Ukraina w politycznym wstrząsie: dymisja Fedorowa, protesty i erozja zaufania w obozie Zełenskiego
Prezydent Wołodymyr Zełenski odwołał ministra obrony Mychajła Fedorowa, wywołując największe od miesięcy protesty w wielu miastach Ukrainy. Decyzja zapadła w trakcie szerszej rekonstrukcji rządu, której towarzyszą walki frakcyjne, spory o zamówienia obronne oraz narastający kryzys w relacjach z Polską. W tle Kijów notuje spektakularne sukcesy militarne na Krymie i w głębi Rosji - pokazując, że państwo w piątym roku wojny funkcjonuje w skrajnie sprzecznych rytmach. Sytuację analizuje Daniel Szeligowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Dymisja ministra i podział opinii
Fedorow, jeden z filarów ekipy Zełenskiego od 2019 roku, był jedynym członkiem rządu, który przetrwał w gabinecie od początku prezydentury. - To lojalny żołnierz i sprawny - mówi Szeligowski. Minister uporządkował zamówienia obronne, przyspieszył procesy zakupowe i forsował technologiczny model prowadzenia wojny, oparty na dronach i systemach bezzałogowych.
Zdaniem eksperta obraz konfliktu jest jednak bardziej złożony niż narracja o starciu reformatora ze starym systemem. Fedorow nie znalazł wspólnego języka z generalicją, w tym z głównodowodzącym Ołeksandrem Syrskim oraz Sztabem Generalnym. - Zaczął się przyglądać zamówieniom obronnym, co się wielu wpływowym ludziom na Ukrainie nie spodobało - zauważa Szeligowski. Konflikt miał więc dwa wymiary: personalny i systemowy.
Ekspert przypomina, że minister obrony na Ukrainie jest z tak zwanej kwoty prezydenckiej, więc Zełenski zachował pełne prawo do zmiany kadrowej. - Moim zdaniem to błędna decyzja - ocenia jednak Szeligowski, wskazując, że prezydent stworzył Fedorowowi platformę medialną do budowy własnej kariery politycznej.
Protesty w wielu miastach i koszty polityczne
Demonstracje po dymisji Fedorowa wyglądają na większe niż zeszłoroczne protesty w obronie niezależności NABU. Szeligowski przewiduje krótkoterminowy spadek poparcia dla prezydenta w sondażach, choć zwraca uwagę, że rok temu podobne protesty również nie zachwiały pozycją Zełenskiego. - Prezydent Zełenski wyszedł ostatecznie obronną ręką z tego wszystkiego i nawet umocnił swoją pozycję - przypomina.
Wcześniejsze fale poparcia dla prezydenta wiązały się z jego twardą postawą w polityce zagranicznej - między innymi ze sprzeczką w Białym Domu z Donaldem Trumpem oraz sporem z Polską wokół UPA. - Podoba się to Ukraińcom, że on walczy - podsumowuje ekspert.
Fedorow, który wczoraj pokazał się jako sprawny mówca z szerokim zapleczem medialnym, zdaniem Szeligowskiego niemal na pewno ma ambicje polityczne. - Myślę, że to też było jednym z czynników, dlaczego on się prezydentowi Zełenskiemu nie podobał - ocenia analityk PISM. Zełenski nie lubi polityków z własnymi ambicjami - a to prawidłowość znana także z innych systemów.
Rekonstrukcja rządu i redystrybucja wpływów
Zmiana ministra obrony wpisuje się w szerszy proces rekonstrukcji rządu i przebudowy układu władzy. Były szef SBU generał Wasyl Malijuk - w rozmowie mowa o „generale Chmarze” - ma zostać pełniącym obowiązki ministra obrony, a szefostwo SBU obejmie zaufany człowiek Zełenskiego. Premier Julia Swyrydenko ma objąć ambasadę w Waszyngtonie, zastępując Oksanę Stefaniszynę, wobec której - jak sugeruje ekspert - może pojawić się sprawa korupcyjna.
Szeligowski wskazuje, że proces przebudowy trwa od odejścia Andrija Jermaka. Do najbliższego kręgu prezydenta wrócił Dawyd Arachamija, szef frakcji parlamentarnej Sługi Narodu, kluczowy łącznik z parlamentem. Kyryło Budanow, były szef wywiadu wojskowego, kieruje administracją prezydencką. - Zełenski zrobił moim zdaniem bardzo mądrą rzecz. Ktoś mu to pewnie podpowiedział, żeby dokoptować nowe środowiska, podzielić się trochę władzą - mówi ekspert.
System stał się bardziej zdecentralizowany niż w czasach duopolu Zełenski-Jermak. - Teraz wina idzie na wszystkich - zauważa Szeligowski, opisując mechanizm dzielenia się odpowiedzialnością wśród członków ścisłego kierownictwa.
Nowe pokolenie biznesu i przyszłe rozdanie polityczne
Na ukraińskiej scenie politycznej krystalizują się już nazwiska kandydatów do przyszłego rozdania: Zełenski, Budanow, generał Wałerij Załużny w Londynie oraz Fedorow. Zaplecze finansowe może dostarczyć nowe pokolenie biznesu, wyrosłe na wojnie - w branżach zbrojeniowej, rolniczej i IT. - Mówimy o nowym pokoleniu biznesowym - mówi Szeligowski, dodając, że IT jest szczególnie blisko związane z Fedorowem.
Ukraiński biznes tradycyjnie „rozkłada jajka w różnych koszykach”, wspierając kilku kandydatów jednocześnie. Nowe pokolenie działa w sposób bardziej transparentny niż dawni oligarchowie, ale nadal funkcjonuje w warunkach częściowo korupcyjnych. - Jeżeli mamy firmę zbrojeniową, a udział w rynku wymaga zapłacenia jakiejś łapówki, to się zapłaci - opisuje ekspert.
Budanow, dziś szef administracji prezydenckiej, ma budować pozycję lidera frakcji patriotyczno-nacjonalistycznej, docierającej do prawosławnego wschodu i południa, do którego Zełenski nie trafia. Ekspert komentuje pojawiające się elementy religijnej stylizacji generała: - To jest odwołanie się do elektoratu, do którego prezydent Zełenski nie trafia.
Kryzys w relacjach z Polską i „populistyczny suwerenizm”
Szeligowski opisuje narastający na Ukrainie trend, który nazywa „populistycznym suwerenizmem”. Po latach wojny w części społeczeństwa dominuje przekonanie, że kraj jest wystarczająco silny, by nikt nie mówił mu, co ma robić - także sojusznicy. - Znajdziesz na Majdanie banery „suwerenni od Moskwy i Brukseli” - mówi analityk.
Poparcie dla Zełenskiego po awanturze z Polską wzrosło również w środowiskach, które wcześniej były wobec niego krytyczne - wśród inteligencji kijowskiej i kręgów nacjonalistycznych. Wpisy dotyczące Polski generują dziś w ukraińskich mediach społecznościowych większe zasięgi niż relacje z frontu. - To się po prostu lepiej klika, więc ludzie się podłączają - tłumaczy Szeligowski.
Ekspert potwierdza, że ukraiński StratCom rozsyła jednolite przekazy dnia dotyczące spraw polskich. Podczas konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku - jak relacjonuje - każdy rozmówca, od ministra po przedstawicieli mniejszości ukraińskiej w Polsce, powtarzał identyczne argumenty. Aktualna narracja przedstawia kryzys z Polską jako wewnętrzny polski konflikt polityczny, którego rykoszetem miała paść Ukraina.
Rywalizacja o kształt regionu
Na poziomie strategicznym Szeligowski dostrzega głębszą rozbieżność interesów. Polska jest kustoszem status quo ukształtowanego po 1990 roku - członkostwa w NATO i Unii, gospodarczego cudu. Ukraina, jako państwo najechane i konsekwentnie niszczone, chce ten stolik przewrócić i zbudować nową architekturę bezpieczeństwa, w której zajmie centralne miejsce.
Ekspert wskazuje na formującą się linię strategiczną Kijowa: Skandynawia, Niemcy, Francja i Wielka Brytania. - Na tej linii nie ma państwa, które ma dzisiaj największą armię w tym regionie - poza samą Ukrainą - zauważa. Polska trzyma się poprzedniego systemu, a Ukraińcy patrzą pragmatycznie: rozmawiają z tymi, którzy mogą dostarczyć broń i pieniądze.
Rezolucja Parlamentu Europejskiego potępiająca UPA i prezydenta Zełenskiego, poparta przez ponad 500 eurodeputowanych, jest według Szeligowskiego symptomem zmęczenia europejskich elit. - Trochę się już zmieniły zasady gry. Nie będziemy ci pozwalać na wszystko - tak ekspert streszcza sygnał wysłany Kijowowi. Podobne komunikaty pojawiły się wcześniej - przy okazji szczytu NATO w Wilnie czy odmowy drugiego wystąpienia Zełenskiego w Kongresie.
Front działa, zaplecze się kruszy
Mimo politycznego wstrząsu Szeligowski nie spodziewa się bezpośredniego wpływu kryzysu na przebieg wojny. Sukcesy ukraińskie na Krymie i w głębi Rosji są efektem działań wielu ośrodków, a nie samego ministra obrony. Fedorow wpływał jednak na strategiczny wybór modelu prowadzenia wojny - technologicznego, opartego na dronach, w opozycji do tradycyjnego, „mięsno-armatniego” podejścia generała Syrskiego.
Problemem długofalowym jest erozja zaufania w najbliższym otoczeniu prezydenta. - Zełenski wysyła sygnał, że nawet jak będziesz mi nosił teczkę przez siedem lat, to cię potem wykopię, jak taki będzie interes - komentuje ekspert. Fedorow był ostatnim członkiem oryginalnej ekipy z 2019 roku i jedynym, który nigdy publicznie nie wystąpił przeciwko prezydentowi.
Szeligowski zwraca uwagę na paradoks: przez najbliższy miesiąc - okres wakacyjny parlamentu - Ukraina, państwo prowadzące wojnę, pozostanie bez ministra obrony i ministra spraw zagranicznych zatwierdzonych przez Radę Najwyższą. Obie funkcje należą do kwoty prezydenckiej i wymagają odrębnego głosowania.
Kontekst i perspektywa
Obraz Ukrainy w piątym roku wojny pozostaje pełen sprzeczności: spektakularne sukcesy technologiczne i wywiadowcze łączą się z korupcją, walkami frakcyjnymi i kryzysami dyplomatycznymi. Szeligowski przestrzega przed wyolbrzymianiem obecnej sytuacji - protesty mogą wygasnąć, a nominacja generała określanego jako Chmara być może wystarczy jako damage control.
Kluczowe dla polskiej perspektywy pozostają dwa wnioski. Po pierwsze, na ukraińskiej scenie politycznej otworzyła się nisza antypolska, którą prędzej czy później ktoś zagospodaruje. Po drugie, Ukraina ma sprawnie funkcjonujące państwowe zaplecze komunikacyjne za granicą i klasę polityczną zdolną do zawieszania sporów wewnętrznych na czas rozmów z zachodnimi partnerami. - W kraju mogą się pokłócić, do gardeł skoczyć, ale za granicą stają jednym frontem - konkluduje Szeligowski. To model, którego Polska - jego zdaniem - powinna się nauczyć, jeśli chce skutecznie bronić własnych interesów w regionie.