jednak w wątpliwość, czy Putinowi w ogóle zależy dziś na rozejmie. „Putinowi zależy na tym, żeby albo wygrać, albo przynajmniej móc sprzedać ten rozejm jako zwycięstwo” - argumentuje Ślubowski. Jeśli żadna z tych opcji nie będzie możliwa, Kreml będzie grał na czas, przekonany, że działa on na jego korzyść.

Baranowska dodaje istotne zastrzeżenie dotyczące kalendarza politycznego w USA. „Między listopadem a grudniem może się jeszcze dużo zmienić” - zauważa, odnosząc się do listopadowych wyborów w Stanach. Jej zdaniem na podpisanie porozumienia w grudniu „raczej bym się nie nastawiała”.

Zmęczona Europa jako problem Kijowa

Oboje publicyści prostują tezę, jakoby Rosja wygrywała na froncie. Prawdziwym zagrożeniem dla Ukrainy jest narastające zmęczenie wojną w Europie. „De facto Ukraina na froncie tej wojny nie przegrywa, ale w umysłach ludzi w Europie już tak” - podsumowuje Ślubowski.

Problem sprowadza się do pieniędzy. Przykładem jest Francja z potężnym deficytem, gdzie lewica wytyka rządowi finansowanie obcego państwa kosztem własnych obywateli. Zbliżające się wybory we Francji i na Ukrainie mogą - zdaniem rozmówców - przynieść nowych liderów o odmiennym nastawieniu, mimo że obecni przywódcy europejscy wciąż deklarują, że stoją murem za Kijowem.

Baranowska i Ślubowski dostrzegają zarazem, że w Europie dzieją się rzeczy przemilczane w debacie skupionej na Trumpie. Wskazują na niemiecki proces Ukraińca oskarżanego o udział w wysadzeniu gazociągów Nord Stream - oficera broniącego się kraju, którego, jak podkreślają, sądzi się jak przestępcę, choć nie jest Rosjaninem. „Nad tym jest cisza. Nie oburzamy się na to tak mocno, jak się oburzamy na Donalda Trumpa” - zauważa Ślubowski.

Biznes jako sedno zbliżenia z Kremlem

Za amerykańskimi gestami wobec Rosji kryje się przede wszystkim rachunek ekonomiczny - przekonuje Ślubowski. „Tu jest ogromne zagrożenie tego, że jemu najbardziej zależy jednak na tym, żeby robić biznes z Rosją” - mówi, wymieniając zakup rosyjskich aktywów, gazociągów i interesy arktyczne.

Pierwszą „jaskółką” ma być symboliczna dostawa oleju napędowego z Rosji, pozbawiona realnego znaczenia dla amerykańskiego rynku. Ślubowski przypisuje Trumpowi także „słabość do autorytarnych przywódców” oraz naiwną wiarę, że Rosję da się odwrócić od Chin.

Zbliżenie ma również wymiar wizerunkowy. W mediach społecznościowych krążą prześmiewcze filmy generowane przez sztuczną inteligencję, przedstawiające Trumpa jako usługującego Putinowi. „Zdecydowanie nie robi to dobrze” wizerunkowi prezydenta USA - przyznaje Ślubowski, zastrzegając jednak, że Trump „nie może wszystkiego”, bo w końcu obrócą się przeciw niemu opinia publiczna i własna partia.

Zełenski celem osobistych ataków

Trump kilka dni wcześniej stwierdził, że negocjacje w imieniu Ukrainy powinien prowadzić ktoś inny niż Zełenski, nazywając go głównym problemem i podkreślając, że ukraiński prezydent „musi chcieć” zakończenia wojny.

Zdaniem Ślubowskiego taka strategia przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. „Im więcej takich wypowiedzi od Trumpa, tym popularność Zełenskiego rośnie” - ocenia, tłumacząc to mechanizmem skupiania się wokół flagi, gdy obcy przywódca atakuje lidera własnego kraju. Realnego rywala politycznego - czy to Witalija Kliczki, czy Wałerija Załużnego - ukraiński prezydent dziś nie ma.

Sedno sporu nie leży w osobie przywódcy, lecz w warunkach pokoju. „Żaden ukraiński przywódca nie zgodzi się na oddanie bez walki części terytorium Ukrainy, której jeszcze Rosjanie nie zajęli” - podkreśla Ślubowski, ostrzegając, że taka decyzja wywołałaby bunt.

Nawet ewentualny rozejm na obecnej linii frontu byłby - według obojga publicystów - krótkotrwały. Dopóki w Rosji nie zmieni się władza, Kreml będzie dążył do opanowania całej Ukrainy metodami politycznymi lub wojskowymi. Jak dotąd Putin reaguje na amerykańskie zaloty spokojnie, a przywieziona przez Witkoffa propozycja pokoju - łącznie z komplementami o jego „skłonnościach humanitarnych” - najwyraźniej go nie przekonała.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter