Vučić traci władzę w Serbii po czternastu latach rządów
Aleksandar Vučić, były prezydent Serbii i najważniejszy sojusznik Rosji w Europie, przegrał wybory z ruchem studenckim. W niedzielę wieczorem i w nocy z niedzieli na poniedziałek na ulice Belgradu i innych serbskich miast wyszły setki tysięcy ludzi, świętujących koniec czternastu lat jego rządów. Lista Studencka zdobyła ponad 51 proc. głosów i bezwzględną większość w parlamencie - wynik, który komentatorzy określają jako polityczne zmiecenie dotychczasowej władzy.
Vučić, który przez lata decydował praktycznie o wszystkim, co działo się w kraju, uznał porażkę. To zaskoczyło obserwatorów, obawiających się prób zablokowania wyniku. „Wyszedł, powiedział, że przegraliśmy wybory” - relacjonował Grzegorz Ślubowski w rozmowie z Igorem Janke na Kanale Otwartym.
Kim był człowiek, który rządził Serbią
Vučić wywodzi się z Serbskiej Partii Radykalnej, nacjonalistycznego ugrupowania związanego ze Slobodanem Miloševiciem i z politykami sprzeciwiającymi się prozachodniemu kursowi kraju. Z czasem złagodził poglądy i przesunął się w stronę centrum, choć - jak podkreślali rozmówcy - nie do końca.
Jego polityka zagraniczna polegała na lawirowaniu. Deklarował dążenie Serbii do Unii Europejskiej, ale nie spełniał podstawowych wymagań, między innymi w sprawie korupcji. Jednocześnie nie odcinał się od Władimira Putina i nie przystąpił do unijnych sankcji wobec Rosji po inwazji na Ukrainę.
Vučić utrzymywał dobre relacje z Putinem, Viktorem Orbánem i Xi Jinpingiem, a równocześnie rozmawiał z Brukselą. „To nie jest zupełnie czarno-biała historia” - zauważył Janke. Rosyjskie media nazywały go „ostatnim człowiekiem Putina w Europie”.
Relacje z Moskwą nie zawsze były harmonijne. Ślubowski przypomniał skandal dyplomatyczny, gdy rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zasugerowała, że Vučić gra na obie strony. Została za to skarcona przez ministra Siergieja Ławrowa, który tłumaczył, że serbski przywódca działa pod presją i mimo wszystko stara się utrzymać sojusz z Rosją.
Zawalony dach i narodziny ruchu protestu
Przyczyną porażki nie była jednak geopolityka, lecz korupcja, nepotyzm i ograniczanie wolności mediów. Dla przeciętnych Serbów rządy Vučicia oznaczały przede wszystkim zabetonowany system, w którym awans bez odpowiednich znajomości był praktycznie niemożliwy.
Ruch, który dziś wygrał wybory, powstał dwa lata temu. Impulsem była katastrofa w Nowym Sadzie, gdzie zawalił się dach stacji kolejowej, zabijając 16 osób. Dworzec był remontowany przez chińskich wykonawców, co uczyniło tragedię symbolem nieprzejrzystych inwestycji i bezkarności elit - po katastrofie nikt nie poniósł realnych konsekwencji.
Protest, rozpoczęty przez studentów, szybko objął szersze grupy. „Tam są i lekarze, i prawnicy, i dziennikarze - pospolite ruszenie” - opisywał Ślubowski. Dołączyli profesorowie, naukowcy, aktorzy i rektorzy, choć to młodzi ludzie nadali ruchowi charakter i nazwę.
Siła liczb, słabość programu
Właśnie heterogeniczność ruchu jest zarazem jego atutem i największą słabością. Lista Studencka nie ma spójnego programu - jej jedynym wspólnym mianownikiem było odsunięcie Vučicia od władzy. „To nie jest walka lewicy z prawicą” - podkreślali rozmówcy. Ruch unikał tematów kontrowersyjnych dla Serbów, w tym jednoznacznego stanowiska wobec NATO.
Wspierają go partie opozycyjne, ale nie one są najważniejsze. Rozmówcy ostrzegali, że po zwycięstwie zaczną się różnice. Gdy przedstawiciele ruchu pojechali do Brukseli, deklarowali: „Jesteśmy Europejczykami”. Brakowało jednak dalszego ciągu i konkretnego programu.
Dlatego najbardziej prawdopodobny scenariusz to chaos. Nie można wykluczyć oporu struktur państwowych wobec nowej władzy ani niepewnej postawy wojska, które w Serbii odgrywa istotną rolę.
Co to oznacza dla Rosji
Dla Moskwy Serbia była cennym aktywem i unijnym dystraktorem. Kraj nie przyłączył się do sankcji, a Rosjanie mogli tam swobodnie podróżować i latać, podczas gdy większość państw europejskich wprowadziła ograniczenia. Loty do Belgradu funkcjonowały bez przeszkód.
Jeszcze ważniejsze były interesy gospodarcze. Rosja zbudowała silne wpływy w energetyce, mediach i polityce. „To spoiwo, które łączy Rosję z jej klientami” - tłumaczył Ślubowski o znaczeniu surowców energetycznych. Serbia pozostaje jednym z czołowych odbiorców rosyjskich paliw w Europie.
Rozmówcy ostrzegali, że Rosja nie odpuści łatwo. Przypomnieli próbę przewrotu w Czarnogórze sprzed kilku lat, organizowaną z terytorium Serbii przez rosyjski wywiad, gdy ten kraj zbliżył się do Zachodu. Za ewentualnym oporem wobec nowej serbskiej władzy również może stać Moskwa.
Prozachodni zwrot bez gwarancji
Nie jest jasne, czy zwycięzcy chcą zerwać z Rosją. 30 września ruch studencki oświadczył, że Serbia utrzyma dotychczasową politykę nienakładania sankcji. Jeden z liderów listy, Ilija Srdanović, podkreślał znaczenie dostaw rosyjskiej energii.
Nastroje elektoratu wskazują jednak inny kierunek. Jak wynika z analizy Ośrodka Studiów Wschodnich, 75 procent wyborców listy studenckiej opowiada się za bliższymi relacjami z Unią Europejską niż z Rosją. To młodzi ludzie, dla których bombardowania NATO z lat 90. są odległą historią, a Zachód - codziennym doświadczeniem podróży po Europie.
Zwrot utrudnia natomiast historia. Serbowie w dużej mierze pozostają prorosyjscy - ze względu na pomoc carskiej Rosji w walkach z Imperium Osmańskim oraz poczucie krzywdy po bombardowaniach Belgradu w czasie wojny o Kosowo. Antyzachodnie nastroje nie zniknęły, a Rosja będzie próbowała na nich grać.
Zmiana pokoleniowa i perspektywa dla Polski
Zwycięstwo Listy Studenckiej to także zmiana generacyjna - do polityki wchodzą zupełnie nowi ludzie o innym spojrzeniu niż dotychczasowe elity. Stąd euforia na ulicach, w większości wśród młodych.
Z punktu widzenia Polski kierunek zmian wydaje się korzystny. Słabnie jeden z najważniejszych sojuszników Rosji w Europie, rośnie szansa na bardziej demokratyczne państwo z mniejszym poziomem korupcji i potencjalnie lepszego partnera. Rozmówcy zastrzegali jednak, że za wcześnie na jednoznaczne oceny - ewentualna destabilizacja Serbii oznaczałaby kolejne ognisko napięć w Europie.
Rosyjskie media ogłaszają, że Putin stracił „ostatniego człowieka w Europie”. Rozmówcy byli sceptyczni. Przypomnieli niedawne wystąpienie byłego kanclerza Gerharda Schrödera przed jedną ze szwajcarskich redakcji, które zgromadziło pełną salę i oklaski. Vučić może być raczej ostatnim politykiem tej rangi niż ostatnim sympatykiem Moskwy.
Serbia wyłamuje się z europejskiego trendu, w którym umacniają się siły niechętne liberalnemu modelowi życia. Ruch studencki aspiruje do Unii - choć, jak zauważyli rozmówcy, raczej tej sprzed dwudziestu lat. Najbliższe tygodnie pokażą, czy zwycięstwo przełoży się na trwałą zmianę, czy ustąpi miejsca wewnętrznym podziałom.